„Podwójna świadomość”, to powieść, która łączy w sobie

elementy fantastyki naukowej z realnym życiem. Bohaterem

jest starszy człowiek który doznaje zawału serca

i traia do szpitala. W trakcie reanimacji doświadcza niezwykłych

doznań. Jest przekonany że nie żyje w dosłownym

tego słowa znaczeniu. Jednocześnie jego życie trwa

dalej, ale tylko jako jego świadomość, która została skopiowana

z jego mózgu i przeniesiona na specjalny nośnik.

Mark, mój bohater poznaje piękną kobietę, profesor Ann.

Ona wprowadza go w inny świat, świat życia w innej formie,

w postaci sztucznej świadomości. Razem przeżywają

różne przygody. Zwiedzają nie tylko szpitalne laboratorium

ale również miasto w którym dotychczas mieszkał

. Poznają też różne ciekawe miejsca w Stanach. Cały czas

prowadzą z sobą interesujące rozmowy o najnowszych

osiągnięciach w dziedzinie medycyny i nie tylko. Te dwa

światy opisane tutaj, przenikają się wzajemnie, sprawiając

wrażenie że to może dziać się naprawdę. Po pewnym

czasie bohatera tego opowiadania udaje się uratować.

Wraca on do realnego świata, ale czy na pewno?

 

 

                                           Podwójna   świadomość

 

ROZDZIAŁ I

 

Obudziłem się. Chciałem otworzyć oczy i nie mogłem.

Co jest? Przecież skoro już nie śpię mogę przecież wstać.

Niestety nie było to takie proste. Odkryłem że nie tylko

nic nie widzę ale w dodatku nie mogę się ruszać. Zaniepokoiło

mnie to, lecz pomyślałem że widocznie nie całkiem

się obudziłem. Spróbowałem ponownie. Nic z tego. Nie

mogłem wykonać żadnego ruchu. Co się dzieje? Zaniepokoiłem

się nie na żarty. Byłem świadomy ale bezwolny.

Jestem sparaliżowany pomyślałem. Wpadłem w panikę.

Chciałem natychmiast otworzyć oczy i wstać. Próbowa-

łem wszystkiego. Niestety bez efektu. Nie czułem nic. Żadnego

ruchu, żadnego bólu. Zacząłem panikować. Byłem

pewny że serce zaraz wyskoczy mi z piersi a ciśnienie rozsadzi

mi głowę. Nic się jednak nie wydarzyło. Powoli

uspokajałem się. Uświadomiłem sobie że wszystko co się

ze mną dzieje jest jakieś dziwne. Takiego uczucia jeszcze

nie doświadczyłem. Z jednej strony wydawało mi się, że

zaraz oszaleję ze strachu. Jednocześnie byłem jakoś dziwnie

spokojny. To było niesamowite uczucie. W miarę jak

się uspokajałem, czułem zadowolenie. To jakaś paranoja.

Nie mogę się ruszać, nic nie widzę a ja się cieszę. Z całą

pewnością zwariowałem. Tylko w ten sposób mogłem to

wytłumaczyć. Postanowiłem próbować wszystkiego, aby

chociaż otworzyć oczy i coś z tego zrozumieć. Niestety nic

z tego nie wyszło. Wysiłki które podejmowałem nie przy-7

nosiły efektu a ja czułem się dziwnie spokojny i zadowolony.

Postanowiłem przypomnieć sobie wszystko co dzia-

ło się wcześniej. Może w ten sposób znajdę wytłumaczenie

tego dziwnego stanu w którym się znalazłem. Wytęża-

łem wszystkie siły by móc przypomnieć sobie wszystko

co działo się w ostatnich godzinach. Nie szło mi to zbyt

dobrze. Obrazy wytworzone w mojej głowie były niewyraźne,

zamazane i wirowały tak jakby były pod „wpływem”.

Co się dzieje? Czyżbym był naćpany? Na pewno nie.

Przecież nie korzystam z tego rodzaju używek. Pijany?

Też niemożliwe. Po jednej lampce wina wypitej wieczorem

moje myśli nie mogły oszaleć. „Spokojnie człowieku”.

– Powiedziałem do siebie. To musi się jakoś wyjaśnić.

Może spróbuję zasnąć i obudzić się ponownie. A może ja

po prostu śpię i wszystko mi się śni? To by tłumaczyło

trudności z przypomnieniem sobie tego co działo się kilka

godzin wcześniej. Postanowiłem uspokoić myśli i zasnąć,

jeśli rzeczywiście nie śpię. Leżałem tak dość długo. Godzinę

a może dłużej. Nie byłem w stanie tego ocenić. Niestety

w dalszym ciągu nic się nie zmieniało. Ani nie zasnąłem

ani nie obudziłem się. To było coraz bardziej denerwują-

ce. Nie mogłem nic zrobić. Leżałem w całkowitym bezruchu

i całkowitej ciemności. Nie mogłem również racjonalnie

wytłumaczyć sobie tej sytuacji. Pozostawało mi tylko

czekać. Może rozwiązanie przyjdzie samo. Mając nadzieje

że tak się stanie, zatopiłem się w myślach. Czułem się wyjątkowo

dobrze. Właściwie przestało mi zależeć na wyja-

śnieniu tej tajemnicy. Nagle, jak grom z jasnego nieba dotarła

do mnie myśl. Ja umarłem, ja nie żyję. Przeraziłem

się i nie. Właściwie było mi to obojętne. Co jest do cholery.

Ja bredzę. Nikomu przecież nie jest obojętne czy żyje, czy

nie. To jakaś totalna paranoja. Chyba pogięło mnie zupeł-8

nie. Oczywiście nie jest mi to obojętne. Chcę żyć i to jak

najdłużej, bez względu na to jak to życie ma wyglądać. Nie

rozumiem więc dlaczego w mojej głowie rodzą się takie

myśli. Musiałem to koniecznie wyjaśnić. Podjąłem próbę.

Zmęczyło mnie to tak, że wydawało mi się że zasnąłem.

Albo znalazłem się w innym stanie psychoizycznym niż

dotąd. Nie udało mi się poruszyć ani cokolwiek zobaczyć.

Tymczasem mój mózg zaczął przekazywać mi obrazy

z przeszłości. Były jakby bardziej uporządkowane. Ta cią-

gła walka i ponawiane próby wyjaśnienia całej tej sytuacji

bardzo mnie wyczerpała. Jednocześnie czułem że za chwilę

tajemnica się wyjaśni. Pomyślałem sobie że spróbuje

dojść do prawdy okrężną drogą. Bezpośrednio podejmowane

próby jak dotąd nie przyniosły rezultatu. Zacząłem

przypominać sobie co w ostatnim czasie dowiedziałem

się na temat prowadzonych badań nad skopiowaniem

ludzkiego mózgu. Myślałem również o czym mówili ludzie

którzy przeżyli śmierć kliniczną i wrócili jak twierdzili

z innego, lepszego świata. Dotąd tego rodzaju informacje

traktowałem trochę jak „dziennikarskie kaczki”. Teraz

jednak kiedy zastanawiałem się nad moim stanem, poważnie

zacząłem myśleć o tym, czy nie ma tam ziarenka

prawdy. Tym bardziej, że opisywane w różnych publikacjach

i wywiadach odczucia tych ludzi, coraz bardziej zaczęły

pokrywać się z moimi. Jest tylko mała różnica. Oni

wrócili a ja jeszcze nie. Nic też nie wskazywało na to, by

w najbliższym czasie mogło się coś zmienić. Nie traciłem

jednak nadziei. Byłem bardzo spokojny. Chociaż wydawa-

ło mi się to nienormalne, zważywszy sytuację w jakiej się

znajdowałem. Niewiele jednak mogłem zrobić. Na nic

zdały się moje wcześniejsze wysiłki. Mimo wszystko w ca-

łej tej niezrozumiałej i nienormalnej sytuacji, najbardziej 9

potrzebowałem uzyskania jakiejkolwiek informacji, wyja-

śniającej chociaż w części to, co tutaj się dzieje. Pragnąłem

z całych sił zrobić coś, co pomogłoby mi przypomnieć sobie

wydarzenia sprzed kilku, czy kilkunastu godzin. Nagle

przesuwające się w mej głowie barwne obrazy zatrzyma-

ły się. Coś jakby zatrzeszczało i ujrzałem siebie w swojej

sypialni. Spałem. Sypialnia była co prawda jakby inna, łóż-

ko też, ale to była na pewno moja sypialnia. Na szafce stojącej

obok łóżka leżał pilot od telewizora i telefon. Nagle

obudziłem się. Usiadłem na łóżku. Przyłożyłem dłoń do

klatki piersiowej, tak jakby coś mnie zabolało. Patrzyłem

na siebie przypominając sobie że kiedyś doświadczyłem

już czegoś podobnego. W pamięci zachowały mi się niezbyt

miłe odczucia. Uświadomiłem sobie że przecież patrzę

na siebie, będąc jednocześnie gdzieś indziej. Nie odczuwałem

nic nieprzyjemnego. Bólu również. Czułem się

jakbym oglądał jakiś ilm a jednocześnie byłem przekonany

że postać na którą patrzę, to ja. Nie potraię tego racjonalnie

wytłumaczyć, ale tak było. Czekałem co będzie

działo się dalej. Ja lub jak kto woli postać której się przyglądałem

złapała telefon, wykręciła numer alarmowy

prosząc o pomoc. Wtedy izycznie czułem co się dzieje.

Ogarnął mnie wszech obezwładniający strach i rozdzierający

ból w klatce piersiowej. Zsunąłem się z łóżka i doczołgałem

do drzwi wejściowych. Zdołałem podnieść się

na kolana. Przekręciłem klucz i otworzyłem je. Osunąłem

się na podłogę i straciłem przytomność. Więcej nic nie pamiętam.

Ocknąłem się tutaj. Nie wiem nawet jak się tu

znalazłem i gdzie przede wszystkim jestem. Co to za pomieszczenie?

Pytań miałem wiele. Wiedziałem jednak że

na odpowiedź będę musiał jeszcze długo poczekać. Wła-

ściwie to nie wiedziałem, ale takie miałem przeczucie. Nie 10

wiem skąd to się brało ale byłem pewien, że wszystkiego

się dowiem. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, czego tak naprawdę

się dowiem i czego doświadczę. Ale po kolei. Podsumowując.

Nie wiem gdzie się znajduję i dlaczego. Nic

nie widzę i nie czuję. Nie czuję nawet odrobiny lęku. To

jest takie dziwne uczucie że aż trudne do uwierzenia. Pró-

buję na wszystkie znane mi sposoby wytłumaczyć sobie

ten stan rzeczy. Na razie wszystkie moje wysiłki zdają się

psu na budę. Pocieszające jest to że niczego się nie boję.

Drażni mnie tylko to że nie mogę dowiedzieć się gdzie jestem.

Mogę tylko myśleć. Postanowiłem więc skorzystać

z tej możliwości w najlepszy sposób jaki mogę. Wróciłem

wiec znowu myślami do stanu sprzed kilku godzin. Przed

chwilą zdałem sobie sprawę z tego że tak naprawdę to nie

wiem jak długo tutaj jestem. Czy upłynęło kilka godzin,

dni czy miesięcy a może lat? Tak naprawdę nie wiem nic.

Nie mam żadnego punktu odniesienia. Dotychczas w życiu

starałem posługiwać się logiką. Wierzyłem że za pomocą

logicznego myślenia wiele spraw, niezrozumiałych

zdarzeń czy odczuć można wytłumaczyć. Tę zasadę postanowiłem

wykorzystać teraz. Musiałem w samotności dobrze

się przygotować. Nie mogłem popełnić żadnego błę-

du. Moje myślenie nie mogło obejmować zbyt dużo wątków.

Musiałem odnieść się tylko do tych najważniejszych.

Na razie postanowiłem skupić się tylko na odtworzeniu

zdarzeń, które miały miejsce bezpośrednio przed utratą

przeze mnie przytomności. Wiedziałem już że doznałem

zawału serca. Nie wiedziałem tylko kiedy miało to miejsce.

Niepokoiło mnie że w obrazach, które widziałem

wcześniej, moja sypialnia wyglądała jakoś inaczej. Dlaczego

łóżko było inne, węższe. Moje było dość szerokie. Tapety

również były w innym kolorze. Bardziej ciepłe, inne niż 11

te, które pamiętałem. Po głębszym zastanowieniu się doszedłem

jednak do wniosku, że z powodu jakiś niezrozumiałych

dla mnie wydarzeń wszystko wydawało mi się

być inne niż było w rzeczywistości. Te spostrzeżenia pozwoliły

mi wysnuć wniosek, że musiało się wiele wydarzyć

w moim życiu. Byłem przekonany że wkrótce wszystko

sobie przypomnę. Powiedziałem sobie, że odpocznę

i będę z nową energią starał się rozwikłać tę zagadkę. Nagle

zdałem sobie sprawę z tego, że przecież nie mam od

dawna żadnych odczuć. Nie czuję ani bólu, ani radości.

Smutku czy żalu. Nie odczuwam nic. Jestem jakby zawieszony

miedzy jawą i snem. Jestem jakby w innym wymiarze.

Nie wiem jak to nazwać. Jest to dziwny stan. Czy jest

on lepszy czy gorszy od tego, który dotychczas znałem?

Nie wiem. Mam nadzieję, że przyszłość pokaże. W tej

chwili miałem w głowie mętlik. Zacząłem intensywnie

myśleć o przeszłości. Coś zaczęło się dziać w moim mó-

zgu. Obrazy które dotychczas gościły w moich myślach

zaczęły się zmieniać. Nabrały wyraźniejszych barw i przestały

się ruszać. Teraz byłem pewien, że wkrótce przypomnę

sobie wszystko. No i miałem rację. Stopniowo pamięć

zaczęła mi wracać. Przypomniałem sobie że miałem problemy

z samotnością. Nie mogłem się z tym pogodzić. To

było straszne uczucie. Dotychczas nie zdawałem sobie

sprawy z tego jak samotność może dokuczać. To mało powiedziane.

To jest coś gorszego od choroby. Potrai wywrócić

całe dotychczasowe życie do góry nogami. Przypomniałem

sobie, że byłem już na skraju rozpaczy. Bardzo

źle czułem się w roli samotnego, starego człowieka. Od

dłuższego czasu usiłowałem to zmienić, ale nic z tego nie

wychodziło. Na poznanie znajomych tutaj nie mogłem liczyć.

Nie mogłem przecież po prostu podejść do kogoś na 12

ulicy i powiedzieć: „Cześć jestem bardzo samotny, chciał-

bym pogadać”. Wzięto by mnie za wariata. Mogłem szukać

szczęścia w kawiarniach. Albo na różnego rodzaju festynach,

których jest tutaj mnóstwo. Mogłem. Łatwo powiedzieć.

Biorąc pod uwagę moje inanse i ta możliwość pozostawała

w sferze marzeń. Znajomość z sąsiadami z klatki

schodowej ograniczała się tylko do zwykłego „dzień

dobry”. Nawiązanie dłuższej rozmowy nie było tu w zwyczaju.

Inna mentalność. Tutaj znajomości nawiązuje się

przeważnie w pracy. Ja niestety nie pracowałem. Więc

jakby z automatu skazany byłem na samotność. Pozostał

jeszcze internet. Tej możliwości chwyciłem się jak tonący

brzytwy. Przez kilka lat przeglądania różnych portali, poznałem

w sieci dziesiątki jeśli nie setki znajomych. Myślę

tu o kobietach. Szukałem bowiem partnerki, która wypeł-

niłaby tę pustkę i mogła cieszyć się ze mną resztką naszego

życia. Niestety nie znalazłem odpowiedniej kandydatki.

Później zrozumiałem że prawie wszystkie te kobiety

chciały poprawy swojej sytuacji materialnej. Tego niestety

nie mogłem im zapewnić. Było również kilka kobiet,

z którymi doskonale się rozumiałem. Niestety z powodu

ich sytuacji rodzinnych nie mogły opuścić bliskich i zamieszkać

ze mną. Szkoda. To wkurzało mnie najbardziej.

Nigdy nie sądziłem że tak wiele spraw w naszym życiu

może zależeć od pieniędzy. To było przerażające. Nigdy

wcześniej nie zastanawiałem się nad tym. Z natury rzeczy

jestem romantykiem i trochę, no może więcej niż trochę,

naiwnym człowiekiem. Sądziłem że wystarczy być w miarę

dobrym człowiekiem, aby znaleźć szczęście w życiu.

Naiwność w czystej postaci. Prawda? Tak ale póki co, nie

jestem w stanie zmienić nic lub prawie nic. Tak więc jestem

chyba rzeczywiście skazany na samotność. To mnie 13

naprawdę przeraża. Kobiety chyba są w stanie to zaakceptować.

Ja nie potraię. Próbując przypomnieć sobie przeszłość

zauważyłem, że pamiętam tylko część zdarzeń. To

było tak jakby zapisane na taśmie magnetofonowej wiadomości

w części zostały wymazane. Nie podobało mi się

to. Zacząłem zastanawiać się, co to mogło znaczyć. W mojej

głowie zaczęły rysować się pewne przypuszczenia. ale

były zbyt mgliste aby można było wysnuć z nich jakieś logiczne

wnioski. Musiałem uzbroić się w cierpliwość i czekać

co się wydarzy. Nie trwało to długo. Coś zaczęło zakłó-

cać moje myślenie. Wyraźnie słyszałem jakieś szumy

i trzaski. Chwilami wydawało mi się, że słyszę jakieś głosy.

Były niewyraźne ale byłem pewny, że ktoś jest obok

mnie. Chciałem krzyknąć, ale zdałem sobie sprawę że podobne

próby już przecież podejmowałem i jak dotąd bezskutecznie.

Ucieszyłem się, że coś zaczęło się zmieniać w

tej nienormalnej sytuacji. Nie mogłem się doczekać wyja-

śnienia wszystkiego. Nagle znowu usłyszałem jakieś szumy

i trzaski. Chwilami miałem wrażenie, jakby moje my-

ślenie ulegało zakłóceniu. Odniosłem dziwne odczucie

jakbym znajdował się gdzieś indziej. Jakby mój mózg znajdował

się poza moim ciałem. Zdumiało mnie to i trochę

zaniepokoiło. To odczucie bycia poza swoim ciałem było

tak silne, że prawie byłem pewien, że tak jest. Znowu usłyszałem

jakieś głosy. Próbowałem zrozumieć, co mówią te

osoby. Niestety na razie nic wyraźnego do mnie nie dotar-

ło. Ponieważ nie miałem nic konkretnego do roboty, przestałem

się tym przejmować. Bałem pewny, że prędzej czy

później dowiem się wszystkiego. W pewnym momencie

miałem wrażenie, że coś widzę. Zauważyłem, a właściwie

odczułem, że wokół mnie robi się jakby jaśniej. To na pewno

mi się nie śniło. Odczuwałem to bardzo mocno. Coś za-14

częło naprawdę się zmieniać. Do tego, od czasu do czasu,

dochodziły do mnie jakieś dźwięki. Byłem już pewny że

coś słyszę. Nagle poraził mnie okropny błysk. Tak jakby

piorun uderzył w pobliżu. Nie widziałem jeszcze nic, ale

powoli zacząłem rozróżniać zarysy jakiś kształtów. Najpierw

jakby za mgłą zobaczyłem pomieszczenie, a w nim

dużą ilość dziwnej aparatury. Były tam jakieś naczynia

w kształcie cylindrów. Część z nich ustawiona była pionowo,

część ułożona była poziomo na jakiś stołach. Niektóre

były przeźroczyste, inne wykonane chyba z jakiegoś metalu.

W tych przeźroczystych było coś, czego nie widzia-

łem wyraźnie. Wypełnione to było jakimś płynem. Wszystkie

te naczynia oplątane były różnymi rurkami i przewodami.

Obok stało mnóstwo różnych aparatów, przypominających

urządzenia wykorzystywane do różnych badań

medycznych. Miały klawiatury jak komputery i dużo róż-

nokolorowych lampek, które nieustannie mrugały. Wokół

kręcili się jacyś ludzie ubrani w białe kitle, które nosili lekarze

lub laboranci. Wymieniali między sobą jakieś uwagi,

przeglądali jakieś wyniki z tych, które nieustannie były

drukowane przez prawie wszystkie aparaty znajdujące

się w polu mojego widzenia. Ludzie ci szybko machali rę-

koma, jakby się kłócili. Niestety, mimo wysiłków czynionych

przeze mnie, niczego nie słyszałem. Nie wiem po raz

który zastanawiałem się, o co tutaj chodzi i gdzie ja jestem.

Chciałem coś powiedzieć, gdy nagle wszystko zniknęło.

Znowu wróciłem do punktu wyjścia. Ponieważ nic

nie widziałem i niczego nie słyszałem, miałem dużo czasu

na myślenie. Zastanowiło mnie jedno. Jeśli myślę logicznie,

to dlaczego nie potraię wytłumaczyć sobie co się tutaj

dzieje? Czegoś w tym wszystkim mi brakowało. Nie

wiedziałem tylko czego. Nagle doznałem olśnienia. Ja nie 15

odczuwam żadnych emocji. Myślę i tłumaczę sobie wszystko

czego doświadczam w taki sposób, jakbym oglądał jakiś

ilm. To było przerażające i dziwne zarazem. Miałem

świadomość tego, że to co tu się dzieje może budzić grozę,

a jednocześnie specjalnie tym się nie przejmowałem, ponieważ,

jak wcześniej stwierdziłem, nie odczuwam żadnych

emocji. Musiałem się zastanowić. Skoro jest tak jak

jest, to dlaczego tak jest? Miałem pewne podejrzenia ale

aby je potwierdzić, musiałem widzieć i słyszeć. Póki co,

ani jednego ani drugiego nie doświadczyłem. Nie miałem

innego wyjścia, jak uzbroić się w cierpliwość i czekać.

Przypomniałem sobie, że jakiś czas temu ukazało się dość

dużo informacji na temat kopiowania ludzkiego mózgu.

Ten temat bardzo mnie interesował. Pamiętam, że interesowały

się tym zagadnieniem również głowy największych

państw świata. Nie były to tylko doniesienia medialne,

mające na celu podniesienie oglądalności poszczególnych

stacji telewizyjnych, czy zwiększające czytelnictwo

poszczególnych wydawnictw. To musiał być poważny

problem. Nieśmiało zacząłem myśleć, że może jestem

uczestnikiem jakiegoś eksperymentu. Nie, to jest nieprawdopodobne.

Chociaż, jak dokładnie się temu przyjrzeć,

coś mogło być na rzeczy. Zastanowiło mnie to co widzia-

łem przed chwilą. To pomieszczenie pełne jakiś aparatów,

komputerów i dziwnych pojemników. Przypominało to jakieś

laboratorium. Podejrzenia te uprawdopodobniały

jeszcze moje doznania. Pozbawione one były przecież jakichkolwiek

odczuć czy emocji. Czyżby skopiowano mój

mózg? Ta myśl sparaliżowała mnie. Nie wiem dlaczego

tak pomyślałem. Przecież, jak już wcześniej stwierdziłem,

nie odczuwałem żadnych emocji. To stwierdzenie wypowiedziane

przed chwilą, pozwalało spojrzeć na ten pro-16

blem trochę inaczej, bardziej optymistycznie. Skoro myślę

„normalnie” to chyba nie jest zupełnie tak źle, jak myśla-

łem. Chyba nie jestem tylko kopią samego siebie. Ściślej

mówiąc – kopią swojego mózgu. Ale może tylko, na skutek

jakiś wydarzeń, choroby lub wypadku, część funkcji mojego

mózgu uległa uszkodzeniu. Takie myślenie trochę mnie

uspokoiło. Miałem tylko nadzieję, że te domniemane

uszkodzenia nie są zbyt rozległe i uda się je jakoś naprawić.

Na razie postanowiłem nie wracać do tego tematu.

Chciałem skoncentrować się na próbie znalezienia sposobu

na to, bym odzyskał zdolność słyszenia i widzenia. Muszę

przyznać, że obecny stan nie tylko był dla mnie niewygodny,

ale również bardzo mnie wkurzał. Trochę mnie te

rozmyślania zmęczyły. Miałem ochotę na małą drzemkę.

Chciałem zamknąć oczy, ale uświadomiłem sobie, że to

niemożliwe. Zatopiłem się wobec tego w swoich myślach

i zapadłem w rodzaj czegoś na kształt drzemki. Po jakimś

czasie, kiedy wydawało mi się, że odpocząłem, znowu zacząłem

się zastanawiać. Po chwili zapadłem w drzemkę

i tak na okrągło. Myślenie, drzemka i myślenie. Jak na razie

nic z tego nie wynikało. Nie posunąłem się ani o krok

do zrozumienia tego wszystkiego, co tu się dzieje. Nie

wiem, ile razy ten cykl się powtarzał, ale wreszcie znowu

usłyszałem jakieś szumy. Bardzo się z tego ucieszyłem

i z niecierpliwością czekałem na to, co niewątpliwie miało

się wydarzyć. Nagle wszystko stało się jasne i to w dosłownym

tego znaczeniu. Znowu ujrzałem to pomieszczenie

przypominające laboratorium. Wrócił mi również

słuch. Usłyszałem głos i zobaczyłem osobę, do której należał.

Była to kobieta po trzydziestce, bardzo ładna. Byłem

przekonany, że dawno nie widziałem nikogo, a kobiet

w szczególności, więc z tym większym zainteresowaniem 17

przyglądałem się jej postaci. Pięknej, muszę to stwierdzić,

postaci. Nie byłem pewien, co mnie bardziej interesuje.

Ona jako kobieta, czy jaką funkcję tutaj pełni. Tak bardzo

byłem nią zainteresowany, że nie zauważyłem kilku innych

postaci, które również znajdowały się w tym pomieszczeniu.

Wzdrygnąłem się więc, kiedy jedna z tych

postaci. Tych mężczyzn, bo pozostałe osoby przebywają-

ce w tym pomieszczeniu to byli mężczyźni, zwróciła się

do tej kobiety i zapytała:

– No i co pani o tym myśli pani profesor?

„Ocho”, pomyślałem sobie. Taka młoda, piękna a w dodatku

już profesor. Musi być naprawdę mądra.18

ROZDZIAŁ II

Oparła się o jedno z urządzeń i powiedziała.

– Panowie. Jak wiecie przyjechałam tutaj, aby nadzorować

prace badawcze nad nowymi teoriami dotyczą-

cymi ludzkiego mózgu. Początkowo miał to być tylko

nadzór polegający na sprawdzaniu pewnych pomysłów

i ich ewentualnego zastosowania w praktyce. Szczęśliwym

zbiegiem okoliczności stało się inaczej. Stworzyła

się możliwość sprawdzenia jednej z teorii w praktyce.

Teorii o kopiowaniu ludzkich mózgów. Teoria ta budziła

i nadal budzi wiele kontrowersji. Ogólnie rzecz ujmując,

główne jej tezy zakładają, że możliwe jest skopiowanie

mózgu na takim nośniku jak popularny pendrive. Oczywi-

ście w nieco zmodyikowanej formie. Samo skopiowanie

z punktu technicznego jest stosunkowo proste. Trudności

tkwią głównie w problemach etycznych i prawnych. Do

dzisiaj nikt nie miał pojęcia jak zachowa się skopiowany

mózg. Jeszcze większą zagadką jest to, co będzie się działo

z prawdziwym mózgiem i jakie będą ich wzajemne relacje.

Dzisiaj mamy historyczną szansę poznać odpowiedzi

na większość dręczących ludzi nauki pytań.

To, co usłyszałem dosłownie mnie zamurowało. 

 

                                         xxxxx

                                           xxx

                                             x

Coś jeszcze powiedziała, nie dosłyszałem, Po jej wyj-

ściu wszyscy zachowywali się na pozór normalnie. Wydawało

się, że każdy z uczestników tej narady czy raczej

zebrania zachowywał się normalnie. Część rozmawiała

z sobą, część zajmowała się wykonywaniem prac, które

już wcześniej robili. Wpatrywali się w ekrany przyrzą-

dów, czy dokonywali jakiś pomiarów. Niby wszystko było

w porządku, a jednak wydawało mi się to dziwne. „Coś

jest nie tak”, pomyślałem. Zdumiała mnie ich reakcja a raczej

jej brak na to czego dowiedzieli się od pani profesor

Ann. Nikt nie wyraził zdziwienia, nikt o nic nie zapytał ani

nikt niczemu się nie dziwił. To było zastanawiające. Gdybym

ja dowiedział się tego wszystkiego, moja reakcja by-

łaby zupełnie inna. Minął jakiś czas, gdy nagle otworzyły

się drzwi i weszła pani profesor Ann. Popatrzyła na mnie

i powiedziała.

– Wiem, że jesteś świadomy tego, co się tutaj dzieje.

Nie nadszedł jednak jeszcze czas, abyś mógł dowiedzieć

się czegoś więcej. Nie przyniosło by to zresztą korzyści

nikomu. To, że nie wiesz, może nam tylko pomóc. Na razie

wszystko musi zostać tak jak jest. Możesz obserwować

wszystkich, słuchać, co mówią i próbować wyciągać z tego

wnioski. Mogą one być nam bardzo pomocne. Myślę, że już

niedługo będziesz mógł porozumiewać się ze mną w mia-25

rę normalnie. Na razie myśl, myśl bardzo intensywnie

M-1. Do zobaczenia, powiedziała i wyszła z laboratorium.

Oniemiałem. Nie nazwała mnie po imieniu, nie wymieniła

też mojego nazwiska. Nazwała mnie M-1, jakbym był

jakąś maszyną a nie człowiekiem. Nagle coś jakby prąd

przeszło przez mój mózg. Ogarnęło mnie dziwne uczucie.

Coś na kształt przerażenia, ale odczucie tego było jakieś

inne. Czyżby moje przypuszczenia były trafne? Nie, nie

chcę jeszcze o tym myśleć. Nie wiem jeszcze wszystkiego.

Mogę więc dojść do fałszywych wniosków. Muszę wobec

tego poczekać. Musiałem się nad tym dokładnie zastanowić,

a przede wszystkim uporządkować wszystkie informacje

które do mnie docierały. Na początek zacząłem zastanawiać

się, co tak naprawdę wiem. Pamiętam niezbyt

wiele z mojej przeszłości. To fakt. Jednocześnie w miarę

upływu czasu coraz więcej informacji docierało do mnie.

Mam nadzieję, że za jakiś czas wszystko stanie się jasne.

Wszystko zrozumiem. Ważniejsze, jak mi się zdaje, jest to,

co dzieje się teraz wokół mnie. Znajduję się w jakimś laboratorium

i poddawany jestem jakimś eksperymentom.

Chociaż co do tego ostatniego przypuszczenia, nie mam

całkowitej pewności. Zdolność widzenia i słyszenia mam

ograniczoną. Wygląda to tak, jakby ktoś sterował tymi

zmysłami. Włączał je i wyłączał tylko na określony czas

i w zakresie tylko takim, jaki mu odpowiada. Jeśli chodzi

o możliwość porozumiewania się, to nie ma takiej możliwości.

Nie mogę sobie tego w żaden sposób wytłumaczyć.

Dlaczego, chociaż w ograniczonym zakresie, ale jednak

widzę i słyszę, a mówić nie mogę? Czyżby moje narządy

mowy uległy uszkodzeniu? A może jest inne wytłumaczenie,

którego nie znam. Jestem przekonany, że wszystkie

odpowiedzi zna pani profesor Ann. Tylko jak mam do niej 26

dotrzeć. W jaki sposób mam się z nią porozumieć. Jestem

całkowicie od niej zależny. Denerwowała mnie ta sytuacja.

Byłem przekonany, że bez jej pomocy nie rozwiążę tej zagadki.

Jednocześnie miałem przeczucie, że ona również

potrzebuje jakieś formy pomocy z mojej strony. To dawało

mi pewność, że niedługo nastąpi jakiś przełom i wreszcie

będę mógł dowiedzieć się, o co tu tak naprawdę chodzi.

Dlaczego nie czuję mojego ciała? Dlaczego nie mogę się

ruszać? I najważniejsza sprawa. Dlaczego nie odczuwam

żadnych emocji? Na wszystko co tutaj się dzieje, reaguję

dziwnym spokojem. Wygląda to tak, jakby nie dotyczyło

to mnie, a tak, jakbym oglądał jakiś ilm. Nie rozumiałem

tego i dlatego ciągle te pytania krążyły w mojej głowie.

No właśnie, pomyślałem „w głowie”, ale pomyślałem tak

chyba z przyzwyczajenia. Bo tak naprawdę te wszystkie

odczucia były jakieś inne niż wcześniej i tak naprawdę

nie byłem pewien, czy ja mam jeszcze głowę. Czy mam

jeszcze cokolwiek prócz świadomości, że w ogóle coś się

wokół dzieje. Doszedłem do przekonania, że sam tego

nie rozstrzygnę. Po jakimś czasie zacząłem znowu zastanawiać

się nad tą absurdalną i niewytłumaczalną sytuacją.

Spróbowałem jednak spojrzeć na to inaczej. Po tym

jak pani profesor nazwała mnie M-1, moje myśli powę-

drowały w inną stronę. Usiłowałem przypomnieć sobie

wszystko co wiedziałem o badaniach prowadzonych na

całym świecie dotyczących przedłużania ludzkiego życia

i produkcji narządów, które można by było wykorzystać

automatycznie do wymiany uszkodzonych, bez konieczności

transplantacji. Przypomniałem sobie, że zagadnienia

te bardzo mnie interesowały. Wiem, że siedziałem

godzinami przed komputerem, aby znaleźć jak najwięcej

informacji. Najbardziej interesowałem się badaniami nad 27

ludzkim mózgiem, możliwością kierowania nim na odległość,

a przede wszystkim możliwością jego skopiowania.

Gdyby to się udało, byłby to moim zdaniem wstęp do

nieśmiertelności. Początkowo bardzo dużo na ten temat

mówiono i pisano. Budziło to bardzo dużo kontrowersji

i emocji nie tylko wśród naukowców, ale również wśród

zwykłych ludzi. Po jakimś czasie informacje o tych badaniach

były coraz rzadsze. Zaczęto pisać, że nie przynosi to

spodziewanych efektów. Poza tym badanie tych zagadnień

jest wątpliwe pod względem etycznym. Nie można tego

również umiejscowić w ramach prawnych. To w zasadzie

wszystko, co o tych zagadnieniach wiedziałem. Z innych

spraw dotyczących bezpośrednio mnie zapamiętam tylko,

że miałem poważne problemy ze zdrowiem. Nie mogłem

przypomnieć sobie jednak, co tak naprawdę się wydarzy-

ło. Dlaczego tutaj traiłem, jak długo tu jestem i dlaczego.

Wiedziałem że sam nie znajdę odpowiedzi na te pytania.

Jedyna nadzieja w pani profesor Ann. Tylko ona może mi

pomóc. Tylko jak do niej dotrzeć?28

ROZDZIAŁ III

Przez dłuższy czas nic się nie działo. Po jakiś dwóch

może trzech dniach, przyszła do mnie profesor Ann. Była

jakaś smutna. Chciałem ją pocieszyć, ale nie wiedziałem

jak. Spojrzała na mnie i powiedziała.

– Wiem, że już domyślasz się, co tu się dzieje, ale wiesz

zbyt mało, aby to zrozumieć. Powiem tobie, że mamy poważne

kłopoty z kontynuowaniem naszego programu,

programu o którym już słyszałeś. Chodzi ogólnie o kontrolę

nad ludzkim mózgiem. Cały czas zastanawiam się, co

mam zrobić najpierw. Czy mam powiedzieć tobie wszystko,

czy tylko część. Dotychczas byłam prawie pewna, że

wystarczy uchylić tylko rąbka tajemnicy. Teraz wobec zaistnienia

nowych okoliczności nie jestem tego tak pewna.

Nie wiem jak byś zareagował na pełną wiedzę o wszystkich

już wykonanych, jak również planowanych eksperymentach.

Nie wiem również, czy ta wiedza przekazana

tobie pomogła by nam, czy może zaszkodziła. Postanowi-

łam wprowadzać cię w szczegóły stopniowo. Na początek

powiem, że planowanie przez nas podporządkowanie sobie

wybranych uczonych i za pomocą odpowiednich technik

zmuszenie ich do twórczego myślenia, nie powiodła

się. Wydawało nam się, że dysponujemy już odpowiednią

techniką, która pozwala na całkowitą akceptacją wybranych

osób, że można skłonić te osoby nie tylko do normalnej

pracy, ale przede wszystkim do pracy twórczej. Tylko

taka bowiem praca może być pomocna w realizacji nasze-29

go projektu. W tym miejscu muszę zapoznać cię z wynikami

badań prowadzonych jeszcze w ubiegłym wieku przez

niektórych uczonych. Mam tutaj przede wszystkim na

myśli doktora Rudolfa Heesa i doktora Delgado. Badania

tego ostatniego są szczególnie interesujące. Prowadził on

doświadczenia z wszczepianiem do ludzkiego mózgu implantów,

za pomocą których można by kierować zachowaniami

ludzi. Doświadczenia przeprowadzane na małpach,

dały bardzo ciekawe wyniki. Okazało się, że stymulując

implanty umieszczone w odpowiednich strukturach mó-

zgu, poszczególne części ciała wykonywały określone

czynności. Można było dość precyzyjnie nie tylko przewidzieć

te reakcje, ale również prawie całkowicie nad nimi

panować. Doktor Delgado zastosował tzw. „Chip biologiczny”.

Stymulacja tego chipu następowała drogą radiową.

Nie potrzebne były żadne kable. Z odległości kilku kilometrów

można było sterować tymi implantami. Doktor

Delgado zaczynał swoje badania w Hiszpanii w latach

sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wywoływały one

ogromne zainteresowanie, ale również wiele kontrowersji.

Kiedy doktor Delgado postanowił zająć się w swoich

badaniach ludźmi a ściślej mówiąc ich mózgami, atmosfera

wytworzona w środowisku naukowców i nie tylko, nie

sprzyjała badaniom. Doktor Delgado wyjechał do USA,

gdzie kontynuował swoje badania. Towarzyszyło temu

ogromne zainteresowanie. Po jakimś czasie informacje

o jego pracach stawały się coraz bardziej lakoniczne, a następnie

przestały w ogóle się ukazywać. Kiedy zaczęły krą-

żyć pogłoski o jego współpracy z rządem Stanów Zjednoczonych

i uczestnictwie w najbardziej tajnych projektach,

Delgado wrócił do Hiszpanii i założył mały prywatny

ośrodek badawczy. Oicjalnie nie zajmował się już bada-30

niami nad ludzkim mózgiem. To nie było prawdą. Z uwagi

na doniosłość tych badań trzeba było stworzyć legendę

o wycofaniu się z tych badań. W rzeczywistości badania

prowadzone były nadal, z tą różnicą, że miały wsparcie

rządu i praktycznie nieokreślone środki inansowe. Oczywiście

otoczone to zostało największą tajemnicą. Badania

trwały a wyniki były bardzo obiecujące. W wielu przypadkach

udało się prawie całkowicie przejąć kontrolę nad

ludzkim mózgiem, a co za tym idzie, możliwość wpływania

na decyzję podejmowaną przez poszczególne osoby.

Początkowo wydawało się, że już nic nie stoi na przeszkodzie

do przejęcia kontroli nad praktycznie wszystkimi

ludźmi na całym świecie. Niestety po śmierci doktora Delgado,

okazało się że nie wszystko jest już takie oczywiste,

jak dotychczas się wydawało. Przez kilka lat w badaniach

tych nie zanotowano właściwie jakiegoś niezwykłego odkrycia.

Po pewnym czasie jeden z asystentów doktora

Delgado, poszukując materiałów do pracy doktorskiej,

natknął się w jego prywatnych zbiorach na ciekawe tezy

w sprawie kopiowania ludzkiego mózgu. Natychmiast powiadomił

o tym odpowiednie władze. Po kilku dniach wyjechał

do USA i rozpoczął pracę nad tezami, które sformu-

łował przed swoją śmiercią doktor Delgado. Po kilku latach

wytężonej pracy w super tajnym ośrodku badawczym,

naukowcy postanowili sprawdzić te teorie w praktyce.

Od tego momentu wszelkie informacje, dotyczące

prac nad tymi zagadnieniami, zostały utajnione. Mogę powiedzieć

ci tylko tyle, że prace te zostały przeniesione do

super tajnych ośrodków w Stanach. Zaczęto zdawać sobie

sprawę z tego, jaką wartość posiadają dotychczasowe do-

świadczenie i jakie są potencjalne możliwości ich zastosowania.

Rządy Stanów Zjednoczonych i nie tylko przezna-31

czyły gigantyczne kwoty na badania, w tym na budowę

specjalistycznych ośrodków badawczych. Nie udało się

niestety zupełnie odwrócić uwagi opinii społecznej od

tych badań. Nie udało się również utajnić wszystkiego. Temat

był tak interesujący, że mimo ogromnego wysiłku odpowiednich

służb, włożonego w ochronę tych prac przed

dostępem osób niepożądanych, część tych informacji

przeniknęła do wiadomości publicznej. Na szczęście

z uwagi na to, że część tych informacji wzajemnie się wykluczała,

ten przeciek nie był zagrożeniem dla naszego

projektu. Niestety i te cząstkowe i wzajemnie czasem wykluczające

się informacje spowodowały niespotykaną

dyskusję w środowiskach naukowych. Wielu naukowców

chciało jak najszybszego kontynuowania badań. Część

specjalistów była jednak przeciwna tym badaniom. Byli

jednak i tacy, którzy nie byli co prawda przeciwni, ale

wskazywali na wiele negatywnych skutków takich badań.

Wskazywali również na niebezpieczeństwo wymknięcia

się tych eksperymentów spod kontroli. Byli gotowi na

współpracę, ale pod pewnymi warunkami. Dostrzegali

wiele pozytywnych stron tych badań, jednak uważali, że

dopiero po ustanowieniu pewnych ram prawnych, w któ-

rych można zawrzeć te doświadczenia i rozwiązania problemów

etycznych, można badania kontynuować. Te dyskusje

w znacznym stopniu utrudniały prace nad badaniami

dotyczącymi głównie ludzkiego mózgu. Badania te

obejmowały tak wiele różnych zagadnień, że wymagały

współpracy większości naukowców z całego świata. Skala

tego przedsięwzięcia była tak ogromna, że w pewnym

momencie kierownictwo projektu uświadomiło sobie, że

jeśli nie namówi się do współpracy odpowiedniej liczby

specjalistów, nie uda się kontynuować badań. Zaczęto go-32

rączkowo poszukiwać rozwiązania. Początkowo zapraszano

tych niezdecydowanych na rozmowy indywidualne

do odpowiednich ośrodków badawczych. Próbowano

przekonać ich do projektu. Pokazywano dotychczasowe

wyniki badań nad zwierzętami. Pokazywano jak za pomocą

implantów wszczepionych w odpowiednie rejony mó-

zgu można wywoływać określone reakcje. Za pomocą fal

radiowych, można pozbawić zwierzęta np. agresji, lub ją

wywołać. Można również bez problemu sterować innymi

uczuciami. Jeśli chodzi o doświadczeniami ze zwierzętami

w zasadzie wśród naukowców panowała zgoda. Uwa-

żano, że badania generalnie trzeba kontynuować. Kiedy

jednak pokazano im część badań nad mózgiem ludzkim,

zgody nie było, mimo że z uwagi na bezpieczeństwo Stanów

Zjednoczonych, innym państwom uczestniczących

w tych badaniach i właściwie całej ludzkości, pokazano

im tylko niewielką część osiągniętych wyników. Temat ten

wywołał niespotykane emocje. Rozmowy z tymi specjalistami

trwały miesiącami a kompromisu nie osiągnięto.

Możliwość, że badania te trzeba będzie przerwać lub co

gorsza zakończyć, stawała się coraz bardziej realna. Trzeba

było znaleźć jakiś inny sposób, aby przekonać tę część

uczonych do zmiany swoich stanowisk i przystąpienia do

badań. Rozmowy zostały przerwane. Kierownictwo postanowiło,

że do czasu znalezienia sposobu na skłonienie

specjalistów do współpracy, cały wysiłek i większość funduszy

zostanie przeznaczona na zbudowanie super tajnych

laboratoriów z odpowiednim zapleczem nie tylko

badawczym, ale również z całą infrastrukturą niezbędną

do życia tysięcy ludzi. Tam zapewnione mają być warunki

nie tylko do pracy, ale również do nauki i wypoczynku.

Pracować tam, uczyć się i wypoczywać będą nie tylko pra-33

cownicy tych ośrodków, ale również ich rodziny. Poza tym

ośrodki te nie mogą być widoczne z zewnątrz. Będą niewykrywalne

nawet z kosmosu. Również nie będą niewykrywalne

przez żadną dostępną współczesnej nauce aparaturę.

Nikt niepowołany nie będzie w stanie niczego się

domyślić. Pozostał teraz do rozwiązania największy problem.

Co zrobić, aby wszyscy dobrowolnie zgodzili się

pracować i zamieszkać w takim ośrodku. Postanowiono

jeszcze raz dokładnie przeanalizować odnalezione przypadkiem

ostatnie zapiski doktora Delgado, czynione przed

jego śmiercią. W tym celu grupa naukowców udała się do

Hiszpanii, by przeszukać wszystkie miejsca, w których

doktor Delgado prowadził swoje badania. Chciano również

przeszukać wszystkie jego prywatne posiadłości.

Było to o tyle trudne, że od jakiegoś czasu temat badań

nad ludzkim mózgiem znów stał się tematem coraz większego

zainteresowania mediów. Mimo tych utrudnień

udało się w całkowitej tajemnicy zrealizować tą misję.

Znaleziono wiele interesujących materiałów, wcześniej

nikomu nieznanych. Po ich przewiezieniu do Stanów, zajęto

się dokładną analizą zawartego tam materiału. Zdobyto

cenne wskazówki, które dawały nadzieję, że nareszcie

prace nad projektem ruszą pełną parą i we właściwym

kierunku. Przez kilka lat zrobiono bardzo dużo na rzecz

naszego projektu. Ponieważ dotychczasowe doświadczenia,

początkowo bardzo obiecujące, w pewnym momencie

zostały zahamowane, nikt nie mógł znaleźć sposobu na

dokonanie znacznego przełomu w prowadzonych badaniach.

Teraz skoncentrowano się na sprawdzeniu pomysłów

doktora Delgado. Po wielu miesiącach intensywnych

prac opracowano sposób, który dawał duże szanse na

sprawdzenie w praktyce teoretycznych rozważań. Cały 34

program podzielono na kilka zagadnień, które były ściśle

powiązane z sobą. Teraz od naukowców będziemy wymagać

dzielenia się z wszystkimi osobami, pracującymi nad

Projektem nie tylko osiągniętymi wynikami, ale również

różnego rodzajami pomysłami które przyjdą im do głowy.

Nawet tymi najbardziej z pozoru absurdalnymi. Zobowią-

zano ich do uczestniczenia w codziennej naradzie, przypominającej

klasyczną „burzę mózgów”. Ten pomysł

wkrótce zaczął przynosić niezwykłe rezultaty.



                                                          xxxxx

                                                             xx

                                                              x                                               


 

 

Trzeba było wszystko tak zorganizować, aby nie tylko najbliższe

rodziny nie zorientowały się, że dzieje się coś nienaturalnego.

Również naukowcy, przeciwni tego rodzaju

badaniom, nie mogli się niczego domyślać. Doświadczenia

przeprowadzone na zwierzętach pokazały, że za pomocą

stymulacji, można spowodować dowolne ich zachowania.

Kierownictwo doszło do wniosku, że takim samym prawom

muszą podlegać również ludzie. W tym momencie

zadzwoniła komórka profesor Ann. Chwilę rozmawiała

normalnie, później rozmowa przerodziła się w kłótnię.

Niestety nie udało mi się zrozumieć o czym rozmawiano.

Profesor Ann milczała dłuższą chwilę a później powiedziała,

że wszystko zaczyna się komplikować.

Chciałam dzisiaj opowiedzieć ci wszystko ponieważ ty

również jesteś ważnym elementem tego programu. Teraz

jednak muszę sobie jeszcze raz to wszystko przemyśleć.

Wiesz już dostatecznie dużo, więc może domyślisz się co

tutaj się dzieje. Może nie wszystkiego ale na tyle, że to

ułatwi mi moje zadanie. Teraz M-1 wybacz mi, ale będę

musiała zostawić cię samego. Nie martw się na zapas. Bę-

dziesz miał dużo czasu, aby w spokoju rozmyślać. Wrócę

za kilka dni, ale przecież dla ciebie nie ma to specjalnego

znaczenia. Twój czas biegnie trochę inaczej.

Popatrzyła mi w oczy i powiedziała:

– Nie martw się, będzie dobrze. Obiecuję, że dopilnuję

tego.

Uśmiechnęła się i wyszła.38

ROZDZIAŁ IV

Znowu zostałem sam. W dodatku wydawało mi się, że

zamiast być bliżej rozwiązania zagadki, wiedziałem coraz

mniej. Powiedziała, że wiem już dostatecznie dużo, abym

mógł to wszystko jakoś sobie poskładać. Ja tak nie uważa-

łem. Przecież właściwie to niewiele wiem. Mam tyle pytań,

ale jak mam otrzymać na nie odpowiedzi skoro nie

mogę mówić. Nie wiem dlaczego. Czy mam trwale uszkodzony

ośrodek mowy umiejscowiony w mózgu, czy jest to

tylko jakieś chwilowe zakłócenie jego funkcji. Musiałem

wymyśleć sposób, by porozumieć się z profesor Ann. Pomyślałem

sobie, że opierając się na tym czego dowiedzia-

łem się o możliwości wymuszania określonych zachowań

zwierząt głównie poprzez wpływanie na ich mózgi, moż-

na by spróbować to odwrócić. Skoro jak domyślałem się

prowadzone są też doświadczenia na ludziach, możliwe

będzie stymulowanie określonych obszarów ich mózgów

odpowiedzialnych za różne zmysły. Myślę tutaj o ośrodku

mowy. Oczywiście nie było, jak sądzę, takiej możliwości

w przypadku zwierząt, ale z ludźmi? Hm, ciekawe czy to

możliwe. Może już takie doświadczenia były przeprowadzane.

Bez porozumienia się z profesor Ann niczego się

nie dowiem. Pomyślałem sobie że może dobrym sposobem

będzie intensywne myślenie o niej. To nic innego jak

telepatia. Opisywano już od bardzo dawna sytuacje w któ-

rych ludzie potraili porozumieć się w niektórych sprawach

bez słów. Najciekawsze w tym było to, że odległość 39

w jakiej znajdowali się ci ludzie od siebie nie miała znaczenia.

Ponieważ nie miałem innego pomysłu, przestałem

zastanawiać się nad innymi sprawami. Skupiłem się wy-

łącznie na myśleniu o Ann. Właściwie to o możliwości porozumienia

się z nią w sposób normalny, czyli za pomocą

mowy. Minęło kilka dni. Profesor Ann nie było. Nie było

również innych pracowników tego laboratorium. Normalnie

każdego dnia przebywało tutaj wiele osób które coś

robiły przy zgromadzonych tu urządzeniach. To również

było zastanawiające. Nie zdążyłem zastanowić nad tym,

kiedy weszła profesor Ann.

– Nareszcie mam dobre wiadomości. Niedługo, może

nawet od jutra, będziesz mógł mówić. Chyba się cieszysz,

prawda? – Zapytała.

Oczywiście, co to w ogóle za pytanie. Teraz nareszcie

będę mógł normalnie porozumiewać się z otoczeniem.

Z radości chciało mi się krzyczeć, ale z wiadomych przyczyn

nie mogłem tego na razie zrobić. Ann chyba domy-

ślała się stanu, w którym znajdował się mój mózg, bo powiedziała:

– Spokojnie, jeszcze trochę cierpliwości. Teraz nasi

technicy wyłączą ci świadomość. Jest to konieczne aby

przywrócić ci zdolność mówienia. Nie martw się. To bę-

dzie tak jak narkoza. Za chwilę zaśniesz, a jak się obudzisz,

będziesz już mógł mówić.

Nie zdążyłem nawet ucieszyć się z tego co będzie czekać

mnie za chwilę, bo nagle wszystko odpłynęło. Zasnąłem.

Powoli zaczęła wracać mi świadomość. Zdałem

sobie sprawę, że dzieje się coś niezwykłego. Słyszałem

gwar wielu głosów. Wyczuwałem niezwykłe podniecenie

u osób zgromadzonych wokół mnie. Trochę mnie to zaniepokoiło.

Przypomniałem sobie co ostatnio powiedzia-40

ła profesor Ann. Pamiętam jak mnie to poruszyło. Targały

mną różne odczucia. Z jednej strony bardzo się cieszyłem,

że nareszcie zaczyna się coś zmieniać, ale z drugiej strony

byłem pełen obaw czy wszystko będzie przebiegać zgodnie

z założeniami. Nie miałem czasu na zastanawianie

się. Chciałem przekonać się jak najszybciej, czy zgodnie z

obietnicą profesor Ann będę mógł mówić. Znajdowałem

się w dziwnym stanie psychicznym. Powinienem odczuwać

zniecierpliwienie i podniecenie związane z poznaniem

wyników eksperymentu i to byłoby normalne. Ale

ja tego tak nie odczuwałem. Czułem się tak jakbym przyglądał

się wszystkiemu co tutaj się dzieje z boku. Tak jakbym

oglądał ilm. Nie miałem jednak wyboru i po prostu

otworzyłem oczy. Zobaczyłem wiele osób które pochylały

się nade mną. Nagle zaległa cisza. Wszyscy wpatrywali się

we mnie z uwagą i milczeli. Profesor Ann także. Po chwili,

która wydawała mi się wiecznością, ona uśmiechnęła się

i powiedziała:

– Wydaje się, że nasz eksperyment powiódł się, ale

dopiero za chwilę będziemy mieli pewność. Masz teraz

okazję aby sprawdzić to osobiście. Jestem przekonana, że

masz wiele pytań na które dotychczas nie mogłeś znaleźć

odpowiedzi. Teraz jest ten historyczny moment. Więc pytaj.

Tak długo przygotowywałem się na tą chwilę. Teraz

jednak nie mogłem sobie nic przypomnieć. W głowie

miałem zupełną pustkę. Milczałem i tylko patrzyłem na

zdziwione miny wszystkich zgromadzonych wokół mnie.

Nie wiem jak długo to trwało. Zebrałem się wreszcie na

odwagę i zapytałem:

– Co się stało? 41

Mój głos zabrzmiał jakoś tak dziwnie. Zupełnie nie

przypominał tego który znałem. Moje pytanie spowodowało

nagły wybuch radości u wszystkich. Krzyczeli i śmiali

się na przemian. Przytulali się wzajemnie i poklepywali

po plecach. Niektórzy, co było dziwne, całowali się. Pani

profesor Ann nawet się popłakała. Nic z tego nie rozumia-

łem. Było w tym coś tak niezwykłego, że zapytałem, co się

stało. Po dłuższej chwili wszyscy się uspokoili. Profesor

Ann powiedziała:

– Myślę, że mamy okazję do świętowania. Zapraszam

wszystkich do naszej sali obrad. Tam wszystko jeszcze raz

omówimy. Ja przyjdę za chwilę. Jestem coś winna naszemu,

jakby to powiedzieć, pacjentowi? Nie mogę znaleźć

odpowiedniego określenia więc niech tak zostanie. Może

być pacjentem. Przecież w istocie tak jest. Uczestniczy

w eksperymencie, prawda?

– Tak oczywiście – powiedział ktoś.


                                  xxxxx

                                    xxx

                                      x

 

 

 

 

– W takim razie do czego ja jestem tobie potrzebny?

– Zapytałem.

Ann uśmiechnęła się i powiedziała:

– Od ciebie muszę zacząć. Jak cię przekonam, to z twoją

pomocą uda mi się przekonać pozostałych. Prawda? 50

– Nie wiem, to nie jest takie proste, jak ci się wydaje

– odpowiedziałem – ale możesz próbować. Posłuchaj Ann.

Ostatnio zbyt często bombardujesz mnie coraz większymi

dawkami informacji. Wywołują one u mnie takie stany

emocjonalne, że wbrew temu co sugerujesz, obawiam się,

że mogę dostać kolejnego zawału.

– No widzisz – powiedziała. – Potwierdza to tylko to,

o czym mówiłam wcześniej. Nie mamy pełnej kontroli

nad twoim mózgiem. Celem naszych badań nie jest przejęcie

całkowitej kontroli nad ludźmi, lecz takiego wpływania

na ich zachowania, by wyeliminować ich najgorsze

cechy. To na razie tyle w tym temacie. Zbyt dużo masz do

przemyślenia. Później, gdy wypracujesz sobie swój własny

pogląd na te sprawy, porozmawiamy o szczegółach.

Myślę, że jesteś już dzisiaj dość zmęczony, więc proponuję

odpoczynek. Uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia.

Po chwili jednak wróciła.

– Posłuchaj mnie jeszcze chwilę. Mam dla ciebie propozycję.

Pomyśl jak można by rozwiązać problem z twoim

przemieszczaniem się.

– Co ty mówisz – powiedziałem. – Ja mam wymyślać

jakieś rozwiązania? Przecież nie mam o tym zielonego pojęcia.

– Poczekaj, nie denerwuj się. Nie o to mi chodziło.

Chciałam tylko, abyś pomyślał w jaki sposób mógłbyś poruszać

się po wszystkich pomieszczeniach. Szczegóły jak

to rozwiązać należą oczywiście do naszych specjalistów.

Chodzi tylko o pomysł. Ty jesteś spoza tego środowiska,

więc na wiele spraw patrzysz inaczej. To, jak wiesz, w wielu

przypadkach daje doskonałe rezultaty.

– Oczywiście – powiedziałem. W tej sprawie nie musisz

mnie przekonywać. 51

– Widzisz – powiedziała Ann. – Rozwiązanie tego problemu

bardzo by ułatwiło nam pracę. Teraz praktycznie

jesteś związany z jednym pomieszczeniem. Twoja świadomość

jest zamknięta w urządzeniu wyposażonym w ekran

i kamerę. Twoje możliwości poruszania się ograniczają się

do kilku metrów. Myślmy o skonstruowaniu jakiegoś wózka,

za pomocą którego można by całe to urządzenie wraz

z zawartą tam twoją świadomością w miarę łatwo przemieszczać.

Jest to najbardziej prawdopodobny kierunek

w którym nasi specjaliści spodziewają się znaleźć rozwią-

zanie. Nie do końca mnie to przekonuje, powiedziała Ann.

Nie mam jednak żadnego innego pomysłu. Pomyślałam

więc o tobie. Jeśli wymyślisz coś sensownego, w nagrodę

mogę zgodzić się na nazywanie cię jakimś imieniem. Co ty

na to? Teraz naprawdę muszę już iść. Myśl intensywnie. Ja

muszę wyjechać do naszego głównego ośrodka w Stanach.

Muszę zdać dokładną relację ze wszystkiego, co tutaj się

wydarzyło. Kierownictwo musi podjąć jakieś decyzje. Jak

wiesz, sprawa jest bardzo ważna. Stworzyła się również

możliwość kontynuowania badań na niespotykaną dotąd

skalę. Przypuszczam że zajmie mi to kilka dni lub nawet

tygodni. Uzbrój się w cierpliwość i myśl o szukaniu rozwiązania

problemu. – Uśmiechnęła się tak jakoś ciepło,

powiedziała „jestem dobrej myśli” i wyszła.

Zostałem sam. W mojej głowie coś się kłębiło. Moje

myśli biegały jak szalone. Nawet ucieszyłem się z tego,

że Ann nie będzie przez dłuższy czas. Będę mógł sobie to

wszystko jakoś poukładać. A miałem co. Dowiedziałem

się przecież przed chwilą, że ja to nie ja. Ja w istocie nie

żyję, a to co czuję i co myślę to nie ja tylko jakaś kopia.

Co to ma do diabła znaczyć. Przecież to czysta paranoja.

Ale jak głębiej zastanowić się nad tym, to ma to sens. Nie 52

bardzo traia mi to do przekonania, ale tak rzeczywiście

jest. Dobrze, że nie odczuwam emocji, bo to mogło by się

dla mnie źle skończyć. Mimo wszystko potrzebowałem

czasu, aby wszystko sobie dokładnie poukładać. Wychodząc

z pomieszczenia Ann nie wyłączyła mnie, to znaczy

nie wyłączyła urządzenia, które umożliwiało mi kontakt

z otoczeniem. Pomyślałem, że to dobrze. Będę mógł porozmawiać

z zatrudnionymi tutaj pracownikami i może

dowiem się czegoś więcej niż powiedziała mi Ann. Niestety

myliłem się. Zanim pomyślałem do którego z pracowników

mam się zwrócić i o co zapytać, jeden z nich podszedł

do mnie i wyłączył urządzenie. Znowu nic nie widziałem

i nie słyszałem. Szkoda. Nawiązanie kontaktu z innymi

pracownikami laboratorium, bardzo jak sądzę pomogło

by mi w zrozumieniu przynajmniej części z tego, co tutaj

się dzieje. Profesor Ann nie mówiła mi przecież wszystkiego.

Może po prostu jeszcze nie zdążyła lub, z uwagi na

skomplikowanie tematu, nie zdążyła po prostu wyjaśnić

mi wszystkiego. Muszę jak zwykle poczekać cierpliwie aż

raczy mi cokolwiek powiedzieć. Denerwowało mnie to, że

nie mogę porozmawiać z tymi ludźmi, którzy kręcili się

wokół mnie. Dużo obiecywałem sobie po tych rozmowach.

Trudno. Muszę wykorzystać ten czas, który pozostał mi

do powrotu Ann w inny sposób. Postanowiłem skupić się

na tym, o czym ona mówiła. Chodzi o znalezienie sposobu

na w miarę swobodne przemieszczanie aparatury, w któ-

rej znajdowałem się. Bliższe prawdy będzie określenie

„w której zamknięta jest moja świadomość”. Myślę jednak,

że terminologia nie ma tutaj zbyt wielkiego znaczenia,

więc nie będę zawracać sobie tym głowy. Wydawało

mi się, że rozwiązanie tego problemu nie powinno być

trudne dla takich specjalistów, którzy tu pracowali. Skoro 53

jednak oni nie mogli sobie z tym poradzić, to jakie ja mam

szanse? Następne zagadnienie które mnie zdumiało. Skoro

jednak Ann poprosiła mnie o pomoc, to chyba nie bez

powodu. Może rzeczywiście spojrzenie kogoś spoza kręgu

naukowców mogło by przynieść lepsze rezultaty. W pewnej

chwili pomyślałem sobie że może ona po prostu mnie

wkręca lub chce, żebym miał zajęcie w czasie, kiedy jej nie

będzie. Po zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że

jej prośba była zupełnie poważna. Ten problem dotyczył

przede wszystkim mnie, więc musiałem zabrać się do pracy.

Przez kilka następnych dni moje myśli zajęte były wy-

łącznie tylko tym problemem. Starałem się tylko skupić na

znalezieniu rozwiązania. Z początku myślałem o umieszczeniu

nośnika z moją świadomością w telefonie komórkowym

lub innym podobnym urządzeniu. Myślałem

również o jakimś małym pojeździe sterowanym zdalnie,

który mógłby dość swobodnie poruszać się po wszystkich

pomieszczeniach. To mogło być jakieś rozwiązanie, ale

chyba nie tak do końca. Profesor Ann chodziło o coś wię-

cej. Uświadomiłem sobie że skoro tacy wybitni specjaliści

nie mogli poradzić sobie z tym zagadnieniem, to ja mam

to rozwiązać? Nie, to nie mogło się udać. Niestety nic innego

nie mogłem wymyślić. Czułem że zbliża się chwila,

kiedy Ann znowu pojawi się w laboratorium. Cieszyłem

się na ten moment ale z drugiej strony czułem, że Ann bę-

dzie zawiedziona. Wydawało mi się, że bardzo liczyła na

mnie. A ja? Starałem się bardzo, niestety z marnymi rezultatami.

Postanowiłem jeszcze intensywniej poszukiwać

rozwiązania. Ostatecznie chciałem poprosić Ann o moż-

liwość rozmowy z tymi specjalistami, którzy zajmowali

się tym zagadnieniem. Może wymiana naszych pomysłów 54

spowoduje, że ktoś rozwiąże ten problem. Może. Jednak

obawiałem się spotkania z Ann. Przez kolejne dni nic się

nie wydarzyło. Ann nie było, a ja nic nowego nie mogłem

wymyśleć. Z niecierpliwością czekałem, kiedy wreszcie

wróci Ann i będę mógł z nią porozmawiać. Obawiałem się

tego spotkania a zwłaszcza jej reakcji, kiedy dowie się, że

nic sensownego nie wymyśliłem. Cóż, nie miałem wyjścia.

Nie mogłem przecież tak po prostu wyjść sobie z tego pomieszczenia

i nie zawracać sobie głowy czymkolwiek. Co

ja bredzę. Przecież nie mogłem zrobić nic. Dosłownie nic.

Byłem przecież całkowicie zależny od Ann. To ona decydowała

co i kiedy mi powie. W tej sytuacji musiałem się

z tym pogodzić. Kiedy to wreszcie do mnie dotarło, uspokoiłem

się i z niecierpliwością oczekiwałem jej powrotu.

Niestety nie nastąpiło to tak szybko, jakbym sobie tego

życzył. Były momenty kiedy odczuwałem lekki niepokój.

Po głowie chodziły mi myśli, że może Ann nie wróci. Może

jej szefostwo zrezygnowało z prowadzenia dalszych badań.

To nie było przyjemne. Nie pomagało mi również w

myśleniu o problemie który miałem rozwiązać lub, mó-

wiąc precyzyjnie, miałem spróbować znaleźć sposób na

jego rozwiązanie. Po kilku tygodniach takich rozterek,

nadszedł wreszcie dzień, kiedy nagle coś zaczęło dziać się

wokół mnie. Podobnie jak poprzednio najpierw usłysza-

łem jakieś szumy i trzaski, później błyski i nagle odzyska-

łem zdolność widzenia i słyszenia. Pierwszą osobą którą

ujrzałem była oczywiście Ann. Patrzyła na mnie i uśmiechała

się.

– Witaj – powiedziała. – Jak przeżyłeś tak długi czas

w zupełnej ciemności i ciszy?

– Witaj Ann – odpowiedziałem. – Bardzo się cieszę, że

znowu mogę cię widzieć. Czy możesz mi powiedzieć, jak 55

się sprawy mają. Co załatwiłaś? Czy badania będą kontynuowane

i co postanowiono w mojej sprawie?

– Nie denerwuj się – odparła. Wszystko jest w jak najlepszym

porządku. Dopiero teraz badania będą prowadzone

z pełnym rozmachem. Mamy wolną rękę i dużo

pieniędzy na doświadczenia. Ale, ale. Nie masz mi przypadkiem

czegoś do powiedzenia? O ile pamiętam coś mi

obiecałeś. Słucham więc.

Tego najbardziej się obawiałem. Co mam jej odpowiedzieć?

Przecież niczego nie wymyśliłem. Zastanawiałem

się jak mam jej to powiedzieć.

– Posłuchaj Ann. Miałem rzeczywiście dużo czasu na

myślenie. Starałem się wykorzystać go najlepiej jak mogłem.

Niestety wszystkie moje pomysły krążyły wokół

tego, co dotychczas wymyślili twoi specjaliści. Na usprawiedliwienie

mam to, że moje szanse na wymyślenie czegoś

oryginalnego wobec wiedzy i doświadczenia tych specjalistów

były od początku prawie zerowe. Przepraszam,

że zawiodłem, ale naprawdę nie miałem prawie żadnych

szans.

– Szkoda – odpowiedziała Ann. Bardzo liczyłam na ciebie.

Wiesz, że to jest bardzo ważny element tych doświadczeń.

Mówiąc to nachyliła się nade mną. Jej piersi oparły się

o ekran, który umożliwiał mi widzenie. To spowodowało,

że nagle przypomniałem sobie, jak ważną istotą jest kobieta.

Jakie może budzić emocje. Jakie wzbudza pożądanie.

Nagle te odczucia wróciły. Poczułem się tak, jakbym miał

znowu ciało. Fizycznie czułem każdy nerw, każde drżenie

całego ciała. Czułem jak fala ogromnego pożądania ogarniała

mnie całego. To było niesamowite. Przecież ja nie

miałem ciała. Byłem tylko kopią mojego mózgu. Jak więc 56

mogłem doświadczać takich odczuć? Nie, to niemożliwe.

Pewnie mi się to śni. Zamknąłem oczy i byłem przekonany

że jak je otworzę wszystko wróci do normy. Nie będę

mieć żadnych tego typu odczuć. Jednak myliłem się. Kiedy

je otworzyłem, zobaczyłem cudowne piersi Ann rozdzielone

roweczkiem który wyginał się, kiedy przyciskała je

do ekranu. Dodatkowo jej piersi tak cudownie falowały

w takt wypowiadanych słów. Nie rozumiałem nic z tego

co ona mówiła. Odczuwałem tylko ogromną przyjemność.

Wiedziałem że dzieje się coś, czego nikt nie przewidział.

Kopia reagowała na bodźce erotyczne. To była bardzo miła

niespodzianka. Postanowiłem niczym się nie zdradzić. To

odczucie było tak przyjemne że nie chciałbym aby ktokolwiek

mógłby mnie tego pozbawić. Moja wyobraźnia zaczęła

pracować na najwyższych obrotach. Podsuwała mi

różne sytuacje które mogłyby wywołać u mnie jeszcze

przyjemniejsze doznania. Nagle doznałem olśnienia. Wymyśliłem

sposób na swobodne przemieszczanie się mojej

świadomości. Jednocześnie rozwiązanie to mogłoby zapewnić

mi doznawanie ogromnej przyjemności. Mimo, że

nie słyszałem tego co mówiła Ann, przerwałem jej.

– Posłuchaj mnie uważnie – powiedziałem. Obiecałaś,

że będziesz mówić do mnie po imieniu, prawda?

– No tak – odparła lekko zdziwiona. Tak mówiłam, ale

o ile dobrze pamiętam miałeś spełnić pewien warunek.

– Rzeczywiście – powiedziałem. Wydaje się, że znalazłem

rozwiązanie.

– No, no, zaczyna robić się ciekawie. Jeśli to prawda,

będę do ciebie mówić Mark. Podoba ci się?

– Tak – powiedziałem. – Wolałbym co prawda Marek

lub Markus, ale niech będzie. Lepsze to niż M-1. Zanim

wyjawię ci, co wymyśliłem, powiedz mi jak wielka jest ko-57

pia mojego mózgu. Myślę o rozmiarach nośnika na którym

skopiowana wszystkie dane zawarte w moim mózgu. Nie

jest to duża powierzchnia odparła. Karta pamięci twojego

mózgu ma około czterech centymetrów kwadratowych

powierzchni. Powiedz mi jeszcze, czy można to jeszcze

zmniejszyć i do jakich rozmiarów. Interesuje mnie również

jakie wymiary może mieć kamera przez którą mógł-

bym widzieć.

– Wiem na pewno – powiedziała Ann – że kartę pamięci

można zmniejszyć do około jednego centymetra kwadratowego

a kamera może mieć rozmiary główki od szpilki.

Czy to cię zadawala?

– Nie znam jeszcze szczegółów twojego pomysłu ale

czuję że jesteś na dobrej drodze.

W tej chwili zadzwonił telefon. Ann odebrała. Chwilę

rozmawiała, potem serdecznie się do mnie uśmiechnęła

i powiedziała.

– Wybacz, ale muszę pilnie zająć się przygotowaniami

koniecznymi do kontynuowania badań. Postaram się

wrócić jak najszybciej, bo mam ci dużo do wyjaśnienia. Ty

tymczasem myśl o szczegółach twojego pomysłu Mark.

Widząc moje zdziwienie, powiedziała.

– To tak awansem. Czuję, że twój pomysł wypali.


                                                          xxxxx

                                                            xxx

                                                               x


ROZDZIAŁ V

Kiedy odzyskałem zdolność patrzenia, przed ekranem

ukazała się Ann.

– Witaj – powiedziała. – Mam nadzieję, że dobrze wykorzystałeś

ten czas, który spędzałeś sam ze sobą.

– Myślę że tak, odpowiedziałem.

– No to słucham – powiedziała i jak zwykle obdarzyła

mnie swoim cudownym uśmiechem.

– Wiesz, pomyślałem sobie, że najlepiej byłoby gdybym

mógł przemieszczać się razem z tobą.

Zdziwiła się.

– Czy ty myślisz, że ja będę nosić z sobą jakieś urządzenia

z tobą w środku? Czy to ma być ten cudowny pomysł?

Chyba sobie kpisz. Jeśli tak, to bardzo mnie rozczarowa-

łeś.

– Poczekaj nie gorączkuj się – powiedziałem. – Nie da-

łaś mi czasu żeby wszystko wytłumaczyć. W pewnym sensie

masz rację. Mój pomysł rzeczywiście polega na tym,

abyś mnie nosiła, ale nie całe urządzenie w takiej formie

jak to dzisiaj wygląda.

– Nie rozumiem zupełnie do czego zmierzasz, odparła.

– Mam cię nosić, czy nie?

– Nie przerywaj, zaraz wszystko zrozumiesz.

Pomyślałem, że skoro nośnik, na którym skopiowano

wszystkie dane z mojego mózgu, można zmieścić na jednym

centymetrze kwadratowym, to nic nie stoi na prze-60

szkodzie, żeby umieścić go w jakimś gustownym wisiorku

i zawiesić na twojej szyi.

Ann popatrzyła na mnie uważnie, otworzyła usta, jakby

chciała coś powiedzieć, ale po chwili je zamknęła. Popatrzyła

jeszcze raz na mnie i powiedziała:

– Wiesz, ty masz rację. To może się udać. Co ja mówię,

to na pewno jest najlepsze rozwiązanie. Dlaczego dotąd

nikt na to nie wpadł? Teraz kiedy wiem, jak to ma wyglą-

dać, wydaje się to takie proste. Nie do wiary. Mark jesteś

wielki. Już biegnę z tym do naszych specjalistów. Myślę że

będzie im wstyd że sami na to nie wpadli i bardzo szybko

zrobią taki wisiorek.

– Ann poczekaj chwilę, chcę jeszcze coś powiedzieć.

Wydaje mi się że jestem jedyną kopią którą dysponujesz

Prawda?

– Tak – odpowiedziała. Tutaj dysponuję tylko jedną.

Jeszcze jedna jest w naszym głównym ośrodku badawczym

w Stanach.

– No właśnie – powiedziałem. Do pracy nad wisiorkiem

dobrze by było zrobić jeszcze jedną kopię, tak na wszelki

wypadek. Tym bardziej, że jak się domyślam, na tej kopii

w Stanach nie ma zapisów z bieżących zdarzeń.

– Masz rację – odpowiedziała. Zaraz się tym zajmę.

A tak przy okazji, skoro masz takie doskonałe wyczucie

sytuacji może pomyślisz w jaki sposób rejestrować bieżą-

ce zdarzenia na kilku kopiach jednocześnie.

– Pomyślę – powiedziałem. – Teraz biegnij do swoich

„uczonych”. Sam jestem ciekaw, co z tego wyniknie.

Ann szybko wyszła z laboratorium. Tym razem nikt

mnie nie wyłączył. Mogłem swobodnie obserwować pracujących

tutaj ludzi i podsłuchiwać ich rozmowy. Było to

jakieś urozmaicenie w moim dziwnym życiu. Dowiedzia-61

łem się wielu ciekawych rzeczy. Uzupełniały one rozmowy

z Ann. Ona nie mówiła mi wszystkiego lub jeszcze nie

zdążyła. Z tego co mówili ci pracownicy zatrudnieni w laboratorium

wynikało, że ich praca polega na utrzymywaniu

mojego ciała w stanie wegetatywnym. Oni pilnowali

aby do mojego ciała ciągle dostarczane były odpowiednie

substancje odżywcze. Dowiedziałem się również że niektórzy

naukowcy pracują nad, ogólnie mówiąc, odmłodzeniem

mojego ciała. Następnym etapem ma być ożywienie

mojego mózgu. Ponieważ dotychczas nie udało się

tego zrobić, skupiono się na znalezieniu sposobu odmłodzenia

poszczególnych organów a końcowym efektem ma

być doprowadzenie do odmłodzenia całego ciała. Mówili,

że prace te są bardzo zaawansowane i jest duża szansa

by zakończyły się pełnym sukcesem. Największym problemem

ma być przywrócenie mojego mózgu do pełnej

sprawności. Poprzednie próby niestety nie powiodły się.

Teraz jednak, jak mówiła profesor Ann na ostatniej odprawie

pracowników, jest duża szansa by osiągnąć w tym

względzie pełny sukces. Te podsłuchane wiadomości bardzo

poprawiły mi humor. Teraz wiedziałem więcej i były

to wiadomości optymistyczne. Musiałem porozmawiać

z Ann o szczegółach, ale zacząłem wierzyć że powrót do

pełnej sprawności izycznej i umysłowej będzie wkrótce

możliwy. Nie zdążyłem poważnie pomyśleć o tym, co

usłyszałem, kiedy do laboratorium weszła Ann. Wygląda-

ła ślicznie. Mając w pamięci ostatnie doznania, patrzyłem

teraz na Ann przede wszystkim pod kątem erotycznym.

Przyznam że nie mogłem skupić się na czym innym. Ann

jakby wyczuła mój stan umysłu, bo spojrzała na mnie tak

jakby chciała powiedzieć: „Zachowujesz się jak zakochany

nastolatek, kiedy my mamy dużo ważniejszych spraw 62

do omówienia”. Nie powiedziała tego głośno, ale ja wiedziałem

swoje. Uspokoiłem moje myśli i skupiłem się na

słuchaniu Ann. Ona jak zwykle obdarzyła mnie swoim

cudownym uśmiechem, na widok którego przeszły mnie

ciarki z podniecenia. Nie potraiłem tak naprawdę zapanować

nad tym. Wiedziałem jednak, że muszę się opanować.

Myślenie tylko przez pryzmat erotyki nie może prowadzić

do niczego dobrego. Ann tymczasem powiedziała,

że wisiorek jest już na ukończeniu. Przybiegła tylko na

chwilkę, aby zapytać jakiego koloru ma być oczko. Zatkało

mnie to zupełnie. Co za znaczenie ma kolor. Dla mnie nie

miało to żadnego znaczenia, ale Ann była przecież kobietą,

więc dla niej było to najważniejsze. Powiedziałem, że

najładniej wyglądałby wisiorek na jej szyi w kolorze zielonym,

turkusowym lub w kolorze bursztynu.

– No to jaki ma być? Trójkolorowy? – Spytała.

– Popełniłem błąd. Powinienem być bardziej precyzyjny.

Jesteś bardzo piękną kobietą, więc najładniej wygląda-

łaś by z wisiorkiem w kolorze bursztynu.

– Tak myślisz? Zapytała, a możesz mi powiedzieć dlaczego?

Mogę odpowiedziałem. Masz niezwykłą urodę

a kolor bursztynu też jest wyjątkowy. Myślę, że taki wła-

śnie byłby najodpowiedniejszy.

– Hm, może masz rację – powiedziała. – Muszę to jeszcze

przemyśleć.

Obróciła się na pięcie, prawie wybiegła z laboratorium

i tyle ją widziałem. Niczego się nie dowiedziałem. Zdaje

się, że nie tylko ja myślę nie o tym co trzeba, tylko że każ-

de z nas z innego powodu. Westchnąłem i zająłem się słuchaniem

tego, o czym mówili laboranci.

Wróciła szybciej, niż myślałem. Jej twarz jaśniała takim

blaskiem, że żarówki w laboratorium stały się zbędne. Jej 63

oczy śmiały się a ona mówiła i mówiła tylko o jednym.

Jak piękny będzie ten wisiorek i co ma na siebie założyć.

Bluzkę czy sukienkę i w jakim kolorze. Pomyślałem sobie

że żyję już tyle lat a kobiety ciągle mnie zaskakują. Może

to i dobrze. W innym przypadku życie mogło by być nudne.

Po tych wszystkich achach i ochach wyrażonych przez

Ann, musiałem jej przerwać.

– Czy przypadkiem nie miałaś mi opowiedzieć czegoś o

tym projekcie w którym mam uczestniczyć?

Nie była zachwycona. Powiedziała:

– Tak, oczywiście. Mogę zacząć teraz ale chyba lepiej

będzie kiedy wisiorek będzie gotowy i będę go mogła za-

łożyć. Widząc moje zdziwione spojrzenie dodała. Przecież

to był twój pomysł, prawda? Poza tym będziesz mógł nie

tylko słuchać ale i oglądać to wszystko, o czym będę mó-

wić.

– No tak, masz rację, ale musisz mnie zrozumieć. Zbyt

mało wiem. Obiecałaś wszystko mi wyjaśnić, tymczasem

wszystko tak jakoś się ślimaczy. Chciałbym jak najszybciej

poznać więcej szczegółów. Wtedy mój udział w Projekcie

nie będzie wymagać wyjaśniania mi wszystkiego na poszczególnych

etapach doświadczeń.

– Tak, to rzeczywiście ułatwi nam pracę ale i tak niektóre

rzeczy będziesz mógł poznać dopiero w trakcie realizacji

Projektu. Teraz muszę wyjść w ważnej sprawie.

„No tak kobieta”, pomyślałem. To coś ważnego, to oczywiście

wisiorek. W jej stanie ducha i tak nie mogłem wiele

zrobić. Nic też nie mogło odwieść Ann od osobistego nadzorowania

prac nad wisiorkiem. Zacząłem słuchać tego,

co mówią pracownicy laboratorium. Ich rozmowy dotyczyły

wyłącznie wykonywanych aktualnie czynności. Postanowiłem

więc zdrzemnąć się do powrotu Ann. Tak też 64

zrobiłem. Kiedy obudziłem się, Ann stała przed ekranem

i wymachiwała wisiorkiem. Nie zdążyłem nic powiedzieć

kiedy zaczęła mnie zasypywać potokiem słów. Zrozumia-

łem tylko, że jest on śliczny, bardzo jej się podoba i co teraz

ma na siebie włożyć. Nic z tego nie rozumiałem. Nie

miałem pojęcia, jak taki wisiorek mógł wywołać u niej takie

emocje. Musiałem jakoś to przerwać.

– Ann posłuchaj – powiedziałem tak głośno jak tylko

potraiłem. – Co ty wyprawiasz? Przecież ta błyskotka

miała służyć jako urządzenie z którym miałem się swobodnie

przemieszczać, a nie jak jakiś bibelot. Twarz Ann

znieruchomiała. Zaniemówiła i zatrzepotała swoimi długimi

rzęsami. Nagle w laboratorium zrobiło się bardzo cicho.

Wszyscy obecni tutaj też umilkli i spoglądali w naszą

stronę. Ann odzyskała głos, spojrzała na mnie i powiedziała:


– O cholera, zupełnie o tym zapomniałam, ale mam nadzieję,

że mnie rozumiesz. Prawda? Przecież ten wisiorek

jest taki piękny.

– Nie, nie rozumiem twojego zachowania – powiedzia-

łem. – Skup się raczej na tym co najważniejsze. Masz przecież

niezwykle ważne zadania do wykonania.

– Masz rację – powiedziała. – Nie wiem co mnie opęta-

ło. Biegnę do naszych specjalistów zapytać, kiedy możliwe

będzie przeniesienie twojej świadomości do tego wisiorka.

Jak wrócę, porozmawiamy spokojnie o wszystkim.

– Spokojnie – powiedziałem na głos, kiedy ona wyszła.

Ja jestem spokojny. Jej chyba zaproponuję herbatkę z

melisy. Po tym wszystkim nie byłem w stanie myśleć o

niczym więcej. Zbyt dużo działo się wokół tego wisiorka.

Byłem ciekawy, co z tego wyniknie. Czekałem na Ann. 65

Wróciła zupełnie odmieniona. Uspokoiła się i wyglądało

na to, że wszystko wróciło na swoje normalne tory.

– Mark wybacz, trochę mnie poniosło. Jestem kobietą

i biżuteria jest dla mnie bardzo ważna. Wiem, że nie powinnam

się tak zachowywać, szczególnie w obliczu tak

ważnych zadań które mam do zrealizowania, ale już jest

wszystko w porządku. Teraz zajmę się wyjaśnianiem tobie

szczegółów naszego projektu i roli, jaką w nim masz

odegrać. Wcześniej jednak powiem ci, że najpóźniej za jakieś

trzy, cztery dni przeniesiemy twoją świadomość do

wisiorka. Trochę boję się tego momentu, ponieważ poprzednie

próby nie powiodły się. Teraz jednak sytuacja

jest inna, więc mam nadzieję, że wszystko się uda.

– Czy możesz mi powiedzieć jak to będzie wyglądać od

strony technicznej? – zapytałem.

– Wszystkich szczegółów z przyczyn oczywistych nie

mogę ci zdradzić, ale trochę tak. Mówiąc wprost, twoja

świadomość na jakiś czas zostanie wyłączona. Zgodnie

z twoją sugestią zrobimy kilka kopii wszystkiego, co zostało

zapisane w twoim mózgu. Później specjalnie skonstruowany

nośnik danych zostanie zamontowany w wisiorku.

Tak to będzie wyglądało w skrócie. Jak widzisz

Mark z twojej perspektywy nie będzie to zbyt skomplikowane.


– Niby tak – powiedziałem – a jak coś pójdzie źle?

– No to będziemy mieli problem – powiedziała. Mam

jednak nadzieję, że żadnych niespodzianek nie będzie.

Dziesiątki naszych specjalistów dokonywało różnych symulacji

i wszystko wskazuje na to, że powinno się udać.

– Też mam taką nadzieję – powiedziałem. Mimo, że

funkcjonuję tylko jako świadomość zamknięta w określonej

powierzchni nośnika danych, to i tak jestem zadowo-66

lony z takiego stanu i nie chciałbym, aby coś mogłoby się

w tej mierze zmienić na gorsze.

– Będzie dobrze – powiedziała Ann i dodała – teraz

zdradzę ci więcej szczegółów naszego projektu.

– Jak wiesz, główną przeszkodą w badaniach są trudności

ze znalezieniem sposobu wpływania na zachowania

ludzkiego mózgu. Jeśli chodzi o proste czynności, jeste-

śmy w stanie je kontrolować. Te bardziej skomplikowane

jak na przykład związane z uczuciami miłości, litości czy

nienawiści nie poddają się próbom wpływania na nie. Mo-

żemy co prawda częściowo wymusić podejmowanie decyzji

w tych obszarach, ale tylko w bardzo ograniczonym

zakresie. Poza tym nigdy tak do końca nie jesteśmy pewni,

czy decyzje takie nie będą zmieniane w trakcie ich realizacji.

Tutaj widzę miejsce dla ciebie. Chciałabym sprawdzić

przy twojej pomocy, czy i w jakim stopniu możliwe będzie

wpływanie na decyzje o bardziej złożonej formie. O tym

jednak będziemy rozmawiać w trakcie realizacji poszczególnych

zadań, w zależności od zaistniałych sytuacji. Być

może nie będzie to w ogóle możliwe. Jesteś przecież tylko

kopią.

– Przepraszam powiedziała. Wiem że możesz czuć się

urażonym, ale taka jest prawda i ty o ty wiesz.

– Tak wiem i już zaczynam się do tego przyzwyczajać.

Chciałbym to zmienić ale wiem, że nie będzie to łatwe.

– Tak – powiedziała Ann. Wspominałam ci już wcze-

śniej, że pracujemy nad tym i bez twojej pomocy nie będzie

możliwe sprawdzenie naszych teoretycznych założeń.

– Jeśli nie będę chciał brać w tym udziału, to co? – przerwałem

jej.

Zaśmiała się bardzo głośno. 67

– Tego, że będziesz chciał, akurat jestem pewna. Przecież

tobie najbardziej zależy, by wrócić do swojego ciała.

Nam też, więc cel mamy wspólny. Prawda?

– Masz rację, tak tylko zapytałem. Wiesz przecież, że

nie mam w tej mierze większych marzeń, jak powrót do

swojego ciała.

– Oczywiście, że wiem, dlatego nie martwię się tym.

– Ann powiedz mi jeszcze jak to jest z tą kontrolą decyzji

podejmowanych przez mózgi innych ludzi. O ile wiem

już mnisi buddyjscy wiele wieków temu potraili zmusić

swoje mózgi do określonych zachowań. Panowali nad bó-

lem i swoim układem immunologicznym. Te swoje umiejętności

wykorzystują przecież nadal. Dzisiaj cała armia

naukowców dysponująca najnowocześniejszym sprzętem

i nieograniczonymi praktycznie środkami inansowymi

nie może sobie z tym poradzić? Przyznam że nie bardzo

rozumiem dlaczego.

– Widzisz – powiedziała Ann – to o czym mówisz jest

prawdą, ale tylko w części. Naukowcy osiągnęli znaczny

postęp w tej dziedzinie. Korzystając z doświadczeń tych

mnichów, o których wspomniałeś, czy osiągnięć współ-

czesnej medycyny zrobili w tej dziedzinie znaczne postę-

py. Potraimy już zmusić, czy raczej nakłonić innych ludzi

do określonych zadań. Można na przykład „oszukać”

mózg w taki sposób, aby będąc przekonany, że otrzymuje

on właściwe dane, podejmował decyzje zgodne z oczekiwaniami

tego, kto chciał osiągnąć określone cele.

– Jak to możliwe? – zapytałem.

Ludzie przecież myślą i nie bardzo wierzę, by łatwo

można by ich oszukać.

– Mylisz się bardzo – powiedziała. 68

– Przypomnij sobie, co z widzami w cyrku robią choćby

iluzjoniści.

– No tak, ale to jest tylko zabawa, a ty mówisz mi o takim

opanowaniu mózgów, by ludzie nie mieli wpływu na

swoje decyzje.

– No właśnie. Dochodzimy chyba do sedna problemu

– powiedziała. – Wspominałam, że duża część naukowców,

kiedy zorientowali się do czego to wszystko może

doprowadzić, nie chce dalej uczestniczyć w tych badaniach.

Problem z nimi polega na tym, że zbyt dużo wiedzą

o projekcie. Wiedza o tych badaniach nie może pod żadnym

pozorem wydostać się poza nasz ośrodek badawczy.

Wyobraź sobie, co by się mogło stać, gdyby dostała się ona

w ręce niezrównoważonych osób. Nie możemy do tego

dopuścić. Nie możemy również kontynuować tych badań

w takim stopniu jak było to wcześniej zaplanowane. Jak

widzisz sprawa jest poważna. Znaleźliśmy się w ślepym

zaułku. Nie możemy zrezygnować z pracy tych naukowców

i nie możemy też zrezygnować z tych badań. Wszyscy

którzy mają świadomość doniosłości tych badań, szukają

gorączkowo rozwiązania. Mówię ci to dlatego, ponieważ

jesteś teraz najważniejszym obiektem naszych badań. Być

może wpadniesz na jakiś pomysł, który pomoże nam kontynuować

te badania.

– Dlaczego ja? – zapytałem.

– Jest wiele powodów – odpowiedziała. – Nie mogę ci

mówić o wszystkich szczegółach, ale prócz tych, które

przytaczałam wcześniej, mogę zdradzić ci, że dzięki skopiowaniu

twojego mózgu teraz mam dostęp do twoich poglądów

i myśli.

– Naprawdę wiesz o wszystkich moich myślach – spytałem?

69

– Tak właśnie jest. Możemy kontrolować wszystkie

twoje myśli.

– Nie jestem tego taki pewny – powiedziałem.

Pomyślałem w tym momencie o moich erotycznych

przeżyciach. Pomyślałem, że albo ona wiedziała o wszystkim

i tylko udawała że o niczym nie ma pojęcia, albo nie

wszystkie sfery mojego umysłu podlegały kontroli.

Ann spojrzała na mnie z uwagą i spytała.

– O czym ty mówisz? Czy jest coś o czym nie wiem?

– Nie, nie wierzę. Jestem pewna, że wiem o wszystkim,

o czym ty myślisz. Ale jeśli jest choć ziarenko prawdy

w tym, co powiedziałeś przed chwilą, muszę to dokładnie

sprawdzić. Myślałam, że nasze teoretyczne założenia

sprawdzają się w stu procentach przerwała moje rozmy-

ślania Ann. Jeśli jest inaczej, to czeka nas jeszcze długa

droga do osiągnięcia celu. Dlaczego nic nie mówisz, może

tylko mnie podpuszczasz? Może masz mi coś za złe i chcesz

mnie ukarać dokładając mi dodatkowej pracy przy sprawdzaniu

jeszcze raz wszystkich wyników badań.

Nic jednak nie powiedziałem. Byłem zbyt zszokowany

tym, co usłyszałem. Zaczęło docierać do mnie, dlaczego

było tyle wątpliwości wokół tych badań. Trudno pogodzić

się z tym, że wszystkie myśli będą stale pod kontrolą innych.

To mogłoby zabić w ludziach ich człowieczeństwo

i wszystkie cechy właściwe tylko jednemu gatunkowi

w całym wszechświecie. Musiałem się nad tym zastanowić

i sprawdzić, czy rzeczywiście są jakieś sfery moich

myśli, których nie można kontrolować. Ponieważ nie odzywałem

się, Ann powiedziała:

– Ty nie żartowałeś, coś wiesz. Powiesz mi co wiesz,

czy mam sama to sprawdzić. 70

– Nic nie wiem – powiedziałem. – Możesz sprawdzać

skoro masz takie możliwości.

– Sprawdzę natychmiast. Jest to zbyt poważna sprawa,

aby nie sprawdzać wiele razy każdej wątpliwości.

To mówiąc, wyszła. Po tym, co usłyszałem, czułem się

zupełnie rozbity. Dotychczas byłem całkowicie przekonany,

że prace nad tym Projektem powinny być kontynuowane.

Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Dziwiłem

się nawet, że tylu ludzi ma takie wątpliwości. Po

tym jednak co teraz powiedziała mi Ann, musiałem sobie

jeszcze raz wszystko przemyśleć. Z jednej strony możliwość

wpływania czy mówiąc precyzyjniej kierowania

ludzkim mózgiem otwierała nieograniczone możliwości

w różnych dziedzinach życia. Jeśli badania potwierdzi-

łyby przypuszczenia niektórych naukowców, że to nasz

mózg, a nie my sami, dokonuje wyborów co do podejmowania

decyzji, to możliwość dowolnego wpływania na te

decyzje mogłaby nie dopuścić do wielu nieszczęść. Wielu

naukowców twierdzi też że to nasz mózg leczy nasze ciało

a nie leki, więc i w medycynie wiele można by zmienić. Ta

rozmowa dała mi dużo do myślenia. Zasiała również wiele

wątpliwości w mojej świadomości których wcześniej nie

miałem. Dotychczas byłem bezgranicznym entuzjastą takich

badań. Być może spowodowane to było moją osobistą

sytuacją, w jakiej się znajdowałem. Przecież bez tych

badań nie mógłbym wrócić do swojego ciała i mówiąc

wprost nie istniał bym. Po prostu bym nie żył. Być może

nie byłem obiektywny. Nawet na pewno. W ocenie moralnej

projektu na pewno kierowałem się własnym interesem

i może dlatego nie zastanawiałem się nad etycznymi

aspektami tych zagadnień. Teraz jednak po rozmowie z

Ann, zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać. Po-71

trzebowałem więcej czasu aby przekonać siebie samego

że uczestniczyć czynnie w tym projekcie postępuję wła-

ściwie. Zastanawiałem się również nad tym co powiedzia-

ła Ann o kontroli moich myśli. Wydawało mi się, że jednak

ja mam rację. Ona nie w pełni mogła kontrolować pracę

mojego mózgu. Nie wiem tylko, czy tak jest w istocie, czy

można inaczej można kontrolować prawdziwy mózg a

inaczej jego kopię. Ja przecież byłem tylko kopią swojego

mózgu. Musiałem wymyślić sposób na sprawdzenie

tego. To na pewno pomogłoby rozstrzygnąć wiele wątpliwości

dotyczących aspektów moralnych tych badań.

Cały czas biłem się z myślami i jak na razie nie przyniosło

to żadnego efektu. Ann nie pokazywała się od dłuższego

czasu. Normalnie byłbym tym zaniepokojony. Teraz jednak

miałem poważniejsze sprawy do przemyślenia. Starałem

się przypomnieć sobie wszystko, co wiem na ten

temat. Uporządkowałem wszystkie wiadomości i punkt

po punkcie poddawałem dokładnej analizie. Zastanawia-

łem się, co jest ważniejsze. Osiągnięcie ogromnych korzy-

ści których spodziewano się w przypadku pozytywnych

efektów przeprowadzonych doświadczeń, czy strat tym

spowodowanych. Co prawda ani konkretnych strat ani

wszystkich korzyści nikt nie był w stanie określić. To dodatkowo

komplikowało możliwość obiektywnej oceny. Po

długich rozważaniach i męczących rozmyślaniach dokonałem

bilansu korzyści i strat. Doszedłem do wniosku, że

w żadnym przypadku nie da się zatrzymać postępu w nauce.

Trzeba więc kontynuować badania. Skupić należy się

jednak na znalezieniu takich sposobów zabezpieczenia

tajemnic związanych z projektem aby nic nie dostało się

w niepowołane ręce. Uspokoiłem się i postanowiłem pomyśleć

w jaki sposób można by przekonać wszystkich za-72

trudnionych w pracach nad projektem do słuszności tych

badań. Miałem nadzieję, że wkrótce wpadnę na pomysł,

jak to zrobić. Miałem już zarysy pomysłu ale wymagało

to jeszcze przemyślenia. Przede wszystkim nie mogłem

zdradzić Ann żadnych szczegółów.73

ROZDZIAŁ VI

Upłynęło dość długo czasu, zanim mogłem porozmawiać

z Ann. Nie zmarnowałem tego czasu. Wiedząc już,

co nieco o Projekcie, byłem pewny, że nic złego mnie

nie spotka. Mówiąc „mnie” ciągle myślałem o sobie jako

o człowieku a nie jego kopii. Byłem bowiem przekonany,

że prędzej czy później powrócę do swojego ciała i uda się

uruchomić mój mózg. Wiedziałem, że jest to tylko kwestią

czasu. Pytanie tylko, jak długo mogło to potrwać? Tego

niestety nie wiedział nikt. Widząc jednak zaangażowanie

Ann i pozostałych specjalistów, wiedziałem, że zrobią oni

wszystko, by nie trwało to długo. Miałem co prawda niewielkie

obawy czy wszystko uda się w pełni i czy będę takim

samym człowiekiem jak przed zawałem. Wierzyłem

jednak w Ann. Bardzo mi się podobała jako kobieta, a ja

pięknym kobietom wierzyłem bez zastrzeżeń. Ktoś może

powiedzieć, że jest to z mojej strony skrajna naiwność, ale

taki byłem i nic nie jest w stanie tego zmienić. Chyba tylko

Ann mogłaby coś pomajstrować w moim mózgu, ale wtedy

musiałbym przed nią przyznać się do mojej naiwności.

Tego jednak nie chciałem. Dotychczas nie spotkało mnie

nic specjalnie złego ze strony kobiet i chciałbym, aby tak

zostało. Majstrowanie w moim mózgu w tym obszarze mogłoby

się skończyć nieciekawie. Tak więc postanowiłem

nie poruszać tego tematu w rozmowach z Ann. Miałem

również pewien pomysł jak skłonić sceptycznych w sprawie

Projektu do pełnego zaangażowania się w badania. 74

Nie chciałem jednak wszystkiego zdradzać od razu. Był to

również pewnego rodzaju test sprawdzający, czy rzeczywiście

Ann jak twierdziła mogła kontrolować moje myśli.

Miałem co do tego duże wątpliwości, dlatego chciałem ją

po prostu sprawdzić. Wiedziałem, jak zależy jej na Projekcie.

Jeśli więc będzie wiedzieć o czym myślę, zacznie natychmiast

realizować mój pomysł. Jeśli jednak w najbliż-

szym czasie nic nie będzie się działo, to będzie znaczyć że

po prostu blefowała. Tak czy inaczej, muszę poczekać aż

moja świadomość zostanie przeniesiona do wisiorka. Ann

mówiła, że będzie to wkrótce, najwyżej za kilka dni. Jednak

w mojej ocenie minął już przynajmniej tydzień a Ann nie

pokazywała się. Trochę mnie to denerwowało, ale tłumaczyłem

sobie zwłokę jakimiś problemami technicznymi

związanymi z umieszczeniem mojej świadomości w tym

wisiorku. Minęło jeszcze kilka dni, kiedy poczułem znane

mi wibracje połączone z błyskami i różnymi szumami. By-

łem pewny że zaraz odzyskam zdolność porozumiewania

się z otoczeniem i miałem rację. Po kilku chwilach zobaczyłem

przed sobą uśmiechniętą twarz Ann. Był to jeden

z najpiękniejszych widoków jakie doświadczyłem w życiu.

A Ann? Była coraz piękniejsza. Swoją drogą, jak ona

to robiła? Może korzystała z prowadzonych tu eksperymentów.

Może tradycyjne gabinety kosmetyczne zamieni-

ła na laboratorium. Może. Ale cóż to ma do rzeczy. Ważny

jest efekt a ten był porażający. Znowu poczułem ogromne

pożądanie. Przez chwilę zapomniałem, że nie mam cia-

ła tylko świadomość i chciałem natychmiast, nie bacząc

na nic, posiąść ją choćby na oczach wszystkich. Tak silne

było to pragnienie. Nigdy dotychczas nie doświadczyłem

czegoś podobnego. Nie widziałem, dlaczego tak się dzieje.

Czy ktoś coś majstrował w moim mózgu, czy podczas 75

kopiowania została nadmiernie pobudzona moja strefa

erogenna. Kwestia ta nie była dla mnie ważna, czułem bowiem,

że zbliża się orgazm. Tak się stało. W jednej chwili

wszystko zawirowało i gdzieś odpłynęło. Ogarnęło mnie

takie błogie uczucie jakiego nigdy jeszcze nie doznałem.

Przez dłuższą chwilę nie byłem zdolny do myślenia i postrzegania

czegokolwiek. Po chwili, kiedy fala niespotykanej

przyjemności zaczęła opadać, dostrzegłem przed sobą

jakiś ruch. Zobaczyłem zaniepokojoną twarz Ann i innych

osób wpatrujących się w ekran za którym się znajdowa-

łem. Ann dopytywała się ciągle co się stało. Nikt nie mógł

odpowiedzieć na to pytanie. Kilka osób stukało w klawiatury

komputerów i w różne przyciski próbując przywrócić

możliwość komunikacji ze mną. Kiedy odzyskałem pełną

świadomość, uśmiałem się serdecznie. Uświadomiłem sobie,

że nikt poza mną nie wiedział co się stało. Otrzyma-

łem dowód, że sfera erogenna nie podlega żadnej kontroli.

Było mi to bardzo na rękę. Ucieszyłem się jak dziecko, że

w pewnym stopniu wprowadziłem w błąd takich specjalistów.

W następnej chwili pomyślałem natychmiast o Ann

i zaczynałem wyobrażać sobie różne sytuacje erotyczne.

Domyślałem się, że ona nie jest świadoma, że uczestniczy

w moich fantazjach seksualnych. Zastanawiałem się, czy

w każdej sytuacji wymyślonej przeze mnie, Ann nie bę-

dzie niczego świadoma. Miałem nadzieję sprawdzić to w

najbliższym czasie. Teraz jednak musiałem wrócić do rzeczywistości.

Zebrałem się w sobie i powiedziałem.

– Witaj Ann, co się dzieje? Dlaczego dzisiaj tak długo

trwa przywracanie mojej świadomości do możliwości

normalnej komunikacji.

– No, nareszcie – powiedziała. – Bałam się, że coś uległo

awarii. Wydaje się jednak, że sytuacja jest opanowana. 76

Bardzo się cieszę Mark. Mam dla ciebie bardzo dobre wie-

ści. Za chwilę co prawda znowu będziemy musieli wyłą-

czyć twoją świadomość, ale mam nadzieję, że będzie to już

ostatni raz. Nasi specjaliści wszystko dokładnie sprawdzili.

Zaraz zaczną przenosić twoją świadomość do tego oto

wisiorka.

 

                                    xxxxx

                                      xxx

                                        x

 

 

 

To mówiąc, wcisnął

do jej ręki szklaneczkę wina. – To jest czarodziejski płyn.

O nic nie pytaj. Wypij do dna, a później porywam cię do

tańca.

Ann dosłownie zamurowało. Jednak nie wiedząc dlaczego,

spełniła jego polecenie. Poczuła jakby ktoś uderzył

ją w głowę. Po chwili jednak odczucie to minęło. Całe napięcie

nagle odpłynęło. Chciała jak najszybciej zapomnieć

o wszystkich problemach związanych z pracą. Nagle poczuła

ogromną ochotę na tańce. Nie protestowała więc

kiedy nieznajomy poprowadził ją na parkiet. Dalej nie było

już tak dobrze. Nie pamiętała nic, co się z nią działo. Obudziła

się w tanim motelu poza miastem. Miała ogromnego

kaca. Wygrzebała się z pościeli i weszła pod prysznic. Usi-

łowała przypomnieć sobie, skąd wzięła się w tym pokoju.

Nie pamiętała również czy była tutaj sama, czy był jeszcze

ktoś. Nie mogła niestety nic sobie przypomnieć. W pewnym

momencie ogarnęła ją panika. Nie wiedziała nawet

jak się nazywa. Tego było już za wiele. Ubrała się szybko.

Zauważyła że jej sukienka nie była pierwszej świeżości. W

dodatku była poplamiona. Chciała jak najszybciej wszystko

wyjaśnić. Musiała dowiedzieć się przede wszystkim

kim jest. Zaczęła przeszukiwać pokój ale nie znalazła nic

co pomogło by jej przypomnieć sobie cokolwiek. Na stoliku

obok łóżka zauważyła złożoną kartkę papieru. Szybko

ją rozwinęła. Przeczytała. „Byłaś cudowna, ale na mnie już

czas. Zapłać w recepcji. Zabrałem ci trochę kasy. Chyba mi

się należało? W końcu napracowałem się przez ostatnie

trzy dni i noce. Pa. Może kiedyś wpadniesz jeszcze na łyk

tego czarodziejskiego napoju?” Cały świat zawirował. Z jej

głowy odpłynęła chyba cała krew. Tysiące myśli przelaty-88

wały przez jej głowę. O co tu chodzi? Jakie trzy dni, co ja

tutaj robiłam i z kim? Pora to natychmiast wyjaśnić. Szybko

udała się w kierunku widocznej w oddali recepcji. Kiedy

tam szła zauważyła, że kilka osób z personelu dziwnie

jakoś na nią spogląda. Usłyszała również, jak ktoś mówił

że od dawna nie wiedzieli takiego cyrku jaki odstawiła ta

spod trójki. Nagle uświadomiła sobie, że to ona była w pokoju

numer trzy. Przestraszyła się nie na żarty. Nie wiedziała

jak dowiedzieć się co się tutaj stało. Na szczęście

zanim cokolwiek powiedziała, jakiś człowiek zagrodził jej

drogę i powiedział:

– Jestem właścicielem tego motelu, proszę do mojego

biura.

Nie wróżyło to niczego dobrego, ale Ann nie miała wyj-

ścia. Posłusznie poszła za właścicielem do jego biura.

– Proszę pani, nie będę oceniać pani zachowania

w ostatnich dniach, bo nie taka jest moja rola. Proszę mi

tylko zapłacić za pobyt i wyrządzone szkody. Prawdę mó-

wiąc, nie chciałbym więcej gościć pani u nas.

Ann zamurowało. Czuła, że wydarzyło się coś, czego

z pewnością musiała by się wstydzić, gdyby wiedziała, co

zrobiła. Nie zapytała więc o wydarzenia minionych dni.

Spojrzała tylko na właściciela.

– Aha – powiedział. Pani rzeczy osobiste są w tym sej-

ie. Zachowała pani na szczęście tyle rozsądku, że posłuchała

pani rad mojego personelu, by tak zrobić. Nie wiem

co by się stało, gdyby ten typek, który ogołocił panią z ca-

łej gotówki, dobrał się do pani torebki. Miał wielką ochotę

na pani biżuterię a szczególnie na ten piękny wisiorek.

Na szczęście posłuchała pani naszej recepcjonistki, która

prawie siłą nie dopuściła do tego, aby ten typ z którym

pani przyszła ograbił panią ze wszystkiego. Strasznie się 89

awanturował. Dopiero groźba wezwania policji trochę go

uspokoiła. To, co usłyszała Ann prawie zwaliło ją z nóg.

Wykrztusiła tylko:

– Ja nic nie pamiętam.

– Nie dziwię się – wtrącił właściciel. – Po takiej ilości

alkoholu i jak przypuszczam również narkotyków nikt

niczego by nie pamiętał. W głowie Ann huczało. To, co

usłyszała było tak niedorzeczne, że nie mogła w to uwierzyć.

Nigdy wcześniej nie uczestniczyła w żadnym zdarzeniu

gdzie mogłaby stracić kontrolę nad tym co robi. Nie

chciała w to uwierzyć. Przecież w jej wypadku coś takiego

było niemożliwe. Po tym jednak, co usłyszała, zaczęła

mieć wątpliwości. Czuła się bardzo źle i zaczęło ogarniać

ją uczucie coraz większego wstydu. Nie wiedziała jeszcze,

co tak naprawdę się wydarzyło. Chciała wszystko wyja-

śnić, ale coś mówiło jej aby z tym jeszcze trochę poczekać.

Zamiast więc wypytać o wszystko właściciela motelu, powiedziała:


– Oczywiście zapłacę panu za wszystko. Proszę tylko

otworzyć ten sejf.

– Jak to? – Zapytał. Przecież to pani użyła własnego

kodu.

– O cholera – powiedziała Ann. – Niczego nie mogę sobie

przypomnieć. Proszę pana. Wracam teraz do pokoju.

Jak tylko przypomnę sobie kombinację szyfru, przyjdę do

pana i ureguluję należność.

Kierownik nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy.


– Oby nastąpiło to szybko. W przeciwnym razie zawiadamiam

policję. Ma pani czas do wieczora.

– Dobrze – powiedziała Ann i poszła do swojego pokoju.

Później usiadła na łóżku i usiłowała sobie cokolwiek 90

przypomnieć. Jej próby nie przyniosły rezultatu. Wyczerpana

położyła się na łóżku i usnęła. Obudziło ją głośne

pukanie do drzwi. Zerwała się półprzytomna. Otworzyła

drzwi. W progu stał właściciel.

– No i co? – Zapytał. Przypomniała sobie pani cokolwiek?

Możemy otworzyć ten sejf?

Ann nie wiedziała, czego chce ten człowiek. Była zupeł-

nie oszołomiona. Powoli jednak docierało do niej, co się

dzieje. Zaczęła przypominać sobie jakieś cyfry. Nie wiedziała

co oznaczają ale domyśliła się, że jest to kombinacja

której użyła zamykając sejf.

– Idziemy – powiedziała i wspólnie z kierownikiem

udała się do jego biura. Sejf otworzyła bez trudu. Wyjęła

z niego swoją torebkę. Sprawdziła zawartość. Wśród wielu

rzeczy był tam telefon komórkowy portfel, karta bankomatowa

i jej osobista biżuteria. Nie chciała rozmawiać

z nikim. Zapytała tylko gdzie jest najbliższy bankomat.

– Pójdziemy razem – powiedział kierownik.

– Dobrze chodźmy – powiedziała Ann.

Kiedy kierownik wymienił kwotę, jakiej spodziewa się

od niej otrzymać, po raz drugi dzisiejszego dnia ugięły

się pod nią nogi. W pierwszej chwili chciała zaprotestować

ale zrezygnowała przypominając sobie zapowiedź

kierownika o ewentualnym powiadomieniu policji. Wypłaciła

żądaną kwotę i udała się do pobliskiej restauracji.

Założyła wisiorek. Dzięki temu mogłem znowu widzieć

i słyszeć wszystko. Zamówiła mocną kawę i zatopiła się

w myślach. Była zupełnie skołowana. Nie mogła uwierzyć,

że to co usłyszała mogło być prawdą. To było wbrew jej

zasadom. Nigdy nie zachowałaby się wbrew określonym

przez nią samą przekonaniom. Nigdy nie przekroczyłaby

granicy między dobrem a złem. Co się więc stało. Ogarnę-91

ło ją przerażenie. Umysł podsuwał jej tylko jedno wytłumaczenie.

„Tabletka gwałtu”. Miało to sens . Tylko po co?

Przecież dobrowolnie poszła do tego lokalu. Dość wyraźnie

dawała do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko małemu

romansikowi. O co więc tu chodzi? Czyżby jej „adorator”

chciał ją tylko okraść? Czy jego postępowanie miało inne

podłoże? Jeśli chodziło tylko o kradzież, to pal licho. Stać

ją było na stratę takiej kwoty. W końcu zarabiała tak dużo,

że mogła pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, choćby

było by to „trochę” sprzeczne z jej zasadami moralnymi.

Nagle zaniepokoiła się. Jeśli jednak jest inaczej? Jeśli celem

tego typa nie był zwykły podryw i kradzież, to mogą

z tego wyniknąć niezłe kłopoty. „Muszę to sprawdzić zanim

opowiem o tym moim szefom”, powiedziała do siebie.

Takiej rozmowy chciała uniknąć za wszelką cenę. Dopiła

kawę i udała się do Laboratorium. Całe szczęście, że mając

nielimitowany czas pracy nie musiała się praktycznie

nikomu tłumaczyć. Należała do ścisłego kierownictwa.

Była wielokrotnie sprawdzana. Miała status pracownika

z uprawnieniami dostępu do największych tajemnic, więc

korzystała z dużej swobody poruszania się. Praktycznie

po całym świecie. Nikt nie sprawdzał jej kontaktów w życiu

prywatnym. Jeśli jednak to ostatnie wydarzenie było

zaplanowane przez konkurencję, mogła mieć poważne

kłopoty. Nie chciała jednak podnosić jeszcze alarmu. Postanowiła

jak najszybciej skontaktować się z szefem służb

specjalnych i opowiedzieć mu o wszystkim. Była pewna,

że wszystko zostanie w tajemnicy. Ten człowiek nie tylko

był jej przyjacielem, ale miał wobec niej duży dług

wdzięczności. Wyjęła telefon i zadzwoniła do niego. Tim,

bo tak miał na imię, bardzo się ucieszył że zadzwoniła

do niego. Miał nadzieję, że Ann zaprosi go na spotkanie 92

a może nawet na coś więcej. Oczami wyobraźni widział

już romantyczną kolację w dobrym lokalu a później?...

Ann szybko jednak wyprowadziła go z błędu. Kiedy powiedziała

mu tyle ile mogła przez telefon, zaklął brzydko

i powiedział, że wygląda to poważnie i wobec tego muszą

natychmiast się spotkać. Zaproponował małą kawiarenkę

na obrzeżach miasta.

– Będę za pół godziny – powiedział.

– Ja też – odpowiedziała Ann.

Na ustalone spotkanie postanowiła udać się pieszo. Po

około dwudziestu minutach dotarła na miejsce. Tima jeszcze

nie było. Zamówiła kawę i koniak. Była w strasznym

stanie psychicznym. Nie dość, że niczego nie pamiętała,

to jeszcze reakcja Tima na jej wiadomość uświadomiła jej

powagę sytuacji. Normalnie nie nadużywała alkoholu, ale

teraz musiała się napić. Szybko opróżniła zawartość kieliszka.

– No, no nie poznaję cię. Musiało cię coś nieźle wkurzyć

– powiedział Tim, który właśnie przyszedł.

– Witaj – odpowiedziała.

– Wybacz, ale zupełnie straciłam głowę. Nie wiem co

robić. Niewiele pamiętam z ostatnich dni i czuję się podle.

Boję się czy nie zrobiłam czegoś strasznego. Tim musisz

mi pomóc. Inaczej chyba zwariuję.

– Spokojnie Ann. Wiesz jak mi zależy na twojej przyjaź-

ni. Zrobię wszystko, aby wyjaśnić tą niewiarygodną sytuację.

Później wypytał ją dokładnie o wszystko. Opowiedziała

mu dokładnie, co działo się przez kilka poprzednich dni.

Oczywiście tylko to, co zapamiętała. Słuchał jej bardzo

uważnie. Czasami dopytywał o jakieś szczegóły. Chwilę

milczał. Po czym powiedział. 93

– Rzeczywiście nie wygląda to dobrze, ale nie możemy

zakładać najgorszego. Jest w tej historii kilka punktów

które wskazują na to, że to był przypadek. Nikt nie

mógł przecież przewidzieć, że nagle wbrew swoim zasadom

udasz się do nieznanego lokalu, by się upić. To niedorzeczne.

Teraz uspokój się. Postaraj przypomnieć sobie

jeszcze coś a ja uruchomię swoje kontakty, aby dowiedzieć

się prawdy. Prawdę mówiąc oboje wiemy, że jeśli była to

tabletka gwałtu, szanse na to że cokolwiek sobie przypomnisz

są zerowe. Jeśli byłaś obiektem napaści seksualnej

i kradzieży nie będzie tak źle. Wiem, wiem jak to brzmi.

Nie martw się jednak na zapas, powiedział widząc reakcję

Ann. Miałem na myśli że łatwiej będzie ci pogodzić się

z tym, jeśli nie będziesz świadoma tego co się wydarzyło.

– No tak – powiedziała Ann – jest to jakieś pocieszenie.


– Tim, a jeśli to konkurencja? – krzyknęła. Wiesz co

wtedy się stanie? Będę skończona nie tylko zawodowo,

ale będzie mi grozić odpowiedzialność karna.

Puściły jej nerwy. Skryła twarz w dłoniach i rozpłakała

się. Powtarzała:

– Co ja zrobiłam, co ze mną będzie. Co będzie z badaniami.

Ja tego nie przeżyję.

Tim przytulił ją mocno.

– Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Ja wszystko

sprawdzę. Teraz pójdziemy do mnie. Weźmiesz gorący

prysznic. Zadzwonisz do irmy, że nie będzie cię kilka dni.

Później pójdziesz do łóżka. Musisz wypocząć i odespać te

ostatnie dni. Przypuszczam, że dostałaś potężną porcję

jakiegoś narkotyku i przez kilka dni nie zmrużyłaś oka.

Wstań teraz. Zwiozę cię do domu. 


                                                             xxxxx

                                                               xxx

                                                                 x


ROZDZIAŁ VII

Spała do następnego rana. Kiedy obudziła się, wyglą-

dała na wypoczętą. Zapytałem natychmiast jak się czuje.

Chwilę myślała i powiedziała:

– Wiesz, chyba prawie dobrze. Nie mogę sobie wszystkiego

sobie przypomnieć, ale po rozmowie z Timem jestem

prawie pewna, że nie stało się najgorsze.

– Co masz na myśli?

– To, że nie zdradziłam żadnej tajemnicy związanej

z wykonywaniem mojej pracy.

– A reszta?

– No cóż, za błędy trzeba płacić. Prawda? – spytała.

Nie chciałem jej dobijać, choć moje zdanie w sprawie

ostatnich wydarzeń było inne. Powiedziałem tylko:

– Ann nie przejmuj się. Na pewno Tim wszystkiego się

dowie.

– Z pewnością, mruknęła. A tak swoją drogą to bardzo

przyzwoity człowiek. Poza tym zaczyna mi się podobać.

– Ej, powiedziałem. Nie za szybko? Dopiero co miałaś

niemiłą przygodę, a już myślisz o nowej.

Ann usiadła na łóżku i powiedziała.

– Próbuję poradzić sobie z tą sytuacją jak tylko potra-

ię. Jestem z tym zupełnie sama. Nie mogę nikomu się

zwierzyć. Przecież wiesz. Mam tylko ciebie i Tima. Komuś

muszę zaufać. Wybrałam Tima. Nie miałam wyboru. Jeśli

dodatkowo on mi się podoba, to co w tym złego? Nie oceniaj

mnie tak surowo Mark i nie krytykuj. Wystarczająco 96

zostałam ukarana za mój brak odpowiedzialności. Nie

wiadomo zresztą, jak to się w ogóle skończy więc skończmy

ten temat.

– Masz rację Ann. Przepraszam. Nie chciałem aby to tak

zabrzmiało. Chciałbym ci pomóc, tylko nie wiem jak.

– Wiem, wiem. Ja też nie jestem w pełni sobą. Wybacz

mi i nie mówmy już o tym dobrze?

– Dobrze, ale nie uciekniemy od tego tematu – powiedziałem.

Obiecuję jednak, że nie będę cię krytykować.

Może być?

– Tak oczywiście, może. Co mam teraz zrobić? Jak my-

ślisz?

– Zadzwoń do Tima – odparłem. – Może już dowiedział

się czegoś.

Ann wzięła telefon do ręki i wykręciła jego numer. Długo

nikt nie odbierał. Nie było połączenia. Po chwili otrzymała

wiadomość sms.

„Nie jest tak źle. Nie martw się. On chciał cię tylko wykorzystać

i okraść. Muszę go odnaleźć i zniechęcić do

krzywdzenia kobiet. Jestem na jego tropie. Myślę że odnajdę

go w ciągu dwóch dni. Pozdrawiam, Tim.”

Po przeczytaniu tego tekstu, Ann podskoczyła na łóż-

ku.

– Mark, jak się cieszę. Wiedziałam, że nie zdradziłam

żadnych tajemnic, zresztą jakoś sobie poradzę.

– Gdyby nie moje, delikatnie mówiąc, niestosowne zachowanie,

byłabym szczęśliwa.

– No właśnie – powiedziałem. Chciałem jeszcze coś dodać,

ale usłyszałem jej głos.

– Mark, Mark daruj sobie. Zrobiło mi się głupio. Przecież

przed chwilą obiecałem, że nie będę jej krytykować.97

– Wybacz mi Ann. Ja naprawdę nie chciałem ci dokuczyć.

Tyle ostatnio się wydarzyło. Martwiłem się o ciebie.

Zniknęłaś na kilka dni. Nie dawałaś znaku życia. Kiedy

odnalazłaś się, ucieszyłem się bardzo, ale nie ukrywam,

byłem również trochę zły. Stąd to wszystko. Postaram się

opanować.

– Dobrze już dobrze. Nie gniewam się – odparła. – Rozumiem.

Przecież to ja jestem winna temu całemu zamieszaniu.

Myślę, że jak Tim przyjdzie i wyjaśni nam wszystko,

to inaczej będziemy patrzeć na tę całą sytuację.

– Masz rację. Musimy czekać na Tima. A co z pracą?

Kiedy tam pójdziesz? – spytałem.

– Myślę że zdecyduję dopiero jak Tim wróci. Teraz nie

czuję się na siłach.

– W takim razie wykorzystajmy ten czas na odpoczynek.

Może po prostu wybierzemy się do parku.

– To dobry pomysł – stwierdziła Ann. – Znam tutaj kilka

miejsc w których można doskonale odpocząć. Jutro

tam się wybierzemy.

Jak obiecała, tak zrobiła. Z samego rana oświadczyła,

że na razie nie myśli o przeszłości. Teraz chce się zrelaksować

i wobec tego zabiera mnie do parku. Myślałem, że to

będzie taki zwyczajny park. Tymczasem Ann zaskoczyła

mnie zupełnie. Ten park przypominał raczej jakiś zaczarowany

ogród. Pełno było w nim cudownie kolorowych

kwiatów, jakich nigdy dotąd nie widziałem. Do tego pełno

egzotycznych drzew i krzewów o niespotykanych kształ-

tach. Wokół roznosiła się cudowna woń. Nie widziałem

jeszcze czegoś tak pięknego i nie czułem takich zapachów.

Do tego zewsząd słychać było świergot ptaków i odgłosy

zwierząt.

– Co to jest? – Spytałem. 98

– To jest jedno z moich ulubionych miejsc odpoczynku.

Tutaj rosną kwiaty, drzewa i krzewy z różnych zakątków

świata. Poza tym jest tutaj taki jakby mini ogród zoologiczny.


– Niebywałe. – Odezwałem się. – To wszystko znajduje

się przecież w środku dużego miasta.

– Ano tak.

– Dlaczego wobec tego nic o tym nie wiedziałem?

– Po prostu dlatego Mark, że nie wychodzisz na spacery.

Nie interesujesz się tym, co znajduje się w twoim

najbliższym otoczeniu. Siedzisz zbyt dużo w domu. Stąd

biorą się twoje kłopoty ze zdrowiem.

Dotarło do mnie że Ann ma całkowitą rację. Zrobiło mi

się głupio. Nie chodziło już o moje zdrowie. Każdy przeciętny

człowiek powienien wiedzieć nie tylko, co ciekawego

znajduje się w jego najbliższym otoczeniu, ale również

w miejscowości w której mieszka. Ja praktycznie nie wiedziałem

prawie nic. Postanowiłem to zmienić, jak tylko

odzyskam swoje ciało. Tymczasem chciałem przy pomocy

Ann dowiedzieć się jak najwięcej o moim mieście. Zapyta-

łem ją, czy moglibyśmy częściej wychodzić na takie spacery

i czy pokaże mi inne ciekawe rzeczy. Byłem pewny,

że chętnie się zgodzi. Tymczasem ona powiedziała, że nie

będzie to takie proste.

– Wiesz przecież Mark, że ja pracuję i to ciężko – powiedziała.

– Teraz wytworzyła się taka sytuacja, że musiałam

coś z sobą zrobić. Nie mogę jeszcze wrócić do normalnych

obowiązków, więc wybrałam właśnie taki sposób na przeczekanie.

Korzystaj więc z tego jak najwięcej. Kiedy wrócę

do pracy, takich okazji nie będzie zbyt wiele. Mam jednak

nadzieję, że te nasze wspólne spacery obudzą w tobie 99

ciekawość do poznawania nieznanych ci dotąd tajemnic

związanych z twoim miastem.

Ann miała rację. Muszę zmienić swoje nastawienie do

życia. Tymczasem nie chcę tracić czasu.

– Chodźmy więc.

Muszę przyznać, że były to jedne z najpiękniejszych

momentów mojego życia. Okazało się, że Ann nie tylko

dużo wiedziała, ale również potraiła w ciekawy sposób

podzielić się tą wiedzą. Przez następnych kilka dni chodziliśmy

na kilkugodzinne spacery. Zauważyłem, że dla Ann

były one również bardzo ważne. Wyciszyła się zupełnie.

Wydawało mi się, że zupełnie zapomniała o przykrych

przeżyciach z ostatnich dni. To dobrze. Musiała odciąć się

od nich i nabrać nowych sił do pracy. Czekały ją bowiem

nowe wyzwania.

Po kilku dniach, niespodziewanie zjawił się Tim. Przyniósł

piękny bukiet kwiatów. Wręczając go Ann, powiedział:


– Moja droga, skończyły się twoje kłopoty. Wiem, że

w twojej pamięci przeżycia ostatnich dni zostaną jeszcze

długo. Myślę jednak, że poradzisz sobie z tym. Jeśli pozwolisz,

chętnie ci w tym pomogę.

Twarz Ann rozjaśnił najpiękniejszy uśmiech jaki dotychczas

widziałem. Dotarło do mnie, że nie był to tylko

uśmiech zadowolenia, ale coś więcej. Ten uśmiech przeznaczony

był tylko dla Tima. Poczułem coś jakby ukłucie

w sercu. Nie miałem przecież ciała więc nie mogłem niczego

odczuwać. Jednak czułem. Zdałem sobie sprawę z tego,

że byłem po prostu zazdrosny. A to ukłucie? Sądzę że był

to znany w medycynie ból fantomowy. Zdarza się to dość

często, kiedy po amputacji np. kończyny pacjenci w dalszym

ciągu ją czują. Zastanowiło mnie jednak to, że ja to 100

odczuwam. Przecież ja byłem tylko kopią mojego mózgu.

Czyżby kopia potraiła samodzielnie myśleć? Muszę opowiedzieć

o tym Ann. Teraz jednak nie mogłem tego zrobić.

Po pierwsze byłem ciekawy co ma do powiedzenia Tim

a po drugie Ann była w takim stanie psychicznego podniecenia

że z pewnością nie mogłaby skupić się na tym,

co bym do niej mówił. Postanowiłem odłożyć rozmowę

na później. Ann zaparzyła kawę postawiła na stole ciasto

i butelkę czerwonego wina. Poprosiła Tima by usiadł na

kanapie i opowiedział jej wszystko co udało mu się dowiedzieć.


– Jak wiesz mam swoje metody, by znaleźć każdego

w każdym zakątku świata. Uruchomiłem wszystkie procedury.

Przyznam, że zrobiłem to trochę wbrew zasadom,

ale chodziło przecież o ciebie, Ann.

Zamilkł na chwilę. Wydawało mi się, że jego głos jakby

trochę zadrżał, a twarz jakby pociemniała. Może mi się

tylko tak wydawało. Może. Natomiast jeśli chodzi o Ann

to nie mogłem się mylić. Jej piękna twarz pokryła się rumieńcem,

a głos wyraźnie zadrżał, kiedy powiedziała:

– Wiem Tim, ale teraz proszę zacznij już opowiadać.

– Dobrze – odpowiedział. – Już po dwóch dniach namierzyłem

go w jednej z knajp kilkaset kilometrów od motelu

w którym był z tobą. Zaczęliśmy obserwację i zbieranie

informacji.

– My? – zapytała Ann. – Myślałam, że tylko ty wiesz

o tym, co się stało.

– Bez obaw, Ann. Mam kilku zaufanych ludzi, którzy

winni mi są przysługę. Ich dyskrecji jestem pewny. Zresztą

sam nic bym nie zdziałał.

– Trochę mnie uspokoiłeś – powiedziała Ann. – Opowiadaj,

co wydarzyło się później. 101

– Obserwacja trwała kilka dni. Okazało się, że to zwykły

oszust, wykorzystujący i okradający kobiety. Nie byłaś

niestety jedyną kobietą, która wpadła w jego sidła. Jest

on doskonałym psychologiem i znawcą kobiecej duszy.

Potrai się doskonale wczuć w rolę pocieszyciela. Kobiety

natychmiast czują się przy nim bezpieczne i poddają

się jego woli. To jest bezlitosny drań. Nie waha się przed

użyciem wszystkich środków, aby osiągnąć swój cel. Do

tego jeszcze zawsze wykorzystuje tabletki gwałtu. Chce

jak najszybciej okraść swe oiary. Kiedy dopnie swego, natychmiast

przenosi się w inne miejsce i zaczyna całą grę

od początku. Jest to ohydny typ. Niebezpieczny i bardzo

skuteczny w tym co robi. Ponadto jest bardzo sprytny.

Jego działalność mogła nigdy nie zostać odkryta. Miał jednak

pecha. Skrzywdził ciebie i traił na mnie. Przysięgłem

sobie, że go dorwę i poniesie zasłużoną karę.

– Co ty mówisz, Tim? Nie możesz z tym iść na policję.

Kiedy ta sprawa wyjdzie na jaw, będę skończona.

– Ann to nie tak – powiedział. – To oczywiste, że wszystko

musi pozostać w tajemnicy i pozostanie. Ten typ został

już ukarany.

Widząc przestrach na twarzy Ann, Tim powiedział.

– Nie nie, to nie to o czym myślisz. Uspokój się. On żyje

i mam nadzieję, że jeszcze bardzo długo będzie na tym

świecie. Musi bowiem odpokutować za krzywdy jakie

wyrządził kobietom. Uwierz mi, że on naprawi wszystko.

Przynajmniej jeśli chodzi o pieniądze, które ukradł swoim

oiarom. Sprawdź swoje konto. Masz na nim wszystko, co

ci ukradł plus rekompensatę za doznane krzywdy.

Ann natychmiast to sprawdziła przez internet. Jej twarz

wyrażała zdumienie. 102

– Dziękuję, ale ja nie chcę niczego więcej prócz tego, co

on mi ukradł.

– Ann nie rozumiem cię, ani większości kobiet. Przecież

zostałaś w podstępny sposób wykorzystana. Wybacz,

ale muszę powiedzieć to wprost. Zostałaś zgwałcona.

I co? Dobrze się z tym czujesz? Ten drań nie ma być

ukarany? Normalnie powinien zgnić w więzieniu. Jednak

w tej szczególnej sytuacji nie jest możliwe postawienie go

przed sądem. Musiałem wymyślić inny sposób, żeby go

ukarać. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że mu wybaczasz

i zgadzasz się na to, aby dalej krzywdził inne kobiety. Ann

nie wierzę, że tak możesz myśleć.

– Nie, nie – powiedziała. – Oczywiście musi on ponieść

karę ale pomyślałam sobie co z pozostałymi oiarami.

Mnie zwrócił pieniądze a innym?

– Nie martw się – powiedział Tim. O wszystkim pomy-

ślałem. Okazało się że ten drań na tej swojej „działalności”

dorobił się sporego majątku. Do tego ma on niezwykły talent

do interesów. Zainwestował w kilka przedsięwzięć

i pomnożył wielokrotnie pieniądze uzyskane z tego ohydnego

procederu. Wyobraź sobie, że mimo posiadania wielomilionowego

majątku nie zrezygnował z wykorzystywania

kobiet. Ten człowiek nie zasługuje na litość. Chyba

zgodzisz się ze mną. Prawda?

– Po tym co usłyszałem, tak. Zasługuje na karę. Tylko

co można mu zrobić, kiedy nie chcemy postawić go przed

sądem.

– No właśnie. Jak myślisz, co było by najgorszą karą dla

tego drania?

– Noo, nie bardzo wiem.

– Ale ja tak. Otóż moja droga Ann. Taką karą jest pozbawienie

go całego majątku. 103

– No tak, ale jak to zrobisz? – spytała. Nie chcesz chyba

zabrać mu go siłą. Było by to przecież przestępstwo.

– Oczywiście, masz rację. Wyobraź sobie jednak, że on

zgodził się dobrowolnie wynagrodzić wyrządzone krzywdy

wszystkim oiarom a to, co pozostanie anonimowo

przekazać na cele charytatywne.

– Niemożliwe – powiedziała Ann. – Jak tego dokonałeś?

Przecież nikt dobrowolnie nie rezygnuje z takiego bogactwa.


– Rzeczywiście, dobrowolnie raczej nie. Trochę pomogliśmy

mu zrozumieć to czego się dopuścił. Nie chcę mówić

o szczegółach, ale po jego pobycie w naszych specjalnych

pomieszczeniach, w których przesłuchujemy różnych

przestępców, ten drań zgodził się na wszystko. Wiedział,

że gdyby nie dotrzymał tego do czego się zobowiązał, jego

życie stałoby się koszmarem. Jestem pewny, że nie będzie

nic kombinować. Jest w głębokiej depresji i niech tak zostanie.

Ważne, że wszystkie jego oiary otrzymają zadość-

uczynienie. Pomoże im to chociaż w części zrekompensować

cierpienia jakich doznały.

– Przekonałeś mnie, Tim. Nie będę więcej poruszać tego

tematu. Wydaje mi się że otrzymał wystarczającą karę.

– Też tak myślę, powiedział Tim. Teraz kiedy wszystko

już wiesz należy nam się trochę relaksu.

– Tak Tim – powiedziała Ann. – Jeśli możesz zrobić

sobie mały urlop, to może wybralibyśmy się do jakiegoś

uroczego zakątka, jak najdalej od tego miejsca, w którym

teraz jesteśmy.

Twarz Tima drgnęła. Widać było, że bardzo się ucieszył.

104

– Dobrze – powiedział. – Wpadnę na chwilę do mojego

biura, załatwię najpilniejsze sprawy, poproszę o kilka dni

urlopu i zaraz wracam. Zawahał się chwilkę i dokończył.

– Do ciebie Ann.

Ona po raz drugi dzisiaj zarumieniła się.

– Załatw wszystko. Ja zastanowię się, gdzie mogliby-

śmy pojechać.

Tim wyszedł, a Ann zajęła się sprawdzaniem, co mają

do zaoferowania biura podróży. Najwyraźniej znalazła

coś odpowiedniego, bo jej twarz zajaśniała uśmiechem.

Spojrzała na mnie i powiedziała:

– Chyba znalazłam to, o czym zawsze marzyłam. Mam

nadzieję że spędzę, najszczęśliwsze dni mojego życia.

– No to ja też się cieszę. Nareszcie będę mógł zobaczyć

coś innego niż ściany Laboratorium.

Ann ponownie spojrzała na mnie.

– Chyba nie myślisz, że zabiorę cię ze mną. Co to to nie.

Nie będziesz miał tej przyjemności aby nas podglądać.

– Szkoda – powiedziałem.

Szczerze mówiąc miałem ogromną ochotę zobaczyć

Ann w łóżku z Timem. Skoro jednak nic z tego nie wyjdzie,

zapytałem Ann, co będzie ze mną.

– Jak tylko wróci Tim zaprowadzę cię do Laboratorium

i zamontuję twoją świadomość w poprzednim urządzeniu.

Będziesz mógł tam przyglądać się pracom nad przywróceniem

twojego ciała do normalności.

Nie bardzo mi to odpowiadało, ale pomyślałem sobie,

że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Spodziewałem

się usłyszeć wiele ciekawych rzeczy. Po chwili

wrócił Tim. Kiedy Ann powiedziała mu, gdzie chciałaby

pojechać, bez wahania zgodził się. 105

– Wobec tego załatw wszystkie formalności związane

z wyjazdem – powiedziała Ann. – Ja mam jeszcze kilka

spraw do załatwienia.

Po chwili wraz ze mną wyszła z pomieszczenia. Udaliśmy

się do Laboratorium, które tak dobrze znałem

i w którym tak długo zastanawiałem się, co się stało i co

ja tu robię. Ann przekazała wisiorek kierownikowi. Poprosiła

o zamontowanie go w poprzednim urządzeniu.

Poprosiła również, aby niczego przede mną nie ukrywali

i w razie potrzeby odpowiadali na wszystkie zadawane

przeze mnie pytania. Ann pożegnała się ze mną i wyszła.

Powiedziała jeszcze, że zobaczymy się tak szybko jak to

tylko będzie możliwe.

– Mam nadzieję, że nie będziesz się tu nudzić – dodała

i wyszła.

Technicy zajęli się montowaniem wisiorka do urządzenia.

Po chwili straciłem świadomość. Kiedy ją odzyskałem,

zobaczyłem twarz szefa tego Laboratorium. Zapytał, czy

wszystko w porządku i czy mam jakieś pytania. Odpowiedziałem,

że wydaje mi się, że wszystko jest w najlepszym

porządku.

– Jak będę potrzebować jakiś wyjaśnień to zapytam.

Teraz chciałbym po prostu obserwować co tutaj się robi.

– Dobrze – odpowiedział kierownik. – Ja wracam do

moich obowiązków – i zajął się sprawdzaniem jakiś wydruków.


Przez kilka następnych dni słuchałem, o czym mówili

zatrudnieni tutaj naukowcy i technicy. Z uwagą przyglą-

dałem się też wszystkiemu, co tutaj robiono. W zasadzie

nie było to nic ciekawego. Coś tam przeglądano w otrzymywanych

wydrukach, coś robiono przy różnego typu

urządzeniach. Po jakimś czasie stało się to dla mnie tak 106

nudne, że przestałem się tym interesować. Z niecierpliwością

czekałem na powrót Ann. Jednak kiedy szef tego

Laboratorium zapytał mnie czy mam jakieś pytania. Odpowiedziałem,

że tak. Zapytałem, czy może mi powiedzieć,

kiedy podejmą próbę pobudzenia mojego mózgu i

połączenia go z moim ciałem.

– Właściwie wszystko mamy już dokładnie przemyślane

– odpowiedział. – Musimy jeszcze przeprowadzić kilka

specjalistycznych testów. Jeśli zakończą się pozytywnie,

podejmiemy próbę przywrócenia cię do życia. Kiedy to

jednak nastąpi, nie wiem. Czekamy na decyzję centrali.

Kierownik, jak się okazało, nic konkretnego nie wiedział,

więc wypytywanie go nie miało najmniejszego sensu. Pozostało

mi czekanie na powrót Ann. Postanowiłem po-

święcić ten czas na dopracowanie pomysłu jak przekonać

niektórych uczonych do kontynuowania pracy nad Projektem.

Po kilku dniach Ann wróciła.

– Cześć – powiedziała do mnie. – Zaraz wyswobodzą

cię z tego starego sprzętu i wtedy porozmawiamy. Teraz

muszę porozmawiać z szefem tego Laboratorium. Tobą

zajmą się technicy.

Tak jak poprzednio na jakiś czas straciłem świadomość.

Kiedy ją odzyskałem, byłem już na swoim miejscu,

czyli w wisiorku zawieszonym na szyi Ann.

– Wróciłam troszkę później niż planowałam – powiedziała.


– Wcale się nie dziwię. Musiało być wam tam bardzo

dobrze skoro przedłużyłaś urlop.

– No niezupełnie. Na urlopie, cudownym zresztą, by-

łam tylko dwa dni. Wezwano mnie w trybie pilnym do

centrali. Tim też musiał gdzieś wyjechać. Jak więc widzisz 107

Mark, nie było tak dobrze jak ja oczekiwałam i jak ty sobie

wyobrażałeś.

– Fakt – powiedziałem. – Niezbyt dobrze to wyszło. No

dobrze, ale co dalej. Są jakieś nowe ustalenie w sprawie

próby przywrócenia mnie do normalnego życia?

– No właśnie – powiedziała. – W nauce dokonano nowych

odkryć. Powstały nowe teorie. Jak to wpłynie na

Projekt jeszcze nie wiem. Na razie wydałam polecenie

przygotowania wszystkiego do próby połączenie twojego

mózgu z ciałem. Na razie to wszystko. Kazałem być w gotowości

i czekać. My natomiast jutro wylatujemy do Stanów.

Konkretnie do Strefy 51. Więcej sama nie wiem.

– Hm, zapowiada się ciekawie – powiedziałem. Pewne

jest tylko to, że nic nie wiemy na pewno.

– To prawda – odpowiedziała Ann. Mam nadzieję, że

jutro coś się wyjaśni.

Nagle zadzwonił telefon. Ann odebrała i jej twarz poja-

śniała. Pojawił się na niej ten cudowny uśmiech, który już

nie raz widziałem. Idziemy do mojego pokoju. Przyjechał

Tim. Kiedy zamknęły się za nami drzwi jej pokoju ktoś

zapukał. Ann otworzyła. Na progu stał Tim z ogromnym

bukietem czerwonych róż. Zanim Ann cokolwiek zrobiła,

Tim powiedział:

– Kochanie, zabieram cię dzisiaj na romantyczną kolację.


Z twarzy Ann zniknął uśmiech.

– Co się stało? – Spytał Tim.

– Niestety nici z naszej kolacji. Jeszcze dzisiaj wylatuję

do Stanów. – Uprzedzając jego pytanie odpowiedziała.

– Niestety nie wiem na jak długo.

– A to pech. Kiedy spotkałem wreszcie kobietę mojego

życia, ona musi wyjechać.108

– To rzeczywiście niesprawiedliwie – odpowiedziała.

– Niestety nie można nic z tym zrobić.

– Szkoda, ale możemy chociaż wykorzystać te parę godzin

jak najlepiej.

– Obawiam się, że nie mamy czasu – powiedziała Ann.

– Muszę przygotować masę materiałów na spotkanie

z kierownictwem.

– Jak pech to pech – powiedział Tim i dodał – a może?

– Kochanie ani o tym nie myśl – odparła. – Naprawdę

nie mam czasu.

Tim popatrzył na Ann takim wzrokiem i zrobił przy

tym taką minę, że gdybym ja był kobietą, na pewno bym

mu uległ. Ann również nie mogła oprzeć się urokowi

Tima. Wciągnęła go do pokoju i zaczęła namiętnie całować.

Mówiła tylko „kochany kocham cię, kocham”. Tim nie

pozostawał jej dłużny. Zaczęli wzajemnie się rozbierać. Po

chwili stracili kontrolę nad tym, co robią. W końcu pozbyli

się ubrań i wylądowali w łóżku.

Działo się to tak szybko, że Ann zapomniała mnie „wy-

łączyć”. Dzięki temu mogłem wszystko widzieć i słyszeć.

Nie chciałem podglądać, ale mimo woli stałem się uczestnikiem

ich miłosnych poczynań. Po chwili ja również zacząłem

zatracać się w tym wszystkim. W miarę jak oni

się kochali, ja również zacząłem odczuwać podniecenie.

Z upływem czasu moje doznania stawały się coraz silniejsze.

Gdybym miał ciało, nic nie powstrzymało by mnie

przed spełnieniem. Te odczucia były tak realne, że nie mogłem

uwierzyć, że nie mając ciała mogłem doświadczać

czegoś tak pięknego. Po chwili Ann i Tim osiągnęli szczyty

rozkoszy. Ja również. Później odpoczywali jeszcze przez

kilka minut. Ich twarze jaśniały szczęściem. Prawie jednocześnie

powiedzieli: 109

– Szkoda, że to już koniec.

Obydwoje chcieli aby te chwile trwały wiecznie. Niestety

dopadła ich rzeczywistość. Z ogromną niechęcią

podnieśli się z łóżka i zaczęli ubierać. Zapewniali się

o wzajemnej miłości. Niestety musieli zająć się swoimi

zawodowymi obowiązkami. Zdobyli się jeszcze na jeden

namiętny pocałunek i Tim wyszedł. Poprosił tylko, aby

Ann dała mu znać jak długo jej nie będzie.

– Kochanie – odpowiedziała. – Wiem co czujesz, bo ja

czuję to samo. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby sta-

ło się to jak najszybciej.

– Wiem – odparł i wyszedł.

Po jego wyjściu Ann długo jeszcze siedziała na łóżku.

– To niesprawiedliwe – powiedziała.

Po jej policzkach popłynęły łzy. Chciałem ją jakoś pocieszyć

ale nie wiedziałem jak. Powiedziałem tylko:

– Nie martw się. Wszystko jakoś się ułoży.

 Ann podskoczyła na łóżku. W jej oczach widziałem

przestrach.

– To ty wszystko widziałeś?

– Tak – powiedziałem. – Zapomniałaś mnie wyłączyć,

ale nie martw się. To było piękne. Dawno nie widziałem

takiej miłości. Tak kochających się ludzi.

Ann spojrzała na mnie smutno. Zorientowałem się, że

głupio to zabrzmiało. Nie wiedziałem jak z tego wybrnąć.

Powiedziałem tylko:

– Ann ja miałem na myśli wyłącznie więź duchową. Je-

śli odebrałaś to inaczej, przepraszam.

– Nie ma o czym mówić. Stało się. Zapomniałam. Ale

właściwie dlaczego mam się wstydzić miłości. Tego że kogoś

tak mocno kocham? Czy to coś złego? 110

– Nie Ann, to nic złego. To jest właśnie piękne i to chcia-

łem tylko powiedzieć. Cieszę się, że tak to odebrałeś. Przez

taki sposób myślenia stałeś się mi bardzo bliskim.

– Dziękuję Ann. Jesteś bardzo mądrą kobietą. Jeśli jednak

mamy wieczorem wylecieć do Stanów, chyba musisz

się pospieszyć.

– Masz rację. Zabieram się do pracy.

W kilka godzin Ann uporała się ze wszystkim i helikopterem

ratunkowym wystartowaliśmy z lądowiska zlokalizowanego

na dachu szpitala. Polecieliśmy do jakieś bazy

wojskowej. Tam czekał już na nas ogromny samolot. Po

wejściu na pokład zobaczyłem, że jest tam jakieś laboratorium,

w którym pracowało kilkanaście osób. W przedniej

części samolotu było kilkanaście foteli, takich jak w normalnym

samolocie. Prawie wszystkie miejsca były zajęte.

Okazało się, że Ann znała wszystkich. Po kilku chwilach

zapuszczono silniki i samolot wystartował do Europy.111

ROZDZIAŁ VIII

Lot przebiegał spokojnie, bez jakichkolwiek zakłóceń.

Ann rozmawiała ze swoimi znajomymi. Byłem bardzo

ciekawy tych rozmów. Szybko jednak znudziłem się. Z początku

wszyscy wszystkich pytali o pracę, o rodzinę i takie

tam. Było również trochę wspomnień. Po naukowcach

spodziewałem się czegoś innego. Okazało się jednak, że

wszyscy ludzie niezależnie od tego czym się zajmują, rozmawiają

zawsze o tym samym. Przynajmniej na początku.

Kiedy wszyscy zaspokoili już swoją ciekawość, zaczęto

rozmawiać o sprawach zawodowych. Ponieważ niewiele

z tego rozumiałem, oddałem się temu, co ostatnio robiłem

najczęściej czyli rozmyślaniu o mojej sytuacji. Po kilku godzinach

wylądowaliśmy w Stanach. Była to jedna z baz sił

powietrznych USA. Wykorzystałem chwilę, kiedy wokół

nas nie było nikogo i zapytałem Ann gdzie jesteśmy i jak

długo tu zostaniemy. Ann odpowiedziała że nie orientuje

się zupełnie. Wie tylko tyle że będzie uczestniczyć w jakiś

tajnych rozmowach. Ucieszyłem się bo miałem nadzieję,

że wreszcie będę miał dostęp do informacji z pierwszej

ręki. Niestety srodze się zawiodłem. Ann, jakby odgadując

moje myśli powiedziała:

– Przykro mi Mark, ale muszę cię wyłączyć i zostawić

w pokoju, w którym będziemy mieszkać. Nikt poza ścisłym

gronem osób zaproszonych, nie może uczestniczyć w tych

rozmowach. Ciebie niestety nie ma na tej liście. Nie martw

się jednak. Tak szybko, jak to będzie możliwe, połączę się 112

z tobą. Nie wiem kiedy to nastąpi. Czy te rozmowy będą

trwać kilka dni, czy tygodni. Nie wiem też, kiedy udamy

się do naszego ośrodka badawczego, który jak wiesz jest

głównym celem naszej podróży.

To mówiąc wyłączyła mnie, nie dając mi żadnej szansy

na zadanie jakiegokolwiek pytania. Trochę mnie to wkurzyło,

ale nie mogłem w żaden sposób zmienić tej sytuacji.

Pozostało mi prawie jak zawsze, tylko czekać. Tak też zrobiłem.

Miałem znowu dużo czasu na rozmyślania. Zastanawiałem

się, jak długo będę musiał czekać na możliwość

rozmowy z Ann. Nie byłem zadowolony z takiego obrotu

sprawy. Przecież wiedziałem już dostatecznie dużo na

temat tego, nad czym tutaj się pracuje. Po co więc te tajemnice.

Chyba, że Ann mówiła mi rzeczy, o których nie

powinna mi mówić. O czymś co stanowiło tajemnicę. Jeśli

tak było, to dlaczego postąpiła wbrew zasadom i wprowadzała

mnie prawie we wszystkie zagadnienia? Oczywiście

tylko na takim poziomie, żebym mógł to zrozumieć. Jak by

nie było, złamała zasady. Gdyby to się wydało, na pewno

poniosłaby surowe konsekwencje. A może miała w tym jakiś

cel? Często bowiem ciekawa była moich opinii w wielu

sprawach o których rozmawialiśmy. Miałem wrażenie, że

czasem podejmowała decyzje pod wpływem moich sugestii.

Może w swojej pracy chciała wykorzystać opinię kogoś

z zewnątrz? Związanego co prawda z badaniami, ale

nie wywodzącego się ze środowiska naukowego. Może.

Ale w końcu jest to sprawa Ann. Ja chętnie jej pomogę, je-

śli moje uwagi na coś się przydadzą. Zastanawiałem się

również nad tym, dlaczego Ann przestała nagle interesować

się tym, jak przekonać niektórych naukowców do

Projektu. Z pewnością ma to jakiś związek z badaniami

o których mi wspominała. Miałem nadzieję, że wszystkie-113

go się dowiem, jak tylko będziemy mogli normalnie rozmawiać.

Po jakimś czasie Ann włączyła mnie. Ale zanim

zdążyłem o cokolwiek zapytać, ona powiedziała:

– Posłuchaj Mark. Teraz idę na rozmowy. Nie wiem kiedy

wrócę. Musisz zostać sam. Nie mogę zabrać cię z sobą.

Nie możesz być również włączony. Nie wiem kiedy wrócę.

Uzbrój się w cierpliwość.

Jak zwykle zostałem sam. Jej nieobecność przedłużała

się. Po jakiś trzech tygodniach wróciła. Włączyła mnie i

powiedziała:

– Zaraz wylatujemy do naszego ośrodka w Streie 51.

Ponieważ lecimy z wieloma naukowcami których nie

znam, znowu muszę cię wyłączyć. W naszym ośrodku kiedy

wszystko się uspokoi, porozmawiamy.

Po dotarciu na miejsce Ann rzeczywiście mnie włączy-

ła i powiedziała:

– Nie powinnam tego robić, ale nie wyłączę cię. Zawieszę

wisiorek tak, abyś mógł obserwować wszystko co

dzieje się za oknami. Uchylę je również abyś mógł też coś

słyszeć. Obserwuj wszystko dokładnie. Mnie nie będzie

przez kilka, a może nawet kilkanaście dni. Jak wrócę, porozmawiamy.

Mam nadzieję, że będzie to ciekawa rozmowa.

Sama też nie wiem co usłyszę na spotkaniu z szefostwem.

Na razie wiem tylko tyle, że mają to być jakieś rewelacyjne

wiadomości. To tyle co chciałem ci powiedzieć.

– Obserwuj wszystko dokładnie – powiedziała jeszcze

raz .

Dodała „do zobaczenia” i wyszła z pokoju. Zastanawiałem

się dlaczego Ann tak bardzo zależało na tym,

abym dokładnie obserwował to, co działo się za oknem.

Ale skoro tak jej na tym zależało, z uwagą zacząłem obserwację.

Nic specjalnego nie zauważyłem. Ludzie poru-114

szali się normalnie. Chodzili pieszo, jeździli na rowerach,

korzystali z komunikacji miejskiej czy taksówek. Ulice i

budynki również niczym nie różniły się od tego co obserwowałem

dotychczas. Nie miałem pojęcia, o co chodziło

Ann. Po kilku godzinach przyglądania się temu, co działo

się za oknem miałem już dość i oddałem się mojemu ulubionemu

zajęciu, czyli rozmyślaniu. Analizowałem po raz

kolejny wszystko, co dotyczyło mojej sytuacji. Mojej roli

jaką miałem, czy już odgrywałem w tym eksperymencie.

Jednak rozmowa z Ann nie dawała mi spokoju. Jeszcze

raz postanowiłem obserwować widok za oknem. Tym razem

jednak postanowiłem przyglądać się wszystkiemu ze

wzmożoną uwagą. W pewnej chwili zaczęło docierać do

mnie że rzeczywiście jest coś dziwnego w tym pozornie

normalnym widoku. Wytężyłem uwagę. Zadawałem sobie

pytanie. Co tutaj jest nie tak? I nagle zobaczyłem: Wszyscy

ludzie nosili okulary. Niektórzy ciemne, niektórzy normalne,

ale wszyscy byli w okularach. To rzeczywiście było

niezwykłe. Po co im te okulary. Nie było specjalnie ostrego

słońca. Nie widziałem również jakiegoś dymu, czy innych

zanieczyszczeń powietrza. Tylko takie zjawiska mogłoby

uzasadniać konieczność noszenia okularów. Tymczasem

tutaj wszystko było w porządku. Przejrzystość powietrza

też była doskonała. Nie potraiłem znaleźć wytłumaczenia,

dlaczego wszyscy nosili okulary. Poza tym zauważy-

łem, że wszystko, cały ruch był bardzo uporządkowany.

Nie widać było żadnego chaosu. Wyglądało to tak jakby

wszystko odbywało się dokładnie według jakiegoś planu.

To rzeczywiście było dziwnie. Nigdzie dotąd nie spotka-

łem się z czym takim. Pomyślałem sobie, że Ann znała

odpowiedź. Chciała tylko sprawdzić, czy ja to zauważę.

Zauważyłem i miałem nadzieję, że kiedy wróci wszyst-115

ko mi wyjaśni. Po jakimś czasie wróciła. Bez specjalnych

wstępów zapytała, co zauważyłem. Opowiedziałem jej

o wszystkim. Ann zapytała czy to wszystko co zauważy-

łem. Odpowiedziałem że tak. Popatrzyła na mnie i powiedziała:


– W takim razie muszę zabrać cię na wycieczkę po tym

mieście. Obiecałaś mi opowiedzieć o wszystkim, czego się

dowiedziałaś – zwróciłem się do niej.

– Tak, oczywiście – odparła. Niczego nie będą przed

tobą ukrywać. Wcześniej jednak muszę cię wprowadzić

w temat. Dlatego będziemy zwiedzać miasto.

– Czy to pomoże mi lepiej zrozumieć to, o czym chcesz

mi opowiedzieć?

– Tak – odpowiedziała. – To, czego ja się dowiedziałam,

jest tak nieprawdopodobne, że nawet ja mimo mojego naukowego

przygotowania miałam trudności ze zrozumieniem

wszystkiego.

„Zapowiada się ciekawie”, pomyślałem.

– Wobec tego chodźmy już. Chciałbym jak najszybciej

poznać te rewelacje o których wspomniałaś.

– Mark to rzeczywiście są rewelacje. Całe dotychczasowe

myślenie o wielu sprawach dotyczących naszego

życia, wywracają do góry nogami. Zaraz zresztą sam się

o tym przekonasz.

– Wobec tego nie przedłużajmy naszej rozmowy

i chodźmy na tą wycieczkę po mieście – powiedziałem.

Ann założyła wisiorek na szyję i wyszliśmy na zewnątrz

budynku. Początkowo chodziliśmy ulicami i obserwowali-

śmy wszystko, co działo się wokół. Ann nie odzywała się.

Spoglądała na mnie i obserwowała jak reaguję na otaczającą

mnie rzeczywistość. Widocznie niczego specjalnego

nie zauważyła, bo zapytała: 116

– Mark naprawdę nic poza tym, co mi powiedziałeś nie

zauważyłeś? Nic co związane jest atmosferą?

– Nic, odpowiedziałem.

– Trochę jestem zaskoczona. Zobacz, tutaj jest bardzo

przyjemnie. Temperatura nie jest ani za wysoka, ani za niska.

Nie ma również wiatru.

Teraz, kiedy mówiła o tym Ann, dotarło to do mnie. Ja

byłem skupiony na szukaniu jakiś anomalii w zachowaniach

ludzi. Nie zwracałem uwagi na stan pogody. Rzeczywiście,

powiedziałem, ale co w tym dziwnego. Jest

przecież wiele miejsc na świecie w których jest podobny

klimat.

– To prawda – odparła. – Ale czy przypominasz sobie,

jak mówiłam ci że nasz ośrodek jest niewidoczny z zewnątrz?


– Oczywiście, pamiętam, ale to miasto na pewno jest

widoczne. Nie widzę tutaj niczego, co mogłoby maskować

budynki, czy inne urządzenia.

– I tu się mylisz. Tego miasta nie widać nawet z kosmosu.

Jest ono przykryte specjalną kopułą. Wykorzystano tutaj

pewne własności pola elektromagnetycznego. Działa

to w taki sposób, że z zewnątrz docierają tutaj odpowiednio

przeiltrowane promienie słoneczne, deszcze i wiatry.

Dodatkowo można tym wszystkim dowolnie sterować.

– Czy chcesz mi powiedzieć, że w każdej chwili moż-

na osiągnąć dowolną temperaturę, wywołać wiatr czy

deszcz? – Spytałem.

– Tak właśnie jest. Ponadto nic, co dzieje się w tym

mieście, nie przenika na zewnątrz. Po prostu niczego nie

widać i na razie nie można tego wykryć żadną dostępną

techniką. 117

– O kurcze, jestem całkowicie zaskoczony – odpowiedziałem.


Ann uśmiechnęła się.

– Zapewniam, że jeszcze nie raz zaskoczę cię i to w jeszcze

większym stopniu niż teraz.

Byłem oszołomiony. Myślałem, że taka technologia jest

dostępna tylko w powieściach fantastyczno-naukowych.

Tymczasem oglądam wytwory tej technologii na żywo.

Coś niebywałego, ale to dzieje się naprawdę. Ciekawe jakie

niespodzianki jeszcze mnie czekają.

– Teraz będziemy korzystać z publicznej komunikacji.

To mówiąc wyciągnęła z torebki okulary i założyła je.

Potem podeszliśmy do czegoś, co przypominało windę.

Wyjechaliśmy na niewielką platformę, przypominającą

peron na dworcu kolejowym. Z tą różnicą, że zamiast szyn

było tu coś co przypominało jedną bardzo szeroką szynę.

– Teraz pojedziemy do muzeum techniki.

Prawie natychmiast zatrzymał się obok nas pojazd wyglądający

jak normalny autobus. Wsiedliśmy. W środku

wszystko wyglądało normalnie. Jedyną różnicą było to że

nie było tutaj kierowcy. Chciałem o to zapytać Ann ale było

tutaj kilka osób więc się wstrzymałem. Po kilku minutach

ten pojazd zatrzymał się. Wysiedliśmy. Ann uprzedzając

moje pytania, powiedziała:

– Chciałam najpierw pokazać ci osiągnięcia, jakie dokonała

ludzkość w różnych dziedzinach życia. Dlatego zaczynamy

od zwiedzania miasta. Tutaj w praktyce testuje

się najnowsze osiągnięcia naukowe. Zwiedzimy również

muzeum techniki. Tam zobaczysz dokonania całej ludzkości

od zarania ich życia. Dopiero później opowiem ci

o wszystkim czego dowiedziałam się w ciągu ostatniego

miesiąca. 118

– Szkoda – odparłem. Myślałem że dowiem się czegoś

ważnego znacznie wcześniej.

– Taki miałam zamiar – powiedziała Ann.

Doszłam jednak do wniosku, że łatwiej będzie mi wyja-

śniać pewne zagadnienia, kiedy najpierw pokażę ci to, co

zrobiono w tym Ośrodku.

– Chyba masz rację, Ann. – Chodźmy zatem do tego muzeum.


Po wyjściu z pojazdu i skorzystaniu z windy stanęliśmy

na chodniku. Przed nami w odległości około stu metrów

zobaczyłem kilkupiętrowy budynek na którym widniał

duży napis „Muzeum Techniki”.

– No to idziemy – powiedziałem.

– Raczej zostaniemy tam, jakby to powiedzieć, dostarczeni

– powiedziała Ann.

W tym momencie chodnik pod nami poruszył się. Bardzo

szybko dostaliśmy się w pobliże wejścia do budynku.

– Jak to się dzieje? – Zapytałem.

Ann wyjaśniła mi, że wszystko jest sterowane myślami.


– Jak to? – Zdziwiłem się.

– Już wyjaśniam. Okulary są wyposażone w ekrany któ-

re pokazują obrazy wygenerowane przez nasze mózgi.

– Zaraz – powiedziałem. Możesz jaśniej?

– Tak, oczywiście. Okulary działają na takiej zasadzie.

Jeśli pomyślisz na przykład, że chcesz pojechać autobusem

do określonego miejsca, na ekranie otrzymujesz pełną informację.

Gdzie jest to miejsce, jak tam dojechać i w jakim

czasie. Następnie podjeżdża autobus i bezpiecznie zawozi

cię tam dokąd chciałeś. Tego zresztą przed chwilą sam do-

świadczyłeś.

– Rzeczywiście, ale nie wiem, jak to dokładnie działa. 119

– Nie będę cię wprowadzać w szczegóły techniczne

– powiedziała Ann.

– Powiem tylko tyle, że działa to na podobnej zasadzie,

jak monitoring miejski. Jest tylko bardziej nowoczesny.

Zrozumiałeś?

– Tak, oczywiście. Na razie tak. Jak będzie później, kiedy

zobaczę inne nowinki techniczne, nie wiem.

– Spokojnie – powiedziała Ann. – Krok po kroku zapoznam

cię ze wszystkim. Jestem pewna, że nie będziesz

miał trudności ze zrozumieniem, jak działają wszystkie

urządzenia. Większość funkcjonuje w świecie który znasz,

tylko w trochę nowszych wersjach.

Weszliśmy do budynku muzeum. Zwiedzanie rozpoczęliśmy

od parteru. Tam znajdowały się eksponaty, obrazujące

życie pierwszych ludzi. W sposób bardzo jasny

i zrozumiały dla wszystkich byliśmy oprowadzani po poszczególnych

salach. Informacje o tym, co aktualnie oglą-

daliśmy były podawane w dwojaki sposób. Można było

usłyszeć wszystko w specjalnych słuchawkach lub obejrzeć

w tych okularach, które nosiła Ann. Ja też mogłem

trochę skorzystać z tej formy przekazu. Ann na chwilę

zdjęła swoje okulary i przybliżyła je do wisiorka. Dzięki

temu mogłem przekonać się co można było zrobić korzystając

z takich okularów. Bardzo mi się to podobało, więc

natychmiast poprosiłem Ann by załatwiła mi u swoich

techników podobne urządzenie. Odparła, że zastanowi

się. Trochę się zdziwiłem, ale zapytałem:

– Dlaczego się wahasz?

– Nie waham się co do pomysłu – odparła.

– Najpierw opowiem ci wszystko. Dopiero potem zdecydujemy

wspólnie jakie urządzenie można będzie zamontować

w wisiorku. Być może nie będzie w ogóle takiej 120

potrzeby. Powiedziałam już, że jak dowiesz się wszystkiego,

to zdecydujemy.

Westchnąłem tylko. Ann miała rację. Za mało jeszcze

wiem. Teraz skupiłem się na oglądaniu eksponatów. W

ciągu kilku godzin poznałem całą historię ludzkości. To

były fascynujące doznania. Duże wrażenie zrobiły na mnie

eksponaty z XIX wieku. Wieku pary i elektryczności. Wtedy

przekonałem się do czego zdolny jest ludzki mózg. Co

człowiek może przy jego pomocy zdziałać. Jeszcze bardziej

byłem zafascynowany osiągnięciami ludzkości z ostatnich

kilkudziesięciu lat. Oglądanie muzeum było dla mnie najlepszą

nauką historii, w jakiej uczestniczyłem. Zwiedzanie

muzeum zakończyliśmy na ostatnim piętrze budynku.

Było tam również wyjście na taras, z którego można było

oglądać panoramę miasta. Muszę przyznać, że widok był

piękny. W pewnej chwili Ann powiedziała:

– Jes tem już bardzo zmęczona. Skończmy zwiedzanie.

Padam z nóg. Ostatnie dni bardzo wyczerpały mnie psychicznie.

Dzisiejsza wycieczka również izycznie.

– Masz rację – powiedziałem. – Ja również mam dosyć

wrażeń. Co prawda nie odczuwam izycznego zmęczenia

z wiadomych powodów, ale psychicznie nie czuję się najlepiej.

Wracajmy więc do naszego pokoju.

Wyszliśmy z muzeum i tak jak poprzednio skorzystali-

śmy z komunikacji miejskiej. Po powrocie chciałem zadać

Ann kilka pytań. Jednak gdy spojrzałem na nią i zobaczy-

łem jak jest zmęczona, zrezygnowałem. Postanowiłem porozmawiać

z nią jutro. Nazajutrz Ann obudziła się bardzo

późno. Widać było jeszcze na jej twarzy ślady zmęczenia.

Nie było ono jednak już tak duże jak wczoraj. Przyszło mi

do głowy, aby przełożyć zwiedzanie miasta o jeden dzień,

ale kiedy powiedziałem o tym Ann, ona zaprotestowała. 121

– Nie, dzisiaj będziemy kontynuować zwiedzanie. Zaraz

napiję się mocnej kawy. Ona postawi mnie na nogi.

– Jak chcesz – odparłem. – Chciałem jeszcze zadać ci

jedno pytanie przed wyjściem.

– Dobrze pytaj.

– Ann, wczoraj powiedziałaś, że nad tym miastem znajduje

się specjalna zasłona w kształcie kopuły, która cał-

kowicie ukrywa przed światem wszystko, co znajduje się

pod nią. Czy mogłabyś powiedzieć mi coś więcej?

– Tak oczywiście – powiedziała Ann. – Powiem ci tyle,

ile sama wiem. Ja też nie wiem wszystkiego.

Widząc moją zdziwioną minę dodała:

– Nie dziw się Mark. Nie znam wszystkich szczegółów.

Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie.

– Tak, oczywiście. Nie powinienem być zdziwiony. Ale

po tych informacjach, które mi przekazywałaś dotychczas,

wydawało mi się, że ty wiesz po prostu wszystko. Jest to

oczywiście niedorzeczne. Nikt nie może znać się na wszystkim.

Przebywając jednak tak długo z tobą i rozmawiając

o różnych sprawach, w pewnym momencie uznałem cię

za osobę wszechwiedzącą. Na wszystkie moje pytania potraiłaś

wyczerpująco odpowiedzieć. Wiem oczywiście, że

nie możesz wiedzieć wszystkiego. Niemniej twoja wiedza

jest imponująca. Podziwiam cię za to. Za każdym razem

rozmowa z tobą robi na mnie ogromne wrażenie.

– Dziękuję Mark, że tak mnie cenisz. Ale wracając do

twojego pytania. Rzeczywiście wszystko, co jest pod tą

kopułą jest niewidoczne i nikt na świecie nie domyśla się

niczego.

– W takim razie powiedz mi, jak dowieziono tutaj tyle

sprzętu i materiałów potrzebnych do zbudowania tego

wszystkiego. Przecież od zawsze ta kopuła nie istniała.122

– Dobre pytanie, Mark. Podoba mi się to. Zaczynasz

ponownie myśleć logicznie. Wczoraj, kiedy zwiedzaliśmy

miasto miałam wrażenie jakbym rozmawiała z innym

Markiem. Nie byłeś sobą. Reagowałeś jakoś inaczej. Zaczynałam

się w pewnym momencie bać, że utraciłeś zdolność

logicznego myślenia. Ale dzisiaj widzę że wszystko

wraca do normy.

– Masz rację Ann. Wczoraj spodziewałem się, że dowiem

się od ciebie czegoś zupełnie innego. Mówiłaś o rewolucji

w nauce. Tymczasem zaprowadziłaś mnie do muzeum

techniki. Myślałem ciągle dlaczego zwlekasz z przekazaniem

mi najnowszych informacji. Dlatego może nie

poświęcałem zbyt wiele uwagi temu, co działo się wokół

mnie.

– W porządku Mark, powiedziała. Wracając do tej kopuły.

Jak wiesz w stanie Newada gdzie znajduje się Strefa

51 ciągnie się pasmo dość dużych gór. Po ich zachodniej

stronie usytuowane są normalne miasta. Po wschodniej

natomiast stronie jest rozległa pustynia. Od dziesiątków

lat pod tymi górami drążono niezliczone korytarze i pomieszczenia

w których były usytuowane nie tylko różne

laboratoria ale również całe zakłady przemysłowe. Wej-

ścia do tych tuneli były doskonale zamaskowane. Dopóki

agenci różnych służb pozyskiwali informacje o interesują-

cych ich obiektach tradycyjnymi metodami, tajemnica mogła

być zachowana. Kiedy jednak do szeroko pojmowanego

szpiegostwa zaczęto wprowadzać elektronikę, zachowanie

tajemnicy stawało się coraz trudniejsze. Dlatego

natychmiast podjęto badania nad nowymi technologiami.

Po pewnym czasie udało się znaleźć sposób na ukrywanie

wszystkich obiektów. Był to rodzaj czapki niewidki. To

jest właśnie nasza kopuła. Nie wszystko jednak jest tutaj 123

doskonałe. Gdyby na przykład jakiś samolot lub pojazd

chciał opuścić miasto i znalazł się poza zasięgiem kopuły,

byłby natychmiast zarejestrowany przez satelity. Dla każ-

dego stałoby się jasne, że jeśli nagle jakiś obiekt pojawia

się na ekranach radarów, to nie wziął się znikąd. Musiał

mieć jakieś miejsce gdzie dotychczas przebywał. Jeśli był

to samolot to musiał wystartować z jakiegoś lotniska. Tajemnicy

nie dało by się długo utrzymać. Dlatego z tego

miasta nie można się wydostać inaczej niż pod górami. Z

tego co wiem trwają intensywne prace nad znalezieniem

innego rozwiązania. Małe obiekty wydostawały się już

poza kopułę i żadne urządzenia tego nie zarejestrowały.

Jest więc nadzieja na to, że zostanie niedługo wynaleziona

taka przenośna czapka niewidka. Być może korzystać z

niej będą mogli wszyscy.

– To bardzo interesujące, o czym mówisz. Zastanawiam

się tylko, po co każdemu z nas taka osłona. Czas jednak

pokaże. Jak wiadomo, wiele wynalazków znalazło zastosowanie

w czymś zupełnie innym niż w tym do czego je

wymyślono.

– Masz rację, Mark. Ale teraz chodźmy już. Jest późno

a ja chciałam pokazać tobie jeszcze parę interesujących

rzeczy.

– Masz rację, chodźmy.

Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz budynku, Ann powiedziała.


– Dzisiaj skorzystamy z taksówki.

Włożyła okulary i prawie natychmiast taksówka zatrzymała

się obok nas. Drzwi otworzyły się automatycznie.

Tym razem przyglądałem się wszystkiemu bardzo uważ-

nie. Taksówka wyglądała normalnie. Kierowca uśmiechnął

się do Ann pytając, gdzie chciałaby jechać i czy ma ja-124

kieś specjalne życzenia. Ann odpowiedziała, że jeszcze nie

wie i żeby jechał w kierunku centrum miasta. Wszystko

wyglądało normalnie. Nic nie odbiegało niczym od tego

do czego byłem przyzwyczajony. Ann jakby odczytując

moje myśli powiedziała do kierowcy:

– Dziękuję panu. Może pan zatrzymać się i wysiąść. Dalej

chcę jechać sama.

– Oczywiście proszę pani – odparł. – Jak pani sobie życzy.


Po chwili taksówka zatrzymała się na skraju jezdni

i kierowca wysiadł.

– Co teraz? – zapytałem. – Dalej pójdziemy pieszo, czy

przyjedzie inny kierowca? Czy zrobił on coś, że nie chcia-

łaś z nim jechać?

– Nie, nie o to chodzi. Teraz będziemy podróżować

sami.

– Jak to – zdziwiłem się. – Chcesz sama prowadzić?

– Nie, Mark. Posłużę się okularami. Wydam odpowiednie

polecenia komputerowi, w który wyposażona jest ta

taksówka i ona zawiezie nas tam gdzie chcemy.

– Zaskakujesz mnie coraz bardziej Ann.

Ona uśmiechnęła się i powiedziała.

– Za chwilę zobaczysz coś z pogranicza magii.

– Jestem bardzo ciekawy – odparłem.

– Uważaj więc – powiedziała Ann.

Prawie natychmiast taksówka zaczęła nabierać ogromnej

szybkości. Gdybym miał ciało zacząłbym się naprawdę

bać. Pędziliśmy, jak mi się wydawało, ponad 200 km na

godzinę.

– Czy to nie za szybko? Ann. Nie. Teraz będzie najważ-

niejsze. Nasza taksówka zbliżała się do betonowego muru, 125

który znajdował się na końcu ulicy, po której jechaliśmy.

Krzyknąłem.

– Hamuj, zrób coś. Przecież zaraz się rozbijemy.

Ann wybuchnęła śmiechem. Nie zdążyła nic powiedzieć,

gdy nasza taksówka wjechała na pełnej szybkości

w tą ścianę. Spodziewałem się najgorszego. Tymczasem

nic się nie wydarzyło. Wyglądało to tak, jakbym oglądał

jakiś ilm. W dodatku w zwolnionym tempie.

Nic się nie stało. Taksówka po prostu zatrzymała się.

Byłem w szoku. Jak to się stało? Przecież powinniśmy się

rozbić, a Ann nie miała prawa tego przeżyć. Tymczasem

nie działo się nic. Nie poczułem żadnego uderzenia. Nie

wypadła żadna szyba. Taksówka nie była uszkodzona. Nie

miała najmniejszej rysy. Nie mogłem tego zrozumieć. Ann

po chwili powiedziała:

– Widzisz, to co oglądasz jest jednym z największych

osiągnięć w zakresie bezpieczeństwa w komunikacji. Wykorzystano

tutaj zjawisko jakie występuje podczas zbliżania

do siebie dwóch magnesów o jednakowych biegunach.

Pamiętasz to na pewno ze szkoły. Prawda?

– Oczywiście, że pamiętam. Magnesy w takim przypadku

odpychały się.

– No właśnie. Tutaj jest podobnie. Każdy pojazd ma

zamontowane takie urządzenie, które w sytuacjach zagrożenia

wytwarza specjalne poduszki o właściwościach

magnesów. Wewnątrz pojazdu powstaje pole elekromagnetyczne,

coś w rodzaju poduszki powietrznej której

działanie jest ci doskonale znane. Z tą jednak różnicą, że

ona chroni przed jakimikolwiek urazami ludzi i jakimikolwiek

uszkodzeniami wszystkich obiektów wokół pojazdu,

który ma zamontowane odpowiednie urządzenie. 126

Ann, czy to chroni wszystkich i wszystko? Zawsze i ze

stuporocentową skutecznością?

– Tak – odpowiedziała krótko.

– W takim razie czegoś tu nie rozumiem. Dlaczego nie

wdrożono tego jeszcze do masowej produkcji? Przecież

można by uratować życie milionom ludzi. Można by również

zapobiec miliardowym stratom materialnym powsta-

łym wskutek wypadów komunikacyjnych.

– Mark, masz zupełną rację. Zdajesz sobie jednak sprawę

z tego, że nie wystarczy wymyślić coś genialnego. Dzisiejszym

światem nie rządzą wynalazcy, tylko politycy.

Dopóki nie będzie woli politycznej z ich strony i nie zobaczą

korzyści dla siebie, najlepsze wynalazki wylądują

w koszu na śmieci. Czasem zdarza się, że znajdzie się jakiś

mądrzejszy polityk i pozwoli kontynuować badania.

Tak stało się z wieloma wynalazkami. Ktoś zadecydował

o powstaniu takiego ośrodka, jak nasz. Ktoś dał pieniądze

na badania i dzięki temu można tutaj coś wymyślać lub

udoskonalać. Niestety, ci sami politycy z sobie tylko wiadomych

powodów trzymają wszystko w tajemnicy. Wiele

wynalazków zamiast służyć ludziom, kończy swój żywot

w ośrodkach badawczych. To smutne Mark. Sam wiesz, że

w tej chwili nic na razie nie można z tym zrobić. Jedyna

nadzieja w tym, że ktoś wymyśli jakiś system który wymknie

się spod kontroli polityków. Ale kiedy to nastąpi

i czy w ogóle, tego nie wie nikt. Mam jednak nadzieję, że

znając mentalność naukowców, ich upór i determinację

w dążeniu do wyznaczonych celów niedługo może się to

zmienić.

– To rzeczywiście smutne. Uświadomiłem sobie

wszystkie te absurdy rządzące naszym światem dopiero

teraz, kiedy zaczęłaś o tym mówić. Podziwiam jednak 127

tych naukowców. Oni mają przecież świadomość, że duża

część ich wynalazków nigdy nie będzie mogła być zastosowana

w praktyce. Są na łasce polityków i urzędników.

Mimo wszystkich przeciwności, pracują dalej. Zasługują

na wielki szacunek.

– Wiem o tym Mark i cieszę się, że tak patrzysz na naszą

pracę – powiedziała Ann. – Mark czy masz już dość

wrażeń na dzisiaj, czy chcesz jeszcze coś zobaczyć?

– Wiesz Ann, rzeczywiście mam już dość. Chyba, że

masz mi jeszcze coś niezwykłego do pokazania. Wtedy

jeszcze znajdę w sobie chęć do oglądania.

– Właściwie to, prawdę mówiąc, niewiele mogłabym ci

pokazać. Zastosowanie najnowszych wynalazków w praktyce

już widziałeś. To o czym wiedziałeś oglądałeś też w

muzeum techniki. Jeśli nie masz ochoty na dalsze zwiedzanie,

wracamy do naszego mieszkania.

– Dobrze Ann, wracajmy.

W drogę powrotną wybraliśmy się autobusem. Ani ja,

ani Ann nie mieliśmy ochoty na rozmowę. Byliśmy pogrą-

żeni we własnych myślach. Kiedy przyszliśmy do pokoju,

Ann powiedziała:

– Jesteśmy dzisiaj bardzo podekscytowani naszą rozmową

i tym, czego byliśmy uczestnikami. Myślę że rozmowę

o tym, czego dowiedziałam się na spotkaniu z szefostwem,

przełożymy na jutro. Co o tym myślisz, Mark?

Mimo, że byłem bardzo ciekawy tego, co obiecała powiedzieć

mi Ann, w duchu przyznałem jej rację. Powiedziałem:


– Masz rację. Spokojnie mogę poczekać do jutra. Dzisiaj

doznałem zbyt wielu mocnych wrażeń. Ponieważ spodziewam

się, że czekają mnie podobne lub jeszcze większe, 128

najlepiej będzie, jeśli porozmawiamy jutro. Muszę jakoś

przygotować się do tego.

– Masz rację, Mark. Ja też potrzebuję wyciszenia. Najlepiej

będzie, jak każde z nas znajdzie sobie na to własny

sposób. Ja idę po prostu spać a ciebie, byś się nie rozpraszał,

po prostu wyłączę. Zgadzasz się?

Uznałem, że tak będzie najlepiej i powiedziałem „tak”.

Za chwilę Ann wyłączyła mnie i zostałem sam na sam z

moimi myślami. Następnego dnia, gdy tylko Ann mnie

włączyła, zauważyłem że nie była taka jak zwykle. Wyglą-

dała na przygnębioną.

– Co się dzieje, Ann? – Zapytałem.

– Właściwie to nic, ale jestem jeszcze pod wrażeniem

tego wczorajszego dnia. Naszej przygody z wjechaniem

na pełnej szybkości w betonowy mur i późniejszych naszych

rozmów.


                                                         xxxxx

                                                           xxx

                                                             x


– Powiem ci tylko tyle Mark, że w świetle tego, czego

dowiedziałam się na rozmowach z szefostwem, nasz cel

będziemy mogli osiągnąć w zupełnie inny sposób.

– Więc po co tak się wysilałem, żeby znaleźć jakiś sposób,

kiedy teraz mówisz, że istnieje inny?

– Wybacz Mark. Kiedy prosiłam cię o pomoc nie wiedziałam,

że istnieje inna metoda aby kontynuować nasze

badania. I to jest między innymi jeden z problemów, nad

którym muszę się zastanowić, kiedy będę rozmawiać z tobą.

Jak już mówiłam, potrzebuję jeszcze troszkę czasu.

Kolejne dni spędzaliśmy na zwiedzaniu miasta. Nie

poruszaliśmy tematu sprzed dwóch dni, ale byłem pewny,

że oboje o tym myślimy. Ann zabierała mnie w różne

ciekawe miejsca. Miałem okazję zapoznać się z różnymi

ciekawymi rozwiązaniami technicznymi, których nigdzie

indziej nie widziałem. Ann mówiła, że wiele z nich traia

do powszechnego użytku, jak na przykład nawigacja samochodowa.


– Warunkiem, by tak się stało, jest stworzenie czegoś

nowocześniejszego. To miasto jest poligonem, na którym

testuje się różne wynalazki. Szkoda tylko, że najnowszy,

zabezpieczający ludzkie życie podczas katastrof komunikacyjnych,

jakoś nie może wydostać się poza to miasto. 130

– Tak, westchnęła Ann. Mnie to też męczy ale jak już ci

wspomniałam niedługo może się to zmienić. Chociaż niedługo

jest pojęciem względnym i w praktyce może oznaczać

wiele lat. Niestety ani ja, ani moi współpracownicy

naprawdę nic nie możemy na to poradzić – powiedziała

Ann. Potem dodała:

– Skoro na razie wszystko musi zostać tak jak jest, spró-

bujmy o tym zapomnieć. Wykorzystajmy te dwa dni na

podziwianie, jak różne wynalazki sprawdzają się w praktyce.


Tak właśnie zrobiliśmy. Korzystaliśmy z komunikacji

miejskiej, taksówek i rowerów. Spacerowaliśmy i oglą-

daliśmy różne ciekawe miejsca. Mówię ciągle „my”, a tak

naprawdę oznacza to Ann. Ona bowiem uczestniczy-

ła izycznie w tym wszystkim. Ona tylko nosiła mnie na

swoich piersiach. Ja przecież nie miałem ciała. Istniałem

tylko jako moja świadomość zamknięta w wisiorku zawieszonym

na jej szyi. W istocie jednak uczestniczyłem

we wszystkim co robiła Ann. Dlatego często mówię „my”.

Kiedy zwiedzaliśmy jeden z przepięknych ogrodów botanicznych

zauważyłem, że na różne jego części pada deszcz

w różnym czasie. Poprosiłem Ann o wyjaśnienie. Wszystkim

steruje komputer umieszczony w swoistym sztabie

dowodzenia.

– Jeśli interesuje cię to, pójdziemy tam.

– Dobrze – powiedziałem. Chciałbym to zobaczyć.

Po chwili dotarliśmy do budynku, w którym znajdowa-

ło się centrum zarządzania całym miastem. Ann weszła do

środka i poprosiła jednego z pracowników o pokazanie, jak

kieruje się wszystkimi urządzeniami w tym mieście. Pokaz

ten wywarł na mnie duże wrażenie. Byłem świadkiem jak

sprawnie działa cała komunikacja. Wszystkie działania 131

poszczególnych służb były doskonale ze sobą zgrane. Nic

nie działo się bez wiedzy tego centrum. Nad wszystkim

czuwał tylko jeden komputer. Trochę mnie to zdziwiło, ale

usłyszałem wyjaśnienie, że komputer ten dysponuje taką

mocą jak milion komputerów będących w powszechnym

użyciu. To robiło wrażenie. Najbardziej jednak zdumiało

mnie sterowanie pogodą. Okazało się, że można dowolnie

ustalać pożądaną temperaturę. Tworzyć chmury czy wywoływać

deszcz na dowolnych obszarach. Wszystko, co

tutaj widziałem było zupełnie dla mnie nowe. Czułem się

tak, jakbym przeniósł się w przyszłość. Oglądałem urzą-

dzenia jakich nie widzieli jeszcze normalni ludzie. Mam tu

na myśli ludzi żyjących aktualnie w normalnych miastach

i wsiach. Korzystających ze znanych wszystkim urządzeń.

Tutaj wszystko wyprzedzało swój czas. Widocznie tak już

musiało być. Chciałbym tylko, żeby te wszystkie nowinki

techniczne funkcjonujące już w tym mieście wydostały

się poza tą okrywającą wszystko kopułę i jak powiedział

wieszcz, dostały się pod strzechy. Byłem pewny, że to się

kiedyś stanie. Takie jest bowiem prawo postępu. Ja chciał-

bym tylko, aby stało się to jak najszybciej. Pod koniec

drugiego dnia miałem już dość oglądania czegokolwiek.

Byłem przekonany, że Ann też. Kiedy więc zaproponowa-

łem powrót do naszego pokoju ona zgodziła się natychmiast.

Po powrocie, ponieważ było już dość późno uzgodniliśmy,

że Ann zacznie opowiadać mi jutro o wszystkim

czego dowiedziała się na tych wszystkich spotkaniach i

konferencjach. Ann poszła spać. Ja również odpoczywa-

łem, oddając się rozmyślaniom. Nie mogłem doczekać się

następnego dnia. Czułem, że rozmowa z Ann zmieni mój

sposób myślenia na zawsze. Rano kiedy Ann wypiła już 132

swoją poranną kawę i usiadła na swoim ulubionym krzesełku,

zaczęliśmy rozmowę. Dokładniej zaczęła Ann.

– Mark, zastanawiałam się bardzo długo nad tym, od

czego mam zacząć. Niestety muszę przyznać, że w dalszym

ciągu nie wiem tego. Postanowiłam jednak zacząć

od okularów, które noszą wszyscy mieszkańcy w mieście.

Później zobaczymy. Jak sobie przypominasz mówiłam ci,

że przy pomocy tych okularów można uzyskać wiele informacji

dotyczących wszystkiego, co znajduje się w tym

mieście.

– Pamiętam – powiedziałem.

– Pamiętasz również, że działają one podobnie jak

funkcjonuje monitoring. Teraz wyobraź sobie, że posiadasz

takie okulary, które przekazują ci wiadomości z ca-

łego świata.

– Jak to możliwe? – Spytałem. Przecież dostęp do tego

można uzyskać tylko za pomocą internetu.

– No właśnie, Mark. Niektórzy uczeni pracują już nad

tego typu urządzeniami spełniającymi funkcje internetu,

a jednocześnie różniłyby się one znacznie od znanych

wszystkim komputerów. Powiem więcej. Osiągnięto już

znaczące sukcesy. Widziałam nie tylko okulary, ale również

soczewki nakładane bezpośrednio na gałki oczne.

Naukowcy zapewniają, że już w tej chwili mogą one speł-

niać wymagania dotyczące standardowych komputerów.

Oczywiście nie wszystko jest takie proste. Pozostaje jeszcze

do rozwiązania trochę problemów, jak na przykład zasilanie

czy odpowiednia prędkość.

– No to jeszcze będziemy musieli trochę poczekać na

znalezienie rozwiązania – powiedziałem.

– Nie wydaje mi się, Mark. Wiem, że już buduje się super

komputer, który będzie w stanie zapewnić wszystkie 133

techniczne wymogi tych miniaturowych osobistych komputerów.


– Możesz powiedzieć coś więcej? – Spytałem.

– Wrócimy później do tego tematu. Okazało się bowiem,

że prowadzone są pewne prace nad innym wykorzystaniem

superkomputera. Najpierw chcę opowiedzieć

ci o innych odkryciach i przeprowadzanych doświadczeniach.

Jeśli uważasz, że przekazywanie mi informacji

w częściach jest lepsze niż opowiedzenie wszystkiego

o czym wiesz od razu, to mam nadzieję, że przemyślałaś

to dobrze. Słucham więc dalej.

– No więc słuchaj, Mark. Opowiem ci teraz, jak można

wpływać na decyzję poszczególnych osób w taki sposób,

żeby myśleli, że podjęte przez nich działanie było ich suwerenną

decyzją.

– Nie wiem, czy słyszałeś coś nowego na temat badań

nad ludzkim mózgiem.

– Niestety nie. Wiesz przecież, że ostatnio jedynym źró-

dłem informacji o świecie zewnętrznym jesteś ty.

– Oczywiście. Co ja wygaduję.

– Wybacz Mark, to z przepracowania.

– Myślę Ann, że nie tylko. Ostatnio dużo działo się

w twoim życiu. Zarówno w prywatnym jak i zawodowym.


– Ja nie mam do ciebie żadnych pretensji. Czekam tylko

niecierpliwie na dalsze informacje.

– Dobrze, już mówię. Od kilku miesięcy nasz Ośrodek

otrzymuje informacje o tym, że coraz więcej naukowców

na całym świecie pracuje nad próbami sterowania ludzkim

mózgiem. Kilku ma ciekawe osiągnięcia. W badaniach

posłużono się naszymi dwoma zmysłami. Zmysłem powonienia

i słuchu. Przeprowadzono takie doświadczenie. 134

Uczestników poddanych badaniom usypiano. Następnie

dawano im do wąchania przyjemne zapachy na przykład

słodyczy. Następnie z głośników puszczano dźwięki o niskiej

częstotliwości. Po chwili uczestnikom dawano do

wąchania zapachy kojarzące się z niemiłymi przeżyciami

na przykład zapach gnijącego mięsa i puszczano z gło-

śników muzykę o wysokiej częstotliwości. Po wybudzeniu

uczestników, poddano ich kolejnemu doświadczeniu.

Przynoszono im pachnące ciasta, które oni bardzo lubili

i puszczano jednocześnie z głośników dźwięki o wysokiej

częstotliwości. Po ich wybudzeniu doświadczenie kontynuowano,

z tym jednak, że zamieniono częstotliwość

dźwięku. Kiedy uczestnicy doświadczenia widzieli ciasto,

słyszeli dźwięki o wysokiej częstotliwości i odwrotnie.

Wszyscy którzy lubili ciasto natychmiast odwracali głowy

z odrazą, mimo że wcześniej reagowali inaczej. Podobnie

było kiedy podano im gnijące mięso i puszczono z głośników

dźwięki o niskiej częstotliwości. Nikt poddany tym

doświadczeniom nie odwracał się od tego dania. Wszystkim

kojarzyło się to z miłymi odczuciami. To doświadczenie

wykazało, jak w łatwy sposób można zmieniać bodź-

ce docierające do mózgu. Przeprowadzono również inne

doświadczenie. Uczestnikom pokazywano polityka, który

prezentował swój program wyborczy. Jednocześnie z gło-

śników puszczano dźwięki o niskiej częstotliwości. Następnie

pokazano polityka którego program nikomu się

nie podobał. Przy tej prezentacji puszczano z głośników

dźwięki o wysokiej częstotliwości. Tej grupie uczestników

której podobał się pierwszy program i którzy deklarowali

chęć poparcia go zaproponowano, aby jeszcze raz wysłuchali

tego polityka. Tym razem z głośników wydobywa-

ły się dźwięki o wysokiej częstotliwości. Okazało się że 135

tym razem nikomu nie podobał się ten program i nikt nie

udzielił by mu swojego poparcia. Druga grupa zareagowa-

ła podobnie. To doświadczenie jeszcze wyraźniej pokazywały

że stosując odpowiednie metody można wpływać na

podejmowanie decyzji przez innych.

– To niewiarygodne – powiedziałem.

– Tak – potwierdziła Ann. – Teraz rozumiesz, że w świetle

tego co usłyszałeś, mój brak zainteresowania przekonywaniem

niektórych uczonych do naszego Projektu jest

uzasadniony. Otwierają się nowe perspektywy pozwalające

osiągnąć cel. W dodatku metody te są tańsze i prostsze.


– O czym ty mówisz, Ann? Pomyślałaś o konsekwencjach

zastosowania tych metod?

– O co ci chodzi, Mark? Mówiąc szczerze nie zastanawiałam

się zbytnio nad tym. Nie widzę jakichś negatywnych

skutków.

– Chyba żartujesz, Ann. Ja widzę i zaraz powiem ci

o nich. Czy pomyślałaś, co może się wydarzyć, jeśli ktoś

zechce dla swoich celów wykorzystać na przykład spo-

łeczność jakiegoś miasta. Jeśli spowoduje, że ci ludzie

będą głosować za różnymi uchwałami korzystnymi tylko

dla określonej grupy. W dodatku będą przekonani, że

działają w dobrej sprawie. Czy możesz sobie wyobrazić,

że w taki sposób można manipulować wszystkimi ludźmi

w całych państwach? Wyobraź sobie, że te społeczności

głosowałyby w ostateczności nad podporządkowaniem

się określonym grupom biznesowym czy politycznym.

To byłaby nowoczesna forma niewolnictwa. Ci ludzie nie

byliby niczego świadomi. Idąc dalej, wyobraź sobie, że

można by zmusić do określonych działań społeczności 136

wszystkich państw. O innych konsekwencjach nie chcę

nawet myśleć.

Kiedy to mówiłem, widziałem odbicie twarzy Ann w lustrze.

Jej oczy stawały się coraz większe. Jej twarz przybierała

na przemian kolory czerwieni i bieli. Zorientowałem

się, że dotarło do niej jakie niebezpieczeństwa kryją się

za pozornie wspaniałymi odkryciami. Ann siedziała przez

dłuższą chwilę jak sparaliżowana. Wreszcie wyksztusiła.

– Ja chciałam tylko przekonać kilkunastu uczonych do

naszego Projektu. Nie myślałam jakie zagrożenia mogą

nieść z sobą te odkrycia. Mark proszę cię, wymyśl jakiś

sposób, aby temu zapobiec.

– Wymyśl, łatwo powiedzieć. Tylko jak? Przecież mleko

już się rozlało. Sama powiedziałaś, że wasz Ośrodek już

o tych doświadczeniach wie. Skoro tak, to myślę, że wkrótce

przejmie nad nimi kontrolę i jak znam życie będziecie

ze zdwojoną energią prowadzić dalsze badania.

– Masz rację Mark. Tego nie da się odwrócić. Oboje wiemy,

że praw postępu nie da się powstrzymać. Co można

zrobić w takiej sytuacji? Czy wszyscy mamy na własne

życzenie działać wbrew własnym interesom? Stać się dobrowolnie

niewolnikami? Mark, jestem sparaliżowana ze

strachu jak o tym pomyślę. Dlaczego wcześniej nie spojrzałam

na te doświadczenia z innej perspektywy. Może

udało by się je zatrzymać. Nie dać pieniędzy lub chociaż

ograniczyć zakres badań.

– Ann pomyśl. Przed chwilą powiedziałaś, że postępu

nie da się powstrzymać.

– Więc co, Mark? – Czeka nas życie bez przyszłości,

życie podporządkowane jakimś grupom polityków dbających

tylko o zaspokojenie swoich własnych potrzeb?

Zniknie całkowicie wolność w sensie rozwoju intelektu-137

alnego, w dosłownym tego słowa znaczeniu? Mark ty zawsze

patrzyłeś na wiele spraw z boku, stałeś całe życie

obok różnych wydarzeń. Dzięki temu inaczej postrzegałeś

różne wydarzenia.

– To prawda Ann – powiedziałem. – Teraz sprawa jest

znacznie poważniejsza. Wydaje mi się jednak, że jedyną

nadzieją na zmiany będzie rozsądek polityczny. Dopóki

badania te nie zostały jeszcze skończone, trzeba uświadomić

politykom, jakie niebezpieczeństwa niosą te badania.

Trzeba ich namówić do stworzenia takich systemów zabezpieczeń,

aby nikt nieuprawniony nie mógł skorzystać

z tych metod. Muszą być stworzone odpowiednie procedury

podlegające międzynarodowej kontroli. Trzeba

stworzyć instytucję na wzór ONZ ale z zupełnie innymi

uprawnieniami. To jednak mogą zrobić tylko politycy i to

politycy rozsądni i odpowiedzialni.

– Masz rację – powiedziała Ann. – Ja natychmiast umó-

wię się na rozmowę ze ścisłym kierownictwem naszego

ośrodka badawczego. Tylko oni mają odpowiednie kontakty

z politykami na najwyższych szczeblach władzy.

Muszę uświadomić im zagrożenia i przekonać do podjęcia

działań.

To mówiąc zerwała się z krzesła. Trzaskając drzwiami

wybiegła z pokoju.

Nie było jej dwa dni. Ja w czasie jej nieobecności miałem

dużo czasu by jeszcze raz gruntownie przemyśleć to co

usłyszałem od Ann. Obawiałem się, że opowie mi jeszcze

wiele podobnych historii. Mówiąc szczerze, byłem przerażony

tymi informacjami. Kiedy uświadomiłem sobie do

czego mogą być wykorzystane wyniki tych doświadczeń,

dreszcze przechodziły mi po plecach. Nie miałem pojęcia,

że tak szybko naukowcy dokonują nowych odkryć. Myślę, 138

że również wielu ludzi ze szczytów władzy nie miało o tym

pojęcia. Miałem nadzieję, że jeszcze nie jest za późno aby

objąć kontrolą wszystkie badania naukowe. Trzymałem

kciuki za Ann. Ona musiała przekonać kogo trzeba, że to

ostatni dzwonek żeby coś w tym kierunku zrobić. Kiedy

więc Ann wróciła, natychmiast zapytałem ją o wyniki jej

rozmów z kierownictwem.

– Poczekaj Mark, daj mi chwilę abym mogła odpocząć.

Chcę wziąć gorącą kąpiel. Potem wszystko ci opowiem.

Chociaż byłem bardzo ciekawy wszystkiego, rozumia-

łem Ann. Jej też należał się odpoczynek. Czekałem więc

cierpliwie. Po godzinie Ann wyszła z łazieniki i powiedziała:

– Wiesz Mark, jest szansa, że wszystko dobrze się skoń-

czy. Kiedy opowiedziałam szefostwu o zagrożeniach, jakie

mogą przynieść te badania, zawrzało jak w ulu. Kilkana-

ście osób pełniących w naszym Ośrodku najwyższe funkcje,

zaczęło dzwonić do czołowych polityków najważniejszych

państw świata, prosząc ich by zjawili się jak najszybciej

w naszym ośrodku. Kiedy wyjaśniono im w skrócie

o co chodzi, prawie wszyscy zjawili się w ciągu kilkunastu

godzin. Ja nie uczestniczyłam w tych rozmowach. Nadano

im klauzulę najwyższej tajności. Oczywiście na samym

początku byłam tam obecna. Musiałam zapoznać wszystkich

ze sprawą. Później szefostwo uznało, że skoro powiedziałam

wszystko, co wiedziałam, moja obecność nie była

tam konieczna. W razie potrzeby mam być dostępna pod

telefonem. Mogłam zatem wrócić do mojego mieszkania.

Teraz możemy kontynuować naszą rozmowę. Wiedziałam

Mark, że twoja pomoc będzie nieodzowna. Nie pomyliłam

się. Teraz wiem, że w przyszłości muszę częściej rozmawiać

z tobą o mojej pracy. 139

– Cieszę się Ann, że masz takie zaufanie do mnie i że

mogłem się na coś przydać.

– Ale nie mówmy już więcej o tym – przerwała mi Ann.

– Wróćmy do tego, co wiem o różnych badaniach, przeprowadzanych

w różnych ośrodkach na świecie. Przypomniała

mi się jedna rozmowa z uczonymi z Izraela. Oni

pracowali również nad udoskonaloną wersją okularów,

których zastosowanie miałeś okazję poznać. Początkowo

nie bardzo wierzyłam w to, co mi opowiadano. Jeden

uczonych twierdził, że za pomocą tych okularów można

nie tylko korzystać z internetu ale również odczytywać

myśli każdego, z kim się rozmawia. Ponieważ słyszałam

to podczas jakiegoś bankietu, nie bardzo w to wierzyłam.

Myślałam, że mój rozmówca za wiele wypił i ponosi go

fantazja. Teraz jednak zastanawiam się, czy nie mówił on

prawdy. Gdyby to się potwierdziło, to nie jestem w stanie

nawet wyobrazić sobie, jak moglibyśmy funkcjonować

w tym świecie.

– Wiesz Ann, czasami wydaje mi się, że to wszystko

nie dzieje się naprawdę. Jeśli jednak to się potwierdzi, to

albo doprowadzi to świat do katastrofy, albo będzie początkiem

narodzin nowej super inteligencji. Trudno mi

to zrozumieć. Muszę sobie to wszystko jakoś poukładać.

Posłuchaj Ann. Czy ty rozmawiałaś o tym z kimś z kierownictwa

ośrodka?

Ann prawie krzyknęła:

– Cholera nie. Przecież dopiero przed chwilą przypomniałam

sobie tą rozmowę.

– To na co czekasz – powiedziałem. – Biegnij jak najszybciej

do siedziby kierownictwa i zrób wszystko, by

poinformować o tym szefa. Sama wiesz, jakie to ważne. 140

Musisz mu wszystko opowiedzieć, dopóki są u nas jeszcze

tak ważni politycy.

Ann natychmiast wybiegła z pokoju.

– Jasny gwint – powiedziałem do siebie. – Co się tutaj

wyprawia. Każda następna wiadomość od Ann jest waż-

niejsza od poprzedniej i każda może zapowiadać jakąś

katastrofę.

Po kilku godzinach Ann wróciła. Była trochę zmęczona

i jakby odmieniona.

– Udało mi się porozmawiać z szefem – powiedziała.

– Nic nie wiedział o tych badaniach prowadzonych w Izraelu.

Wykonał kilka telefonów. Poprosił abym wyszła i zaczekała

w sekretariacie. Czekałam kilka godzin. Wreszcie

poprosił mnie bym weszła. Chwilę siedział w milczeniu.

Później powiedział: „To, o czym mi powiedziałaś jest niezwykle

ważne. Przeprowadziłem kilka bardzo ważnych

rozmów. Ustaliliśmy, że przejmujemy całkowitą kontrolę

nad tymi badaniami. Wszyscy, którzy pracowali przy tych

badaniach zostali już przewiezieni do naszej najbliższej

bazy w Izraelu. Jak tylko będzie to możliwe zostaną przewiezieni

do naszego Ośrodka tu w Stanach. Cały sprzęt

i dokumenty również. Wszystko zostanie objęte klauzulą

najwyższej tajności. Nikt oprócz mnie i ciebie z naszego

Ośrodka nic nie wie. Ty na razie nie będziesz brała udzia-

łu w tych badaniach. Najpierw musimy dowiedzieć się,

co tak naprawdę wiedzą Izraelczycy. Proponuję, abyś dokończyła

badania które prowadzisz nad podwójną świadomością.

Jak będziesz potrzeba, wezwiemy cię.” Powiedział

jeszcze tylko tyle, że daje mi trzy miesiące na dokoń-

czenie moich badań i mam całkowicie wolną rękę w tym

względzie. Tak więc wygląda na to, że niedługo wrócimy

do szpitala w twoim mieście w Europie. Wykonam jesz-141

cze parę telefonów. Zorientuję się na jakim etapie są prace

w Laboratorium i możemy lecieć.

Zdziwiłem się. Nie spodziewałem się takiego obrotu

sprawy. Zdałem sobie jednak sprawę z tego, jak waż-

ne były te informacje o ostatnich badaniach. Cieszyłem

się również, że potraktowano je serio. Trochę było mi

smutno z tego powodu, że niedługo opuszczę ten Ośrodek.

Przyzwyczaiłem się już do warunków, w których tu

przebywałem. Z początku złościło mnie to, że Ann nie zabierała

mnie wszędzie z sobą. Zapewniła mi jednak dobre

warunki przebywania tutaj. Wychodząc poza nasz pokój

wieszała swój wisiorek w takim miejscu, że zawsze mogłem

obserwować to co dzieje się na zewnątrz. Jednocześnie

mogłem oglądać telewizję. Dzięki temu zawsze

wiedziałem co dzieje się na świecie. Poza tym Ann umoż-

liwiła mi zwiedzanie miasta i zapoznała mnie z różnymi

zastosowaniami najnowszych wynalazków. Całość dopeł-

niały ciekawe rozmowy które prowadziliśmy wieczorami.

Teraz miało się to zmienić. Byłem trochę niespokojny, bo

nie wiedziałem co czeka mnie w szpitalu. Czy zaplanowane

działania przyniosą oczekiwany efekt. Znałem jednak

Ann. Miałem do niej całkowite zaufanie. Postanowiłem że

nie będę się martwić na zapas i przestałem o tym myśleć.

Ann zaczęła załatwiać sprawy związane z naszym wyjazdem.

Ciągle gdzieś dzwoniła lub wychodziła. Dla mnie nie

miała zupełnie czasu. Kiedy wieczorami chciałem z nią

porozmawiać, była tak zmęczona, że nie miałem sumienia

by namawiać ją na długie rozmowy. Kiedyś wróciła bardzo

wcześnie. Powiedziała:

– Załatwiłam wszystko. Teraz mamy czas, aby na spokojnie

porozmawiać o tym, co może wydarzyć się w szpitalu

podczas przywracania cię do życia. Rozmawiałam 142

z kierownikiem zespołu, który będzie zajmować się tym

procesem. Mówiąc szczerze nie wiem nawet jak nazwać

ten proces. Nie jest to typowa operacja a raczej coś co tylko

w części ją przypomina. Główne czynności przygotowujące

twoje ciało do takiego zabiegu zostały już właściwie

zakończone. Pozostało tylko przygotowanie twojego

mózgu do przejęcia świadomości, w której ty żyjesz. To

jest największa niewiadoma. Nikt nie wie, czy to się uda.

Czekam jeszcze na wyniki odpowiednich testów. Jeśli

będą pozytywne, natychmiast wylatujemy.

– A jeśli nie będą takie, jakich się spodziewasz to co?

– Spytałem.

– Mówiąc szczerze to nie wiem, odpowiedziała Ann.

Jeśli mimo wszystko podejmę decyzję o próbie wykonania

zabiegu czy operacji przeniesienia twojej, jak wiesz

sztucznie stworzonej świadomości do twojego prawdziwego

mózgu, nie wiem jakie będą rezultaty. Mogę tylko

spekulować. Dotychczas funkcjonowałeś bardzo dobrze

bez ciała. Wiem, że nawet byłeś z tego zadowolony. Myślę,

że w razie niepowodzenia naszych zamierzeń mógłbyś

dalej tak funkcjonować jak dotychczas, prawda Mark?

– No, nie wiem – odpowiedziałem. – Powiedziałem, co

prawda, że taki stan rzeczy zadawala mnie. Ale mówiłem

tak będąc przekonany że jest to sytuacja przejściowa i niedługo

będę funkcjonować tak jak przed zawałem. Będę,

że tak się wyrażę, kompletny. To znaczy, że będę posiadał

mózg i ciało w jednym kawałku. Nie bardzo mogę wyobrazić

sobie życia na dłuższą metę tak jak jest teraz.

– Mark – powiedziała Ann. – Taki scenariusz przyjmuję

jako ostateczność. Mam nadzieję, że wszystko skończy

się dobrze. Nie martw się więc na zapas. Wiesz Ann, że

mam do ciebie pełne zaufanie, więc postaram się myśleć 143

pozytywnie. I o to mi chodziło Mark. Do czasu wyjazdu

możemy trochę pofantazjować w związku z ostatnimi odkryciami

naukowymi. Muszę ci powiedzieć, że bardzo lubię

rozmawiać z tobą na te tematy. Bardzo często twoje

uwagi powodują u mnie inne spojrzenie na pewne sprawy.

Inspirują mnie do szukania rozwiązań w obszarach

które dotychczas nie brałam pod uwagę. Cieszy mnie, że

mogę ci choć trochę pomóc ci w twoich badaniach. Jeśli

więc masz ochotę na rozmowę, zrób sobie kawę i zaczynajmy.

Na początek powiedz mi, co wiesz o budowie tego

nowego super komputera.

– Dlaczego tak cię to interesuje? – Mark. Tak sobie my-

ślę, że w świetle tego co już wiem będzie on miał kluczowe

znaczenie w dalszych badaniach nad ludzkim mózgiem.

– Czuję Mark, że już zaczynasz tworzyć nowe teorie.

Chętnie je usłyszę. Ale wracając do twojego pytania to

muszę ci powiedzieć, że ten super komputer ma być wykorzystany

do budowy indywidualnej sieci internetowej.

Właśnie poprzez te okulary każdy z nas na całym świecie

będzie mógł korzystać z inernetu za pomocą tych okularów.

W dodatku niepotrzebne będą do tego żadne inne

urządzenia. Korzystać z internetu będzie można tylko

za pomocą naszych myśli. Prawda, że to otwiera całkiem

nowy etap w zdobywaniu informacji? 

 

                              xxxxx

                                xxx

                                  x

 

 

 

 Trudno sobie wyobrazić, że ktoś mógł to sobie

po prostu wymyśleć. Z dużym prawdopodobieństwem

można założyć, że ten kto wykonał te rysunki, musiał widzieć

te postacie. Nie byli to ludzie którzy żyli w tym czasie

na Ziemi. Więc kto? Wiele innych poszlak przemawia

za tym, że byli to Obcy. To oni mogli stworzyć inteligentną

rasę. Dokonano tego w laboratorium które opisano póź-

niej w Biblii jako Raj. Równie dobrze mogło być zupełnie

inaczej. Teorii na ten temat istnieje kilka. Póki co nikt nie

potrai przedstawić dowodów na prawdziwość którejś

z nich. Dla mnie ważniejsze jest w tej chwili co innego. Zakładając,

że zostaliśmy stworzeni przez Obcych, dlaczego

jesteśmy tak niedoskonali? Myślę, że prace nad nami nie

zostały dokończone. Coś musiało się wydarzyć. Może ta

obca cywilizacja nagle wyginęła. Może przyczyniło się do

tego jakieś promieniowanie kosmiczne. Może wybuchła

jakaś epidemia. Może w końcu musieli nagle opuścić ziemię

i nie dokończyli dzieła. Może dopiero teraz na drodze

przemian ewolucyjnych, ludzkość będzie zdolna do dokonania

takich odkryć by znaleźć odpowiedzi na te odwieczne

pytania. Może jednak jest inaczej. Budując taki gigantyczny

komputer stworzymy nowe życie. Zupełnie inne od

tego które znamy. Może w tym życiu nie potrzebne będzie

nam ciało? Może będziemy tylko świadomością? Przecież

o tym mówią również przekazy religijne. Pomyśl Ann.

Przecież ty nie rozmawiasz ze mną jak z żywym człowiekiem.

Stworzyłaś kopię mojej świadomości. Twierdzisz że 153

to tylko kopia niezdolna do samodzielnego myślenia bez

udziału żywego mózgu. A jeśli się mylisz? Jeśli jest to zalą-

żek jakieś nowej formy życia. Co o tym myślisz, Ann?

W tym momencie Ann wstała z krzesła. Widziałem ją

w lustrze. Jej twarz była kredowo biała. Chciała coś powiedzieć

ale jej wargi tylko lekko się poruszały. Z gardła

nie wydobył się żaden dźwięk. Trwało to dobrych kilka

minut. Wreszcie przemówiła.

– Mark przestań. Nie zadawaj tylu pytań. Wystarczy, że

ja nie znam odpowiedzi na jedno podstawowe. Tymczasem

ty zadajesz nowe. Zmuszasz mnie do podjęcia takiego

wysiłku intelektualnego któremu nie jestem w stanie podołać.

Strasznie namieszałeś mi w głowie. Przypominam

ci, że jestem naukowcem. Muszę opierać się na dowodach

i badaniach. Tymczasem ty Mark karmisz mnie ciągle jakimiś

teoriami. Nie mogę ich zweryikować. Nie dajesz mi

żadnych dowodów.

– Wiem Ann. Ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem

naukowcem, o czym oboje doskonale wiemy. Ja staram

się tylko zadawać pytania i próbuję jakoś logicznie je wytłumaczyć.

Poza tym to ty Ann masz znaleźć dowody na

prawdziwość lub nie poruszanych tu tematów. Ja chcę cię

tylko zainspirować. Sama zresztą mówiłaś, że lubisz słuchać

mojego fantazjowania. Czasami dostrzegasz rzeczy,

których wcześniej nie zauważałaś. Więc do roboty Ann. Ja

jeszcze trochę pomyślę.

– Dobrze – powiedziała Ann. Muszę sobie to wszystko

poukładać – i wyszła.

Takie rozmowy prowadziliśmy ostatnio bardzo czę-

sto. Czekaliśmy na wiadomości ze szpitala a ściślej z Laboratorium

tam usytuowanego o stanie przygotowań do

eksperymentu. Tutaj Ann pozałatwiała wszystkie swoje 154

zawodowe sprawy, więc mieliśmy dużo czasu na rozmowy.

Ja przebywałem przeważnie w naszym pokoju. Miasto

zwiedziliśmy już wcześniej a tego, co chciałem zobaczyć

Ann nie mogła mi pokazać. Chciałem przyjrzeć się temu

wszystkiemu co robiono w tutejszym Laboratorium. Niestety

było to ściśle tajne. Musiałem zadowolić się tym,

co powiedziała mi Ann. Rozumiałem to i byłem jej za to

wdzięczny. Poza rozmowami z nią nie miałem nic do roboty.

Nudziłem się bardzo i z niecierpliwością czekałem

na decyzję o wylocie do Europy. Chciałem jeszcze dowiedzieć

się czegoś więcej o tym gigantycznym komputerze,

którego budowa miała rozpocząć się wkrótce. Dręczyły

mnie pytania, do czego naukowcy chcą wykorzystać tak

potężną moc tego komputera. Ann musiała dowiedzieć

się czegoś więcej. Kiedy wróciła, natychmiast poprosiłem

ją aby zrobiła wszystko żeby dowiedzieć się jak najwięcej

o tym gigantycznym komputerze. Początkowo nie bardzo

chciała nawet o tym rozmawiać. Powiedziała że o wszystkim

czego się dowiedziała już mi powiedziała. Więcej chyba

nie uda się wyciągnąć od jej znajomych pracujących

przy planach nad stworzeniem tego komputera. Ja jednak

nie odpuszczałem. Widząc moją determinację, Ann dała

się przekonać i powiedziała że spróbuje jeszcze raz.

– Nie wiem czy w ogóle czegoś się dowiem i jak dużo

czasu będę musiała temu poświęcić – powiedziała.

– Wiem Ann, ale musisz spróbować i musisz się pospieszyć.

Użyj wszystkich znanych ci sposobów. Wiesz, że lada

dzień wyjeżdżamy stąd. Pamiętaj, że również tobie zależy

by dowiedzieć się co tutaj się szykuje. Jak wiesz oicjalnie

niczego ci nie powiedziano. Przecież ty też pracujesz na

rzecz Projektu. Lepiej by było wiedzieć coś więcej. Wiedziałaś,

czego możesz się spodziewać. Kiedy pojedziemy 155

do Europy realizować ten nasz eksperyment, możesz zostać

odsunięta od prac nad Projektem.

– Dlaczego? – zapytała Ann.

– Dlatego, odpowiedziałem że jak mi się wydaje, te nowe

odkrycia i plany budowy tego gigantycznego komputera

oraz wielka tajemnica z tym związana mogą ograniczyć

prace nad Projektem. Może powstać zupełnie nowa koncepcja.

Twoja zaś rola w badaniach może zostać zupełnie

zmarginalizowana.

Ann popatrzyła na mnie i powiedziała:

– Wydaje mi się, że jak zwykle masz chyba rację. Zaraz

biorę się do pracy. Mam nadzieję że wreszcie dowiem się

jakiś konkretów. Wrócę najszybciej jak to będzie możliwe.


Wyszła trzaskając drzwiami i tyle ją widziałem. Kiedy

wróciła była jakaś nieswoja. Nie powiedziała nawet cześć.

Podeszła do okna i przez dłuższą chwilą patrzyła, co dzieje

się za oknem. Byłem jednak pewny, że nic nie widzia-

ła. Jej myśli zajęte były czymś innym. Domyślałem się że

dowiedziała się czegoś ważnego. Mimo, że byłem bardzo

ciekawy czego, nie chciałem pytać. Postanowiłem poczekać

aż sama mi powie. Po jakimś czasie Ann odeszła od

okna, zaparzyła sobie kawy i usiadła na krześle. Wzięła

wisiorek do ręki i powiedziała:

– Mark, miałeś rzeczywiście rację twierdząc, że planowana

budowa tego gigantycznego komputera jest najważ-

niejszą sprawą w jaką zaangażowany jest nasz Ośrodek.

To czego dowiedziałam się dosłownie mnie poraziło. Wyobraź

sobie, że ci naukowcy z Izraela którzy są teraz w naszym

ośrodku, opracowali sposób na odczytywanie ludzkich

myśli. Początkowo myślałam że moi koledzy żartują

sobie ze mnie. Po chwili jednak zrozumiałam, że mówią 156

śmiertelnie poważnie. W tym momencie przerwałem jej

i zapytałem:

– Powiedz mi, jak to się stało, że dotychczas nikt nic

nie chciał ci powiedzieć, a teraz nagle dowiadujesz się

wszystkiego co jest okryte tak ścisłą tajemnicą.

– Też mnie to z początku zdziwiło – powiedziała. – Kiedy

jednak dowiedziałam się wszystkiego, zrozumiałam

jakie to ma znaczenie. Moi koledzy też byli przerażeni,

dlatego musieli podzielić się tymi wiadomościami z kimś

do kogo mieli zaufanie. Ponieważ ja również pracuję nad

wieloma zagadnieniami dotyczących mózgu a w dodatku

sama zaczęłam ich wypytywać, doszli do wniosku że mogą

nieformalnie dopuścić mnie do tych tajemnic. Wyobraź

sobie Mark, że powstała koncepcja, aby przy pomocy tego

giganta zbudować coś co wykorzystywało by inteligencję

wszystkich ludzi na ziemi. Dlatego potrzebna jest do tych

badań tak duża moc obliczeniowa.

To bardzo ciekawe, Ann. Powiedz mi jednak, co oni

jeszcze wymyślili.

– Niestety z tego, co wiem jeszcze nic – powiedziała

Ann. Na razie są to wstępne badania. Ale jak sam się domyślasz

będzie to z całą pewnością najdonioślejsze odkrycie

w historii ludzkości.

– Tak masz rację, Ann. Tak sobie myślę że to co mówi-

łem o nowej formie życia może szybko się ziścić. Wydaje

mi się że jedna z teorii o naszym powstaniu niedługo

zostanie potwierdzona. Twoje badania nad kopiowaniem

ludzkich mózgów przyczyniły się na pewno do podjęcia

tych badań przez naukowców z Izraela. Dobrze się stało

że ktoś zdecydował żeby umieścić ich w tym Ośrodku w

Stanach w Streie 51. Boję się nawet pomyśleć co by się

stało, gdyby wyniki ich badań dostały się w niepowołane 157

ręce. Tutaj przynajmniej jest gwarancja że są one objęte

nadzorem najwyższych władz tego kraju.

– Tak Mark – powiedziała Ann. Mieliśmy chyba dużo

szczęścia. Powiedz mi tylko co o tym myślisz? W jakim

kierunku mogą zmierzać te badania?

– Myślę Ann, że jesteśmy jako ludzkość już tylko o krok

od stworzenia nowej formy inteligencji zdolnej nie tylko

decydować o wszystkich problemach całego świata, ale

być może również o całym Wszechświecie.

Ann przerwała mi.

– Nie za bardzo wybiegasz wprzód? Przecież tak naprawdę

niewiele jeszcze wiemy.

– To prawda – powiedziałem. – Wiemy jednak dostatecznie

dużo w oparciu o nasze doświadczenia, by móc

przewidzieć co może się wydarzyć.

– Przyznaję Mark, że ja nie nadążam za twoim rozumowaniem.

Powiedz mi co z ludźmi? Jak będzie wyglądać ich

życie, skoro ktoś będzie znał wszystkie ich myśli? Ktoś bę-

dzie mógł przewidzieć wszystkie ich reakcje. Jak to sobie

wyobrażasz?

– Dziwię ci się trochę Ann, że pytasz mnie o to. Przecież

nie kto inny jak ty stworzyłaś mnie w formie zaprzeczającej

prawom natury. Przecież ja funkcjonuję tylko jako

świadomość. Do życia nie potrzebuję ani ciała ani pożywienia.

Nie wiem, co utrzymuje moją świadomość przy

życiu. Ty chyba też nie, prawda? Twierdzisz że istnieję

dzięki temu że mój mózg żyje. A może jest inaczej? Może

nieświadomie stworzyłaś nową formę życia, której istnienie

zależy teraz od jakiś nieznanej nam energii.

– Jak zwykle Mark, możesz mieć rację. Często sama się

nad tym zastanawiałam. To jest możliwe. Trudno jednak

wyobrazić sobie, abyśmy wszyscy mogli funkcjonować tyl-158

ko jako świadomość. Czym lub kim bylibyśmy. Zlepkiem

poszczególnych świadomości pojedynczych ludzi czy też

jednolitą świadomością. Czy podejmowalibyśmy decyzje

wspólnie, czy ta jedna wielka świadomość podejmowała

by decyzje sama bez uwzględniania myśli pozostałych.

Potraisz mi na odpowiedzieć Mark?

– Mam jeszcze jedno pytanie, po co to wszystko? Przecież

ten świat istnieje. Może trzeba go tylko trochę poprawić.

Masz trochę racji Ann, ale może moje rozumowanie

też nie jest pozbawione sensu. Oboje wiemy, że nasza

planeta kiedyś przestanie istnieć i co wtedy? Nie muszę

nikogo przekonywać, że wszyscy wtedy zginiemy. Nie wydaje

ci się logiczne, że może Obcy, chcąc uratować nasz

gatunek, wyposażyli nas w inteligencję. Właśnie taką,

która mogłaby stworzyć warunki do przetrwania naszego

gatunku niezależnie od tego, czy będzie istnieć nasza

planeta, czy też nie. Może chodzi tutaj o naszą nieśmiertelność.

Byłoby to możliwe tylko wtedy, kiedy funkcjonowalibyśmy

jako świadomość. Mam nadzieję Ann, że bę-

dziesz w przyszłości pracować nad tymi zagadnieniami

i znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania. Teraz tego

nie rozstrzygniemy. Pofantazjowaliśmy trochę i wystarczy.

Naszym najbliższym zadaniem jest przeprowadzenie

eksperymentu z moim udziałem.

– Tak masz rację Mark. Z tego wszystkiego zapomnia-

łam ci powiedzieć, że jutro wylatujemy do Europy. Następnego

dnia wsiedliśmy do niewielkiego wojskowego

odrzutowca i przed wieczorem wystartowaliśmy.159

ROZDZIAŁ IX

Niestety zaraz po wejściu na pokład samolotu, Ann

wyłączyła mnie. Szkoda, bo byłem ciekawy o czym będą

rozmawiać pasażerowie. Domyślałem się że wiedzą

o ostatnich odkryciach i rozmowa będzie toczyć się wokół

tych zagadnień. Niestety nie mogłem tego sprawdzić.

Widocznie Ann miała ważny powód by mnie wyłączyć.

Mogłem tylko cierpliwie czekać. Miałem nadzieję, że niedługo.

Próbowałem myśleć o tym, co ostatnio poruszali-

śmy w naszych rozmowach z Ann. Nie mogłem jednak się

skupić. Moje myśli krążyły wokół eksperymentu, którego

uczestnikiem miałem stać się niebawem. Jak przewidywałem

po kilku godzinach Ann włączyła mnie i mogliśmy

znowu rozmawiać. Zapytałem dlaczego to zrobiła, skoro

wiedziała jak bardzo interesowałem się ostatnimi odkryciami

naukowymi. Chciałem wysłuchać opinii innych naukowców

na ten temat.

– Wiem Mark. Przepraszam, ale otrzymaliśmy wszyscy

bezwzględne polecenie wyłączenia wszystkich urządzeń

elektronicznych.

– Nie gniewam się – powiedziałem. – Miałem tylko nadzieję

na poznanie zdania fachowców na temat ostatnich

odkryć. Wiesz przecież Mark, że ja wszystko ci przekazuję,

więc na pewno niczego nowego nie usłyszałbyś.

– Masz rację Ann, ale byłem po prostu ciekawy. Teraz

natomiast ciekawi mnie, gdzie jesteśmy. 160

– Wylądowaliśmy w bazie wojskowej koło Frankfurtu

w Niemczech, powiedziała Ann. Z tego co wiem jutro oko-

ło południa polecimy do naszego laboratorium w Mannheim.


Nazajutrz, tak jak przewidziała Ann, weszliśmy na pokład

helikoptera i polecieliśmy do naszego Laboratorium.

Towarzyszyło nam kilku naukowców. Podróż trwała kilkanaście

minut więc nie rozmawiano o konkretnych sprawach.

Właściwie nie były to nawet rozmowy, tylko wymiana

zdań na temat tego, co widać z okien helikoptera.

Wkrótce wylądowaliśmy na dachu szpitala w Mannheim.

Windą zjechaliśmy na najniższe piętro. Następnie pieszo

udaliśmy się do Laboratorium. Droga do niego prowadzi-

ła długim korytarzem usytuowanym pod rzeką rozdzielającą

dwa kompleksy szpitali. Teraz zrozumiałem, dlaczego

nie wiedziałem o istnieniu Laboratorium. Wejście do

niego było doskonale ukryte. Nikt z osób niewtajemniczonych

nie domyślał się nawet jego istnienia. Naukowcy zatrudnieni

w nim mogli spokojnie wykonywać swoją pracę.

Prawdopodobieństwo, że ktoś zacznie się czegoś domy-

ślać było znikome. Większość z zatrudnionych w szpitalu

osób nie miała o niczym pojęcia. W tych warunkach moż-

na było przeprowadzać różne eksperymenty bez obawy,

że zostaną one odkryte. Kiedy znalazłem się w tym

korytarzu poczułem się bardzo dziwnie. Uświadomiłem

sobie, jakie znaczenie będzie miał wynik tego eksperymentu,

w którym będę uczestniczył. Świadomość tego,

że coś pójdzie nie tak, wywoływała u mnie stan podobny

do strachu. Wcześniej mówiłem, że nie doświadczam tego

rodzaju doznań. Teraz jednak odczuwałem coś na kształt

obawy czy może nawet strachu. Nie mogłem dokładnie

tego sprecyzować. W każdym razie nie było to miłe odczu-161

cie. Nie miałem jednak żadnego wyboru. Trzeba było zaryzykować.

Nikt nie był pewny wyniku. Nikt też nie miał

pojęcia co stanie się z moją świadomością, kiedy próby jej

połączenia z moim prawdziwym mózgiem nie powiodą

się. Po wejściu do Laboratorium, do Ann podszedł jego

kierownik i poprosił ją do przejścia do niewielkiej salki

obok. W środku znajdował się dość duży stół za którym

siedziało kilka osób. Pod ścianami umieszczone były duże

monitory. Kierownik powiedział:

– Witam wszystkich. Nie muszę nikogo przedstawiać.

Znacie się państwo od dawna. Tylko niektórzy z was nie

widzieli w jaki sposób rozwiązana została sprawa poruszania

się i komunikacji świadomości pana Marka. Wła-

ściwie mam ogromny problem z tym, jak mam o tym mó-

wić. Z jednej strony jest to świadomość żywego człowieka

a z drugiej jest to kopia mózgu osoby która znajduje się

w śpiączce farmakologicznej. Przyznam również, że dokonania

obecnej tutaj profesor Ann są zdumiewające. Z tego

co wiem, stworzyła ona takie warunki w których ta kopia

zachowywała się jak żywy człowiek. Jako naukowiec nie

do końca rozumiem jak to się dzieje, ale muszę przyjąć, że

tak jest. Może pani profesor wie coś więcej. Będę wdzięczny

jeśli podzieli się pani z nami swoją wiedzą.

– Niestety panowie – powiedziała Ann. Sama tego do

końca nie rozumiem. Spędziłam z Markiem, bo tak nazwałam

świadomość, którą udało mi się skopiować, bardzo

dużo czasu. Prowadziliśmy rozmowy na różne tematy

i nie zauważyłam, abym rozmawiała z czymś sztucznie

wytworzonym. Jestem przekonana, że rozmawiałam ze

świadomością żywego człowieka. Przyznam, że nie wiem

dlaczego tak się działo. Mam nadzieję, że podobnie jak panowie,

dowiem się czegoś więcej kiedy uda nam się po-162

łączyć tę świadomość, zapisaną na specjalnym nośniku

z mózgiem tego człowieka w śpiączce.

– Tak więc niczego ponad to, co już wiemy nie dowiedzieliśmy

się – powiedział kierownik Laboratorium. W takim

razie – kontynuował – musimy omówić szczegóły planowanego

eksperymentu.

Teraz każdy z zgromadzonych tutaj specjalistów przedstawiał

proponowane działania ze swojej dziedziny. Wypowiadali

się elektronicy, specjaliści od przeszczepów

mózgu, anestezjolodzy i wielu innych zajmujących się róż-

nymi dziedzinami nauki. Przyznam się że o wielu specjalizacjach

nigdy nie słyszałem. Trudno się dziwić, przecież

nie byłem naukowcem. Dyskusja nad poszczególnymi propozycjami

była bardzo gorąca. Spierano się o każdy szczegół.

O wielu z poruszanych tu zagadnień naukowych nie

miałem zielonego pojęcia. Miałem nadzieję, że Ann wytłumaczy

mi to później. Ona sama z początku tylko z uwagą

słuchała tego, co mieli do powiedzenia zgromadzeni tu

specjaliści. Później sama aktywnie włączyła się do dyskusji.

Jako naukowiec miała tutaj dużo do powiedzenia.

Dyskusja zakończyła się po kilku godzinach właściwie

niczym. Okazało się, że było tyle problemów do rozwią-

zania, że wypracowanie jednego stanowiska nie było takie

proste. Poza tym każdy z biorących udział w tym eksperymencie

odczuwał ogromną presję. Wszyscy zdawali

sobie sprawę jak ważny mają problem do rozwiązania.

Tutaj nie można było pozwolić sobie na skróty. Powodzenie

tego eksperymentu miało ogromny wpływ na rozwój

intelektualny całej ludzkości. Otwierały się nowe możliwości

technologiczne w różnych dziedzinach nauki. Rysowały

się nowe możliwości zastosowania nowoczesnych

technologii, na przykład w medycynie, transporcie czy ko-163

smologii. To pozwoliłoby dokonać w ciągu kilku lat takiego

skoku technologicznego w rozwoju gatunku ludzkiego,

czego nie udało się przeprowadzić przez setki tysięcy lat.

Tego nie można było z niczym porównać. Gdyby jednak

ten eksperyment nie powiódł się, ludzkość pogrążyła by

się w intelektualnym i technologicznym marazmie. Nawet

mnie trudno było wyobrazić sobie ten ponury scenariusz.

Na szczęście w zespole pracującym nad przygotowaniem

eksperymentu nie było żadnego pesymisty. Wszyscy nie

wyobrażali sobie aby mogło spotkać ich niepowodzenie.

Po przeprowadzeniu tysięcy symulacji komputerowych

prawdopodobieństwo niepowodzenia praktycznie sprowadzało

się do zera. Istniało jednak pewne ryzyko, ale

nikt nawet o tym nie myślał. Spory, które wywoływały tyle

emocji, dotyczyły wyłącznie wypracowania najlepszego

sposobu przeprowadzenia eksperymentu. Jednak jak

wiadomo „diabeł tkwi w szczegółach”, dlatego wypracowanie

kompromisu zadawalającego wszystkich było takie

trudne. Jednak po zakończeniu dzisiejszej dyskusji, wszyscy

udawali się na odpoczynek w dobrych nastrojach. Byli

przekonani, że prędzej czy później wypracują najlepszy

sposób przeprowadzenia eksperymentu. Przed samym

zakończeniem dyskusji, kierownik Laboratorium odpowiedzialny

jednocześnie za przebieg tych działań, poprosił

naukowców o odrzucenie niepotrzebnych emocji.

Zaapelował do nich, by jeszcze raz na chłodno przeanalizowali

wszystko bardzo dokładnie i na następnym zebraniu

dyskutowali wyłącznie na poziomie merytorycznym.

Sprawa jest zbyt poważna by włączać do niej emocje. Po

powrocie do naszego pokoju Ann powiedziała mi, że jest

dobrej myśli jeśli chodzi o połączenie czy raczej przeniesienie

mojej świadomości zamkniętej w wisiorku, do mo-164

jego prawdziwego mózgu. Ja miałem jeszcze wątpliwości

dotyczące funkcjonowania mojego ciała. Zapytałem więc

Ann, czy może coś więcej powiedzieć mi na ten temat.

– Tak, zaraz postaram się opowiedzieć ci o wszystkim

czego się dowiedziałam. Przygotowania do przeniesienia

twojej świadomości zaczęły się już kilka miesięcy wcze-

śniej. Długo zastanawiano się co zrobić, by po udanym

połączeniu twoje ciało mogłoby od razu normalnie funkcjonować.

To był rzeczywiście duży problem. Jak wiesz

twoje ciało było co prawda zaopatrywane we wszystkie

niezbędne do jego funkcjonowania składniki odżywcze,

ale nie bardzo wiedziano co zrobić, by twoje mięśnie pracowały

normalnie. Po okresie dłuższego unieruchomienia

powrót do pełnej sprawności wymaga odpowiednio

długiego czasu. Opracowano więc metodę, która pozwalała

prowadzić rehabilitację jeszcze wtedy kiedy ciało jest

w stanie śpiączki. Twoje ciało było cały czas poddawane

takiej rehabilitacji. Przeprowadzone ostatnio testy wykazały,

że wszystkie mięśnie w twoim ciele pracują normalnie.

Z punktu widzenia izycznego nic nie stało na przeszkodzie,

by zacząć eksperyment.

– Czyli jak dobrze zrozumiałem, chcesz mi powiedzieć

Ann, że po pomyślnym zakończeniu eksperymentu, po

prostu wstanę i będę mógł normalnie funkcjonować.

– Tak, Mark. Właśnie tak to w skrócie będzie wyglądać.

Oczywiście jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli. Nie

martw się jednak na zapas. Wykonano wiele testów i żaden

nie wskazywał na jakieś nieprawidłowości. Jak więc

widzisz zrobiono wszystko, aby ten eksperyment się powiódł.


– Wiesz dobrze Ann, że ja zawsze byłem przekonany

o jego pomyślności. Jednak jak każdemu, gdzieś tam z tyłu 165

głowy czają się pytania w rodzaju, a jak coś pójdzie nie

tak?

– No wiesz Mark – powiedziała Ann. – Nie dawaj mi

powodów bym zmieniła zdanie na twój temat. O tym już

wielokrotnie rozmawialiśmy i wydawało mi się, że nie

miałeś żadnych wątpliwości, prawda?

– Tak masz rację – powiedziałem. Ja tylko tak...

– Dobrze już, dobrze – przerwała mi Ann. Nie wracajmy

do tego. Teraz skup się na pozytywnym myśleniu nad

tym co cię czeka. Chciałam jeszcze opowiedzieć ci trochę

o tym na czym będzie polegać ten eksperyment. W najbliższym

czasie wisiorek z twoją świadomością trai do

Laboratorium. Tam twoja świadomość poddana zostanie

testom. Później karta pamięci z twoją świadomością

trai do odpowiedniego urządzenia. Tam zostanie odpowiednio

sformatowana na potrzeby eksperymentu. Nie

chcę mówić tu o szczegółach bo sama prawdę mówiąc

też wszystkiego nie wiem. To należy do ekipy z tutejszego

Laboratorium. Wiem tylko tyle, że odpowiednio sformatowana

karta zostanie czasowo wszczepiona do twojego

mózgu. Następnie za pomocą odpowiednio przygotowanych

programów komputerowych nastąpi proces przekazywania

twojej świadomości z karty pamięci do twojego

mózgu. Następnie zostaniesz wybudzony i rozpoczniesz,

mam nadzieję, normalne życie.

– Ann, kiedy o tym opowiadasz wszystko wydaje się takie

łatwe i proste. Aż trudno uwierzyć, że w te przygotowania

zaangażowanych było dziesiątki naukowców z ca-

łego świata.

– Tak masz rację Mark. To tylko pozornie tak wygląda.

W rzeczywistości pracowano nad skopiowaniem ludzkiego

mózgu bardzo dużo specjalistów z różnych dziedzin. 166

Rezultaty ich prac delikatnie mówiąc nie były rewelacyjne.

Dopiero dzięki tobie nastąpił przełom w tych badanych

i wszystko ruszyło szybko naprzód.

– Jak to dzięki mnie – powiedziałem.

– Tak Mark. Dzięki tobie i szczęśliwemu zbiegowi okoliczności.

Gdybyś w odpowiednim czasie nie dostał zawa-

łu serca i gdyby mnie i mojego zespołu nie było w tym

właśnie szpitalu, pewnie badania trwały by jeszcze bardzo

długo.

– Nie bardzo rozumiem. Dlaczego mój zawał był taki

ważny? Przecież codziennie tysiące ludzi doznaje zawału

serca.

– To prawda, Mark. Jednak wtedy sytuacja była inna.

Mówiłam ci, że twoja reanimacja nie powiodła się i ja ze

swoim zespołem próbowałam przywrócić cię do życia. Nie

zupełnie się to udało. Jednak w tracie prób przywrócenia

cię do życia wykonywaliśmy szereg badań których nie

mogliśmy wykonać w naszym Laboratorium w Stanach.

Okazało się, że twój organizm reaguje inaczej niż inne,

które badaliśmy. Nieskrępowani ograniczeniami prawnymi

obowiązującymi nas w Stanach, postanowiliśmy

sprawdzić wszystkie teoretyczne rozwiązania w praktyce.

Wykorzystaliśmy do tego ciebie a dokładnie mówiąc

twoje ciało. Jak sam wiesz udało nam się skopiować twoją

świadomość. Nie tylko skopiować ale przede wszystkim

nawiązać z nią kontakt. Ku naszemu zdumieniu, mogli-

śmy rozmawiać z nią jak z żywym człowiekiem. To było

coś niesamowitego. Dotychczas nigdy nie udało nam się

coś takiego. To dosłownie nas uskrzydliło. Wszyscy pracowali

na najwyższych obrotach. Dokonano w tej dziedzinie

wielu odkryć. Pojawiły się nowe teorie i sprawdzano ich

zastosowania w praktyce. Ja natomiast miałam za zadanie 167

prowadzenie rozmów z tobą. Szybko zorientowałam się,

że posiadasz dość dużą wiedzę i możesz być bardzo przydatny

w naszych badaniach. Twoje spostrzeżenia bardzo

nam pomogły. Moi przełożeni zdecydowali abym wtajemniczyła

cię we wszystkie zagadnienia nad którymi pracujemy.

Oczywiście musiałam tobie to przedstawić w sposób

zrozumiały dla osoby nie mającej dogłębnej wiedzy

z matematyki, izyki czy innych nauk ścisłych. Okazało się,

że ty wszystko w lot pojmowałeś. Byłeś dla nas tak bardzo

przydatnym jako doradca, patrzący z boku na różne

zagadnienie, że szefostwo mojego Ośrodka badawczego

postanowiło na stałe nawiązać współpracę z tobą.

– Bardzo się z tego cieszę – przerwałem. – Wiesz przecież

jak bardzo interesuję się tymi zagadnieniami.

– Tak wiem Mark, ja też się cieszę. Jest tylko jeszcze jeden

problem, który wymaga wyjaśnienia. Okazało się że

tylko jedna z kopii twojej świadomości posiada zdolność

do samodzielnego myślenia. Pozostałe zachowują się tak,

jak płyty CD. Można wszystko odtwarzać, natomiast komunikacja

z nimi nie jest możliwa. Tego niestety nikt nie

potraił zrozumieć ani tym bardziej wyjaśnić. Początkowo

miałeś być naszym współpracownikiem i jednocześnie

przedmiotem badań jako kopia twojej świadomości. Teraz

jednak podjęto decyzję, aby przekazać twoją świadomość

z karty pamięci zamontowanej w wisiorku do twojego

prawdziwego mózgu. Dopiero od wyników tego eksperymentu

zależeć będzie decyzja o twoim dalszym losie, jeśli

chodzi o współpracę z naszym Ośrodkiem.

– Nie można w takim razie odłożyć tej próby? – zapytałem.

– Może należałoby się skupić nad rozwiązaniem

problemu z pozostałymi kopiami. Mówiąc szczerze tak

bardzo nie spieszy mi się powrót do mojego starego ciała 168

z jego wszystkimi wadami, bólami lękami i innymi dolegliwościami.

Przyzwyczaiłem się już do życia poza ciałem.

Istnienie tylko w formie świadomości bardzo mi się podoba.

Przypuszczam, że w tym stanie istnienia jest jeszcze

wiele do odkrycia. Na pewno znajdzie się wiele form

uprzyjemniania sobie takiego życia.

– Z pewnością masz rację Mark – powiedziała Ann. – Ja

też miałam taką nadzieję. Niestety na ostatniej naradzie

w naszym ośrodku szefowie podjęli inną decyzję. W świetle

tych ostatnich odkryć w świecie nauki zdecydowali, że

priorytet mają badania dotyczące najnowszych odkryć.

Dobrze, że zgodzili się na eksperyment z przekazaniem

twojej świadomości do twojego prawdziwego mózgu. Był

taki moment, że obawiałam się o losy eksperymentu. Jestem

z tobą Mark bardzo związana emocjonalnie i nie wyobrażałam

sobie, by schowali kartę pamięci z twoją świadomością

do jakiegoś schowka z napisem „badania zakończone”.

Zaprzepaszczono by efekt ciężkiej pracy wielu

ludzi. Na szczęście przeważył rozsądek i eksperyment

niedługo się zacznie. Jeszcze jedno Mark. Po zapoznaniu

się jeszcze raz bardzo dokładnie ze wszystkimi planami

dotyczących eksperymentu, mogę przedstawić tobie najbardziej

prawdopodobny jego przebieg. Jestem pewna, że

wszystko odbędzie się dokładnie z planem.

– Czy możesz przybliżyć mi szczegóły? – Przerwałem.

– Oczywiście, powiedziała Ann. Technicznie będzie wyglądało

to najkrócej mówiąc tak.

Karta pamięci z twoją świadomością po odpowiedniej

przeróbce zostanie wszczepiona do twojego prawdziwego

mózgu. Później za pomocą odpowiedniego programu

komputerowego wszystkie dane z karty będą przekazywane

do twojego mózgu. Po zakończeniu tego zabiegu 169

poddany zostaniesz odpowiednim testom. Jeśli wypadną

pozytywnie, zostaniesz wybudzony. Tak to w skrócie bę-

dzie wyglądać.

– Chyba żartujesz sobie ze mnie – powiedziałem. – Tyle

mi mówiłaś o ogromie pracy włożonej w ten eksperyment

a teraz, pstryk i wszystko działa?

– Mark, czemu się dziwisz. Przecież jest to końcowy

etap wielomiesięcznych przygotowań. Wygląda pozornie

na prostą operację ale, uwierz mi, jest to efekt pracy największych

umysłów w tej dziedzinie na świecie. Zresztą

nie będę tłumaczyć tobie wszystkich szczegółów technicznych.

Przypuszczam zresztą, że trochę się ze mną droczysz.

Przecież nie możesz tego nie rozumieć.

– Przepraszam Ann. Oczywiście masz rację. Potraię to

zrozumieć. To wynik mojego zniecierpliwienia. Chciałbym

jak najszybciej mieć to wszystko już za sobą. Jeszcze tylko

dwa pytania, Ann. Czy będę świadomy tego, co dzieje się

ze mną podczas eksperymentu?

– Niestety Mark, tego też nie wiemy. Mam nadzieję, że

nie będziesz nic odczuwał. Prawdopodobnie świadomość

odzyskasz dopiero po wybudzeniu cię ze śpiączki.

– No to niewiele mi twoje wyjaśnienia pomogły. Wiem

na pewno, że nic nie wiem na pewno. Muszę się z tym pogodzić,

prawda?

– Tak, tak to wygląda Mark. Mogę ci jedynie obiecać,

że będę trzymać kciuki za ciebie. Liczę bardzo na naszą

dalszą współpracę. Teraz musisz poczeka,ć aż wszystko

będzie gotowe do przeprowadzenia eksperymentu. Zastawiam

cię w rękach najlepszych specjalistów.

– Ann, jeszcze moje drugie pytanie. Wspominałaś mi

kiedyś, że naukowcy pracują nad odmłodzeniem mojego

ciała. Czy udało im się tego dokonać? 170

– Rzeczywiście Mark, zapomniałam opowiedzieć ci

o tym. Ja skupiam się głównie na badaniach z mojej dziedziny,

dlatego czasem coś mi umyka. Sprawy wyglądają

tak: Początkowo pracowano nad odmłodzeniem całego

twojego ciała. Niestety później kierownictwo doszło do

wniosku, że do przeprowadzenia eksperymentu wystarczy

tylko sprawne serce. Inne narządy miałeś w porządku.

Oczywiście próbowałam namawiać ich do zmiany decyzji

ale nie udało mi się. Powiedziano mi że należy głównie

skupić się na zagadnieniach związanych z funkcjonowaniem

świadomości ludzkiej. Początkowo nawet powstał

pomysł żeby wstrzymać się na jakiś czas z przeprowadzeniem

eksperymentu z twoim udziałem. Na szczęście udało

mi się ich odwieść od tego planu. Nie udało mi się jednak

przekonać ich, żeby dokończyć prace związane z odmładzaniem

całego ciała. W sumie możesz być zadowolony.

Masz nowe serce, które zostało wyhodowane z twoich komórek

macierzystych. To poprzednie schorowane zostało

w naturalny sposób wchłonięte przez twój organizm. Znając

realia, w jakich prowadzi się badania naukowe wiem,

że prędzej czy później wraca się do wstrzymanych badań.

Mam więc nadzieję, że w twoim przypadku też tak będzie.

Kiedyś otrzymasz nowe ciało. Jestem ciekawa jak ty bę-

dziesz to oceniać. Która forma życia będzie według ciebie

lepsza. Tradycyjna w normalnym młodym ciele, czy istnienie

bez ciała, tylko jako świadomość. Jestem przekonana,

że twoje uwagi będą bardzo pomocne w badaniach nad

którymi w najbliższym czasie będą pracować naukowcy.

Chyba już powiedziałam ci wszystko, co miałam do powiedzenia

. Do zobaczenia zatem wkrótce – powiedziała

i wyszła z Laboratorium. 171

Nie minęło nawet pół godziny, kiedy Ann wróciła. Zdziwiłem

się bardzo i natychmiast zapytałem co się stało. Popatrzyła

na mnie tak jakoś smutno i powiedziała:

– Dowiedziałam się przed chwilą, że niezależnie od wyników

eksperymentu, ja wracam do Stanów. Będę zajmować

się badaniami nad sztuczną świadomością. Nie wiem

kiedy wrócę do moich badań nad kopiowaniem prawdziwej

świadomości. Mam tylko nadzieję, że moi szefowie

nie zrezygnują z tych badań. Było by mi naprawdę przykro

gdybym musiała zrezygnować z kontaktów z tobą.

Zatkało mnie zupełnie. Nie mogłem wykrztusić żadnego

słowa. Po chwili jednak zapytałem:

– Co w takim razie ze mną? Nie będzie eksperymentu?

– Nie, nie Mark. Eksperyment będzie przeprowadzony.

Być może tylko nasz kontakt zostanie na jakiś czas zawieszony.

Uwierz mi, że gdyby tak się stało, zrobię wszystko

abym mogła w dalszym ciągu współpracować z tobą. Na

razie nie wszystko jest jeszcze przesądzone. Musimy być

dobrej myśli. Obiecuję, że znajdę sposób, aby skontaktować

się z tobą. Niestety musimy się teraz pożegnać. Zosta-

łam w trybie pilnym wezwana do naszego Ośrodka. Mam

jednak nadzieję, że zdążę na zakończenie tego eksperymentu

i zobaczę cię w komplecie z twoim ciałem. Gdyby

jednak zatrzymano mnie dłużej, zrobię jak już mówiłam

wszystko co w mojej mocy, aby spotkać się z tobą. Teraz

jednak muszę już iść. Trzymaj się i do zobaczenia Mark.

Wyszła z Laboratorium trzymając kciuk prawej dłoni

uniesiony do góry. Uśmiechała się tym swoim magicznym

uśmiechem. Był to jednak trochę inny uśmiech. Trochę

smutny a po policzkach Ann spływały powoli łzy. Kiedy

zamknęły się za nią drzwi mnie również zrobiło się bardzo

smutno. Pomyślałem sobie nawet przez chwilę, że 172

chętnie zrezygnował bym z tego eksperymentu. Chciałem

być z Ann. Ciało nie było mi do niczego potrzebne. Istnienie

w takiej formie jak ostatnio coraz bardziej mi odpowiadało.

Brakowało mi tylko rozmów z Ann. Chciałem porozmawiać

o tym z kierownikiem Laboratorium. Nie zdą-

żyłem niestety. Jeden z naukowców wziął wisiorek z moją

świadomością do ręki. Skierował się do pomieszczenia w

którym leżało moje ciało. Było przygotowane do zabiegu.

Leżało na stole operacyjnym podłączone do wielu rurek i

przewodów. Ten naukowiec powiedział:

– Teraz zajmiemy się twoją świadomością. Podłączymy

ją do odpowiedniego programu komputerowego. Później

twoja karta pamięci zostanie wszczepiona w odpowiednie

miejsce w twoim mózgu i przystąpimy do przekazywania

jej zawartości do twojego mózgu. To potrwa kilka dni, ale

ty nie będziesz tego świadomy. Wiem że Ann powiedziała

ci jak to się będzie odbywać, prawda?

Chciałem, żeby zawołał kierownika, ale kiedy tylko powiedziałem

tak, ten naukowiec powiedział.

– No to zaczynamy.

W tym samym momencie wszystko odpłynęło. Zapadłem

w nicość.173

EPILOG

Powoli coś zaczęło do mnie docierać. Początkowo jakieś

szmery i niewyraźne głosy. Ucieszyłem się, że eksperyment

się udał. Byłem jednak jeszcze tak bardzo słaby, że

nie mogłem nawet otworzyć oczu. Chciało mi się spać. Nie

miałem siły by walczyć z tym. Poddałem się i zasnąłem.

Po jakimś czasie zacząłem się budzić. Słyszałem wyraźnie

kilka głosów.

Próbowałem otworzyć oczy i ku mojej ogromnej rado-

ści,udało się. Zobaczyłem kilka twarzy pochylających się

nad moją głową. Jedna z nich uśmiechnęła się do mnie

i zapytała:

– Jak się pan czuje?

Chciałem odpowiedzieć, że dobrze, ale mi nie wyszło.

Z mojego gardła wydobywały się tylko jakieś niezrozumiałe

dźwięki. Kiwnąłem tylko głową. Twarz przede mną

chyba zrozumiała. Odsunęła się trochę. Zobaczyłem postać

mężczyzny w lekarskim kitlu.

– No chyba nam się udało. Mam wrażenie, że udało nam

się go całkowicie wybudzić ze śpiączki.

Następnie zwrócił się do mnie:

– Nazywam się Kraft. Jestem tutaj ordynatorem. Będzie

mnie pan oglądał przez kilka dni, jak zresztą i pozostałe

osoby z mojego zespołu. Wiem, że jest pan bardzo osłabiony.

Powrót do pełni zdrowia zajmie trochę czasu. Mam

jednak nadzieję, że wszystko jest w najlepszym porządku. 174

Będzie pan poddawany różnym testom i rehabilitacji. My-

ślę, że za kilka tygodni wróci pan w pełni sił do domu.

 Chciałem o coś zapytać ale nie mogłem wyartykułować

żadnego słowa. Ordynator powiedział:

– Wiem, że ma pan wiele pytań. To normalne, ale musimy

jeszcze trochę poczekać. Na początek proszę dwa razy

skinąć głową na znak, że wszystko o czym mówiłem było

dla pana zrozumiałe i że wie pan gdzie się znajduje.

Skinąłem dwa razy głową. Ordynator był bardzo zadowolony.

Byłem pewny, że wszystko się uda. Do mnie powiedział:


– Teraz dostanie pan kilka leków w kroplówce. Głównie

są to leki wzmacniające. Powinien pan teraz odpocząć.

Jutro rano spotkamy się. W międzyczasie ustalę sposób

postępowania z panem. Sposób najbardziej korzystny dla

pana zdrowia. Teraz proponuję żeby pan po prostu pró-

bował zasnąć. Zdaję sobie sprawę z tego że po tak długo

trwającej śpiączce farmakologicznej, proponowanie panu

snu brzmi niedorzecznie. Jest jednak różnica między tą

śpiączka w której znajdował się pan dotychczas a snem

który panu proponuję. Proszę więc skorzystać z mojej

propozycji i dużo spać. Z każdą minutą nabierać będzie

pan coraz więcej sił.

– Do zobaczenia jutro – powiedział i wyszedł.

W sali zostały tylko pielęgniarki. Uśmiechały się do

mnie i przystąpiły do swoich obowiązków. Podłączały

kroplówki, zmieniły pościel i ciągle mówiły, że już wszystko

będzie dobrze i mam się niczym nie przejmować. To

było bardzo miłe uczucie. Dawno niczego podobnego nie

doświadczyłem. Byłem przekonany, że operacja przekazywania

danych z karty pamięci do mojego mózgu powiodła

się. Zastanawiałam się tylko dlaczego nie widzę Ann 175

i innych znanych mi już naukowców z Laboratorium. Zorientowałem

się też, że jestem również w innym pomieszczeniu.

Nie zaniepokoiło mnie to zbytnio. Pomyślałem że

może Ann nie przyleciała jeszcze ze Stanów a przeniesiono

mnie do innej sali dlatego, że były tu lepsze warunki

do tego, abym szybciej odzyskał pełnię sił. Zresztą jutro

będzie czas na zadawanie pytań. Po chwili pełen radości

że operacja powiodła się i nadziei na normalne życie zasnąłem.


Nazajutrz obudziłem się wypoczęty i w świetnym nastroju.

Chciałem jak najszybciej dowiedzieć się czy eksperyment

powiódł się. Czy nie było jakieś komplikacji i kiedy

zobaczę Ann. W sali w której leżałem były tylko dwie

pielęgniarki zajęte swoimi obowiązkami. Obserwowałem

je przez chwilę. Wszystko co robiły wykonywały bardzo

sprawnie. Postanowiłem trochę z nimi porozmawiać.

Miałem nadzieję, że powiedzą mi nieco więcej niż lekarze.

Nie wiedziałem od czego zacząć. Na początek poprosiłem

o coś do picia. Obydwie były bardzo zaskoczone. Jedna

z nich powiedziała:

– Bardzo cieszy nas, że zaczął pan mówić. Zwykle po

wybudzeniu ze śpiączki pacjenci pierwsze słowa wypowiadają

dopiero po kilku dniach. Panu udało się to po

kilku godzinach. Co do picia o które pan prosił, muszę

zapytać lekarza. Płyny dostaje pan w kroplówce więc nie

wiem, czy może pan normalnie pić.

– Już idę po lekarza – powiedziała i wyszła.

Druga pielęgniarka uśmiechnęła się i stwierdziła:

– Zrobił pan wszystkim dużą niespodziankę. Myślę, że

oni się ucieszą.

Postanowiłem jeszcze zapytać ją, czy wie dlaczego

znajduję się na tej sali a nie w Laboratorium i czy widziała 176

panią profesor Ann. Popatrzyła na mnie z lekkim zdziwieniem.


– Nic mi nie wiadomo o jakimś Laboratorium. To jest

oddział intensywnej terapii. O żadnej profesor Ann też

nic nie słyszałam. Zresztą zaraz będzie obchód lekarski to

będzie mógł pan zapytać o wszystko naszego ordynatora,

profesora Krafta.

Zdziwiła mnie jej odpowiedź ale pomyślałem, że może

musiała tak mi odpowiedzieć. Lekarze z reguły nie lubią

kiedy się ich wyręcza. Na wszystkie pytania dotyczące leczenia

zawsze chcą odpowiadać sami. Czekałem więc na

lekarski obchód. Po kilku chwilach do sali weszło kilkana-

ście osób z ordynatorem na czele.

– Widzę, że jest pan w doskonałej formie – powiedział.

– Cieszę się bardzo, ponieważ z tego co mam napisane

w pana karcie choroby stan pana zdrowia nie był najlepszy.

Powiem więcej. Szanse na przeżycie po tak rozległym

zawale miał pan praktycznie zerowe. Dobrze się stało że

lekarze zdecydowali się spróbować zupełnie nowej metody

leczenia. Jak widać udało się. Całą noc, kiedy pan spał

poddawano pana różnym testom. Wypadły zaskakująco

dobrze. Jeśli rehabilitacja przebiegnie równie sprawnie,

za kilka dni wypiszemy pana do domu. Bardzo się cieszę,

że tak szybko wraca pan do zdrowia. Będzie pan sławny.

– Dlaczego spytałem?

– Dlatego, że jest pan pierwszym pacjentem, który

praktycznie bez szans na przeżycie, nagle dochodzi do

zdrowia i to w jakim tempie.

– Myślę, że jest to zasługa zespołu pani profesor Ann

– powiedziałem. – Jeśli już o tym mówimy, czy wie pan

kiedy będę mógł się z nią zobaczyć? Czy wróciła już ze 177

Stanów i czy operacja przekazywania mojej świadomości

przebiegła bez zakłóceń?

Nagle zrobiło się zupełnie cicho. Wszyscy obecni w sali

patrzyli na mnie jakoś tak dziwnie. Ordynator zapytał

mnie, o czym mówię. Powtórzyłem wszystko jeszcze raz.

Tym razem jego twarz przybrała surowy wygląd. Zwrócił

się do swoich asystentów. Musimy przeprowadzić dodatkowe

testy. Proszę włączyć do nich neurologa i psychiatrę.

– Jakiego psychiatrę, przecież nie zwariowałem. Wiem

co mówię. Proszę skontaktować się z profesor Ann a jeśli

nie wróciła jeszcze ze Stanów to z kierownikiem Laboratorium

zajmującym się między innymi zagadnieniami kopiowaniem

ludzkiej świadomości. On wszystko wyjaśni.

O ile wiem, Laboratorium to mieści się w jednym z budynków

usytuowanych na terenie Kliniki Uniwersyteckiej naprzeciw

tego szpitala. Można się tam dostać korytarzem

z najniższego poziomu tego budynku. Potrzebna jest tylko

specjalna karta otwierająca drzwi do tego korytarza.

Ordynator coś powiedział do pielęgniarki, a ona

wstrzyknęła do mojej kroplówki jakiś płyn. Do mnie zaś

powiedział:

– Musimy jeszcze raz wszystko sprawdzić. Możliwe, że

doszło u pana do niewielkich zaburzeń spowodowanych

chwilowym niedotlenieniem mózgu. Proszę się jednak

nie martwić się na zapas. Mam nadzieję, że szybko sobie

z tym poradzimy. Wrócimy do tego tematu jak będziemy

wiedzieć coś więcej. Na razie będzie pan poddawany rehabilitacji.

Pana mięśnie zbyt długo nie były używane.

Niech pan przykłada się do ćwiczeń.

Usłyszałem jeszcze jak mówił do swoich asystentów, że

to bardzo dziwny przypadek. Nie przejąłem się tym. Dziw-178

ny czy nie, ja wiedziałem swoje. Czekałem na Ann. Kiedy

ona zjawi się, wszystko wyjaśni i jeśli jest tak jak mówił

ordynator, wkrótce wrócę do domu. Miałem również nadzieję

na współpracę z Ann. Ciekawy byłem jej reakcji na

mój widok. Przecież ona mnie jeszcze nie widziała.

Na drugi dzień miałem wizytę neurologa. Poprosił mnie

abym opowiedział mu wszystko to, co mówiłem ordynatorowi.

Opowiedziałem oczywiście wszystko. Poprosiłem

jeszcze, aby pomógł mi skontaktować się z Ann. Neurolog

powiedział, że pracuje tutaj od niedawna i obawia się, że

nie będzie mi mógł pomóc, ale spróbuje. Dodał jeszcze, że

teraz przejdę szereg testów i badań. Na początek opukał

małym młoteczkiem różne części mojego ciała. Następnie

powiedział jednej z pielęgniarek żeby zawiozła mnie na

badania do pracowni tomograicznej. Tam poddawano

mnie różnego rodzaju badaniom. Przeszedłem nie tylko

badanie tomograiczne całego ciała ale również wykonano

mi rezonans magnetyczny. Później neurolog podłączał

mnie do wielu innych urządzeń i wykonywał jakieś badania.

Po zakończeniu wszystkich powiedział że na razie

nie widzi niczego niepokojącego. Podda jeszcze dokładnej

analizie wszystkie wyniki i jutro przyjdzie do mnie.

Następnego dnia po południu przyszedł do sali w której

leżałem. Ja przed chwilą skończyłem kolejną serię ćwiczeń

rehabilitacyjnych i byłem bardzo zmęczony. Neurolog

powiedział, że moja kondycja wyraźnie poprawia się i

że to bardzo dobrze wróży. Mam szansę na szybki powrót

do zdrowia tym bardziej, że wszystkie wykonane wczoraj

badania i testy wypadły bardzo dobrze. Ze strony neurologicznej

nie wykazały żadnych odchyleń od normy i jego

rola na tym się kończy. Pożegnał się ze mnę, życzył szybkiego

powrotu do zdrowia i wyszedł. 179

Nic z tego nie rozumiałem. Dlaczego nikt nie chce mnie

słuchać ,kiedy opowiadam o Laboratorium, badaniach

nad świadomością i o profesor Ann. Postanowiłem jeszcze

raz porozmawiać z ordynatorem. Kiedy powiadomi-

łem lekarza dyżurnego, że chcę rozmawiać z ordynatorem,

powiedział, że nie będzie go przez kilka dni. Jest na

jakimś sympozjum, ale jeśli mam jakąś prośbę postara się

ją spełnić. Wahałem się chwilę, ale postanowiłem również

temu lekarzowi opowiedzieć o tym, o czym mówiłem ordynatorowi

i neurologowi. Poprosiłem również, żeby dowiedział

się co dzieje się z Ann. Lekarz obiecał zająć się

tym. Jeszcze tego samego wieczora przyszedł do mnie.

Powiedział, że naprawdę chciał mi pomóc, ale nikt nie

słyszał o Laboratorium, badaniach, czy o profesor Ann.

Powiedział, że jest mu bardzo przykro, że nie mógł mi pomóc

ale dodał, że rozmawiał jeszcze z neurologiem. Oboje

doszli do wniosku, że cierpię na jakieś zaburzenia spowodowane

prawdopodobnie niedotlenieniem mózgu, które

wystąpiło podczas ratowania mojego życia po przebytym

zawale serca. Ponieważ dotychczasowe badania niczego

niepokojącego nie wykazały, postanowili poprosić o konsultacje

psychiatrę. Zapytał mnie, czy wyrażam zgodę na

badania psychiatryczne. Natychmiast chciałem zaprzeczyć.

Nie byłem wariatem. Wiem, co ostatnio przeżywa-

łem. Po chwili jednak doszedłem do wniosku, że właściwie

czemu nie. Psychiatra jest jedyną osobą, która potrai

słuchać. Może więc pomoże mi odszukać Ann i nareszcie

cała ta historia wyjaśni się. Tym bardziej, że cały personel

zajmujący się mną jakoś dziwnie zaczął na mnie patrzeć.

Powiedziałem więc, że zgadzam się. Lekarz stwierdził, że

spodziewał się takiej decyzji. Uzgodnił, że psychiatra spotka

się ze ma w przyszłym tygodniu. Podziękowałem mu, 180

wyrażając nadzieję, że może do tego czasu odnajdzie się

Ann i cała rozmowa z psychiatrą stanie się niepotrzebna.

– Może i tak – odpowiedział. Na razie jednak proszę się

skupić na ćwiczeniach.

Obiecałem, że tak będzie. Przez następne kilka dni

ćwiczyłem jak oszalały. Rehabilitanci wręcz siłą usiłowali

mnie powstrzymać od wykonywania ćwiczeń z taką intensywnością.

Nie bardzo chciałem ich słuchać, bo czu-

łem że z każdą godziną przybywa mi sił. Praktycznie nie

musiałem korzystać już z wózka. Potraiłem samodzielnie

chodzić korytarzem przez kilkanaście minut.

Po tygodniu zjawił się ordynator. Był zdumiony tym jakie

poczyniłem postępy. Obejrzał moją historię choroby,

wypytał o kilka rzeczy i stwierdził, że być może za kilka

dni wypisze mnie do domu. Ucieszyłem się bardzo, ale

tym bardziej chciałem dowiedzieć się, co stało się z Ann.

Zapytałem więc ponownie o to ordynatora.

– Niestety, ja wszystko co wiedziałem na ten temat już

panu przekazałem. Mogę tylko opowiedzieć jeszcze panu,

jaki przebieg miała historia pana choroby w naszym szpitalu.

Z karty informacyjnej wynika że doznał pan rozległego

zawału serca. Próba pana reanimacji nie przynosiła

spodziewanych rezultatów. Kiedy tutejsi lekarze chcieli

już zrezygnować, wtedy zupełnie przypadkowo zjawiło się

na sali kilku profesorów wraz ze studentami Kliniki Uniwersyteckiej

usytuowanej obok naszego szpitala. Chcieli

oni pokazać studentom jak w praktyce wygląda ratowanie

pacjenta po zawale serca. Kiedy zorientowali się jak poważna

jest sytuacja i że zastosowane dotychczas metody

leczenia raczej nie pomogą, zdecydowali o przewiezieniu

pana do Kliniki. Zrobiono to w ostatniej chwili. Tam po

zastosowaniu zupełnie nowatorskiej metody, naprawio-181

no panu serce i wszystko wydawało się być w porządku.

Niestety z niewiadomych powodów nie można było pana

wybudzić ze śpiączki farmakologicznej. Wie pan o tym że

w poważniejszych zabiegach stosuje się taki sposób postępowania,

żeby jak najmniej obciążać organizm.

– Tak wiem – odpowiedziałem, jest to powszechnie

znana metoda.

– No właśnie – powiedział ordynator. – Jednak coś poszło

nie tak, bo przez kilka tygodni nie można było pana

wybudzić. Zdecydowano więc że wróci pan znowu do

naszego szpitala. Oddział którym kieruję specjalizuje się

w wybudzaniu pacjentów ze śpiączki i późniejszej ich

rehabilitacji. Jak pan widzi udało się pana wybudzić. To

wszystko co wiem w pana sprawie.

Ja nie dawałem jednak za wygraną i dalej domagałem

się odszukania Ann. Zapytałem jeszcze, jak wobec tego

wytłumaczy mi dlaczego przeprowadzono operację na

moim mózgu. Ordynator spojrzał na mnie i powiedział.

– Spodziewałem się takiego pytania dlatego przyniosłem

pana zdjęcia z tomograii i rezonansu magnetycznego

pana mózgu. Nigdzie nie ma śladu po przeprowadzeniu

operacji na mózgu. Nie muszę chyba panu tłumaczyć,

że otwarcie czaszki zostawiłoby ślady.

– Tak ma pan rację, ale mam dalej wątpliwości. Powiedział

pan, że przybywałem w Klinice kilka tygodni. To

prawda, ale nie rozumiem jaki to ma związek?

– Już mówię.

– Proszę mi tylko powiedzieć jak długo przebywam na

pana oddziale?

–Zaraz spojrzę tylko do karty. Dokładnie szesnaście tygodni.

182

– No właśnie. Kilka tygodni w klinice i kilkanaście tutaj.

Razem kilka miesięcy, prawda?

– No tak, ale dalej nie rozumiem – powiedział ordynator.


– W takim razie proszę mi powiedzieć po jak długim

czasie od otwarcia czaszki mogły zniknąć ślady po jej

otwieraniu?

Ordynator spojrzał na mnie i powiedział:

– Teoretycznie po kilku, może kilkunastu tygodniach.

Ale to niedorzeczne, po pierwsze nie ma tutaj jakiegoś tajnego

Laboratorium, a po drugie nikt nie słyszał o tajemniczej

profesor Ann.

– Ja jednak panie ordynatorze będę upierał się przy

swoim. Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł tego dowieść.

– Niech pan próbuje. Ja jednak obstawiam że są to jakieś

zaburzenia, których przyczyną było krótkotrwałe

niedotlenienie mózgu.

– No dobrze panie ordynatorze. Widzę że nie przekonam

pana. Wie pan zapewnem, że zgodziłem się na badania

psychiatryczne. Jestem przekonany, że one pomogą

wszystko wyjaśnić.

– Wiem o tych badaniach, powiedział ordynator. Nie

mam nic przeciwko nim. Myślę jednak że nie potwierdzą

one pana wersji, ale życzę powodzenia. Spotkamy się po

badaniach. Chciałbym zapoznać się z ich wynikami. Ostatnie

dni były dla pana bardzo wyczerpujące, więc niech pan

zwolni trochę tempo. Proszę pamiętać, że nie jest pan już

pierwszej młodości i należałoby się oszczędzać. Choć prywatnie

muszę przyznać, że bardzo mi pan zaimponował.

Rzadko zdarza się, nawet wśród młodych ludzi by z taką

zaciętością i zapałem podchodzili do ćwiczeń. Jednak jako 183

lekarz, zalecam umiar. Widzimy się za parę dni. Powodzenia

– powiedział i wyszedł.

Psychiatra przyszedł następnego dnia przed południem.

Byłem już po ćwiczeniach. Leżałem na łóżku i odpoczywałem.

Psychiatra podszedł do mnie przedstawił

się i zapytał czy możemy porozmawiać. Powiedziałem że

tak i że jestem zadowolony z tego, że chce poświęcić mi

trochę czasu. Spodziewałem się, że nasza rozmowa bę-

dzie dotyczyć mojego wypytywania o Ann. Myliłem się.

Rozmawialiśmy właściwie o wszystkim tylko nie o Ann.

Ten psychiatra wydawał mi się bardzo sympatyczny. Chyba

nawet go polubiłem. Rozmowa z nim sprawiała mi

ogromną przyjemność. Poczułem że po raz pierwszy ktoś

traktował mnie poważnie. Kiedy już chciałem zadać mu

pytania dotyczące Laboratorium, Ann i całej tej niezrozumiałej

dla mnie sytuacji, lekarz powiedział:

– Myślę, że na dzisiaj powinniśmy zakończyć. Przyjdę

do pana pojutrze. – Pożegnał się i poszedł.

Ta rozmowa utwierdziła mnie w przekonaniu, że nie

wymyśliłem sobie tego wszystkiego. Tutaj musiało być

Laboratorium. Ann też istniała. Następnego dnia miałem

przerwę w rehabilitacji, więc chodziłem sobie po szpitalnych

korytarzach. Czasami wyglądałem przez okno. Na

zewnątrz przyroda budziła się do życia. Kwitły wszystkie

drzewa, a ptaki jak zwykle na wiosnę zachowywały się

bardzo głośno. Pomyślałem, że czas najwyższy poprosić

ordynatora o zgodę na spacery po przyległym do szpitala

parku. W pewnym momencie zobaczyłem przez okno

znajomą postać. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Nie

mogłem się mylić. To była Ann. Naprawdę to była ona. Zauważyła

mnie i uśmiechnęła się tylko tak, jak ona to potraiła.

Byłem bardzo szczęśliwy. Byłem przekonany, że 184

ona przyjechała do mnie a może nawet po mnie. Oczyma

wyobraźni widziałem się znowu w ośrodku badawczym

w Stanach. Tym razem już w innej roli. W komplecie z moim

ciałem i jako współpracownik Ann. Nie mogłem się doczekać

kiedy Ann wejdzie do budynku szpitala i będziemy

mogli się poznać. Mam na myśli, że to Ann będzie mogła

poznać mnie w całej okazałości. Ja przecież wiedziałem

jak ona wygląda. Ann znała tylko moją świadomość. Ale

skoro uśmiechała się do mnie to znaczy, że mnie rozpoznała.

Nie mogłem na razie bez zgody ordynatora opuszczać

oddziału szpitalnego, więc z nieukrywaną niecierpliwością

czekałem na Ann. Tymczasem ku mojemu ogromnemu

zaskoczeniu, Ann pomachała mi ręką, wsiadła do

samochodu i odjechała. Nie mogłem tego zrozumieć. Poczułem

ogromne rozczarowanie i żal. Po głowie chodziła

mi tylko jedna myśl. Co się stało, dlaczego ona odjechała.

Wróciłem do sali. Musiałem źle wyglądać, bo pielęgniarka

natychmiast zadzwoniła po lekarza a mnie kazała po-

łożyć się do łóżka. Lekarz zbadał mnie i powiedział, że

przestrzegał mnie przed niekorzystnymi skutkami zbyt

forsownych ćwiczeń.

– Panie doktorze – powiedziałem – to nie z powodu

ćwiczeń. Ja przed chwilą przez okno zobaczyłem profesor

Ann. Proszę mi uwierzyć, ona naprawdę istnieje. Lekarz

spojrzał na mnie i zapytał.

– W takim razie gdzie jest teraz ta pani profesor?

– No właśnie, ona wsiadła do samochodu i odjechała.

Przyznam, że tego zupełnie nie rozumiem.

– Panie Marku – powiedział lekarz. – Proszę mi wybaczyć

ale sądzę, że to się panu tylko tak wydawało. Myślę,

że to jednak z przemęczenia.

Zwracając się do pielęgniarki powiedział: 185

– Proszę zwiększyć panu dawkę leku uspokajającego.

Proszę teraz wypoczywać. Ja muszę porozmawiać o tym

z ordynatorem.

Wiedziałem, że go nie przekonam. Ja wiem co widzia-

łem. Dziwiłem się tylko dlaczego ona odjechała. Gdy tak

rozmyślałem do sali weszła jedna z pielęgniarek i wrę-

czyła mi list. Ten list ktoś zostawił dla pana na portierni

powiedziała. List? Zdziwiłem się. Od kogo? Przecież ja nie

mam tutaj żadnych znajomych. Nie chciało mi się czytać

tego co tam było. Byłem bardzo wyczerpany ostatnimi

wydarzeniami. Po chwili jednak otworzyłem go. Już po

pierwsze przeczytane słowa poderwały mnie na równe

nogi. Krzyknąłem. Dostałem wiadomość od Ann. Na kartce

papieru było tylko kilka słów. „Przepraszam Mark. Jeszcze

nie teraz. Uzbrój się w cierpliwość. Ann”. Niżej widniał

dopisek. „Te zdania zaraz znikną. Odezwę się. Pa”. Na mój

krzyk do sali wbiegły pielęgniarki.

– Co się stało? Dlaczego pan krzyczy? Dostałem list od

Ann. Proszę, same zobaczcie – i podałem im ten list.

Pielęgniarki patrzyła to na podany im list, to na mnie.

Przecież tutaj nic nie ma.

– Jak to nie ma? – Zdziwiłem się. – Przecież czytałem.

Proszę mi to oddać.

List był pusty. Nie było na nim nic napisane. Wtedy

przypomniałem sobie ten dopisek. Zrozumiałem że Ann

napisała to atramentem sympatycznym, który po kilkunastu

sekundach spowodował, że wszystko co tam było,

zniknęło.

– Rzeczywiście nic tam nie ma. Przepraszam, chyba coś

mi się przewidziało wykrztusiłem. Położę się.

– Tak będzie najlepiej – powiedziała pielęgniarka. 186

Miałem dość wrażeń na dzisiaj. Chciałem porozmawiać

z psychiatrą, ale on będzie dopiero jutro. Nie miałem wyj-

ścia. Musiałem zaczekać. Jednego byłem jednak pewny.

Nic mi się nie przewidziało. Ann istniała i musiałem przekonać

o tym psychiatrę.

Na obchodzie lekarskim następnego dnia, ordynator

słowem nie zdradził się, że wie coś o wydarzeniach z poprzedniego

dnia. Po rutynowych pytaniach i przejrzeniu

mojej karty choroby powiedział:

– Wie pan, rzadko zdarza się by pacjenci z takim zapa-

łem podchodzili do ćwiczeń tak jak pan. Cieszy mnie to.

Jak tak dalej pójdzie za kilka dni wypiszę pana do domu.

 Nie za bardzo ucieszyłem się z tej informacji. Ordynator

też to zauważył. Chciał nawet coś powiedzieć ale zrezygnował.

Byłem mu za to wdzięczny. Nie miałem ochoty

wyjaśniać dlaczego perspektywa pójścia do domu niezbyt

mnie cieszy. Rzeczywiście nie spieszyło mi się. Tutaj mogłem

porozmawiać sobie z pacjentami i personelem. Mogłem

ich pocieszać i wspierać w cięższych chwilach. Tu

czułem się potrzebny. Nie byłem sam. A w domu? W domu

nie miałem z kim porozmawiać. Nie miałem znajomych.

Czasami ktoś odezwał się do mnie na Skypie. Rzadko jakiś

telefon. Poza tym nic. Jedynie cisza, cisza i jeszcze raz

cisza. Ale nie taka która przynosi ukojenie. Ona jest taka

dziwna, niespokojna, nieprzyjazna. Formalnie mam dwie

córki. W rzeczywistości jednak wyrzuciły mnie one ze

swego życia. Nie chcą utrzymywać ze mną żadnych kontaktów.

Nie rozumiem tego. Wielokrotnie próbowałem

dowiedzieć się dlaczego. No i nic. Niczego się nie dowiedziałem.

Jest to dla mnie niezrozumiałe. Takie odrzucenie

bardzo boli. Tym bardziej że nie znam powodów takiej ich

postawy wobec mnie. Chcąc znaleźć wytłumaczenie tego, 187

przeanalizowałem moje życie w ostatnich kilku latach

bardzo dokładnie. Dzień po dniu. Nie znalazłem nic, co

uzasadniałoby takie zachowanie się moich córek wobec

mnie. Dotychczas nasze wzajemne relacje były bardzo dobre.

Dlatego nie mogę tego zrozumieć i dlatego tak to boli.

Podobno można wybaczyć każdą zbrodnię. Ja nic złego

nie zrobiłem, więc dlaczego? Jak widać miałem powody

dla których chciałem być w szpitalu jak najdłużej. Dzisiaj

jeszcze bardziej niż zwykle przykładałem się do ćwiczeń.

Rehabilitanci byli bardzo zadowoleni z postępów które

zrobiłem. Powiedzieli, że najprawdopodobniej nie będę

już potrzebować ich pomocy. Skonsultują to jeszcze z ordynatorem

ale sądzą, że zleci mi on tylko kilka ćwiczeń

które będę mógł wykonywać w domu. Do tego codzienne

spacery i to powinno wystarczyć.

Następnego dnia ordynator potwierdził przewidywania

rehabilitantów. Powiedział że jutro a najpóźniej pojutrze

pójdę do domu. Stan mojego zdrowia, jeśli chodzi

o sprawy związane z układem krążenia jest dobry. Natomiast,

jeśli chodzi o mój stan psychiczny, nie ma jeszcze

opinii psychiatrycznej. Niezależnie jednak od jej wyniku

jutro lub pojutrze będę mógł wyjść do domu. Czekałem

teraz tylko na psychiatrę. Przyszedł do mnie późnym popołudniem.

Usiadł obok mojego łóżka i powiedział, że

chce jeszcze przeprowadzić kilka testów a później będziemy

mogli porozmawiać o wszystkich moich problemach.

Zgodziłem się. Nie wiem dlaczego, ale poczułem do niego

dużą sympatię. Psychiatra, jakby odgadując moje my-

śli powiedział, że lepiej będzie się nam rozmawiać, kiedy

będziemy mówić sobie po imieniu. Po chwili usłyszałem,

„jestem Artur”. Podobało mi się to jego imię. Pasowało do

niego. Zaczęliśmy testy. Trwały one kilka godzin. Po ich 188

ukończeniu byłem bardzo zmęczony. Artur przejrzał je

uważnie i stwierdził że nie widzi w nich nic co mogło by

wskazywać na jakiekolwiek zaburzenia psychiczne. Ponieważ

zrobiło się już dość późno Artur powiedział, że

sprawdzi jeszcze raz wyniki wszystkich badań jakie mi

wykonano i przyjdzie porozmawiać ze mną po południu.

Pożegnał się i wyszedł.

Ponieważ wszystkie zalecone mi ćwiczenia wykonałem,

następny dzień miałem wolny. Postanowiłem poświęcić

go na spacery po przyszpitalnym parku. Sprawiało mi to

wielką przyjemność. Nie wiedziałem kiedy ostatnio spacerowałem.

Jak długo byłem w szpitalu? Kilka miesięcy,

jak twierdził ordynator, czy znacznie dłużej. Tak czy inaczej

przebywanie na powietrzu sprawiało mi dużą frajdę.

Chłonąłem jak gąbka wszystkie zapachy i dźwięki które

do mnie docierały.

Po południu dołączył do mnie psychiatra. Usiadł na

ławce i powiedział:

– Przeanalizowałem wszystkie wyniki twoich badań

i potwierdziła się moja wczorajsza diagnoza. Jesteś zupeł-

nie zdrowy, Marku. Ale jest jeszcze jedna sprawa.

– Chodźmy więc do mojej sali – zaproponowałem.

– Nie sądzę by to był dobry pomysł – powiedział Artur.

– Zostańmy tutaj. Nie chcę, żeby ktoś usłyszał naszą rozmowę.


– Dlaczego – zapytałem.

– Z jednej prostej przyczyny. Ja tobie wierzę.

– Naprawdę? – spytałem. – A co z dowodami? Ja nie potraię

ich przedstawić. Ty Arturze też miałeś wątpliwości,

prawda? Skąd więc to przekonanie, że to co mówiłem nie

jest wytworem mojej wyobraźni spowodowanej niedotlenieniem

mózgu. 189

– No właśnie. Nabrałem przekonania, że coś może być

na rzeczy kiedy dowiedziałem się o liście. Ten list istniał

naprawdę. Widziało go kilka osób. Co prawda w środku

była czysta kartka ale mogło być tak jak mówiłeś. Można

było coś tam napisać atramentem sympatycznym. Jak powszechnie

wiadomo pismo tak napisane, znika po kilkunastu

sekundach. Poza tym przypomniałem sobie z jakim

przekonaniem mówiłeś o swoich przeżyciach. Podałeś

tyle szczegółów, że trudno mi było uwierzyć, że wszystko

można było wymyślić. Postanowiłem porozmawiać z osobami

z kierownictwa szpitala które mogły w tej sprawie

coś wiedzieć. I jak myślisz Marku, czego się dowiedzia-

łem?

– Myślę że niczego istotnego – odparłem.

– Masz rację, ale tylko częściową. Rzeczywiście wszyscy

albo zaprzeczali albo unikali odpowiedzi na zadawane

im pytania o Laboratorium i o badania jakie są tam wykonywane.

Dotarłem również do planów budynku szpitala.

Nie jestem architektem ale coś mi tam nie pasowało. Szyb

windy kończył się w piwnicy, ale pod nim widniały zarysy

jakiś urządzeń sięgających wiele metrów niżej. Skoro

budynek kończy się na poziomie piwnicy, w jakim celu na

planach umieszcza się jakieś konstrukcje. Te wątpliwo-

ści przekonały mnie, że mówiłeś prawdę. Ponieważ mnie

również zależy na tym, żeby wyjaśnić sprawę do końca,

będę bacznie przyglądał się wszystkiemu co tutaj się dzieje.

To tyle co miałem ci do powiedzenia. Oicjalną opinię,

w której napisałem, że pod względem psychicznym jesteś

zupełnie zdrowy, przekazałem ordynatorowi. Dodałem

też, że twoje przeżycia których rzekomo doznałeś być

może są efektem krótkotrwałego niedotlenienia. Mam

ci jeszcze do przekazania, że jutro wychodzisz do domu. 190

Mam nadzieję, że będziemy ze sobą w kontakcie. Może

razem znajdziemy dowody na poparcie twoich opowieści

o istnieniu w tym szpitalu tajnego laboratorium.

Pożegnaliśmy się serdecznie i wróciłem na oddział.

Następnego dnia wyszedłem do domu. W skrzynce na listy

nie było prawie nic. Jakieś reklamy i dwa listy. Jeden

z administracji osiedla o terminie przeglądu ogrzewania

i drugi z opieki socjalnej. Proszono w nim o pilny kontakt

z urzędem. Po wejściu do mieszania bardzo się zdziwiłem.

Mieszkanie było posprzątane i wywietrzone. Zastanawia-

łem się, kto to mógł zrobić. Czyżby moja córka? Serce zabiło

mi szybciej. To byłby dopiero miła niespodzianka.

Niestety po telefonie do opieki socjalnej sprawa się wyjaśniła.

To oni opiekowali się moim mieszkaniem. C`est

la vie jak mówią Francuzi. Tymczasem moje życie powoli

wracało do normy. Kontakty z Arturem miały charakter

bardzo koleżeński. Spotykaliśmy się dość często. Czasami

nawet zdarzyło nam się wypić jedno czy dwa piwa

w jakimś ogródku piwnym. Poza tym nic w moim życiu

nie zmieniło się. Zacząłem poważnie zastanawiać się nad

tym, czy rzeczywiście te moje przeżycia nie były w rzeczywistości

tylko wytworem mojej wyobraźni. Artur też

coraz rzadziej poruszał ten temat. Jednak po kilku miesią-

cach znalazłem w skrzynce na korespondencję list. Kiedy

przyjrzałem się dokładniej, ręce mi zadrżały. Na znaczkach

widniała pieczątka USA. Prawie wbiegłem na schody

i wpadłem do mojego mieszkania. Ze zdenerwowania nie

mogłem normalnie otworzyć tego listu, więc go rozerwa-

łem. W środku była kartka pocztowa ze zdjęciem jakiegoś

pojazdu lądującego na skalistej pustyni. Kartka opatrzona

była napisem. „Lądowanie UFO w Streie 51”. Był

jeszcze dopisek. „Mark, jeszcze trochę cierpliwości. Nie-191

długo się spotkamy, Ann.” Ciśnienie mojej krwi bardzo mi

podskoczyło. Bałem się, że rozerwie mi głowę. Serce biło

jak oszalałe. Zrobiło mi się słabo. Nie przejmowałem się

tym. Po głowie tłukła mi się tylko jedna myśl. Miałem rację,

nie zwariowałem i niczego sobie nie wymyśliłem. Ann

istnieje i wszystko wydarzyło się naprawdę. Teraz mam

na to dowód. Nawet jeśli tak jak poprzednio napis zniknie,

pozostanie koperta i kartka z USA. To jest niepodważalny

dowód. W tym momencie poczułem w klatce piersiowej

potworny ból. Ból, który już znałem. Pomyślałem „tylko

nie to”. To nie może jeszcze raz się wydarzyć. To nie jest

przecież Dzień świstaka. Niestety ból nie ustępował. Do-

łączył jeszcze strach ściskający moje gardło. Podniosłem

telefon i wezwałem pomoc. Resztkami sił dowlokłem się

do drzwi i otworzyłem je. Tracąc przytomność dostrzegłem

w mojej ręce ten list. Nie mogłem go zgubić. Usłyszałem

jeszcze sygnał nadjeżdżającej karetki pogotowia

i poczułem jak wszystko wokół gdzieś się zapada. Otoczy-

ła mnie ciemność. Odchodziłem zapadając się w nicość.

Odszedłem, umarłem... Ale czy na pewno?

Mannheim 01.03.2014 Skumar

„Podwójna świadomość”, to powieść, która łączy w sobie

elementy fantastyki naukowej z realnym życiem. Bohaterem

jest starszy człowiek który doznaje zawału serca

i traia do szpitala. W trakcie reanimacji doświadcza niezwykłych

doznań. Jest przekonany że nie żyje w dosłownym

tego słowa znaczeniu. Jednocześnie jego życie trwa

dalej, ale tylko jako jego świadomość, która została skopiowana

z jego mózgu i przeniesiona na specjalny nośnik.

Mark, mój bohater poznaje piękną kobietę, profesor Ann.

Ona wprowadza go w inny świat, świat życia w innej formie,

w postaci sztucznej świadomości. Razem przeżywają

różne przygody. Zwiedzają nie tylko szpitalne laboratorium

ale również miasto w którym dotychczas mieszkał

. Poznają też różne ciekawe miejsca w Stanach. Cały czas

prowadzą z sobą interesujące rozmowy o najnowszych

osiągnięciach w dziedzinie medycyny i nie tylko. Te dwa

światy opisane tutaj, przenikają się wzajemnie, sprawiając

wrażenie że to może dziać się naprawdę. Po pewnym

czasie bohatera tego opowiadania udaje się uratować.

Wraca on do realnego świata, ale czy na pewno?

 

                               Podwójna świadomość

07.04.20136

 

 

ROZDZIAŁ I

Obudziłem się. Chciałem otworzyć oczy i nie mogłem.

Co jest? Przecież skoro już nie śpię mogę przecież wstać.

Niestety nie było to takie proste. Odkryłem że nie tylko

nic nie widzę ale w dodatku nie mogę się ruszać. Zaniepokoiło

mnie to, lecz pomyślałem że widocznie nie całkiem

się obudziłem. Spróbowałem ponownie. Nic z tego. Nie

mogłem wykonać żadnego ruchu. Co się dzieje? Zaniepokoiłem

się nie na żarty. Byłem świadomy ale bezwolny.

Jestem sparaliżowany pomyślałem. Wpadłem w panikę.

Chciałem natychmiast otworzyć oczy i wstać. Próbowa-

łem wszystkiego. Niestety bez efektu. Nie czułem nic. Żadnego

ruchu, żadnego bólu. Zacząłem panikować. Byłem

pewny że serce zaraz wyskoczy mi z piersi a ciśnienie rozsadzi

mi głowę. Nic się jednak nie wydarzyło. Powoli

uspokajałem się. Uświadomiłem sobie że wszystko co się

ze mną dzieje jest jakieś dziwne. Takiego uczucia jeszcze

nie doświadczyłem. Z jednej strony wydawało mi się, że

zaraz oszaleję ze strachu. Jednocześnie byłem jakoś dziwnie

spokojny. To było niesamowite uczucie. W miarę jak

się uspokajałem, czułem zadowolenie. To jakaś paranoja.

Nie mogę się ruszać, nic nie widzę a ja się cieszę. Z całą

pewnością zwariowałem. Tylko w ten sposób mogłem to

wytłumaczyć. Postanowiłem próbować wszystkiego, aby

chociaż otworzyć oczy i coś z tego zrozumieć. Niestety nic

z tego nie wyszło. Wysiłki które podejmowałem nie przy-7

nosiły efektu a ja czułem się dziwnie spokojny i zadowolony.

Postanowiłem przypomnieć sobie wszystko co dzia-

ło się wcześniej. Może w ten sposób znajdę wytłumaczenie

tego dziwnego stanu w którym się znalazłem. Wytęża-

łem wszystkie siły by móc przypomnieć sobie wszystko

co działo się w ostatnich godzinach. Nie szło mi to zbyt

dobrze. Obrazy wytworzone w mojej głowie były niewyraźne,

zamazane i wirowały tak jakby były pod „wpływem”.

Co się dzieje? Czyżbym był naćpany? Na pewno nie.

Przecież nie korzystam z tego rodzaju używek. Pijany?

Też niemożliwe. Po jednej lampce wina wypitej wieczorem

moje myśli nie mogły oszaleć. „Spokojnie człowieku”.

– Powiedziałem do siebie. To musi się jakoś wyjaśnić.

Może spróbuję zasnąć i obudzić się ponownie. A może ja

po prostu śpię i wszystko mi się śni? To by tłumaczyło

trudności z przypomnieniem sobie tego co działo się kilka

godzin wcześniej. Postanowiłem uspokoić myśli i zasnąć,

jeśli rzeczywiście nie śpię. Leżałem tak dość długo. Godzinę

a może dłużej. Nie byłem w stanie tego ocenić. Niestety

w dalszym ciągu nic się nie zmieniało. Ani nie zasnąłem

ani nie obudziłem się. To było coraz bardziej denerwują-

ce. Nie mogłem nic zrobić. Leżałem w całkowitym bezruchu

i całkowitej ciemności. Nie mogłem również racjonalnie

wytłumaczyć sobie tej sytuacji. Pozostawało mi tylko

czekać. Może rozwiązanie przyjdzie samo. Mając nadzieje

że tak się stanie, zatopiłem się w myślach. Czułem się wyjątkowo

dobrze. Właściwie przestało mi zależeć na wyja-

śnieniu tej tajemnicy. Nagle, jak grom z jasnego nieba dotarła

do mnie myśl. Ja umarłem, ja nie żyję. Przeraziłem

się i nie. Właściwie było mi to obojętne. Co jest do cholery.

Ja bredzę. Nikomu przecież nie jest obojętne czy żyje, czy

nie. To jakaś totalna paranoja. Chyba pogięło mnie zupeł-8

nie. Oczywiście nie jest mi to obojętne. Chcę żyć i to jak

najdłużej, bez względu na to jak to życie ma wyglądać. Nie

rozumiem więc dlaczego w mojej głowie rodzą się takie

myśli. Musiałem to koniecznie wyjaśnić. Podjąłem próbę.

Zmęczyło mnie to tak, że wydawało mi się że zasnąłem.

Albo znalazłem się w innym stanie psychofizycznym niż

dotąd. Nie udało mi się poruszyć ani cokolwiek zobaczyć.

Tymczasem mój mózg zaczął przekazywać mi obrazy

z przeszłości. Były jakby bardziej uporządkowane. Ta cią-

gła walka i ponawiane próby wyjaśnienia całej tej sytuacji

bardzo mnie wyczerpała. Jednocześnie czułem że za chwilę

tajemnica się wyjaśni. Pomyślałem sobie że spróbuje

dojść do prawdy okrężną drogą. Bezpośrednio podejmowane

próby jak dotąd nie przyniosły rezultatu. Zacząłem

przypominać sobie co w ostatnim czasie dowiedziałem

się na temat prowadzonych badań nad skopiowaniem

ludzkiego mózgu. Myślałem również o czym mówili ludzie

którzy przeżyli śmierć kliniczną i wrócili jak twierdzili

z innego, lepszego świata. Dotąd tego rodzaju informacje

traktowałem trochę jak „dziennikarskie kaczki”. Teraz

jednak kiedy zastanawiałem się nad moim stanem, poważnie

zacząłem myśleć o tym, czy nie ma tam ziarenka

prawdy. Tym bardziej, że opisywane w różnych publikacjach

i wywiadach odczucia tych ludzi, coraz bardziej zaczęły

pokrywać się z moimi. Jest tylko mała różnica. Oni

wrócili a ja jeszcze nie. Nic też nie wskazywało na to, by

w najbliższym czasie mogło się coś zmienić. Nie traciłem

jednak nadziei. Byłem bardzo spokojny. Chociaż wydawa-

ło mi się to nienormalne, zważywszy sytuację w jakiej się

znajdowałem. Niewiele jednak mogłem zrobić. Na nic

zdały się moje wcześniejsze wysiłki. Mimo wszystko w ca-

łej tej niezrozumiałej i nienormalnej sytuacji, najbardziej 9

potrzebowałem uzyskania jakiejkolwiek informacji, wyja-

śniającej chociaż w części to, co tutaj się dzieje. Pragnąłem

z całych sił zrobić coś, co pomogłoby mi przypomnieć sobie

wydarzenia sprzed kilku, czy kilkunastu godzin. Nagle

przesuwające się w mej głowie barwne obrazy zatrzyma-

ły się. Coś jakby zatrzeszczało i ujrzałem siebie w swojej

sypialni. Spałem. Sypialnia była co prawda jakby inna, łóż-

ko też, ale to była na pewno moja sypialnia. Na szafce stojącej

obok łóżka leżał pilot od telewizora i telefon. Nagle

obudziłem się. Usiadłem na łóżku. Przyłożyłem dłoń do

klatki piersiowej, tak jakby coś mnie zabolało. Patrzyłem

na siebie przypominając sobie że kiedyś doświadczyłem

już czegoś podobnego. W pamięci zachowały mi się niezbyt

miłe odczucia. Uświadomiłem sobie że przecież patrzę

na siebie, będąc jednocześnie gdzieś indziej. Nie odczuwałem

nic nieprzyjemnego. Bólu również. Czułem się

jakbym oglądał jakiś film a jednocześnie byłem przekonany

że postać na którą patrzę, to ja. Nie potrafię tego racjonalnie

wytłumaczyć, ale tak było. Czekałem co będzie

działo się dalej. Ja lub jak kto woli postać której się przyglądałem

złapała telefon, wykręciła numer alarmowy

prosząc o pomoc. Wtedy fizycznie czułem co się dzieje.

Ogarnął mnie wszech obezwładniający strach i rozdzierający

ból w klatce piersiowej. Zsunąłem się z łóżka i doczołgałem

do drzwi wejściowych. Zdołałem podnieść się

na kolana. Przekręciłem klucz i otworzyłem je. Osunąłem

się na podłogę i straciłem przytomność. Więcej nic nie pamiętam.

Ocknąłem się tutaj. Nie wiem nawet jak się tu

znalazłem i gdzie przede wszystkim jestem. Co to za pomieszczenie?

Pytań miałem wiele. Wiedziałem jednak że

na odpowiedź będę musiał jeszcze długo poczekać. Wła-

ściwie to nie wiedziałem, ale takie miałem przeczucie. Nie 10

wiem skąd to się brało ale byłem pewien, że wszystkiego

się dowiem. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, czego tak naprawdę

się dowiem i czego doświadczę. Ale po kolei. Podsumowując.

Nie wiem gdzie się znajduję i dlaczego. Nic

nie widzę i nie czuję. Nie czuję nawet odrobiny lęku. To

jest takie dziwne uczucie że aż trudne do uwierzenia. Pró-

buję na wszystkie znane mi sposoby wytłumaczyć sobie

ten stan rzeczy. Na razie wszystkie moje wysiłki zdają się

psu na budę. Pocieszające jest to że niczego się nie boję.

Drażni mnie tylko to że nie mogę dowiedzieć się gdzie jestem.

Mogę tylko myśleć. Postanowiłem więc skorzystać

z tej możliwości w najlepszy sposób jaki mogę. Wróciłem

wiec znowu myślami do stanu sprzed kilku godzin. Przed

chwilą zdałem sobie sprawę z tego że tak naprawdę to nie

wiem jak długo tutaj jestem. Czy upłynęło kilka godzin,

dni czy miesięcy a może lat? Tak naprawdę nie wiem nic.

Nie mam żadnego punktu odniesienia. Dotychczas w życiu

starałem posługiwać się logiką. Wierzyłem że za pomocą

logicznego myślenia wiele spraw, niezrozumiałych

zdarzeń czy odczuć można wytłumaczyć. Tę zasadę postanowiłem

wykorzystać teraz. Musiałem w samotności dobrze

się przygotować. Nie mogłem popełnić żadnego błę-

du. Moje myślenie nie mogło obejmować zbyt dużo wątków.

Musiałem odnieść się tylko do tych najważniejszych.

Na razie postanowiłem skupić się tylko na odtworzeniu

zdarzeń, które miały miejsce bezpośrednio przed utratą

przeze mnie przytomności. Wiedziałem już że doznałem

zawału serca. Nie wiedziałem tylko kiedy miało to miejsce.

Niepokoiło mnie że w obrazach, które widziałem

wcześniej, moja sypialnia wyglądała jakoś inaczej. Dlaczego

łóżko było inne, węższe. Moje było dość szerokie. Tapety

również były w innym kolorze. Bardziej ciepłe, inne niż 11

te, które pamiętałem. Po głębszym zastanowieniu się doszedłem

jednak do wniosku, że z powodu jakiś niezrozumiałych

dla mnie wydarzeń wszystko wydawało mi się

być inne niż było w rzeczywistości. Te spostrzeżenia pozwoliły

mi wysnuć wniosek, że musiało się wiele wydarzyć

w moim życiu. Byłem przekonany że wkrótce wszystko

sobie przypomnę. Powiedziałem sobie, że odpocznę

i będę z nową energią starał się rozwikłać tę zagadkę. Nagle

zdałem sobie sprawę z tego, że przecież nie mam od

dawna żadnych odczuć. Nie czuję ani bólu, ani radości.

Smutku czy żalu. Nie odczuwam nic. Jestem jakby zawieszony

miedzy jawą i snem. Jestem jakby w innym wymiarze.

Nie wiem jak to nazwać. Jest to dziwny stan. Czy jest

on lepszy czy gorszy od tego, który dotychczas znałem?

Nie wiem. Mam nadzieję, że przyszłość pokaże. W tej

chwili miałem w głowie mętlik. Zacząłem intensywnie

myśleć o przeszłości. Coś zaczęło się dziać w moim mó-

zgu. Obrazy które dotychczas gościły w moich myślach

zaczęły się zmieniać. Nabrały wyraźniejszych barw i przestały

się ruszać. Teraz byłem pewien, że wkrótce przypomnę

sobie wszystko. No i miałem rację. Stopniowo pamięć

zaczęła mi wracać. Przypomniałem sobie że miałem problemy

z samotnością. Nie mogłem się z tym pogodzić. To

było straszne uczucie. Dotychczas nie zdawałem sobie

sprawy z tego jak samotność może dokuczać. To mało powiedziane.

To jest coś gorszego od choroby. Potrafi wywrócić

całe dotychczasowe życie do góry nogami. Przypomniałem

sobie, że byłem już na skraju rozpaczy. Bardzo

źle czułem się w roli samotnego, starego człowieka. Od

dłuższego czasu usiłowałem to zmienić, ale nic z tego nie

wychodziło. Na poznanie znajomych tutaj nie mogłem liczyć.

Nie mogłem przecież po prostu podejść do kogoś na 12

ulicy i powiedzieć: „Cześć jestem bardzo samotny, chciał-

bym pogadać”. Wzięto by mnie za wariata. Mogłem szukać

szczęścia w kawiarniach. Albo na różnego rodzaju festynach,

których jest tutaj mnóstwo. Mogłem. Łatwo powiedzieć.

Biorąc pod uwagę moje finanse i ta możliwość pozostawała

w sferze marzeń. Znajomość z sąsiadami z klatki

schodowej ograniczała się tylko do zwykłego „dzień

dobry”. Nawiązanie dłuższej rozmowy nie było tu w zwyczaju.

Inna mentalność. Tutaj znajomości nawiązuje się

przeważnie w pracy. Ja niestety nie pracowałem. Więc

jakby z automatu skazany byłem na samotność. Pozostał

jeszcze internet. Tej możliwości chwyciłem się jak tonący

brzytwy. Przez kilka lat przeglądania różnych portali, poznałem

w sieci dziesiątki jeśli nie setki znajomych. Myślę

tu o kobietach. Szukałem bowiem partnerki, która wypeł-

niłaby tę pustkę i mogła cieszyć się ze mną resztką naszego

życia. Niestety nie znalazłem odpowiedniej kandydatki.

Później zrozumiałem że prawie wszystkie te kobiety

chciały poprawy swojej sytuacji materialnej. Tego niestety

nie mogłem im zapewnić. Było również kilka kobiet,

z którymi doskonale się rozumiałem. Niestety z powodu

ich sytuacji rodzinnych nie mogły opuścić bliskich i zamieszkać

ze mną. Szkoda. To wkurzało mnie najbardziej.

Nigdy nie sądziłem że tak wiele spraw w naszym życiu

może zależeć od pieniędzy. To było przerażające. Nigdy

wcześniej nie zastanawiałem się nad tym. Z natury rzeczy

jestem romantykiem i trochę, no może więcej niż trochę,

naiwnym człowiekiem. Sądziłem że wystarczy być w miarę

dobrym człowiekiem, aby znaleźć szczęście w życiu.

Naiwność w czystej postaci. Prawda? Tak ale póki co, nie

jestem w stanie zmienić nic lub prawie nic. Tak więc jestem

chyba rzeczywiście skazany na samotność. To mnie 13

naprawdę przeraża. Kobiety chyba są w stanie to zaakceptować.

Ja nie potraię. Próbując przypomnieć sobie przeszłość

zauważyłem, że pamiętam tylko część zdarzeń. To

było tak jakby zapisane na taśmie magnetofonowej wiadomości

w części zostały wymazane. Nie podobało mi się

to. Zacząłem zastanawiać się, co to mogło znaczyć. W mojej

głowie zaczęły rysować się pewne przypuszczenia. ale

były zbyt mgliste aby można było wysnuć z nich jakieś logiczne

wnioski. Musiałem uzbroić się w cierpliwość i czekać

co się wydarzy. Nie trwało to długo. Coś zaczęło zakłó-

cać moje myślenie. Wyraźnie słyszałem jakieś szumy

i trzaski. Chwilami wydawało mi się, że słyszę jakieś głosy.

Były niewyraźne ale byłem pewny, że ktoś jest obok

mnie. Chciałem krzyknąć, ale zdałem sobie sprawę że podobne

próby już przecież podejmowałem i jak dotąd bezskutecznie.

Ucieszyłem się, że coś zaczęło się zmieniać w

tej nienormalnej sytuacji. Nie mogłem się doczekać wyja-

śnienia wszystkiego. Nagle znowu usłyszałem jakieś szumy

i trzaski. Chwilami miałem wrażenie, jakby moje my-

ślenie ulegało zakłóceniu. Odniosłem dziwne odczucie

jakbym znajdował się gdzieś indziej. Jakby mój mózg znajdował

się poza moim ciałem. Zdumiało mnie to i trochę

zaniepokoiło. To odczucie bycia poza swoim ciałem było

tak silne, że prawie byłem pewien, że tak jest. Znowu usłyszałem

jakieś głosy. Próbowałem zrozumieć, co mówią te

osoby. Niestety na razie nic wyraźnego do mnie nie dotar-

ło. Ponieważ nie miałem nic konkretnego do roboty, przestałem

się tym przejmować. Bałem pewny, że prędzej czy

później dowiem się wszystkiego. W pewnym momencie

miałem wrażenie, że coś widzę. Zauważyłem, a właściwie

odczułem, że wokół mnie robi się jakby jaśniej. To na pewno

mi się nie śniło. Odczuwałem to bardzo mocno. Coś za-14

częło naprawdę się zmieniać. Do tego, od czasu do czasu,

dochodziły do mnie jakieś dźwięki. Byłem już pewny że

coś słyszę. Nagle poraził mnie okropny błysk. Tak jakby

piorun uderzył w pobliżu. Nie widziałem jeszcze nic, ale

powoli zacząłem rozróżniać zarysy jakiś kształtów. Najpierw

jakby za mgłą zobaczyłem pomieszczenie, a w nim

dużą ilość dziwnej aparatury. Były tam jakieś naczynia

w kształcie cylindrów. Część z nich ustawiona była pionowo,

część ułożona była poziomo na jakiś stołach. Niektóre

były przeźroczyste, inne wykonane chyba z jakiegoś metalu.

W tych przeźroczystych było coś, czego nie widzia-

łem wyraźnie. Wypełnione to było jakimś płynem. Wszystkie

te naczynia oplątane były różnymi rurkami i przewodami.

Obok stało mnóstwo różnych aparatów, przypominających

urządzenia wykorzystywane do różnych badań

medycznych. Miały klawiatury jak komputery i dużo róż-

nokolorowych lampek, które nieustannie mrugały. Wokół

kręcili się jacyś ludzie ubrani w białe kitle, które nosili lekarze

lub laboranci. Wymieniali między sobą jakieś uwagi,

przeglądali jakieś wyniki z tych, które nieustannie były

drukowane przez prawie wszystkie aparaty znajdujące

się w polu mojego widzenia. Ludzie ci szybko machali rę-

koma, jakby się kłócili. Niestety, mimo wysiłków czynionych

przeze mnie, niczego nie słyszałem. Nie wiem po raz

który zastanawiałem się, o co tutaj chodzi i gdzie ja jestem.

Chciałem coś powiedzieć, gdy nagle wszystko zniknęło.

Znowu wróciłem do punktu wyjścia. Ponieważ nic

nie widziałem i niczego nie słyszałem, miałem dużo czasu

na myślenie. Zastanowiło mnie jedno. Jeśli myślę logicznie,

to dlaczego nie potraię wytłumaczyć sobie co się tutaj

dzieje? Czegoś w tym wszystkim mi brakowało. Nie

wiedziałem tylko czego. Nagle doznałem olśnienia. Ja nie 15

odczuwam żadnych emocji. Myślę i tłumaczę sobie wszystko

czego doświadczam w taki sposób, jakbym oglądał jakiś

ilm. To było przerażające i dziwne zarazem. Miałem

świadomość tego, że to co tu się dzieje może budzić grozę,

a jednocześnie specjalnie tym się nie przejmowałem, ponieważ,

jak wcześniej stwierdziłem, nie odczuwam żadnych

emocji. Musiałem się zastanowić. Skoro jest tak jak

jest, to dlaczego tak jest? Miałem pewne podejrzenia ale

aby je potwierdzić, musiałem widzieć i słyszeć. Póki co,

ani jednego ani drugiego nie doświadczyłem. Nie miałem

innego wyjścia, jak uzbroić się w cierpliwość i czekać.

Przypomniałem sobie, że jakiś czas temu ukazało się dość

dużo informacji na temat kopiowania ludzkiego mózgu.

Ten temat bardzo mnie interesował. Pamiętam, że interesowały

się tym zagadnieniem również głowy największych

państw świata. Nie były to tylko doniesienia medialne,

mające na celu podniesienie oglądalności poszczególnych

stacji telewizyjnych, czy zwiększające czytelnictwo

poszczególnych wydawnictw. To musiał być poważny

problem. Nieśmiało zacząłem myśleć, że może jestem

uczestnikiem jakiegoś eksperymentu. Nie, to jest nieprawdopodobne.

Chociaż, jak dokładnie się temu przyjrzeć,

coś mogło być na rzeczy. Zastanowiło mnie to co widzia-

łem przed chwilą. To pomieszczenie pełne jakiś aparatów,

komputerów i dziwnych pojemników. Przypominało to jakieś

laboratorium. Podejrzenia te uprawdopodobniały

jeszcze moje doznania. Pozbawione one były przecież jakichkolwiek

odczuć czy emocji. Czyżby skopiowano mój

mózg? Ta myśl sparaliżowała mnie. Nie wiem dlaczego

tak pomyślałem. Przecież, jak już wcześniej stwierdziłem,

nie odczuwałem żadnych emocji. To stwierdzenie wypowiedziane

przed chwilą, pozwalało spojrzeć na ten pro-16

blem trochę inaczej, bardziej optymistycznie. Skoro myślę

„normalnie” to chyba nie jest zupełnie tak źle, jak myśla-

łem. Chyba nie jestem tylko kopią samego siebie. Ściślej

mówiąc – kopią swojego mózgu. Ale może tylko, na skutek

jakiś wydarzeń, choroby lub wypadku, część funkcji mojego

mózgu uległa uszkodzeniu. Takie myślenie trochę mnie

uspokoiło. Miałem tylko nadzieję, że te domniemane

uszkodzenia nie są zbyt rozległe i uda się je jakoś naprawić.

Na razie postanowiłem nie wracać do tego tematu.

Chciałem skoncentrować się na próbie znalezienia sposobu

na to, bym odzyskał zdolność słyszenia i widzenia. Muszę

przyznać, że obecny stan nie tylko był dla mnie niewygodny,

ale również bardzo mnie wkurzał. Trochę mnie te

rozmyślania zmęczyły. Miałem ochotę na małą drzemkę.

Chciałem zamknąć oczy, ale uświadomiłem sobie, że to

niemożliwe. Zatopiłem się wobec tego w swoich myślach

i zapadłem w rodzaj czegoś na kształt drzemki. Po jakimś

czasie, kiedy wydawało mi się, że odpocząłem, znowu zacząłem

się zastanawiać. Po chwili zapadłem w drzemkę

i tak na okrągło. Myślenie, drzemka i myślenie. Jak na razie

nic z tego nie wynikało. Nie posunąłem się ani o krok

do zrozumienia tego wszystkiego, co tu się dzieje. Nie

wiem, ile razy ten cykl się powtarzał, ale wreszcie znowu

usłyszałem jakieś szumy. Bardzo się z tego ucieszyłem

i z niecierpliwością czekałem na to, co niewątpliwie miało

się wydarzyć. Nagle wszystko stało się jasne i to w dosłownym

tego znaczeniu. Znowu ujrzałem to pomieszczenie

przypominające laboratorium. Wrócił mi również

słuch. Usłyszałem głos i zobaczyłem osobę, do której należał.

Była to kobieta po trzydziestce, bardzo ładna. Byłem

przekonany, że dawno nie widziałem nikogo, a kobiet

w szczególności, więc z tym większym zainteresowaniem 17

przyglądałem się jej postaci. Pięknej, muszę to stwierdzić,

postaci. Nie byłem pewien, co mnie bardziej interesuje.

Ona jako kobieta, czy jaką funkcję tutaj pełni. Tak bardzo

byłem nią zainteresowany, że nie zauważyłem kilku innych

postaci, które również znajdowały się w tym pomieszczeniu.

Wzdrygnąłem się więc, kiedy jedna z tych

postaci. Tych mężczyzn, bo pozostałe osoby przebywają-

ce w tym pomieszczeniu to byli mężczyźni, zwróciła się

do tej kobiety i zapytała:

– No i co pani o tym myśli pani profesor?

„Ocho”, pomyślałem sobie. Taka młoda, piękna a w dodatku

już profesor. Musi być naprawdę mądra.18

ROZDZIAŁ II

Oparła się o jedno z urządzeń i powiedziała.

– Panowie. Jak wiecie przyjechałam tutaj, aby nadzorować

prace badawcze nad nowymi teoriami dotyczą-

cymi ludzkiego mózgu. Początkowo miał to być tylko

nadzór polegający na sprawdzaniu pewnych pomysłów

i ich ewentualnego zastosowania w praktyce. Szczęśliwym

zbiegiem okoliczności stało się inaczej. Stworzyła

się możliwość sprawdzenia jednej z teorii w praktyce.

Teorii o kopiowaniu ludzkich mózgów. Teoria ta budziła

i nadal budzi wiele kontrowersji. Ogólnie rzecz ujmując,

główne jej tezy zakładają, że możliwe jest skopiowanie

mózgu na takim nośniku jak popularny pendrive. Oczywi-

ście w nieco zmodyikowanej formie. Samo skopiowanie

z punktu technicznego jest stosunkowo proste. Trudności

tkwią głównie w problemach etycznych i prawnych. Do

dzisiaj nikt nie miał pojęcia jak zachowa się skopiowany

mózg. Jeszcze większą zagadką jest to, co będzie się działo

z prawdziwym mózgiem i jakie będą ich wzajemne relacje.

Dzisiaj mamy historyczną szansę poznać odpowiedzi

na większość dręczących ludzi nauki pytań.

To, co usłyszałem dosłownie mnie zamurowało. Powiedziałbym

więcej, odjęło mi mowę. Takiego obrotu sprawy

nie oczekiwałem. Myślałem o różnych rozwiązaniach, ale

nie spodziewałem się tego, co usłyszałem. Byłem w totalnym

szoku. Nie wiedziałem jeszcze wszystkiego a coraz

więcej pytań rodziło się w mojej głowie. Na szczęście nie 19

musiałem sobie łamać głowy poszukując samemu odpowiedzi.

Profesor Ann, jak przed chwilą przedstawiła się,

zaczęła mówić dalej. Zaczerpnęła duży łyk powietrza

i rozpoczęła od swojego ulubionego zwrotu „panowie”:

– Jak już wszyscy wiecie lub domyślacie się, pracujemy

wszyscy nad niezwykle ważnym dla całej ludzkości

projektem. Nazwaliśmy go M-projekt. Nie wiecie jednak

wszystkiego. Jestem więc tutaj aby wyjaśnić wam wszystko.

No może nie od razu i nie do końca. Zapewniam was

jednak że w odpowiednim czasie wszystko stanie się dla

was jasne. Na razie muszę uświadomić wam, że od pracy

nas wszystkich zależy powodzenie tego niezwykłego eksperymentu.

Nie ukrywam, że praca ta będzie wymagała

bezwzględnego podporządkowania jej wszystkich dotychczasowych

aspektów waszego życia.

– Zaraz, zaraz, a co w pani przypadku? – Odezwał się

ktoś z głębi tego jakby laboratorium. – Jak dobrze zrozumiałem,

to my mamy poświęcić wszystko dla projektu,

którego założeń tak do końca nie znamy, a pani nie?

–To nie tak – odpowiedziała. – Zagadnienia które muszę

tu poruszyć są tak skomplikowane, że wymagają naprawdę

dużo czasu, bym je mogła właściwie wam przekazać

i dużo cierpliwości z panów strony, aby w pełni je

zrozumieć. Odpowiadając na pana pytanie: Ja oczywiście

również poświęcić muszę wszystko. Robię to już zresztą

od dość dawna. Różnica między nami polega na tym, że

ja wiem o M-projekcie wszystko, panowie jeszcze nie. Być

może niektórzy z was nigdy nie dowiedzą się wszystkiego

ale to zależy wyłącznie od waszej pracy, zaangażowania

i osiąganych wyników. Teraz chciałam poddać panów ma-

łemu testowi. Odpowiedzcie mi na kilka pytań: Czy wiecie,

że zostaliście specjalnie wybrani do tego projektu? 20

Czy pamiętacie, jak tutaj trailiście? Czy wiecie chociaż,

gdzie dotychczas pracowaliście?

Po tych pytaniach wśród zgromadzonych zapanowało

poruszenie. Chwilę trwała zupełna cisza. Kiedy wydawa-

ło się, że ktoś wreszcie odezwie się, pani profesor powiedziała.

– No właśnie. Tego się spodziewałam. Nie wiecie nic, bo

nic nie pamiętacie. Zostaliście nie tylko specjalnie wybrani

do prac nad tym projektem, ale jednocześnie od dawna

w nim uczestniczycie. Jesteście nieustannie poddawani

pewnym doświadczeniom.

W pomieszczeniu zawrzało jak w ulu.

– Jak tak można, co pani sobie myśli?

– Nie jesteśmy niewolnikami. Nie można nami manipulować,

a tym bardziej wykorzystywać do pracy nad czymś,

o czym nie mamy pojęcia, czemu ma to służyć.

Wszyscy przekrzykiwali się wzajemnie. Zadawali pytania

a właściwie krzyczeli, tak że oprócz słów „skandal”,

„protestujemy”, nic sensownego nie można było usłyszeć.

 – Panowie, panowie, proszę o spokój – powiedziała

profesor Ann. – Takimi metodami do niczego nie dojdziemy.

Wy niczego nie dowiecie się a kiedy ja stracę cierpliwość,

nie będę mała ochoty na wyjaśnienia. Proponuję

panom krótką przerwę, a później wrócimy do tematu. Teraz

zapraszam na kawę.

Powoli emocje opadły. Wszyscy opuścili pomieszczenie

i udali się jak mniemam na kawę. Szkoda, że tak to się

skończyło. To przedstawienie, którego byłem świadkiem,

było bardzo ciekawe. Zaczęło mi się tutaj podobać, mimo

tego, że jak dotąd niewiele z tego rozumiałem. Jednego

byłem pewien. Zapowiadał się bardzo interesujący ciąg

dalszy i z pewnością ja w nim musiałem odegrać ważną 21

rolę. Po jakimś czasie wszyscy wrócili. Usiedli na krzesłach,

których kilka znajdowało się wokół tych różnych

aparatów. Pani Ann stała oparta o jeden ze zgromadzonych

tu aparatów. Przyglądała się chwilę zgromadzonym

i powiedziała:

– Spodziewałam się pytań z panów strony, ale tak gwał-

towna reakcja trochę mnie zaskoczyła. Jak sami widzicie,

w nauce nic nie jest pewne. Możliwe są różne, czasem

nieprzewidziane, reakcje. Dlatego tutaj jesteście, by swoją

pracą wyeliminować ryzyko powstania nieprzewidzianych

sytuacji. Postaram się możliwie jasno określić wasze

zdania, jak również wyjaśnić wszystkie wątpliwości zwią-

zane z waszym pobytem tutaj. Tak więc panowie, zacznę

od tego, dlaczego nic nie pamiętacie. Otóż jak wspomnia-

łam byliście i nadal w pewnym stopniu jesteście poddawani

eksperymentom naukowym. Jest to konieczne, aby

można było w pełni wykorzystać waszą wiedzę, doświadczenie

i umiejętności z różnych dziedzin medycyny. Na

przykład z genetyki, neurochirurgii czy neurobiologii. Są

również wśród was wybitni specjaliści z innych dziedzin.

Dodam tylko, że przy tym projekcie od kilku lat pracuje

kilkuset naukowców z całego świata. Wy, panowie, jesteście

elitą elit, więc nie wątpię w sukces tego przedsię-

wzięcia. Niestety, ze względów bezpieczeństwa szefostwo

tego projektu musiało zastosować wobec was szczególne

metody, tak aby nikt niepowołany nie mógł mieć dostępu

do wyników badań. Wyobraźcie sobie panowie, co mogłoby

się stać, gdyby jacyś terroryści mieli możliwość wykorzystywania

ludzi do swoich celów, mogąc w pełni kontrolować

ich mózgi. Dotychczas wszyscy jak tu jesteście,

byliście pewni, że nie jest to możliwe i pewnie nigdy nie

będzie. Otóż mylicie się. Stanie się to szybciej, niż wam się 22

zdaje. Mało tego, wy będziecie w dużej mierze tego twórcami.

Zresztą to już w pewnym sensie się dzieje. Ponownie.

Teraz i z tego miejsca w imieniu szefostwa tego projektu

i swoim chcę was przeprosić, że bez waszej zgody

poddaliśmy was pewnym eksperymentom. Uwierzcie, że

to było konieczne. Choć ingerowało to w najgłębsze sfery

waszego życia, było to niezbędne. Byliście i nadal jesteście

poddawani działaniu pewnego rodzaju hipnozy. Nie mogę

zdradzić wam wszystkich szczegółów, ale ogólnie polega

to na tym, że pewne obszary waszych mózgów zastały

czasowo wyłączone lub raczej wyparte z waszej świadomości.

Oczywiście, wszystkie dotychczas nabyte wiadomości

i umiejętności nadal są zachowane. Zdolności do

kreatywnej działalności również. Chwilowo tylko wasza

świadomość została wyłączona. Nie wszystko jeszcze jest

jasne, dlatego potrzebna jest wasza pomoc. Mam nadzieję,

że rozumiecie nasze postępowanie. Przy tak kontrowersyjnych

opiniach naukowców na temat podjęcia badań

nad ludzkim mózgiem, a w konsekwencji przejęcia kontroli

nad nim, namówienie odpowiedniej liczby badaczy

do podjęcia się tego zadania było niemożliwe. Oczywiście

zawsze znajdą się ludzie, którzy dla zaspokojenia swoich

chorych planów gotowi są na wszystko. Nie o to nam jednak

chodzi. Nasz plan realizowany jest praktycznie przez

wszystkie postępowe państwa świata przestrzegające zasad

demokratycznych. Projekt z uwagi na jego charakter

wymaga szczególnej ochrony i zastosowania specjalnych

sposobów, tak aby nikt niepowołany nie mógł skorzystać

z jego wyników. Niestety, jak okazało się w praktyce, nie

wszystkie nasze założenia sprawdziły się tak, jak zakładaliśmy.

Nie sprawdziły się przewidywania, że poddanie panów

pewnego rodzaju hipnozie pozwoli pracować wam 23

z pełnym zaangażowaniem nad projektem. Okazało się, że

wasza kreatywność w poszukiwaniu najlepszych rozwią-

zań nie przyniosła oczekiwanych wyników. Udało nam się

co prawda kierować waszymi poczynaniami, wpływać na

sposób waszego myślenia. czy zapominania o przeszłości.

Zadbaliśmy również o stworzenie odpowiednich legend

uprawdopodobniających wasze zniknięcie. Nie muszę

teraz opowiadać wam o tym, bo niedługo i tak niektóre

funkcje waszych mózgów zostaną przywrócone i przypomnicie

sobie prawie wszystko. Mówię prawie, ponieważ

dopóki nie będziemy mieli pewności, że projekt będzie

bezpieczny. Niestety wszystkiego sobie nie przypomnicie.

Nie wszystko również będziecie pamiętać. Przepraszam,

ale tak będzie lepiej dla wszystkich. Uwierzcie mi, że nie

było i nie ma innej możliwości, aby ten projekt doprowadzić

do końca. Myśleliśmy co prawda żeby przywrócić

wam pamięć w całości i sprowadzić tutaj wasze rodziny.

Niestety nie jest to jeszcze możliwe. Mówię z wami panowie

tak szczerze, ponieważ poznaliśmy tajemnicę jak

dokładnie kierować waszymi umysłami w sferze życia

osobistego. W każdej sekundzie możemy spowodować że

będziecie mogli coś sobie przypomnieć lub o czymś zapomnieć.

Jednej rzeczy tylko nie możemy zrobić a mianowicie

nie możemy zmotywować was do lepszej pracy. Tutaj

musicie mieć pełna świadomość tego co robicie. Musicie

znać dokładnie cele jakie macie zrealizować. Mamy pewne

pomysły, ale musimy je przedyskutować. Mogę wam

tylko powiedzieć, że według nas, najlepszym sposobem

na zwiększenie waszych wysiłków w zrealizowanie projektu,

będzie sprowadzenie tutaj waszych rodzin. To jednak

będzie wymagało od was starannego przemyślenia

wszystkich za i przeciw tego pomysłu. My jesteśmy przy-24

gotowani na wiele wariantów. Na jakiś czas przywrócimy

wam pamięć. Wrócą do was wasze poglądy na tematy

związane z pracami nad ludzkim mózgiem które wyznawaliście

przed podjęciem prac nad tym projektem.

W tym momencie pani Ann odebrała telefon i powiedziała:

„zaraz będę”.

– Panowie niestety muszę was opuścić na chwilę. Dokończę

później.

Coś jeszcze powiedziała, nie dosłyszałem, Po jej wyj-

ściu wszyscy zachowywali się na pozór normalnie. Wydawało

się, że każdy z uczestników tej narady czy raczej

zebrania zachowywał się normalnie. Część rozmawiała

z sobą, część zajmowała się wykonywaniem prac, które

już wcześniej robili. Wpatrywali się w ekrany przyrzą-

dów, czy dokonywali jakiś pomiarów. Niby wszystko było

w porządku, a jednak wydawało mi się to dziwne. „Coś

jest nie tak”, pomyślałem. Zdumiała mnie ich reakcja a raczej

jej brak na to czego dowiedzieli się od pani profesor

Ann. Nikt nie wyraził zdziwienia, nikt o nic nie zapytał ani

nikt niczemu się nie dziwił. To było zastanawiające. Gdybym

ja dowiedział się tego wszystkiego, moja reakcja by-

łaby zupełnie inna. Minął jakiś czas, gdy nagle otworzyły

się drzwi i weszła pani profesor Ann. Popatrzyła na mnie

i powiedziała.

– Wiem, że jesteś świadomy tego, co się tutaj dzieje.

Nie nadszedł jednak jeszcze czas, abyś mógł dowiedzieć

się czegoś więcej. Nie przyniosło by to zresztą korzyści

nikomu. To, że nie wiesz, może nam tylko pomóc. Na razie

wszystko musi zostać tak jak jest. Możesz obserwować

wszystkich, słuchać, co mówią i próbować wyciągać z tego

wnioski. Mogą one być nam bardzo pomocne. Myślę, że już

niedługo będziesz mógł porozumiewać się ze mną w mia-25

rę normalnie. Na razie myśl, myśl bardzo intensywnie

M-1. Do zobaczenia, powiedziała i wyszła z laboratorium.

Oniemiałem. Nie nazwała mnie po imieniu, nie wymieniła

też mojego nazwiska. Nazwała mnie M-1, jakbym był

jakąś maszyną a nie człowiekiem. Nagle coś jakby prąd

przeszło przez mój mózg. Ogarnęło mnie dziwne uczucie.

Coś na kształt przerażenia, ale odczucie tego było jakieś

inne. Czyżby moje przypuszczenia były trafne? Nie, nie

chcę jeszcze o tym myśleć. Nie wiem jeszcze wszystkiego.

Mogę więc dojść do fałszywych wniosków. Muszę wobec

tego poczekać. Musiałem się nad tym dokładnie zastanowić,

a przede wszystkim uporządkować wszystkie informacje

które do mnie docierały. Na początek zacząłem zastanawiać

się, co tak naprawdę wiem. Pamiętam niezbyt

wiele z mojej przeszłości. To fakt. Jednocześnie w miarę

upływu czasu coraz więcej informacji docierało do mnie.

Mam nadzieję, że za jakiś czas wszystko stanie się jasne.

Wszystko zrozumiem. Ważniejsze, jak mi się zdaje, jest to,

co dzieje się teraz wokół mnie. Znajduję się w jakimś laboratorium

i poddawany jestem jakimś eksperymentom.

Chociaż co do tego ostatniego przypuszczenia, nie mam

całkowitej pewności. Zdolność widzenia i słyszenia mam

ograniczoną. Wygląda to tak, jakby ktoś sterował tymi

zmysłami. Włączał je i wyłączał tylko na określony czas

i w zakresie tylko takim, jaki mu odpowiada. Jeśli chodzi

o możliwość porozumiewania się, to nie ma takiej możliwości.

Nie mogę sobie tego w żaden sposób wytłumaczyć.

Dlaczego, chociaż w ograniczonym zakresie, ale jednak

widzę i słyszę, a mówić nie mogę? Czyżby moje narządy

mowy uległy uszkodzeniu? A może jest inne wytłumaczenie,

którego nie znam. Jestem przekonany, że wszystkie

odpowiedzi zna pani profesor Ann. Tylko jak mam do niej 26

dotrzeć. W jaki sposób mam się z nią porozumieć. Jestem

całkowicie od niej zależny. Denerwowała mnie ta sytuacja.

Byłem przekonany, że bez jej pomocy nie rozwiążę tej zagadki.

Jednocześnie miałem przeczucie, że ona również

potrzebuje jakieś formy pomocy z mojej strony. To dawało

mi pewność, że niedługo nastąpi jakiś przełom i wreszcie

będę mógł dowiedzieć się, o co tu tak naprawdę chodzi.

Dlaczego nie czuję mojego ciała? Dlaczego nie mogę się

ruszać? I najważniejsza sprawa. Dlaczego nie odczuwam

żadnych emocji? Na wszystko co tutaj się dzieje, reaguję

dziwnym spokojem. Wygląda to tak, jakby nie dotyczyło

to mnie, a tak, jakbym oglądał jakiś ilm. Nie rozumiałem

tego i dlatego ciągle te pytania krążyły w mojej głowie.

No właśnie, pomyślałem „w głowie”, ale pomyślałem tak

chyba z przyzwyczajenia. Bo tak naprawdę te wszystkie

odczucia były jakieś inne niż wcześniej i tak naprawdę

nie byłem pewien, czy ja mam jeszcze głowę. Czy mam

jeszcze cokolwiek prócz świadomości, że w ogóle coś się

wokół dzieje. Doszedłem do przekonania, że sam tego

nie rozstrzygnę. Po jakimś czasie zacząłem znowu zastanawiać

się nad tą absurdalną i niewytłumaczalną sytuacją.

Spróbowałem jednak spojrzeć na to inaczej. Po tym

jak pani profesor nazwała mnie M-1, moje myśli powę-

drowały w inną stronę. Usiłowałem przypomnieć sobie

wszystko co wiedziałem o badaniach prowadzonych na

całym świecie dotyczących przedłużania ludzkiego życia

i produkcji narządów, które można by było wykorzystać

automatycznie do wymiany uszkodzonych, bez konieczności

transplantacji. Przypomniałem sobie, że zagadnienia

te bardzo mnie interesowały. Wiem, że siedziałem

godzinami przed komputerem, aby znaleźć jak najwięcej

informacji. Najbardziej interesowałem się badaniami nad 27

ludzkim mózgiem, możliwością kierowania nim na odległość,

a przede wszystkim możliwością jego skopiowania.

Gdyby to się udało, byłby to moim zdaniem wstęp do

nieśmiertelności. Początkowo bardzo dużo na ten temat

mówiono i pisano. Budziło to bardzo dużo kontrowersji

i emocji nie tylko wśród naukowców, ale również wśród

zwykłych ludzi. Po jakimś czasie informacje o tych badaniach

były coraz rzadsze. Zaczęto pisać, że nie przynosi to

spodziewanych efektów. Poza tym badanie tych zagadnień

jest wątpliwe pod względem etycznym. Nie można tego

również umiejscowić w ramach prawnych. To w zasadzie

wszystko, co o tych zagadnieniach wiedziałem. Z innych

spraw dotyczących bezpośrednio mnie zapamiętam tylko,

że miałem poważne problemy ze zdrowiem. Nie mogłem

przypomnieć sobie jednak, co tak naprawdę się wydarzy-

ło. Dlaczego tutaj traiłem, jak długo tu jestem i dlaczego.

Wiedziałem że sam nie znajdę odpowiedzi na te pytania.

Jedyna nadzieja w pani profesor Ann. Tylko ona może mi

pomóc. Tylko jak do niej dotrzeć?28

ROZDZIAŁ III

Przez dłuższy czas nic się nie działo. Po jakiś dwóch

może trzech dniach, przyszła do mnie profesor Ann. Była

jakaś smutna. Chciałem ją pocieszyć, ale nie wiedziałem

jak. Spojrzała na mnie i powiedziała.

– Wiem, że już domyślasz się, co tu się dzieje, ale wiesz

zbyt mało, aby to zrozumieć. Powiem tobie, że mamy poważne

kłopoty z kontynuowaniem naszego programu,

programu o którym już słyszałeś. Chodzi ogólnie o kontrolę

nad ludzkim mózgiem. Cały czas zastanawiam się, co

mam zrobić najpierw. Czy mam powiedzieć tobie wszystko,

czy tylko część. Dotychczas byłam prawie pewna, że

wystarczy uchylić tylko rąbka tajemnicy. Teraz wobec zaistnienia

nowych okoliczności nie jestem tego tak pewna.

Nie wiem jak byś zareagował na pełną wiedzę o wszystkich

już wykonanych, jak również planowanych eksperymentach.

Nie wiem również, czy ta wiedza przekazana

tobie pomogła by nam, czy może zaszkodziła. Postanowi-

łam wprowadzać cię w szczegóły stopniowo. Na początek

powiem, że planowanie przez nas podporządkowanie sobie

wybranych uczonych i za pomocą odpowiednich technik

zmuszenie ich do twórczego myślenia, nie powiodła

się. Wydawało nam się, że dysponujemy już odpowiednią

techniką, która pozwala na całkowitą akceptacją wybranych

osób, że można skłonić te osoby nie tylko do normalnej

pracy, ale przede wszystkim do pracy twórczej. Tylko

taka bowiem praca może być pomocna w realizacji nasze-29

go projektu. W tym miejscu muszę zapoznać cię z wynikami

badań prowadzonych jeszcze w ubiegłym wieku przez

niektórych uczonych. Mam tutaj przede wszystkim na

myśli doktora Rudolfa Heesa i doktora Delgado. Badania

tego ostatniego są szczególnie interesujące. Prowadził on

doświadczenia z wszczepianiem do ludzkiego mózgu implantów,

za pomocą których można by kierować zachowaniami

ludzi. Doświadczenia przeprowadzane na małpach,

dały bardzo ciekawe wyniki. Okazało się, że stymulując

implanty umieszczone w odpowiednich strukturach mó-

zgu, poszczególne części ciała wykonywały określone

czynności. Można było dość precyzyjnie nie tylko przewidzieć

te reakcje, ale również prawie całkowicie nad nimi

panować. Doktor Delgado zastosował tzw. „Chip biologiczny”.

Stymulacja tego chipu następowała drogą radiową.

Nie potrzebne były żadne kable. Z odległości kilku kilometrów

można było sterować tymi implantami. Doktor

Delgado zaczynał swoje badania w Hiszpanii w latach

sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Wywoływały one

ogromne zainteresowanie, ale również wiele kontrowersji.

Kiedy doktor Delgado postanowił zająć się w swoich

badaniach ludźmi a ściślej mówiąc ich mózgami, atmosfera

wytworzona w środowisku naukowców i nie tylko, nie

sprzyjała badaniom. Doktor Delgado wyjechał do USA,

gdzie kontynuował swoje badania. Towarzyszyło temu

ogromne zainteresowanie. Po jakimś czasie informacje

o jego pracach stawały się coraz bardziej lakoniczne, a następnie

przestały w ogóle się ukazywać. Kiedy zaczęły krą-

żyć pogłoski o jego współpracy z rządem Stanów Zjednoczonych

i uczestnictwie w najbardziej tajnych projektach,

Delgado wrócił do Hiszpanii i założył mały prywatny

ośrodek badawczy. Oicjalnie nie zajmował się już bada-30

niami nad ludzkim mózgiem. To nie było prawdą. Z uwagi

na doniosłość tych badań trzeba było stworzyć legendę

o wycofaniu się z tych badań. W rzeczywistości badania

prowadzone były nadal, z tą różnicą, że miały wsparcie

rządu i praktycznie nieokreślone środki inansowe. Oczywiście

otoczone to zostało największą tajemnicą. Badania

trwały a wyniki były bardzo obiecujące. W wielu przypadkach

udało się prawie całkowicie przejąć kontrolę nad

ludzkim mózgiem, a co za tym idzie, możliwość wpływania

na decyzję podejmowaną przez poszczególne osoby.

Początkowo wydawało się, że już nic nie stoi na przeszkodzie

do przejęcia kontroli nad praktycznie wszystkimi

ludźmi na całym świecie. Niestety po śmierci doktora Delgado,

okazało się że nie wszystko jest już takie oczywiste,

jak dotychczas się wydawało. Przez kilka lat w badaniach

tych nie zanotowano właściwie jakiegoś niezwykłego odkrycia.

Po pewnym czasie jeden z asystentów doktora

Delgado, poszukując materiałów do pracy doktorskiej,

natknął się w jego prywatnych zbiorach na ciekawe tezy

w sprawie kopiowania ludzkiego mózgu. Natychmiast powiadomił

o tym odpowiednie władze. Po kilku dniach wyjechał

do USA i rozpoczął pracę nad tezami, które sformu-

łował przed swoją śmiercią doktor Delgado. Po kilku latach

wytężonej pracy w super tajnym ośrodku badawczym,

naukowcy postanowili sprawdzić te teorie w praktyce.

Od tego momentu wszelkie informacje, dotyczące

prac nad tymi zagadnieniami, zostały utajnione. Mogę powiedzieć

ci tylko tyle, że prace te zostały przeniesione do

super tajnych ośrodków w Stanach. Zaczęto zdawać sobie

sprawę z tego, jaką wartość posiadają dotychczasowe do-

świadczenie i jakie są potencjalne możliwości ich zastosowania.

Rządy Stanów Zjednoczonych i nie tylko przezna-31

czyły gigantyczne kwoty na badania, w tym na budowę

specjalistycznych ośrodków badawczych. Nie udało się

niestety zupełnie odwrócić uwagi opinii społecznej od

tych badań. Nie udało się również utajnić wszystkiego. Temat

był tak interesujący, że mimo ogromnego wysiłku odpowiednich

służb, włożonego w ochronę tych prac przed

dostępem osób niepożądanych, część tych informacji

przeniknęła do wiadomości publicznej. Na szczęście

z uwagi na to, że część tych informacji wzajemnie się wykluczała,

ten przeciek nie był zagrożeniem dla naszego

projektu. Niestety i te cząstkowe i wzajemnie czasem wykluczające

się informacje spowodowały niespotykaną

dyskusję w środowiskach naukowych. Wielu naukowców

chciało jak najszybszego kontynuowania badań. Część

specjalistów była jednak przeciwna tym badaniom. Byli

jednak i tacy, którzy nie byli co prawda przeciwni, ale

wskazywali na wiele negatywnych skutków takich badań.

Wskazywali również na niebezpieczeństwo wymknięcia

się tych eksperymentów spod kontroli. Byli gotowi na

współpracę, ale pod pewnymi warunkami. Dostrzegali

wiele pozytywnych stron tych badań, jednak uważali, że

dopiero po ustanowieniu pewnych ram prawnych, w któ-

rych można zawrzeć te doświadczenia i rozwiązania problemów

etycznych, można badania kontynuować. Te dyskusje

w znacznym stopniu utrudniały prace nad badaniami

dotyczącymi głównie ludzkiego mózgu. Badania te

obejmowały tak wiele różnych zagadnień, że wymagały

współpracy większości naukowców z całego świata. Skala

tego przedsięwzięcia była tak ogromna, że w pewnym

momencie kierownictwo projektu uświadomiło sobie, że

jeśli nie namówi się do współpracy odpowiedniej liczby

specjalistów, nie uda się kontynuować badań. Zaczęto go-32

rączkowo poszukiwać rozwiązania. Początkowo zapraszano

tych niezdecydowanych na rozmowy indywidualne

do odpowiednich ośrodków badawczych. Próbowano

przekonać ich do projektu. Pokazywano dotychczasowe

wyniki badań nad zwierzętami. Pokazywano jak za pomocą

implantów wszczepionych w odpowiednie rejony mó-

zgu można wywoływać określone reakcje. Za pomocą fal

radiowych, można pozbawić zwierzęta np. agresji, lub ją

wywołać. Można również bez problemu sterować innymi

uczuciami. Jeśli chodzi o doświadczeniami ze zwierzętami

w zasadzie wśród naukowców panowała zgoda. Uwa-

żano, że badania generalnie trzeba kontynuować. Kiedy

jednak pokazano im część badań nad mózgiem ludzkim,

zgody nie było, mimo że z uwagi na bezpieczeństwo Stanów

Zjednoczonych, innym państwom uczestniczących

w tych badaniach i właściwie całej ludzkości, pokazano

im tylko niewielką część osiągniętych wyników. Temat ten

wywołał niespotykane emocje. Rozmowy z tymi specjalistami

trwały miesiącami a kompromisu nie osiągnięto.

Możliwość, że badania te trzeba będzie przerwać lub co

gorsza zakończyć, stawała się coraz bardziej realna. Trzeba

było znaleźć jakiś inny sposób, aby przekonać tę część

uczonych do zmiany swoich stanowisk i przystąpienia do

badań. Rozmowy zostały przerwane. Kierownictwo postanowiło,

że do czasu znalezienia sposobu na skłonienie

specjalistów do współpracy, cały wysiłek i większość funduszy

zostanie przeznaczona na zbudowanie super tajnych

laboratoriów z odpowiednim zapleczem nie tylko

badawczym, ale również z całą infrastrukturą niezbędną

do życia tysięcy ludzi. Tam zapewnione mają być warunki

nie tylko do pracy, ale również do nauki i wypoczynku.

Pracować tam, uczyć się i wypoczywać będą nie tylko pra-33

cownicy tych ośrodków, ale również ich rodziny. Poza tym

ośrodki te nie mogą być widoczne z zewnątrz. Będą niewykrywalne

nawet z kosmosu. Również nie będą niewykrywalne

przez żadną dostępną współczesnej nauce aparaturę.

Nikt niepowołany nie będzie w stanie niczego się

domyślić. Pozostał teraz do rozwiązania największy problem.

Co zrobić, aby wszyscy dobrowolnie zgodzili się

pracować i zamieszkać w takim ośrodku. Postanowiono

jeszcze raz dokładnie przeanalizować odnalezione przypadkiem

ostatnie zapiski doktora Delgado, czynione przed

jego śmiercią. W tym celu grupa naukowców udała się do

Hiszpanii, by przeszukać wszystkie miejsca, w których

doktor Delgado prowadził swoje badania. Chciano również

przeszukać wszystkie jego prywatne posiadłości.

Było to o tyle trudne, że od jakiegoś czasu temat badań

nad ludzkim mózgiem znów stał się tematem coraz większego

zainteresowania mediów. Mimo tych utrudnień

udało się w całkowitej tajemnicy zrealizować tą misję.

Znaleziono wiele interesujących materiałów, wcześniej

nikomu nieznanych. Po ich przewiezieniu do Stanów, zajęto

się dokładną analizą zawartego tam materiału. Zdobyto

cenne wskazówki, które dawały nadzieję, że nareszcie

prace nad projektem ruszą pełną parą i we właściwym

kierunku. Przez kilka lat zrobiono bardzo dużo na rzecz

naszego projektu. Ponieważ dotychczasowe doświadczenia,

początkowo bardzo obiecujące, w pewnym momencie

zostały zahamowane, nikt nie mógł znaleźć sposobu na

dokonanie znacznego przełomu w prowadzonych badaniach.

Teraz skoncentrowano się na sprawdzeniu pomysłów

doktora Delgado. Po wielu miesiącach intensywnych

prac opracowano sposób, który dawał duże szanse na

sprawdzenie w praktyce teoretycznych rozważań. Cały 34

program podzielono na kilka zagadnień, które były ściśle

powiązane z sobą. Teraz od naukowców będziemy wymagać

dzielenia się z wszystkimi osobami, pracującymi nad

Projektem nie tylko osiągniętymi wynikami, ale również

różnego rodzajami pomysłami które przyjdą im do głowy.

Nawet tymi najbardziej z pozoru absurdalnymi. Zobowią-

zano ich do uczestniczenia w codziennej naradzie, przypominającej

klasyczną „burzę mózgów”. Ten pomysł

wkrótce zaczął przynosić niezwykłe rezultaty. Wydawało

się, że wkrótce całe postawione przed naukowcami cele

zostaną zrealizowane i największe tajemnice z tym zwią-

zane zostaną odkryte.

Profesor Ann przerwała na chwilę. Potem powiedziała,

że postanowiła jeszcze zdradzić mi parę szczegółów. Plan

o którym mówiłam ci wcześniej, zakładał głównie badania

nad skopiowaniem ludzkiego mózgu, ale również prowadzeniem

prac nad odmłodzeniem ludzkiego ciała. Jak

się pewnie domyślasz, docelowo chodziło o znalezienie

sposobu na nieśmiertelność. Nie dziw się. Dotychczasowe

prace teoretyczne uprawdopodobniały taką możliwość.

Dotychczas z powodu różnych ograniczeń dotyczących

zagadnień prawnych i etycznych, prace nasze nie mogły

być prowadzone w taki sposób jakbyśmy sobie życzyli.

Nie przypuszczaliśmy jak ważne są to sprawy dla niektó-

rych grup społecznych. Poświęciliśmy wiele energii na

przekonanie wszystkich pracujących na rzecz projektu

do naszych racji. Niestety, ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu,

nie było to takie proste. Powiem więcej. Z tych

właśnie powodów prace praktycznie nie posuwały się naprzód.

Kierownictwo gorączkowo poszukiwało sposobu

na rozwiązanie tego problemu. Kiedy wydawało się, że

porozumienie w takich sprawach jak światopogląd, czy 35

uznanie, że badania nad tymi zagadnieniami są poprawne

pod względem etycznym, czy wreszcie stworzenie całego

systemu prawnego, określającego zasady poruszania się

w tych nowych dla wszystkich obszarach nauki, nie jest

możliwe, odkrycie nieznanych prac naukowych doktora

Delgado, dawało nadzieję na rozwiązanie tego problemu.

Po dokładnej analizie odnalezionych materiałów wydawało

się, że wystarczy zastosować w stosunku do ludzi

sprawdzone sposoby wywoływania kontrolowanych zachowań.

Jeśli chodzi o zwierzęta, to tutaj udało się całkowicie

sterować ich zachowaniem. Podłączone do ich mó-

zgów elektrody doskonale spełniały swe zadania. Wynalezienie

metody pobudzania elektrod, czy implantów, jak

były określane zamiennie, drogą radiową było dziecinnie

proste. Sterowane z odległości kilku kilometrów implanty

powodowały reakcje dokładnie takie, jakie chcieliśmy

wywołać. To było niesamowite doświadczenia, kiedy

zwierzęta, głównie małpy na „rozkaz” śmiały się, płakały,

okazywały zadowolenie lub agresję. To było fascynujące.

Przyznam również, że te doświadczenia budziły też obawy

a czasem przerażenie. Uczeni którzy dotychczas byli

oddani całym sercem prowadzonym badaniom, zaczęli

mieć wątpliwości. Coraz powszechniej zaczęto uświadamiać

sobie skutki, jakie mogą wywołać takie eksperymenty.

Coraz częściej w dyskusjach uczonych pojawiało się

pytanie, co może się wydarzyć, kiedy będzie można dowolnie

kierować ludzkimi zachowaniami, podejmowanymi

decyzjami a nawet wpływać na ich poglądy. To musiało

budzić grozę. Wyobraźmy sobie, że jacyś dewianci, ludzie

chorzy psychicznie czy inni cierpiący na różnego rodzaju

odchylenia od przyjętych norm będą mieli dostęp do tej

wiedzy i zechcą wykorzystać ją tylko w celu zaspokoje-36

nia swoich egoistycznych potrzeb. Co wtedy się wydarzy.

Jak wpłynie to na całą ludzkość? Rozpoczynając badania

nad tym projektem, nikt nie zastanawiał się nad tym, jakie

mogą być negatywne skutki takich badań. Teraz jednak

wszystko się zmieniło. Mieliśmy poważny problem. Prac

nad programem nie mogliśmy przerwać a wobec tylu wątpliwości

natury etycznej, dalsza współpraca wszystkich

uczonych o tak różnych poglądach była praktycznie niemożliwa.

Mieliśmy twardy orzech do zgryzienia. Kierownictwo

zwołało w trybie pilnym naradę poświęconą znalezieniu

sposobu rozwiązania tego problemu. Powołano

specjalne zespoły do pracy nad wybranymi zagadnieniami.

Chodziło tu przede wszystkim o zagadnienia prawne i

etyczne. Nie znaleziono na razie sposobu na to, co zrobić

by przekonać wszystkich do naszego projektu. Chodziło o

to, żeby nikt z badaczy nie miał wątpliwości, że to co robi

jest słuszne. Przekonywanie w dotychczasowej formie nie

było skuteczne. Trzeba było szybko znaleźć inny sposób.

Jak już wspomniałam ratunku szukano we wcześniejszych

badaniach doktora Delgado. Znaleziono tam wiele obiecujących

wskazówek. Doktor Delgado opisał doświadczenia

przeprowadzone na małpach. Okazało się, że stymulując

odpowiednie rejony ich mózgów, osiągnięto niezwykłe rezultaty.

Wybrano kilka małp, które nie bardzo radziły sobie

ze współpracą w grupie. Następnie za pomocą specjalnych

urządzeń przypominających piloty do telewizorów,

zaczęto stymulować implanty umieszczone w mózgach

tych zwierząt. Małpy zaczęły się zachowywać dokładnie

tak, jak chcieli ludzie obsługujący te urządzenia. Po tym

pokazie postanowiono sprawdzić jak będą zachowywać

się ludzie poddani tym eksperymentom. Zdawano sobie

sprawę z tego, że nie znajdzie się wielu uczonych skłon-37

nych zgodzić się na przeprowadzenie takich badań. Postanowiono

więc dla dobra nauki złamać wszelkie zasady

etyczne i prawne. Wymyślono więc, żeby zaprosić kilku

wybitnych naukowców do naszego ośrodka badawczego

i wszczepić im, bez ich wiedzy odpowiednie implanty.

Plan ten wymagał ogromnego wysiłku logistycznego.

Trzeba było wszystko tak zorganizować, aby nie tylko najbliższe

rodziny nie zorientowały się, że dzieje się coś nienaturalnego.

Również naukowcy, przeciwni tego rodzaju

badaniom, nie mogli się niczego domyślać. Doświadczenia

przeprowadzone na zwierzętach pokazały, że za pomocą

stymulacji, można spowodować dowolne ich zachowania.

Kierownictwo doszło do wniosku, że takim samym prawom

muszą podlegać również ludzie. W tym momencie

zadzwoniła komórka profesor Ann. Chwilę rozmawiała

normalnie, później rozmowa przerodziła się w kłótnię.

Niestety nie udało mi się zrozumieć o czym rozmawiano.

Profesor Ann milczała dłuższą chwilę a później powiedziała,

że wszystko zaczyna się komplikować.

Chciałam dzisiaj opowiedzieć ci wszystko ponieważ ty

również jesteś ważnym elementem tego programu. Teraz

jednak muszę sobie jeszcze raz to wszystko przemyśleć.

Wiesz już dostatecznie dużo, więc może domyślisz się co

tutaj się dzieje. Może nie wszystkiego ale na tyle, że to

ułatwi mi moje zadanie. Teraz M-1 wybacz mi, ale będę

musiała zostawić cię samego. Nie martw się na zapas. Bę-

dziesz miał dużo czasu, aby w spokoju rozmyślać. Wrócę

za kilka dni, ale przecież dla ciebie nie ma to specjalnego

znaczenia. Twój czas biegnie trochę inaczej.

Popatrzyła mi w oczy i powiedziała:

– Nie martw się, będzie dobrze. Obiecuję, że dopilnuję

tego.

Uśmiechnęła się i wyszła.38

ROZDZIAŁ IV

Znowu zostałem sam. W dodatku wydawało mi się, że

zamiast być bliżej rozwiązania zagadki, wiedziałem coraz

mniej. Powiedziała, że wiem już dostatecznie dużo, abym

mógł to wszystko jakoś sobie poskładać. Ja tak nie uważa-

łem. Przecież właściwie to niewiele wiem. Mam tyle pytań,

ale jak mam otrzymać na nie odpowiedzi skoro nie

mogę mówić. Nie wiem dlaczego. Czy mam trwale uszkodzony

ośrodek mowy umiejscowiony w mózgu, czy jest to

tylko jakieś chwilowe zakłócenie jego funkcji. Musiałem

wymyśleć sposób, by porozumieć się z profesor Ann. Pomyślałem

sobie, że opierając się na tym czego dowiedzia-

łem się o możliwości wymuszania określonych zachowań

zwierząt głównie poprzez wpływanie na ich mózgi, moż-

na by spróbować to odwrócić. Skoro jak domyślałem się

prowadzone są też doświadczenia na ludziach, możliwe

będzie stymulowanie określonych obszarów ich mózgów

odpowiedzialnych za różne zmysły. Myślę tutaj o ośrodku

mowy. Oczywiście nie było, jak sądzę, takiej możliwości

w przypadku zwierząt, ale z ludźmi? Hm, ciekawe czy to

możliwe. Może już takie doświadczenia były przeprowadzane.

Bez porozumienia się z profesor Ann niczego się

nie dowiem. Pomyślałem sobie że może dobrym sposobem

będzie intensywne myślenie o niej. To nic innego jak

telepatia. Opisywano już od bardzo dawna sytuacje w któ-

rych ludzie potraili porozumieć się w niektórych sprawach

bez słów. Najciekawsze w tym było to, że odległość 39

w jakiej znajdowali się ci ludzie od siebie nie miała znaczenia.

Ponieważ nie miałem innego pomysłu, przestałem

zastanawiać się nad innymi sprawami. Skupiłem się wy-

łącznie na myśleniu o Ann. Właściwie to o możliwości porozumienia

się z nią w sposób normalny, czyli za pomocą

mowy. Minęło kilka dni. Profesor Ann nie było. Nie było

również innych pracowników tego laboratorium. Normalnie

każdego dnia przebywało tutaj wiele osób które coś

robiły przy zgromadzonych tu urządzeniach. To również

było zastanawiające. Nie zdążyłem zastanowić nad tym,

kiedy weszła profesor Ann.

– Nareszcie mam dobre wiadomości. Niedługo, może

nawet od jutra, będziesz mógł mówić. Chyba się cieszysz,

prawda? – Zapytała.

Oczywiście, co to w ogóle za pytanie. Teraz nareszcie

będę mógł normalnie porozumiewać się z otoczeniem.

Z radości chciało mi się krzyczeć, ale z wiadomych przyczyn

nie mogłem tego na razie zrobić. Ann chyba domy-

ślała się stanu, w którym znajdował się mój mózg, bo powiedziała:

– Spokojnie, jeszcze trochę cierpliwości. Teraz nasi

technicy wyłączą ci świadomość. Jest to konieczne aby

przywrócić ci zdolność mówienia. Nie martw się. To bę-

dzie tak jak narkoza. Za chwilę zaśniesz, a jak się obudzisz,

będziesz już mógł mówić.

Nie zdążyłem nawet ucieszyć się z tego co będzie czekać

mnie za chwilę, bo nagle wszystko odpłynęło. Zasnąłem.

Powoli zaczęła wracać mi świadomość. Zdałem

sobie sprawę, że dzieje się coś niezwykłego. Słyszałem

gwar wielu głosów. Wyczuwałem niezwykłe podniecenie

u osób zgromadzonych wokół mnie. Trochę mnie to zaniepokoiło.

Przypomniałem sobie co ostatnio powiedzia-40

ła profesor Ann. Pamiętam jak mnie to poruszyło. Targały

mną różne odczucia. Z jednej strony bardzo się cieszyłem,

że nareszcie zaczyna się coś zmieniać, ale z drugiej strony

byłem pełen obaw czy wszystko będzie przebiegać zgodnie

z założeniami. Nie miałem czasu na zastanawianie

się. Chciałem przekonać się jak najszybciej, czy zgodnie z

obietnicą profesor Ann będę mógł mówić. Znajdowałem

się w dziwnym stanie psychicznym. Powinienem odczuwać

zniecierpliwienie i podniecenie związane z poznaniem

wyników eksperymentu i to byłoby normalne. Ale

ja tego tak nie odczuwałem. Czułem się tak jakbym przyglądał

się wszystkiemu co tutaj się dzieje z boku. Tak jakbym

oglądał ilm. Nie miałem jednak wyboru i po prostu

otworzyłem oczy. Zobaczyłem wiele osób które pochylały

się nade mną. Nagle zaległa cisza. Wszyscy wpatrywali się

we mnie z uwagą i milczeli. Profesor Ann także. Po chwili,

która wydawała mi się wiecznością, ona uśmiechnęła się

i powiedziała:

– Wydaje się, że nasz eksperyment powiódł się, ale

dopiero za chwilę będziemy mieli pewność. Masz teraz

okazję aby sprawdzić to osobiście. Jestem przekonana, że

masz wiele pytań na które dotychczas nie mogłeś znaleźć

odpowiedzi. Teraz jest ten historyczny moment. Więc pytaj.

Tak długo przygotowywałem się na tą chwilę. Teraz

jednak nie mogłem sobie nic przypomnieć. W głowie

miałem zupełną pustkę. Milczałem i tylko patrzyłem na

zdziwione miny wszystkich zgromadzonych wokół mnie.

Nie wiem jak długo to trwało. Zebrałem się wreszcie na

odwagę i zapytałem:

– Co się stało? 41

Mój głos zabrzmiał jakoś tak dziwnie. Zupełnie nie

przypominał tego który znałem. Moje pytanie spowodowało

nagły wybuch radości u wszystkich. Krzyczeli i śmiali

się na przemian. Przytulali się wzajemnie i poklepywali

po plecach. Niektórzy, co było dziwne, całowali się. Pani

profesor Ann nawet się popłakała. Nic z tego nie rozumia-

łem. Było w tym coś tak niezwykłego, że zapytałem, co się

stało. Po dłuższej chwili wszyscy się uspokoili. Profesor

Ann powiedziała:

– Myślę, że mamy okazję do świętowania. Zapraszam

wszystkich do naszej sali obrad. Tam wszystko jeszcze raz

omówimy. Ja przyjdę za chwilę. Jestem coś winna naszemu,

jakby to powiedzieć, pacjentowi? Nie mogę znaleźć

odpowiedniego określenia więc niech tak zostanie. Może

być pacjentem. Przecież w istocie tak jest. Uczestniczy

w eksperymencie, prawda?

– Tak oczywiście – powiedział ktoś.

Po tym stwierdzeniu wszyscy oprócz pani Ann opuścili

to pomieszczenie. Ona popatrzyła na mnie i powiedziała:

– Teraz czeka mnie najtrudniejsza rozmowa, jaką przeprowadziłam

dotychczas. Musisz przygotować się psychicznie

na to, co teraz usłyszysz. Przypuszczam, że chyba

domyślasz się co chcę ci powiedzieć, ale z pewnością bę-

dzie to dla ciebie duże przeżycie. Postaraj się opanować

i spojrzeć na to trochę tak jakby z boku.

Profesor Ann wzięła głęboki oddech i powiedziała:

– Nie jesteś człowiekiem, jesteś tylko kopią.

Zatkało mnie to zupełnie. Ona w tym czasie mówiła dalej.

– Jest to bardzo skomplikowane, ale postaram się to

wszystko w przystępny sposób wyjaśnić. 42

Po chwilowym szoku odzyskałem zdolność myślenia

i krzyknąłem:

– Zamknij się. Co ty bredzisz, jaka kopia?

Chciałem natychmiast dowiedzieć się wszystkiego, ale

teraz zatkało mnie dokładnie.

– Uspokój się – usłyszałem. Jak powiedziałem wcze-

śniej, postaram się wszystko wyjaśnić, ale musisz mi pomóc.

–Jak? – zapytałem po chwili kiedy wróciła mi zdolność

mówienia. To jest nieprawdopodobne. Trudno w to uwierzyć,

mimo że dotyczy to bezpośrednio mnie.

– No właśnie – odpowiedziała. – Dlatego najpierw musisz

się uspokoić. Ja będę mówić a ty możesz zadawać mi

pytania.

– Dobrze – odpowiedziałem – postaram się.

Nie było to do końca prawdą, bo w środku czułem niezwykłe

napięcie. Chcąc jednak dowiedzieć się wszystkiego

musiałem zmusić się, aby zachować spokój.

– Najpierw dowiesz się tego co najważniejsze. Jak już

powiedziałam wcześniej, jesteś kopią a ściślej mówiąc

skopiowaliśmy twój mózg.

– Jak to? – Przerwałem. – Przecież ja myślę.

– To prawda, ty myślisz, ale nic nie czujesz. Nie czujesz

żadnego ruchu ani bólu. Możesz tylko myśleć i to jest jak

na razie największe nasze osiągnięcie. Mamy nadzieję że

to pomoże nam w dalszych badaniach.

– W jakich znowu badaniach? –Zapytałem.

– Nie przerywaj, bo wyjaśnianie wszystkiego zajmie mi

wieczność, a ja nie mam tyle czasu. Spójrz przed siebie.

Jak widzisz w jednym z ustawionych tam urządzeniach

jest coś co przypomina ciało człowieka. Widzisz? 43

– Tak – odpowiedziałem. – Widziałem to już dawno

i prawdę mówiąc zastanawiałem się co to jest. Domyśla-

łem się tylko że przeprowadza się tutaj jakieś doświadczenia.

Czy mam rację?

– Tak – odrzekła. – Rzeczywiście jest to ciało które poddawane

jest pewnym eksperymentom. Teraz najważniejsza

informacja. To jest twoje ciało.

Po raz kolejny doznałem ogromnego szoku.

– Jasny gwint – powiedziałem do siebie. Co tutaj się

wyprawia i co oni chcą ze mną zrobić?

Byłem całkowicie oszołomiony. Pomyślałem że lepiej

będzie nie zadawać zbyt wielu pytań i skupić się na słuchaniu.

– Mów dalej – powiedziałem do Ann.

– Dobrze – odpowiedziała. – Słuchaj więc uważnie.

Dostałeś się tutaj, ponieważ doznałeś kolejnego zawa-

łu serca. Uwierz mi, byłeś naprawdę w kiepskim stanie.

Tylko dzięki temu że ja z moją ekipą byliśmy w szpitalu i

obserwowaliśmy jak cię bezskutecznie reanimują, mogli-

śmy włączyć się do ratowania ciebie. Na szczęście dysponowaliśmy

odpowiednimi metodami i mogliśmy je zastosować.

Prawdę mówiąc było to nam bardzo na rękę. Jak

się pewnie domyślasz nie znaleźliśmy się w tym szpitalu

przypadkowo. Ten szpital jest szpitalem uniwersyteckim

i pracuje w nim wielu naukowców. Chcieliśmy pozyskać

ich do pracy nad naszym projektem. Traf chciał że podczas

oglądania pomieszczeń szpitalnych i laboratorium,

natknęliśmy się na przeprowadzaną akurat na tobie reanimację.

Szybko zorientowaliśmy się, że metodami, któ-

re stosowano w tym szpitalu, nie da się przeprowadzić jej

skutecznie. Postanowiliśmy wykorzystać naszą szansę.

Wcześniej omawialiśmy z kierownictwem szpitala i uni-44

wersytetu niektóre nasze doświadczenia. Jak wspomnia-

łam wcześniej, chcieliśmy pozyskać do pracy w naszym

ośrodku kilku naukowców. Dowiedzieliśmy się czym

dysponuje ten szpital jeśli chodzi o wyposażenie laboratorium.

Mieliśmy nadzieję, że dysponując odpowiednimi

metodami leczenia, sporym doświadczeniem i korzystając

z tutejszego laboratorium, będziemy mogli przywró-

cić cię do życia. Niestety szybko okazało się że nie jest to

takie proste. Po kilku godzinach walki mogliśmy stwierdzić

tylko zgon. Było nam niezmiernie przykro z tego powodu.

Osobiście byłam nieprawdopodobnie wściekła. Ta

porażka mogła zniweczyć nasze plany. Mogliśmy również

stracić niebywałą okazję do sprawdzenia naszych teoretycznych

rozwiązań w praktyce. Ty byłeś doskonałym

kandydatem. Poza tym tutaj nie sięgała jurysdykcja naszego

kraju. Mogliśmy więc przynajmniej przez jakiś czas

przeprowadzać eksperymenty. Nie wiedziałam co robić.

Wiedziałam tylko, że muszę natychmiast znaleźć jakiś

sposób, aby wszystko skończyło się dobrze. Zaprosiłam

naszych pracowników do największego pomieszczenia w

tym szpitalu. Przedstawiłam sytuację i przeprowadziłam

klasyczną burzę mózgów. Wyniki przeszły nasze oczekiwania.

Baliśmy pewni że znaleźliśmy rozwiązanie. Uzyskaliśmy

zgodę kierownictwa do wykorzystania twoich

zwłok do dalszych badań. Okazało się że prawdopodobnie

nie masz żadnych krewnych, więc nie trzeba będzie nikogo

pytać o cokolwiek. Dostaliśmy również całe laboratorium

do naszej wyłącznej dyspozycji. Twoje zwłoki zosta-

ły natychmiast tam przetransportowane. Nasi specjaliści

niezwłocznie się nimi zajęli. Chodziło nam o to, by możliwie

szybko przygotować twoje ciało do przeprowadzenia

eksperymentu. Niestety nie dysponowaliśmy tutaj odpo-45

wiednimi urządzeniami. Znajdowały się one w naszym

ośrodku badawczym w Stanach. Zdecydowaliśmy, by jak

najszybciej sprowadzić je tutaj. Od razu porozumieliśmy

się z naszym szefostwem. Obiecano zająć się tym natychmiast

. Najdalej w ciągu tygodnia, wszystko co było nam

potrzebne miało znaleźć się tutaj w laboratorium tego

szpitala. Teraz zajęliśmy się opracowaniem najlepszej metody

przygotowania twojego ciała do przeprowadzenia

testów potwierdzających nasze teoretyczne rozważania.

Wcześniej jednak musieliśmy upewnić się, czy są jeszcze

jakieś szansę na przywrócenie cię do życia. Zdarzyło się

to już parokrotnie ale niestety tylko na krótko. Dalsze badania

zostały wstrzymane na skutek protestów części naukowców

zatrudnionych przy pracach nad tym projektem

w naszym ośrodku, jak również poza nim. Tutaj nadarzy-

ła się niepowtarzalna okazja kontynuacji naszych badań.

Nie mogliśmy jej zmarnować. Wszystkich nas ogarnęła

niezwykła wręcz euforia, kiedy uświadomiliśmy sobie

przed jaką szansą stoimy. To było niesamowite wyzwanie.

Byliśmy pełni optymizmu i wiary, że to co robimy musi się

udać. Ja w czasie oczekiwania na dostarczenie odpowiedniej

aparatury zajmowałam się sprawdzaniem, czy w tych

teoretycznych rozważaniach nikt nie popełnił błędu. Jak

już wiesz, ja zajmuję się ogólnie mówiąc mózgiem. Moż-

liwością wpływania z zewnątrz na podejmowanie przez

jego struktury decyzji, a przede wszystkim znalezieniem

sposobu na jego skopiowanie. Moi współpracownicy mieli

spróbować jeszcze raz przywrócić cię do życia. Gdyby to

się nie udało, mieli znaleźć sposób na przywrócenie podstawowych

funkcji życiowych i utrzymanie ich tak długo

jak tylko się da. Teraz już wiesz – zwróciła się do mnie

– że tylko częściowo nasze oczekiwania się spełniły. Uda-46

ło się skopiować twój mózg a twoje ciało zachowało podstawowe

funkcje życiowe. Mam nadzieję, że nic złego nie

wydarzy się do czasu, kiedy zaczniemy następny etap naszego

eksperymentu. Teraz muszę cię zostawić i zająć się

rozwiązaniem następnego problemu. Opowiem ci o tym

później. Teraz będziesz miał dużo czasu na myślenie.

Uśmiechnęła się i powiedziała słodkich snów. Niedługo

znów będziemy mogli porozmawiać.

– Cześć M-1 – i odeszła.

Zrobiło się ciemno i cicho. Zostałem znowu sam z moimi

myślami. Strasznie wkurzało mnie, kiedy Ann zwracała

się do mnie M-1. Zakładając nawet, że rzeczywiście

nie byłem człowiekiem, tylko kopią mojego mózgu, nie

uprawniało jej to do takiego postępowania. Przecież, jakby

na to nie patrzeć, potraiłem przecież myśleć logicznie.

Dokładnie tak jak normalny człowiek. Będę musiał porozmawiać

o tym z profesor Ann. Teraz miałem ważniejsze

sprawy do przemyślenia. W głowie miałem taki galimatias

że nie mogłem myśleć logicznie. Mimo że jak mówiła Ann

byłem tylko kopią i nic nie czuję, to targały mną niezwykle

silne emocje. Miałem wątpliwości czy rzeczywiście tak do

końca jestem tylko kopią. Może jednak tak nie jest. Wiedziałem

że sam tego nie rozwiążę. To następny temat do

omówienia z Ann. Próbowałem odgadnąć, co ci naukowcy

chcą osiągnąć. Jakie mają plany wobec mnie. Mówię mnie,

bo ja dalej czułem się człowiekiem. Zacząłem mieć wątpliwości

co do intencji pani profesor. Nie mogłem zrozumieć

do czego ona zmierza. Czy ja jestem jej potrzebny

tylko do udowodnienia jakiś teorii, czy rzeczywiście chce

mi pomóc? Czy trudności o których wspomniała wynikają

z braku wiedzy jak przeprowadzić taki eksperyment, czy

jest coś innego, o czym jeszcze nie wiedziałem? Cały czas 47

biłem się z myślami, ale do niczego mnie to nie doprowadziło.

Musiałem nabrać sił przed czekającą mnie rozmową

z Ann. Zamknąłem oczy i zapadłem w taki swoisty letarg.

Odniosło to pożądany skutek, bo po jakimś czasie poczu-

łem się lepiej. Nie myślałem już o rozwiązaniu tej zagadki.

Przekonałem się, że jestem całkowicie uzależniony od

profesor Ann a dokładniej od tego, co zechce mi powiedzieć.

Do czasu kiedy znowu zjawi się Ann, postanowiłem

skupić się tylko na odpoczynku. Nie wiem ile czasu upłynęło,

ale sądzę że kilka dni. Wreszcie pojawiła się pani

profesor. Włączyła urządzenia i kiedy wszystko działało

już sprawnie odezwała się:

– Witaj M-1.

– Przepraszam – przerwałem jej, czy możesz zwracać

się do mnie normalnie? Nie jestem maszyną, jak usiłujesz

mi wmówić. Czuję się i jestem człowiekiem, skoro myślę

zupełnie jak człowiek. Może jednak jest inaczej? Proszę

wyjaśnij mi to tak, żebym nie miał już żadnych wątpliwo-

ści.

– No dobrze – odparła. Chciałam zachować jakąś chronologię

w przekazywaniu ci kolejnych porcji informacji,

ale skoro jest to dla ciebie takie ważne, niech tak będzie.

Opowiedziałam ci już jak wyglądała walka o twoje życie.

Niestety zakończona niepowodzeniem, chociaż nie do

końca. Wiedziałeś z mediów o prowadzonych badaniach

nad skopiowaniem mózgu. Przeprowadzano je oczywi-

ście na zwierzętach. Te doświadczenia zakończyły się

pełnym sukcesem. Udało się skopiować mózgi małp, czyli

najbliższych nam zwierząt. Mówiąc o najbliższych, mam

na myśli podobieństwa w kodach genetycznych. Jedyną

niewiadomą było to, że nikt nie wiedział co działo się w

tych skopiowanych mózgach. Nie wiedzieliśmy czy two-48

rzyły one oddzielne niezależne byty, czy były w jakiś sposób

powiązane z prawdziwymi mózgami. Nie mogliśmy

dowiedzieć się tego w żaden sposób. Nikt nie wymyślił

jeszcze żadnego urządzenia które mogłyby odpowiedzieć

nam na te pytania. Nie mogliśmy również z oczywistych

względów zapytać wprost o to te zwierzęta które były

poddane doświadczeniom. Konieczne stały się badania na

ludziach. Niestety jak wiesz, było to niemożliwe z powodu

braku uregulowań prawnych dotyczących tego rodzaju

badań. Do tego doszły protesty nie tylko środowisk naukowych

ale również wielu ludzi, których poglądy religijne

czy etyczne nie pozwalały nawet myśleć o tego rodzaju

pomysłach. Mimo, że po drugiej stronie tej barykady było

wielu uczonych, którzy chcieli poświęcić się dla pracy nad

tymi zagadnieniami. Nie można było lekceważyć tych głosów.

Wiele rządów państw z całego świata, w sposób jawny

czy utajniony, również popierały te badania. Niestety

do realizacji tego Projektu niezbędna była zgoda protestujących.

Mimo prowadzenia szerokiej kampanii, uzasadniających

prowadzenie tych badań, porozumienia nie

udało się osiągnąć. Prace nad głównymi założeniami dotyczącymi

kopiowania ludzkiego mózgu zastały wstrzymane.

Nie oznaczało to, że nic w tej sprawie nie robiono.

Wprost przeciwnie. Całą uwagę skupiono na szukaniu

innych możliwości umożliwiających prowadzenie takich

badań. Równocześnie pracowano nad wyposażeniem

głównego laboratorium. Postanowiono też wybudować

sieć zakładów badawczych na całym świecie. Stąd nasza

obecność w szpitalu, gdzie ty traiłeś. Dawałeś nam niepowtarzalną

szansę na kontynuowanie badań. Skopiowanie

twojego mózgu nie stanowiło problemu. Wszystko odby-

ło się tak, jak zakładaliśmy. Zrobiliśmy kopię a zawartość 49

została przeniesiona do pamięci komputera. Odpowiedni

program komputerowy stworzony wcześniej, pozwalał

nam śledzić co działo się w twoim mózgu. Wiedzieliśmy

więc wszystko o twojej przeszłości. Znaliśmy dokładnie

cały twój życiorys w stopniu większym niż ty sam. Wiemy

również o czym myślisz. W każdej chwili. Teraz też.

– No, no – przerwałem. Czy wy zdajecie sobie sprawę

co zrobiliście? Przecież przejęliście całkowitą kontrolę

nad moimi myślami i, jak myślę, nad wszystkimi decyzjami,

które chciałbym podejmować. Myślę też, że będziecie

mogli wpływać na zmianę podjętych już decyzji.

– Posłuchaj Ann. To co zrobiliście nie mieści się w żadnych

ramach prawnych czy etycznych. Według mnie jest

to coś na kształt zbrodni przeciwko ludzkości. Może to

prowadzić do zagłady całego gatunku ludzkiego. Czy wy

zdajecie sobie z tego sprawę? Teraz nie dziwię się że tyle

jest protestów i tyle żądań o zaprzestanie tego rodzaju badań.

– Przestań – powiedziała Ann. – To niezupełnie tak. Po

pierwsze, nie do końca możemy odczytać wszystkie twoje

myśli i w pełni kierować twoimi decyzjami. Po drugie, korzyści

jakie można by osiągnąć w przypadku powodzenia

tych doświadczeń przewyższały by znacznie straty stąd

wynikłe. Mam zresztą zamiar przekonać cię do tych badań.

Taki sam zamiar mam również w stosunku do nieprzekonanych

naukowców pracujących w naszych ośrodkach.

– W takim razie do czego ja jestem tobie potrzebny?

– Zapytałem.

Ann uśmiechnęła się i powiedziała:

– Od ciebie muszę zacząć. Jak cię przekonam, to z twoją

pomocą uda mi się przekonać pozostałych. Prawda? 50

– Nie wiem, to nie jest takie proste, jak ci się wydaje

– odpowiedziałem – ale możesz próbować. Posłuchaj Ann.

Ostatnio zbyt często bombardujesz mnie coraz większymi

dawkami informacji. Wywołują one u mnie takie stany

emocjonalne, że wbrew temu co sugerujesz, obawiam się,

że mogę dostać kolejnego zawału.

– No widzisz – powiedziała. – Potwierdza to tylko to,

o czym mówiłam wcześniej. Nie mamy pełnej kontroli

nad twoim mózgiem. Celem naszych badań nie jest przejęcie

całkowitej kontroli nad ludźmi, lecz takiego wpływania

na ich zachowania, by wyeliminować ich najgorsze

cechy. To na razie tyle w tym temacie. Zbyt dużo masz do

przemyślenia. Później, gdy wypracujesz sobie swój własny

pogląd na te sprawy, porozmawiamy o szczegółach.

Myślę, że jesteś już dzisiaj dość zmęczony, więc proponuję

odpoczynek. Uśmiechnęła się i wyszła z pomieszczenia.

Po chwili jednak wróciła.

– Posłuchaj mnie jeszcze chwilę. Mam dla ciebie propozycję.

Pomyśl jak można by rozwiązać problem z twoim

przemieszczaniem się.

– Co ty mówisz – powiedziałem. – Ja mam wymyślać

jakieś rozwiązania? Przecież nie mam o tym zielonego pojęcia.

– Poczekaj, nie denerwuj się. Nie o to mi chodziło.

Chciałam tylko, abyś pomyślał w jaki sposób mógłbyś poruszać

się po wszystkich pomieszczeniach. Szczegóły jak

to rozwiązać należą oczywiście do naszych specjalistów.

Chodzi tylko o pomysł. Ty jesteś spoza tego środowiska,

więc na wiele spraw patrzysz inaczej. To, jak wiesz, w wielu

przypadkach daje doskonałe rezultaty.

– Oczywiście – powiedziałem. W tej sprawie nie musisz

mnie przekonywać. 51

– Widzisz – powiedziała Ann. – Rozwiązanie tego problemu

bardzo by ułatwiło nam pracę. Teraz praktycznie

jesteś związany z jednym pomieszczeniem. Twoja świadomość

jest zamknięta w urządzeniu wyposażonym w ekran

i kamerę. Twoje możliwości poruszania się ograniczają się

do kilku metrów. Myślmy o skonstruowaniu jakiegoś wózka,

za pomocą którego można by całe to urządzenie wraz

z zawartą tam twoją świadomością w miarę łatwo przemieszczać.

Jest to najbardziej prawdopodobny kierunek

w którym nasi specjaliści spodziewają się znaleźć rozwią-

zanie. Nie do końca mnie to przekonuje, powiedziała Ann.

Nie mam jednak żadnego innego pomysłu. Pomyślałam

więc o tobie. Jeśli wymyślisz coś sensownego, w nagrodę

mogę zgodzić się na nazywanie cię jakimś imieniem. Co ty

na to? Teraz naprawdę muszę już iść. Myśl intensywnie. Ja

muszę wyjechać do naszego głównego ośrodka w Stanach.

Muszę zdać dokładną relację ze wszystkiego, co tutaj się

wydarzyło. Kierownictwo musi podjąć jakieś decyzje. Jak

wiesz, sprawa jest bardzo ważna. Stworzyła się również

możliwość kontynuowania badań na niespotykaną dotąd

skalę. Przypuszczam że zajmie mi to kilka dni lub nawet

tygodni. Uzbrój się w cierpliwość i myśl o szukaniu rozwiązania

problemu. – Uśmiechnęła się tak jakoś ciepło,

powiedziała „jestem dobrej myśli” i wyszła.

Zostałem sam. W mojej głowie coś się kłębiło. Moje

myśli biegały jak szalone. Nawet ucieszyłem się z tego,

że Ann nie będzie przez dłuższy czas. Będę mógł sobie to

wszystko jakoś poukładać. A miałem co. Dowiedziałem

się przecież przed chwilą, że ja to nie ja. Ja w istocie nie

żyję, a to co czuję i co myślę to nie ja tylko jakaś kopia.

Co to ma do diabła znaczyć. Przecież to czysta paranoja.

Ale jak głębiej zastanowić się nad tym, to ma to sens. Nie 52

bardzo traia mi to do przekonania, ale tak rzeczywiście

jest. Dobrze, że nie odczuwam emocji, bo to mogło by się

dla mnie źle skończyć. Mimo wszystko potrzebowałem

czasu, aby wszystko sobie dokładnie poukładać. Wychodząc

z pomieszczenia Ann nie wyłączyła mnie, to znaczy

nie wyłączyła urządzenia, które umożliwiało mi kontakt

z otoczeniem. Pomyślałem, że to dobrze. Będę mógł porozmawiać

z zatrudnionymi tutaj pracownikami i może

dowiem się czegoś więcej niż powiedziała mi Ann. Niestety

myliłem się. Zanim pomyślałem do którego z pracowników

mam się zwrócić i o co zapytać, jeden z nich podszedł

do mnie i wyłączył urządzenie. Znowu nic nie widziałem

i nie słyszałem. Szkoda. Nawiązanie kontaktu z innymi

pracownikami laboratorium, bardzo jak sądzę pomogło

by mi w zrozumieniu przynajmniej części z tego, co tutaj

się dzieje. Profesor Ann nie mówiła mi przecież wszystkiego.

Może po prostu jeszcze nie zdążyła lub, z uwagi na

skomplikowanie tematu, nie zdążyła po prostu wyjaśnić

mi wszystkiego. Muszę jak zwykle poczekać cierpliwie aż

raczy mi cokolwiek powiedzieć. Denerwowało mnie to, że

nie mogę porozmawiać z tymi ludźmi, którzy kręcili się

wokół mnie. Dużo obiecywałem sobie po tych rozmowach.

Trudno. Muszę wykorzystać ten czas, który pozostał mi

do powrotu Ann w inny sposób. Postanowiłem skupić się

na tym, o czym ona mówiła. Chodzi o znalezienie sposobu

na w miarę swobodne przemieszczanie aparatury, w któ-

rej znajdowałem się. Bliższe prawdy będzie określenie

„w której zamknięta jest moja świadomość”. Myślę jednak,

że terminologia nie ma tutaj zbyt wielkiego znaczenia,

więc nie będę zawracać sobie tym głowy. Wydawało

mi się, że rozwiązanie tego problemu nie powinno być

trudne dla takich specjalistów, którzy tu pracowali. Skoro 53

jednak oni nie mogli sobie z tym poradzić, to jakie ja mam

szanse? Następne zagadnienie które mnie zdumiało. Skoro

jednak Ann poprosiła mnie o pomoc, to chyba nie bez

powodu. Może rzeczywiście spojrzenie kogoś spoza kręgu

naukowców mogło by przynieść lepsze rezultaty. W pewnej

chwili pomyślałem sobie że może ona po prostu mnie

wkręca lub chce, żebym miał zajęcie w czasie, kiedy jej nie

będzie. Po zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że

jej prośba była zupełnie poważna. Ten problem dotyczył

przede wszystkim mnie, więc musiałem zabrać się do pracy.

Przez kilka następnych dni moje myśli zajęte były wy-

łącznie tylko tym problemem. Starałem się tylko skupić na

znalezieniu rozwiązania. Z początku myślałem o umieszczeniu

nośnika z moją świadomością w telefonie komórkowym

lub innym podobnym urządzeniu. Myślałem

również o jakimś małym pojeździe sterowanym zdalnie,

który mógłby dość swobodnie poruszać się po wszystkich

pomieszczeniach. To mogło być jakieś rozwiązanie, ale

chyba nie tak do końca. Profesor Ann chodziło o coś wię-

cej. Uświadomiłem sobie że skoro tacy wybitni specjaliści

nie mogli poradzić sobie z tym zagadnieniem, to ja mam

to rozwiązać? Nie, to nie mogło się udać. Niestety nic innego

nie mogłem wymyślić. Czułem że zbliża się chwila,

kiedy Ann znowu pojawi się w laboratorium. Cieszyłem

się na ten moment ale z drugiej strony czułem, że Ann bę-

dzie zawiedziona. Wydawało mi się, że bardzo liczyła na

mnie. A ja? Starałem się bardzo, niestety z marnymi rezultatami.

Postanowiłem jeszcze intensywniej poszukiwać

rozwiązania. Ostatecznie chciałem poprosić Ann o moż-

liwość rozmowy z tymi specjalistami, którzy zajmowali

się tym zagadnieniem. Może wymiana naszych pomysłów 54

spowoduje, że ktoś rozwiąże ten problem. Może. Jednak

obawiałem się spotkania z Ann. Przez kolejne dni nic się

nie wydarzyło. Ann nie było, a ja nic nowego nie mogłem

wymyśleć. Z niecierpliwością czekałem, kiedy wreszcie

wróci Ann i będę mógł z nią porozmawiać. Obawiałem się

tego spotkania a zwłaszcza jej reakcji, kiedy dowie się, że

nic sensownego nie wymyśliłem. Cóż, nie miałem wyjścia.

Nie mogłem przecież tak po prostu wyjść sobie z tego pomieszczenia

i nie zawracać sobie głowy czymkolwiek. Co

ja bredzę. Przecież nie mogłem zrobić nic. Dosłownie nic.

Byłem przecież całkowicie zależny od Ann. To ona decydowała

co i kiedy mi powie. W tej sytuacji musiałem się

z tym pogodzić. Kiedy to wreszcie do mnie dotarło, uspokoiłem

się i z niecierpliwością oczekiwałem jej powrotu.

Niestety nie nastąpiło to tak szybko, jakbym sobie tego

życzył. Były momenty kiedy odczuwałem lekki niepokój.

Po głowie chodziły mi myśli, że może Ann nie wróci. Może

jej szefostwo zrezygnowało z prowadzenia dalszych badań.

To nie było przyjemne. Nie pomagało mi również w

myśleniu o problemie który miałem rozwiązać lub, mó-

wiąc precyzyjnie, miałem spróbować znaleźć sposób na

jego rozwiązanie. Po kilku tygodniach takich rozterek,

nadszedł wreszcie dzień, kiedy nagle coś zaczęło dziać się

wokół mnie. Podobnie jak poprzednio najpierw usłysza-

łem jakieś szumy i trzaski, później błyski i nagle odzyska-

łem zdolność widzenia i słyszenia. Pierwszą osobą którą

ujrzałem była oczywiście Ann. Patrzyła na mnie i uśmiechała

się.

– Witaj – powiedziała. – Jak przeżyłeś tak długi czas

w zupełnej ciemności i ciszy?

– Witaj Ann – odpowiedziałem. – Bardzo się cieszę, że

znowu mogę cię widzieć. Czy możesz mi powiedzieć, jak 55

się sprawy mają. Co załatwiłaś? Czy badania będą kontynuowane

i co postanowiono w mojej sprawie?

– Nie denerwuj się – odparła. Wszystko jest w jak najlepszym

porządku. Dopiero teraz badania będą prowadzone

z pełnym rozmachem. Mamy wolną rękę i dużo

pieniędzy na doświadczenia. Ale, ale. Nie masz mi przypadkiem

czegoś do powiedzenia? O ile pamiętam coś mi

obiecałeś. Słucham więc.

Tego najbardziej się obawiałem. Co mam jej odpowiedzieć?

Przecież niczego nie wymyśliłem. Zastanawiałem

się jak mam jej to powiedzieć.

– Posłuchaj Ann. Miałem rzeczywiście dużo czasu na

myślenie. Starałem się wykorzystać go najlepiej jak mogłem.

Niestety wszystkie moje pomysły krążyły wokół

tego, co dotychczas wymyślili twoi specjaliści. Na usprawiedliwienie

mam to, że moje szanse na wymyślenie czegoś

oryginalnego wobec wiedzy i doświadczenia tych specjalistów

były od początku prawie zerowe. Przepraszam,

że zawiodłem, ale naprawdę nie miałem prawie żadnych

szans.

– Szkoda – odpowiedziała Ann. Bardzo liczyłam na ciebie.

Wiesz, że to jest bardzo ważny element tych doświadczeń.

Mówiąc to nachyliła się nade mną. Jej piersi oparły się

o ekran, który umożliwiał mi widzenie. To spowodowało,

że nagle przypomniałem sobie, jak ważną istotą jest kobieta.

Jakie może budzić emocje. Jakie wzbudza pożądanie.

Nagle te odczucia wróciły. Poczułem się tak, jakbym miał

znowu ciało. Fizycznie czułem każdy nerw, każde drżenie

całego ciała. Czułem jak fala ogromnego pożądania ogarniała

mnie całego. To było niesamowite. Przecież ja nie

miałem ciała. Byłem tylko kopią mojego mózgu. Jak więc 56

mogłem doświadczać takich odczuć? Nie, to niemożliwe.

Pewnie mi się to śni. Zamknąłem oczy i byłem przekonany

że jak je otworzę wszystko wróci do normy. Nie będę

mieć żadnych tego typu odczuć. Jednak myliłem się. Kiedy

je otworzyłem, zobaczyłem cudowne piersi Ann rozdzielone

roweczkiem który wyginał się, kiedy przyciskała je

do ekranu. Dodatkowo jej piersi tak cudownie falowały

w takt wypowiadanych słów. Nie rozumiałem nic z tego

co ona mówiła. Odczuwałem tylko ogromną przyjemność.

Wiedziałem że dzieje się coś, czego nikt nie przewidział.

Kopia reagowała na bodźce erotyczne. To była bardzo miła

niespodzianka. Postanowiłem niczym się nie zdradzić. To

odczucie było tak przyjemne że nie chciałbym aby ktokolwiek

mógłby mnie tego pozbawić. Moja wyobraźnia zaczęła

pracować na najwyższych obrotach. Podsuwała mi

różne sytuacje które mogłyby wywołać u mnie jeszcze

przyjemniejsze doznania. Nagle doznałem olśnienia. Wymyśliłem

sposób na swobodne przemieszczanie się mojej

świadomości. Jednocześnie rozwiązanie to mogłoby zapewnić

mi doznawanie ogromnej przyjemności. Mimo, że

nie słyszałem tego co mówiła Ann, przerwałem jej.

– Posłuchaj mnie uważnie – powiedziałem. Obiecałaś,

że będziesz mówić do mnie po imieniu, prawda?

– No tak – odparła lekko zdziwiona. Tak mówiłam, ale

o ile dobrze pamiętam miałeś spełnić pewien warunek.

– Rzeczywiście – powiedziałem. Wydaje się, że znalazłem

rozwiązanie.

– No, no, zaczyna robić się ciekawie. Jeśli to prawda,

będę do ciebie mówić Mark. Podoba ci się?

– Tak – powiedziałem. – Wolałbym co prawda Marek

lub Markus, ale niech będzie. Lepsze to niż M-1. Zanim

wyjawię ci, co wymyśliłem, powiedz mi jak wielka jest ko-57

pia mojego mózgu. Myślę o rozmiarach nośnika na którym

skopiowana wszystkie dane zawarte w moim mózgu. Nie

jest to duża powierzchnia odparła. Karta pamięci twojego

mózgu ma około czterech centymetrów kwadratowych

powierzchni. Powiedz mi jeszcze, czy można to jeszcze

zmniejszyć i do jakich rozmiarów. Interesuje mnie również

jakie wymiary może mieć kamera przez którą mógł-

bym widzieć.

– Wiem na pewno – powiedziała Ann – że kartę pamięci

można zmniejszyć do około jednego centymetra kwadratowego

a kamera może mieć rozmiary główki od szpilki.

Czy to cię zadawala?

– Nie znam jeszcze szczegółów twojego pomysłu ale

czuję że jesteś na dobrej drodze.

W tej chwili zadzwonił telefon. Ann odebrała. Chwilę

rozmawiała, potem serdecznie się do mnie uśmiechnęła

i powiedziała.

– Wybacz, ale muszę pilnie zająć się przygotowaniami

koniecznymi do kontynuowania badań. Postaram się

wrócić jak najszybciej, bo mam ci dużo do wyjaśnienia. Ty

tymczasem myśl o szczegółach twojego pomysłu Mark.

Widząc moje zdziwienie, powiedziała.

– To tak awansem. Czuję, że twój pomysł wypali.

Uśmiechnęła się, okręciła na pięcie ukazując przy tam

swoje fantastyczne nogi i wyszła. Patrzyłem jeszcze długo

na drzwi za którymi zniknęła i zastanawiałem się czy ona

wie o moich doznaniach. Kiedy wyszła, chciałem zająć się

szczegółami mojego pomysłu. Nie było to jednak takie

proste. Doznania jakich doświadczyłem przed chwilą, zupełnie

mnie rozstroiły. Nie mogłem się skupić. Czułem się

jak nastolatek po jego pierwszym razie. Wtedy również

nie można myśleć o niczym innym jak tylko o chęci bycia 58

z kobietą i doświadczania tych cudownych chwil. Ja również

tak się czułem. Miałem co prawda jakieś doświadczenia

w tym względzie, ale dzisiejsza sytuacja była zupełnie

inna. Wszystko odbywało się w mojej głowie a nie w realnych

warunkach. To było zupełnie niewytłumaczalne. Jak

to się działo, że mimo braku ciała, mogłem doświadczać

czegoś tak wspaniałego? Nie rozumiałem dlaczego tak się

dzieje, ale byłem bardzo zadowolony, że tak się właśnie

dzieje. Sprawę komplikował fakt, że nie byłem przecież

moim mózgiem, tylko jego kopią. Dlaczego więc doznaję

takich odczuć? Dlaczego nie czuję niczego innego np.

strachu czy bólu? Dziwne, ale niech tak zostanie. Porozmawiam

o tym z Ann, ale jeszcze nie teraz. Chcę się tym

cieszyć tak długo, jak się tylko da. Po tych rozmyślaniach,

postanowiłem, że teraz zajmę się wyłącznie moim pomysłem

w sprawie rozwiązania problemu przemieszczania

mojej świadomości. Rozmyślałem kilka dni. Po tym czasie

moje postrzeganie rzeczywistości wróciło.59

ROZDZIAŁ V

Kiedy odzyskałem zdolność patrzenia, przed ekranem

ukazała się Ann.

– Witaj – powiedziała. – Mam nadzieję, że dobrze wykorzystałeś

ten czas, który spędzałeś sam ze sobą.

– Myślę że tak, odpowiedziałem.

– No to słucham – powiedziała i jak zwykle obdarzyła

mnie swoim cudownym uśmiechem.

– Wiesz, pomyślałem sobie, że najlepiej byłoby gdybym

mógł przemieszczać się razem z tobą.

Zdziwiła się.

– Czy ty myślisz, że ja będę nosić z sobą jakieś urządzenia

z tobą w środku? Czy to ma być ten cudowny pomysł?

Chyba sobie kpisz. Jeśli tak, to bardzo mnie rozczarowa-

łeś.

– Poczekaj nie gorączkuj się – powiedziałem. – Nie da-

łaś mi czasu żeby wszystko wytłumaczyć. W pewnym sensie

masz rację. Mój pomysł rzeczywiście polega na tym,

abyś mnie nosiła, ale nie całe urządzenie w takiej formie

jak to dzisiaj wygląda.

– Nie rozumiem zupełnie do czego zmierzasz, odparła.

– Mam cię nosić, czy nie?

– Nie przerywaj, zaraz wszystko zrozumiesz.

Pomyślałem, że skoro nośnik, na którym skopiowano

wszystkie dane z mojego mózgu, można zmieścić na jednym

centymetrze kwadratowym, to nic nie stoi na prze-60

szkodzie, żeby umieścić go w jakimś gustownym wisiorku

i zawiesić na twojej szyi.

Ann popatrzyła na mnie uważnie, otworzyła usta, jakby

chciała coś powiedzieć, ale po chwili je zamknęła. Popatrzyła

jeszcze raz na mnie i powiedziała:

– Wiesz, ty masz rację. To może się udać. Co ja mówię,

to na pewno jest najlepsze rozwiązanie. Dlaczego dotąd

nikt na to nie wpadł? Teraz kiedy wiem, jak to ma wyglą-

dać, wydaje się to takie proste. Nie do wiary. Mark jesteś

wielki. Już biegnę z tym do naszych specjalistów. Myślę że

będzie im wstyd że sami na to nie wpadli i bardzo szybko

zrobią taki wisiorek.

– Ann poczekaj chwilę, chcę jeszcze coś powiedzieć.

Wydaje mi się że jestem jedyną kopią którą dysponujesz

Prawda?

– Tak – odpowiedziała. Tutaj dysponuję tylko jedną.

Jeszcze jedna jest w naszym głównym ośrodku badawczym

w Stanach.

– No właśnie – powiedziałem. Do pracy nad wisiorkiem

dobrze by było zrobić jeszcze jedną kopię, tak na wszelki

wypadek. Tym bardziej, że jak się domyślam, na tej kopii

w Stanach nie ma zapisów z bieżących zdarzeń.

– Masz rację – odpowiedziała. Zaraz się tym zajmę.

A tak przy okazji, skoro masz takie doskonałe wyczucie

sytuacji może pomyślisz w jaki sposób rejestrować bieżą-

ce zdarzenia na kilku kopiach jednocześnie.

– Pomyślę – powiedziałem. – Teraz biegnij do swoich

„uczonych”. Sam jestem ciekaw, co z tego wyniknie.

Ann szybko wyszła z laboratorium. Tym razem nikt

mnie nie wyłączył. Mogłem swobodnie obserwować pracujących

tutaj ludzi i podsłuchiwać ich rozmowy. Było to

jakieś urozmaicenie w moim dziwnym życiu. Dowiedzia-61

łem się wielu ciekawych rzeczy. Uzupełniały one rozmowy

z Ann. Ona nie mówiła mi wszystkiego lub jeszcze nie

zdążyła. Z tego co mówili ci pracownicy zatrudnieni w laboratorium

wynikało, że ich praca polega na utrzymywaniu

mojego ciała w stanie wegetatywnym. Oni pilnowali

aby do mojego ciała ciągle dostarczane były odpowiednie

substancje odżywcze. Dowiedziałem się również że niektórzy

naukowcy pracują nad, ogólnie mówiąc, odmłodzeniem

mojego ciała. Następnym etapem ma być ożywienie

mojego mózgu. Ponieważ dotychczas nie udało się

tego zrobić, skupiono się na znalezieniu sposobu odmłodzenia

poszczególnych organów a końcowym efektem ma

być doprowadzenie do odmłodzenia całego ciała. Mówili,

że prace te są bardzo zaawansowane i jest duża szansa

by zakończyły się pełnym sukcesem. Największym problemem

ma być przywrócenie mojego mózgu do pełnej

sprawności. Poprzednie próby niestety nie powiodły się.

Teraz jednak, jak mówiła profesor Ann na ostatniej odprawie

pracowników, jest duża szansa by osiągnąć w tym

względzie pełny sukces. Te podsłuchane wiadomości bardzo

poprawiły mi humor. Teraz wiedziałem więcej i były

to wiadomości optymistyczne. Musiałem porozmawiać

z Ann o szczegółach, ale zacząłem wierzyć że powrót do

pełnej sprawności izycznej i umysłowej będzie wkrótce

możliwy. Nie zdążyłem poważnie pomyśleć o tym, co

usłyszałem, kiedy do laboratorium weszła Ann. Wygląda-

ła ślicznie. Mając w pamięci ostatnie doznania, patrzyłem

teraz na Ann przede wszystkim pod kątem erotycznym.

Przyznam że nie mogłem skupić się na czym innym. Ann

jakby wyczuła mój stan umysłu, bo spojrzała na mnie tak

jakby chciała powiedzieć: „Zachowujesz się jak zakochany

nastolatek, kiedy my mamy dużo ważniejszych spraw 62

do omówienia”. Nie powiedziała tego głośno, ale ja wiedziałem

swoje. Uspokoiłem moje myśli i skupiłem się na

słuchaniu Ann. Ona jak zwykle obdarzyła mnie swoim

cudownym uśmiechem, na widok którego przeszły mnie

ciarki z podniecenia. Nie potraiłem tak naprawdę zapanować

nad tym. Wiedziałem jednak, że muszę się opanować.

Myślenie tylko przez pryzmat erotyki nie może prowadzić

do niczego dobrego. Ann tymczasem powiedziała,

że wisiorek jest już na ukończeniu. Przybiegła tylko na

chwilkę, aby zapytać jakiego koloru ma być oczko. Zatkało

mnie to zupełnie. Co za znaczenie ma kolor. Dla mnie nie

miało to żadnego znaczenia, ale Ann była przecież kobietą,

więc dla niej było to najważniejsze. Powiedziałem, że

najładniej wyglądałby wisiorek na jej szyi w kolorze zielonym,

turkusowym lub w kolorze bursztynu.

– No to jaki ma być? Trójkolorowy? – Spytała.

– Popełniłem błąd. Powinienem być bardziej precyzyjny.

Jesteś bardzo piękną kobietą, więc najładniej wygląda-

łaś by z wisiorkiem w kolorze bursztynu.

– Tak myślisz? Zapytała, a możesz mi powiedzieć dlaczego?

Mogę odpowiedziałem. Masz niezwykłą urodę

a kolor bursztynu też jest wyjątkowy. Myślę, że taki wła-

śnie byłby najodpowiedniejszy.

– Hm, może masz rację – powiedziała. – Muszę to jeszcze

przemyśleć.

Obróciła się na pięcie, prawie wybiegła z laboratorium

i tyle ją widziałem. Niczego się nie dowiedziałem. Zdaje

się, że nie tylko ja myślę nie o tym co trzeba, tylko że każ-

de z nas z innego powodu. Westchnąłem i zająłem się słuchaniem

tego, o czym mówili laboranci.

Wróciła szybciej, niż myślałem. Jej twarz jaśniała takim

blaskiem, że żarówki w laboratorium stały się zbędne. Jej 63

oczy śmiały się a ona mówiła i mówiła tylko o jednym.

Jak piękny będzie ten wisiorek i co ma na siebie założyć.

Bluzkę czy sukienkę i w jakim kolorze. Pomyślałem sobie

że żyję już tyle lat a kobiety ciągle mnie zaskakują. Może

to i dobrze. W innym przypadku życie mogło by być nudne.

Po tych wszystkich achach i ochach wyrażonych przez

Ann, musiałem jej przerwać.

– Czy przypadkiem nie miałaś mi opowiedzieć czegoś o

tym projekcie w którym mam uczestniczyć?

Nie była zachwycona. Powiedziała:

– Tak, oczywiście. Mogę zacząć teraz ale chyba lepiej

będzie kiedy wisiorek będzie gotowy i będę go mogła za-

łożyć. Widząc moje zdziwione spojrzenie dodała. Przecież

to był twój pomysł, prawda? Poza tym będziesz mógł nie

tylko słuchać ale i oglądać to wszystko, o czym będę mó-

wić.

– No tak, masz rację, ale musisz mnie zrozumieć. Zbyt

mało wiem. Obiecałaś wszystko mi wyjaśnić, tymczasem

wszystko tak jakoś się ślimaczy. Chciałbym jak najszybciej

poznać więcej szczegółów. Wtedy mój udział w Projekcie

nie będzie wymagać wyjaśniania mi wszystkiego na poszczególnych

etapach doświadczeń.

– Tak, to rzeczywiście ułatwi nam pracę ale i tak niektóre

rzeczy będziesz mógł poznać dopiero w trakcie realizacji

Projektu. Teraz muszę wyjść w ważnej sprawie.

„No tak kobieta”, pomyślałem. To coś ważnego, to oczywiście

wisiorek. W jej stanie ducha i tak nie mogłem wiele

zrobić. Nic też nie mogło odwieść Ann od osobistego nadzorowania

prac nad wisiorkiem. Zacząłem słuchać tego,

co mówią pracownicy laboratorium. Ich rozmowy dotyczyły

wyłącznie wykonywanych aktualnie czynności. Postanowiłem

więc zdrzemnąć się do powrotu Ann. Tak też 64

zrobiłem. Kiedy obudziłem się, Ann stała przed ekranem

i wymachiwała wisiorkiem. Nie zdążyłem nic powiedzieć

kiedy zaczęła mnie zasypywać potokiem słów. Zrozumia-

łem tylko, że jest on śliczny, bardzo jej się podoba i co teraz

ma na siebie włożyć. Nic z tego nie rozumiałem. Nie

miałem pojęcia, jak taki wisiorek mógł wywołać u niej takie

emocje. Musiałem jakoś to przerwać.

– Ann posłuchaj – powiedziałem tak głośno jak tylko

potraiłem. – Co ty wyprawiasz? Przecież ta błyskotka

miała służyć jako urządzenie z którym miałem się swobodnie

przemieszczać, a nie jak jakiś bibelot. Twarz Ann

znieruchomiała. Zaniemówiła i zatrzepotała swoimi długimi

rzęsami. Nagle w laboratorium zrobiło się bardzo cicho.

Wszyscy obecni tutaj też umilkli i spoglądali w naszą

stronę. Ann odzyskała głos, spojrzała na mnie i powiedziała:

– O cholera, zupełnie o tym zapomniałam, ale mam nadzieję,

że mnie rozumiesz. Prawda? Przecież ten wisiorek

jest taki piękny.

– Nie, nie rozumiem twojego zachowania – powiedzia-

łem. – Skup się raczej na tym co najważniejsze. Masz przecież

niezwykle ważne zadania do wykonania.

– Masz rację – powiedziała. – Nie wiem co mnie opęta-

ło. Biegnę do naszych specjalistów zapytać, kiedy możliwe

będzie przeniesienie twojej świadomości do tego wisiorka.

Jak wrócę, porozmawiamy spokojnie o wszystkim.

– Spokojnie – powiedziałem na głos, kiedy ona wyszła.

Ja jestem spokojny. Jej chyba zaproponuję herbatkę z

melisy. Po tym wszystkim nie byłem w stanie myśleć o

niczym więcej. Zbyt dużo działo się wokół tego wisiorka.

Byłem ciekawy, co z tego wyniknie. Czekałem na Ann. 65

Wróciła zupełnie odmieniona. Uspokoiła się i wyglądało

na to, że wszystko wróciło na swoje normalne tory.

– Mark wybacz, trochę mnie poniosło. Jestem kobietą

i biżuteria jest dla mnie bardzo ważna. Wiem, że nie powinnam

się tak zachowywać, szczególnie w obliczu tak

ważnych zadań które mam do zrealizowania, ale już jest

wszystko w porządku. Teraz zajmę się wyjaśnianiem tobie

szczegółów naszego projektu i roli, jaką w nim masz

odegrać. Wcześniej jednak powiem ci, że najpóźniej za jakieś

trzy, cztery dni przeniesiemy twoją świadomość do

wisiorka. Trochę boję się tego momentu, ponieważ poprzednie

próby nie powiodły się. Teraz jednak sytuacja

jest inna, więc mam nadzieję, że wszystko się uda.

– Czy możesz mi powiedzieć jak to będzie wyglądać od

strony technicznej? – zapytałem.

– Wszystkich szczegółów z przyczyn oczywistych nie

mogę ci zdradzić, ale trochę tak. Mówiąc wprost, twoja

świadomość na jakiś czas zostanie wyłączona. Zgodnie

z twoją sugestią zrobimy kilka kopii wszystkiego, co zostało

zapisane w twoim mózgu. Później specjalnie skonstruowany

nośnik danych zostanie zamontowany w wisiorku.

Tak to będzie wyglądało w skrócie. Jak widzisz

Mark z twojej perspektywy nie będzie to zbyt skomplikowane.

– Niby tak – powiedziałem – a jak coś pójdzie źle?

– No to będziemy mieli problem – powiedziała. Mam

jednak nadzieję, że żadnych niespodzianek nie będzie.

Dziesiątki naszych specjalistów dokonywało różnych symulacji

i wszystko wskazuje na to, że powinno się udać.

– Też mam taką nadzieję – powiedziałem. Mimo, że

funkcjonuję tylko jako świadomość zamknięta w określonej

powierzchni nośnika danych, to i tak jestem zadowo-66

lony z takiego stanu i nie chciałbym, aby coś mogłoby się

w tej mierze zmienić na gorsze.

– Będzie dobrze – powiedziała Ann i dodała – teraz

zdradzę ci więcej szczegółów naszego projektu.

– Jak wiesz, główną przeszkodą w badaniach są trudności

ze znalezieniem sposobu wpływania na zachowania

ludzkiego mózgu. Jeśli chodzi o proste czynności, jeste-

śmy w stanie je kontrolować. Te bardziej skomplikowane

jak na przykład związane z uczuciami miłości, litości czy

nienawiści nie poddają się próbom wpływania na nie. Mo-

żemy co prawda częściowo wymusić podejmowanie decyzji

w tych obszarach, ale tylko w bardzo ograniczonym

zakresie. Poza tym nigdy tak do końca nie jesteśmy pewni,

czy decyzje takie nie będą zmieniane w trakcie ich realizacji.

Tutaj widzę miejsce dla ciebie. Chciałabym sprawdzić

przy twojej pomocy, czy i w jakim stopniu możliwe będzie

wpływanie na decyzje o bardziej złożonej formie. O tym

jednak będziemy rozmawiać w trakcie realizacji poszczególnych

zadań, w zależności od zaistniałych sytuacji. Być

może nie będzie to w ogóle możliwe. Jesteś przecież tylko

kopią.

– Przepraszam powiedziała. Wiem że możesz czuć się

urażonym, ale taka jest prawda i ty o ty wiesz.

– Tak wiem i już zaczynam się do tego przyzwyczajać.

Chciałbym to zmienić ale wiem, że nie będzie to łatwe.

– Tak – powiedziała Ann. Wspominałam ci już wcze-

śniej, że pracujemy nad tym i bez twojej pomocy nie będzie

możliwe sprawdzenie naszych teoretycznych założeń.

– Jeśli nie będę chciał brać w tym udziału, to co? – przerwałem

jej.

Zaśmiała się bardzo głośno. 67

– Tego, że będziesz chciał, akurat jestem pewna. Przecież

tobie najbardziej zależy, by wrócić do swojego ciała.

Nam też, więc cel mamy wspólny. Prawda?

– Masz rację, tak tylko zapytałem. Wiesz przecież, że

nie mam w tej mierze większych marzeń, jak powrót do

swojego ciała.

– Oczywiście, że wiem, dlatego nie martwię się tym.

– Ann powiedz mi jeszcze jak to jest z tą kontrolą decyzji

podejmowanych przez mózgi innych ludzi. O ile wiem

już mnisi buddyjscy wiele wieków temu potraili zmusić

swoje mózgi do określonych zachowań. Panowali nad bó-

lem i swoim układem immunologicznym. Te swoje umiejętności

wykorzystują przecież nadal. Dzisiaj cała armia

naukowców dysponująca najnowocześniejszym sprzętem

i nieograniczonymi praktycznie środkami inansowymi

nie może sobie z tym poradzić? Przyznam że nie bardzo

rozumiem dlaczego.

– Widzisz – powiedziała Ann – to o czym mówisz jest

prawdą, ale tylko w części. Naukowcy osiągnęli znaczny

postęp w tej dziedzinie. Korzystając z doświadczeń tych

mnichów, o których wspomniałeś, czy osiągnięć współ-

czesnej medycyny zrobili w tej dziedzinie znaczne postę-

py. Potraimy już zmusić, czy raczej nakłonić innych ludzi

do określonych zadań. Można na przykład „oszukać”

mózg w taki sposób, aby będąc przekonany, że otrzymuje

on właściwe dane, podejmował decyzje zgodne z oczekiwaniami

tego, kto chciał osiągnąć określone cele.

– Jak to możliwe? – zapytałem.

Ludzie przecież myślą i nie bardzo wierzę, by łatwo

można by ich oszukać.

– Mylisz się bardzo – powiedziała. 68

– Przypomnij sobie, co z widzami w cyrku robią choćby

iluzjoniści.

– No tak, ale to jest tylko zabawa, a ty mówisz mi o takim

opanowaniu mózgów, by ludzie nie mieli wpływu na

swoje decyzje.

– No właśnie. Dochodzimy chyba do sedna problemu

– powiedziała. – Wspominałam, że duża część naukowców,

kiedy zorientowali się do czego to wszystko może

doprowadzić, nie chce dalej uczestniczyć w tych badaniach.

Problem z nimi polega na tym, że zbyt dużo wiedzą

o projekcie. Wiedza o tych badaniach nie może pod żadnym

pozorem wydostać się poza nasz ośrodek badawczy.

Wyobraź sobie, co by się mogło stać, gdyby dostała się ona

w ręce niezrównoważonych osób. Nie możemy do tego

dopuścić. Nie możemy również kontynuować tych badań

w takim stopniu jak było to wcześniej zaplanowane. Jak

widzisz sprawa jest poważna. Znaleźliśmy się w ślepym

zaułku. Nie możemy zrezygnować z pracy tych naukowców

i nie możemy też zrezygnować z tych badań. Wszyscy

którzy mają świadomość doniosłości tych badań, szukają

gorączkowo rozwiązania. Mówię ci to dlatego, ponieważ

jesteś teraz najważniejszym obiektem naszych badań. Być

może wpadniesz na jakiś pomysł, który pomoże nam kontynuować

te badania.

– Dlaczego ja? – zapytałem.

– Jest wiele powodów – odpowiedziała. – Nie mogę ci

mówić o wszystkich szczegółach, ale prócz tych, które

przytaczałam wcześniej, mogę zdradzić ci, że dzięki skopiowaniu

twojego mózgu teraz mam dostęp do twoich poglądów

i myśli.

– Naprawdę wiesz o wszystkich moich myślach – spytałem?

69

– Tak właśnie jest. Możemy kontrolować wszystkie

twoje myśli.

– Nie jestem tego taki pewny – powiedziałem.

Pomyślałem w tym momencie o moich erotycznych

przeżyciach. Pomyślałem, że albo ona wiedziała o wszystkim

i tylko udawała że o niczym nie ma pojęcia, albo nie

wszystkie sfery mojego umysłu podlegały kontroli.

Ann spojrzała na mnie z uwagą i spytała.

– O czym ty mówisz? Czy jest coś o czym nie wiem?

– Nie, nie wierzę. Jestem pewna, że wiem o wszystkim,

o czym ty myślisz. Ale jeśli jest choć ziarenko prawdy

w tym, co powiedziałeś przed chwilą, muszę to dokładnie

sprawdzić. Myślałam, że nasze teoretyczne założenia

sprawdzają się w stu procentach przerwała moje rozmy-

ślania Ann. Jeśli jest inaczej, to czeka nas jeszcze długa

droga do osiągnięcia celu. Dlaczego nic nie mówisz, może

tylko mnie podpuszczasz? Może masz mi coś za złe i chcesz

mnie ukarać dokładając mi dodatkowej pracy przy sprawdzaniu

jeszcze raz wszystkich wyników badań.

Nic jednak nie powiedziałem. Byłem zbyt zszokowany

tym, co usłyszałem. Zaczęło docierać do mnie, dlaczego

było tyle wątpliwości wokół tych badań. Trudno pogodzić

się z tym, że wszystkie myśli będą stale pod kontrolą innych.

To mogłoby zabić w ludziach ich człowieczeństwo

i wszystkie cechy właściwe tylko jednemu gatunkowi

w całym wszechświecie. Musiałem się nad tym zastanowić

i sprawdzić, czy rzeczywiście są jakieś sfery moich

myśli, których nie można kontrolować. Ponieważ nie odzywałem

się, Ann powiedziała:

– Ty nie żartowałeś, coś wiesz. Powiesz mi co wiesz,

czy mam sama to sprawdzić. 70

– Nic nie wiem – powiedziałem. – Możesz sprawdzać

skoro masz takie możliwości.

– Sprawdzę natychmiast. Jest to zbyt poważna sprawa,

aby nie sprawdzać wiele razy każdej wątpliwości.

To mówiąc, wyszła. Po tym, co usłyszałem, czułem się

zupełnie rozbity. Dotychczas byłem całkowicie przekonany,

że prace nad tym Projektem powinny być kontynuowane.

Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Dziwiłem

się nawet, że tylu ludzi ma takie wątpliwości. Po

tym jednak co teraz powiedziała mi Ann, musiałem sobie

jeszcze raz wszystko przemyśleć. Z jednej strony możliwość

wpływania czy mówiąc precyzyjniej kierowania

ludzkim mózgiem otwierała nieograniczone możliwości

w różnych dziedzinach życia. Jeśli badania potwierdzi-

łyby przypuszczenia niektórych naukowców, że to nasz

mózg, a nie my sami, dokonuje wyborów co do podejmowania

decyzji, to możliwość dowolnego wpływania na te

decyzje mogłaby nie dopuścić do wielu nieszczęść. Wielu

naukowców twierdzi też że to nasz mózg leczy nasze ciało

a nie leki, więc i w medycynie wiele można by zmienić. Ta

rozmowa dała mi dużo do myślenia. Zasiała również wiele

wątpliwości w mojej świadomości których wcześniej nie

miałem. Dotychczas byłem bezgranicznym entuzjastą takich

badań. Być może spowodowane to było moją osobistą

sytuacją, w jakiej się znajdowałem. Przecież bez tych

badań nie mógłbym wrócić do swojego ciała i mówiąc

wprost nie istniał bym. Po prostu bym nie żył. Być może

nie byłem obiektywny. Nawet na pewno. W ocenie moralnej

projektu na pewno kierowałem się własnym interesem

i może dlatego nie zastanawiałem się nad etycznymi

aspektami tych zagadnień. Teraz jednak po rozmowie z

Ann, zacząłem się nad tym wszystkim zastanawiać. Po-71

trzebowałem więcej czasu aby przekonać siebie samego

że uczestniczyć czynnie w tym projekcie postępuję wła-

ściwie. Zastanawiałem się również nad tym co powiedzia-

ła Ann o kontroli moich myśli. Wydawało mi się, że jednak

ja mam rację. Ona nie w pełni mogła kontrolować pracę

mojego mózgu. Nie wiem tylko, czy tak jest w istocie, czy

można inaczej można kontrolować prawdziwy mózg a

inaczej jego kopię. Ja przecież byłem tylko kopią swojego

mózgu. Musiałem wymyślić sposób na sprawdzenie

tego. To na pewno pomogłoby rozstrzygnąć wiele wątpliwości

dotyczących aspektów moralnych tych badań.

Cały czas biłem się z myślami i jak na razie nie przyniosło

to żadnego efektu. Ann nie pokazywała się od dłuższego

czasu. Normalnie byłbym tym zaniepokojony. Teraz jednak

miałem poważniejsze sprawy do przemyślenia. Starałem

się przypomnieć sobie wszystko, co wiem na ten

temat. Uporządkowałem wszystkie wiadomości i punkt

po punkcie poddawałem dokładnej analizie. Zastanawia-

łem się, co jest ważniejsze. Osiągnięcie ogromnych korzy-

ści których spodziewano się w przypadku pozytywnych

efektów przeprowadzonych doświadczeń, czy strat tym

spowodowanych. Co prawda ani konkretnych strat ani

wszystkich korzyści nikt nie był w stanie określić. To dodatkowo

komplikowało możliwość obiektywnej oceny. Po

długich rozważaniach i męczących rozmyślaniach dokonałem

bilansu korzyści i strat. Doszedłem do wniosku, że

w żadnym przypadku nie da się zatrzymać postępu w nauce.

Trzeba więc kontynuować badania. Skupić należy się

jednak na znalezieniu takich sposobów zabezpieczenia

tajemnic związanych z projektem aby nic nie dostało się

w niepowołane ręce. Uspokoiłem się i postanowiłem pomyśleć

w jaki sposób można by przekonać wszystkich za-72

trudnionych w pracach nad projektem do słuszności tych

badań. Miałem nadzieję, że wkrótce wpadnę na pomysł,

jak to zrobić. Miałem już zarysy pomysłu ale wymagało

to jeszcze przemyślenia. Przede wszystkim nie mogłem

zdradzić Ann żadnych szczegółów.73

ROZDZIAŁ VI

Upłynęło dość długo czasu, zanim mogłem porozmawiać

z Ann. Nie zmarnowałem tego czasu. Wiedząc już,

co nieco o Projekcie, byłem pewny, że nic złego mnie

nie spotka. Mówiąc „mnie” ciągle myślałem o sobie jako

o człowieku a nie jego kopii. Byłem bowiem przekonany,

że prędzej czy później powrócę do swojego ciała i uda się

uruchomić mój mózg. Wiedziałem, że jest to tylko kwestią

czasu. Pytanie tylko, jak długo mogło to potrwać? Tego

niestety nie wiedział nikt. Widząc jednak zaangażowanie

Ann i pozostałych specjalistów, wiedziałem, że zrobią oni

wszystko, by nie trwało to długo. Miałem co prawda niewielkie

obawy czy wszystko uda się w pełni i czy będę takim

samym człowiekiem jak przed zawałem. Wierzyłem

jednak w Ann. Bardzo mi się podobała jako kobieta, a ja

pięknym kobietom wierzyłem bez zastrzeżeń. Ktoś może

powiedzieć, że jest to z mojej strony skrajna naiwność, ale

taki byłem i nic nie jest w stanie tego zmienić. Chyba tylko

Ann mogłaby coś pomajstrować w moim mózgu, ale wtedy

musiałbym przed nią przyznać się do mojej naiwności.

Tego jednak nie chciałem. Dotychczas nie spotkało mnie

nic specjalnie złego ze strony kobiet i chciałbym, aby tak

zostało. Majstrowanie w moim mózgu w tym obszarze mogłoby

się skończyć nieciekawie. Tak więc postanowiłem

nie poruszać tego tematu w rozmowach z Ann. Miałem

również pewien pomysł jak skłonić sceptycznych w sprawie

Projektu do pełnego zaangażowania się w badania. 74

Nie chciałem jednak wszystkiego zdradzać od razu. Był to

również pewnego rodzaju test sprawdzający, czy rzeczywiście

Ann jak twierdziła mogła kontrolować moje myśli.

Miałem co do tego duże wątpliwości, dlatego chciałem ją

po prostu sprawdzić. Wiedziałem, jak zależy jej na Projekcie.

Jeśli więc będzie wiedzieć o czym myślę, zacznie natychmiast

realizować mój pomysł. Jeśli jednak w najbliż-

szym czasie nic nie będzie się działo, to będzie znaczyć że

po prostu blefowała. Tak czy inaczej, muszę poczekać aż

moja świadomość zostanie przeniesiona do wisiorka. Ann

mówiła, że będzie to wkrótce, najwyżej za kilka dni. Jednak

w mojej ocenie minął już przynajmniej tydzień a Ann nie

pokazywała się. Trochę mnie to denerwowało, ale tłumaczyłem

sobie zwłokę jakimiś problemami technicznymi

związanymi z umieszczeniem mojej świadomości w tym

wisiorku. Minęło jeszcze kilka dni, kiedy poczułem znane

mi wibracje połączone z błyskami i różnymi szumami. By-

łem pewny że zaraz odzyskam zdolność porozumiewania

się z otoczeniem i miałem rację. Po kilku chwilach zobaczyłem

przed sobą uśmiechniętą twarz Ann. Był to jeden

z najpiękniejszych widoków jakie doświadczyłem w życiu.

A Ann? Była coraz piękniejsza. Swoją drogą, jak ona

to robiła? Może korzystała z prowadzonych tu eksperymentów.

Może tradycyjne gabinety kosmetyczne zamieni-

ła na laboratorium. Może. Ale cóż to ma do rzeczy. Ważny

jest efekt a ten był porażający. Znowu poczułem ogromne

pożądanie. Przez chwilę zapomniałem, że nie mam cia-

ła tylko świadomość i chciałem natychmiast, nie bacząc

na nic, posiąść ją choćby na oczach wszystkich. Tak silne

było to pragnienie. Nigdy dotychczas nie doświadczyłem

czegoś podobnego. Nie widziałem, dlaczego tak się dzieje.

Czy ktoś coś majstrował w moim mózgu, czy podczas 75

kopiowania została nadmiernie pobudzona moja strefa

erogenna. Kwestia ta nie była dla mnie ważna, czułem bowiem,

że zbliża się orgazm. Tak się stało. W jednej chwili

wszystko zawirowało i gdzieś odpłynęło. Ogarnęło mnie

takie błogie uczucie jakiego nigdy jeszcze nie doznałem.

Przez dłuższą chwilę nie byłem zdolny do myślenia i postrzegania

czegokolwiek. Po chwili, kiedy fala niespotykanej

przyjemności zaczęła opadać, dostrzegłem przed sobą

jakiś ruch. Zobaczyłem zaniepokojoną twarz Ann i innych

osób wpatrujących się w ekran za którym się znajdowa-

łem. Ann dopytywała się ciągle co się stało. Nikt nie mógł

odpowiedzieć na to pytanie. Kilka osób stukało w klawiatury

komputerów i w różne przyciski próbując przywrócić

możliwość komunikacji ze mną. Kiedy odzyskałem pełną

świadomość, uśmiałem się serdecznie. Uświadomiłem sobie,

że nikt poza mną nie wiedział co się stało. Otrzyma-

łem dowód, że sfera erogenna nie podlega żadnej kontroli.

Było mi to bardzo na rękę. Ucieszyłem się jak dziecko, że

w pewnym stopniu wprowadziłem w błąd takich specjalistów.

W następnej chwili pomyślałem natychmiast o Ann

i zaczynałem wyobrażać sobie różne sytuacje erotyczne.

Domyślałem się, że ona nie jest świadoma, że uczestniczy

w moich fantazjach seksualnych. Zastanawiałem się, czy

w każdej sytuacji wymyślonej przeze mnie, Ann nie bę-

dzie niczego świadoma. Miałem nadzieję sprawdzić to w

najbliższym czasie. Teraz jednak musiałem wrócić do rzeczywistości.

Zebrałem się w sobie i powiedziałem.

– Witaj Ann, co się dzieje? Dlaczego dzisiaj tak długo

trwa przywracanie mojej świadomości do możliwości

normalnej komunikacji.

– No, nareszcie – powiedziała. – Bałam się, że coś uległo

awarii. Wydaje się jednak, że sytuacja jest opanowana. 76

Bardzo się cieszę Mark. Mam dla ciebie bardzo dobre wie-

ści. Za chwilę co prawda znowu będziemy musieli wyłą-

czyć twoją świadomość, ale mam nadzieję, że będzie to już

ostatni raz. Nasi specjaliści wszystko dokładnie sprawdzili.

Zaraz zaczną przenosić twoją świadomość do tego oto

wisiorka.

To mówiąc pokazała mi go. Spodobał mi się. Uświadomiłem

sobie, że od tego momentu ten wisiorek będzie na

długi czas moim domem. Miałem trochę obaw jak to bę-

dzie funkcjonować w praktyce, ale nie dane mi było zastanowić

się nad tym.

– Posłuchaj Mark – odezwała się Ann. Zmarnowaliśmy

już dzisiaj sporo czasu. Wszystkim nam zależy na jak najszybszym

„uruchomieniu” wisiorka. Tak więc spotykamy

się na moim biuście.

Zaśmiała się głośno. Wydawało mi się, że słyszałem

tam jakby pewną nutkę zalotności. Ale chyba mi się zdawało.

Tym bardziej, że pozostali również wybuchnęli

śmiechem.

– W każdym razie Mark, widzimy się niebawem. Miłych

snów – powiedziała – i znów zapanowała ciemność.

Wbrew moim obawom niezbyt długo przebywałem

w ciemności. Trwało to tylko jakieś dwa dni. Później poczułem

znajome drżenie a po chwili błyski i szumy. Dość

szybko odzyskałem zdolność widzenia i słyszenie. Jedyne

co było inne to perspektywa, z której patrzyłem na otoczenie.

Ucieszyłem się bardzo, bo byłem pewny, że wszystko

poszło tak jak było planowane. Zdziwiłem się tylko, że

nie widziałem Ann. To nie było normalne. Przecież od zawsze,

kiedy odzyskiwałem możliwość nawiązywania kontaktów,

pierwsze co zobaczyłem, to była Ann. Teraz było 77

inaczej. Jej nie było. Poczułem coś na kształt strachu. Nagle

usłyszałem jej głos.

– Mark, wszystko poszło dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy.

Myślę, że ty też będziesz zadowolony.

Ponieważ nie odzywałem się, Ann z nieukrywanym

niepokojem zapytała:

– Mark co się dzieje? Przecież wszystko powinno być

dobrze. Powiedz coś.

– Witaj Ann. Nie wiem czy wszystko jest dobrze. Widzę

i słyszę wszystko z wyjątkiem ciebie powiedziałem. Ann

roześmiała się.

– Zapomniałeś, że przenieśliśmy twoją świadomość do

wisiorka. Czy tak?

– Pamiętam, ale to nie zmienia faktu, że cię nie widzę.

Ann znowu roześmiała się. – Chyba straciłeś zdolność logicznego

myślenia. Będę musiała przywrócić ją tobie za

pomocą lustra.

– Przepraszam, czego? – Zapytałem.

Jednocześnie pomyślałem, że to z myśleniem Ann jest

coś nie tak. O czym ona mówi, jakie lustro? Ann odezwała

się.

– Oj Mark, pomyśl. Wcześniej spoglądałeś na świat poprzez

ekran urządzenia, które było umocowane na trwałe

do podłoża. Twoje pole widzenia siłą rzeczy było ograniczone.

Czy to rozumiesz?

– Oczywiście, odpowiedziałem. Czy ty sugerujesz że

jestem jakimś niedouczonym matołem? Chcesz mnie obrazić.

– Nie unoś się – odpowiedziała. Niczego nie sugeruję.

Chciałam tylko powiedzieć, że skoro teraz tkwisz w wisiorku,

który ja noszę na moich piersiach, to chyba oczywistym

jest, że nie możesz mnie widzieć. 78

Zamurowało mnie. Jasny gwint, ale się zbłaźniłem. Nie

wiedziałem, co powiedzieć. Wykrztusiłem tylko:

– Przepraszam cię.

– Nie ma sprawy – odpowiedziała. – Nie miałem zamiaru

poddawać w wątpliwość twojej inteligencji. Ja też

ostatnio popełniłam wiele gaf. Usprawiedliwia nas tylko

jedno. Waga tego, co udało się nam osiągnąć. Mark pomyśl,

jakie to ważne. Nie mogę wyobrazić sobie, co będziemy

mogli jeszcze razem zrobić. Jak wiesz twoja pomoc w tych

eksperymentach będzie nieodzowna. Proponuję dać nam

trochę czasu na przemyślenie planów na przyszłość. Teraz

oddamy się testowaniem możliwości, jakie ukryte są

w tym wisiorku. Mark teraz będziesz towarzyszyć mi prawie

przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Będziesz

widział i wiedział prawie wszystko, co robię. Oczywiście

w niektórych sytuacjach będę cię wyłączać. Osoby, z któ-

rymi będę się spotykać, nie będą mieli świadomości, co

mieści się w tym wisiorku. Tak więc Mark zabiorę cię

w mój świat. Czy masz pytania?

Oczywiście, że miałem i to dużo. W tej chwili jednakże

nic specjalnego nie przychodziło mi do głowy.

– Na razie jestem zbyt oszołomiony tym wszystkim co

tutaj się dzieje, powiedziałem. Myślę, że teraz będę mógł

zadawać ci pytania bezpośrednio w trakcie trwania eksperymentu.

Jak rozumiem teraz będę mógł uczestniczyć

we wszystkich czynnościach, w których również ty bę-

dziesz uczestniczyć. Czy tak? – zapytałem.

– Prawie we wszystkich – odpowiedziała Ann. Rozumiesz,

że są sytuacje, w których będę musiała cię „wyłą-

czyć”.

– W jakich? – zapytałem. 79

– Mark, no co ty? Nie chcesz chyba powiedzieć, że

chciałbyś być obecny we wszystkich sferach mojego życia

intymnego, prawda?

Poczułem się jak małolat przyłapany na podglądaniu.

Przez chwilę nie wiedziałem co powiedzieć. Prawdę mó-

wiąc w pewnych sytuacjach chciałbym być przy niej.

– Nie oczywiście, że nie. Co ja bredzę. Co się ze mną

dzisiaj dzieje? To chyba przez emocje związane z udanym

eksperymentem. Ann oczywiście rozumie, to powiedzia-

łem. Myślę że za dużo zwaliło się na mnie i dlatego sprawiam

wrażenie, jakbym nie wiedział co mówię.

– W porządku – powiedziała Ann. Wszyscy dzisiaj

zachowujemy się trochę dziwnie. Mam nadzieję, że jak

ochłoniemy wszystko wróci do normy. – Teraz ty – zwró-

ciła się do mnie – na razie obserwuj wszystko dokładnie.

Musimy ustalić pewne zasady współpracy. Jak wiesz nikt

nie wie, że twoja świadomość znajduje się w wisiorku,

który noszę na piersiach.

– Oczywiście, że wiem – powiedziałem.

– Więc tak ma zostać – powiedziała Ann. – W związku

z tym, pamiętaj, że pod żadnym pozorem nie będziesz

mógł się odezwać, gdy ktoś będzie znajdować się w pobli-

żu. Poza tym tylko ja będę decydować o tym, kiedy będę

cię „włączać” i „wyłączać”. Czy to jest jasne?

Mimo że nie bardzo odpowiadał mi taki układ, nie mia-

łem wyjścia. Musiałem powiedzieć „tak”.

– No, skoro rozumiemy się, możemy przystąpić do

przeprowadzania testów.

– Dobrze – odpowiedziałem.

– Od czego zaczynamy? 80

– Na razie tylko od obserwacji. Będę zabierać cię wszę-

dzie tam, gdzie będzie to konieczne lub tam, gdzie będę

chciała pokazać ci coś ciekawego.

– Od czego więc zaczniemy?

– Od pójścia na kawę do naszej kawiarenki. Tam poznasz

większość z moich współpracowników.

– Dobrze – powiedziałem. – Idźmy więc.

Byłem bardzo ciekawy tego, co będzie się działo w najbliższym

czasie. Ann powiedziała:

– Pamiętaj o naszych ustaleniach.

Podniosła się z krzesła, na którym siedziała i poszła

w głąb jednego z kilku korytarzy. Poczułem się bardzo

dziwnie. Każdy krok Ann, powodował ruszanie się wisiorka,

a co za tym idzie ja również poruszałem się tak samo.

To było niesamowite. Wydawało mi się, że wszystko w ko-

ło się kiwa. Miałem zawroty głowy i czułem się tak, jakbym

miał za chwilę zwymiotować. Powiedziałem to Ann.

– To minie – odpowiedziała. – Musisz przyzwyczaić

się do nowej sytuacji. Twój mózg reaguje tak, jakbyś miał

ciało. Musisz przekonać go że jest inaczej. Mówiąc wprost

musisz go oszukać. Kiedy to ci się uda, nie będziesz do-

świadczać żadnych przykrych odczuć.

Miała rację. Muszę oszukać moją świadomość. W taki

sposób, żeby do mojej podświadomości traiła informacja,

że nic niezwykłego się nie dzieje. Nie było to niestety takie

proste. Oszukać świadomość nie jest tak łatwo. Wymaga

to systematyczności w przekonywaniu świadomości, że

to co odczuwa nie jest prawdziwe. Poza tym wymagało to

skupienia i koncentracji a przede wszystkim czasu. Tego

ostatniego miałem pod dostatkiem. Byłem więc dobrej

myśli, że wszystko się uda. 81

Przekonywać moją świadomość będę wtedy, kiedy

Ann mnie „wyłączy”. Na razie jednak muszę znosić te niezbyt

przyjemne odczucia. Miałem nadzieję, że myślenie

o poznaniu rzeczy dotychczas dla mnie niedostępnych

zniweluje je. Byłem przekonany, że szybko przekonam

moją świadomość, albo po prostu przyzwyczaję się. Jedna

i druga opcja bardzo mi odpowiadała, więc przestałem

się tym przejmować. Dziwnie się czułem, kiedy wisząc na

szyi Ann, a tak naprawdę leżąc na jej piersiach, przemieszczałem

się z nią po tych korytarzach i pomieszczeniach.

Dawno nie doświadczyłem takiej przyjemności. Nie mia-

łem przecież ciała, a odczuwałem wszystko tak, jakbym

je miał. Wszystko docierało do mnie tak samo jak kiedyś.

Czułem się bardzo dobrze. Byłem prawie w euforii. Razem

z Ann dotarliśmy do dużego pomieszczenia. Wyglądało to

na połączenie sali konferencyjnej z kawiarnią. W istocie,

jak później się przekonałem, pełniło taką funkcję. Był to

bardzo dobry pomysł. W tym pomieszczeniu wszyscy pracujący

przy projekcie naukowcy mogli dyskutować o efektach

ich pracy. Jednocześnie, bez zbytniej straty czasu

mogli napić się czegoś czy zjeść jakiś posiłek. Z początku

z ciekawością przysłuchiwałem się prowadzonym tu dyskusjom.

Nie trwało to jednak długo. Szybko zorientowa-

łem się, że nie rozumiem zbyt dużo z tego, co oni mówili.

Wachlarz tematów był bardzo duży. Poza tym często poruszano

takie szczegóły, że naprawdę nie wiedziałem o co

chodzi. Bardzo szybko znudziłem się tą sytuacją. Chcia-

łem nawet poprosić Ann, aby wyłączała mnie w takich

sytuacjach. Szybko jednak zrezygnowałem z tego pomysłu.

Nie chciałem, aby Ann robiła to automatycznie kiedy

uzna, że to może mnie nie interesować. Chciałem bowiem

wiedzieć jak najwięcej. Przecież część z omawianych tutaj 82

propozycji dotyczyła bezpośrednio mnie. Nie mogłem tego

przeoczyć. Męczyłem się tak przez kilka dni. Ann w tym

czasie uczestniczyła intensywnie we wszystkich pracach

związanych z wdrażaniem Projektu i wieczorem nie mia-

ła siły na rozmowy ze mną. Ja również byłem zmęczony ta

nową dla mnie sytuacją. Zacząłem się już przyzwyczajać

do funkcjonowania poza moim ciałem. Powiem więcej.

Zaczynało mi się to podobać. Po kilku dniach, kiedy nerwowość

związana z testowaniem wisiorka trochę opadła,

Ann powiedziała, że teraz nadszedł czas na dokładnie zaplanowanie

wszystkich czynności, które mamy wykonać.

Wieczorem po zakończeniu pracy Ann zdjęła wisiorek i

położyła go na stoliku. Zapytałem dlaczego to robi. Usiadła

obok stolika i powiedziała:

– Z prostego powodu Mark. Łatwiej będzie się nam rozmawiać,

gdy będziemy mogli wzajemnie się widzieć.

Rzeczywiście miała rację. Po raz kolejny uświadomi-

łem sobie, że z moim logicznym myśleniem jest coś nie

tak. Ann, jakby odgadując to o czym myślę, powiedziała:

– Nie przejmuj się. Dla ciebie jest to przecież zupełnie

nowa sytuacja. Prawdę mówiąc, jestem pełna podziwu dla

ciebie. Nie wiem, czy ktoś inny mógłby sobie tak doskonale

radzić z tym wszystkim tak dobrze jak ty. Powiem więcej.

Ja również nie wiem jak bym zareagowała na to wszystko

z czym ty musisz się zmagać. Nie martw się więc na zapas

tylko zbieraj siły na dalsze prace nad Projektem.

No no, tego się po niej nie spodziewałem. Moje poczucie

własnej wartości znacznie wzrosło. Po tych słowach

nabrałem większej ochoty na uczestniczenie w doświadczeniach.

Byłem nawet gotowy wsłuchiwać się uważniej

w to, co mówią uczestnicy codziennych narad. Okazało

się, że raczej nie będzie takiej potrzeby. Ann powiedziała, 83

że najbliższe dni będziemy spędzać w laboratorium w któ-

rym znajduje się moje ciało. W zależności od tego, co tam

usłyszymy, podejmie decyzję co będzie robić później. Do

Laboratorium udaliśmy się następnego dnia. Dziwnie się

czułem spoglądając na swoje ciało które znajdowało się

w dużym szklanym cylindrze. Było częściowo zanurzone

w jakimś płynie. W różne miejsca przyczepione były do

niego przewody i rurki. Wszystko, co działo się w mym

ciele, rejestrowane było na kilku urządzeniach i pokazywane

na ekranach i wykresach. Ann odszukała kierownika

Laboratorium i poprosiła go o dokładne sprawozdanie

z wyników przeprowadzanych tutaj eksperymentów. Zobaczyłem

coś jakby zaskoczenie na twarzy tego naukowca.

Uniósł brwi w geście zdziwienia i powiedział:

– Jak sobie pani życzy. Co prawda na bieżąco informuję

panią o wszystkich naszych poczynaniach, ale skoro chce

pani usłyszeć o wszystkim bezpośrednio ode mnie, jestem

do dyspozycji.

– Proszę nie traktować tej prośby jako braku zaufania

do pańskich raportów. Ja po prostu chcę usłyszeć to jeszcze

raz, tyle że z pańskich ust.

Mówiąc to Ann uśmiechnęła się tak, że żaden mężczyzna

na świecie nie byłby w stanie odmówić żadnej z jej

próśb.

– Tak oczywiście, ma pani rację. Ja tak nie myślałem,

nie śmiałbym. Przecież pani wie.

Mówiąc to spuszczał oczy, jąkał się i chrząkał. Zauwa-

żyłem że również zarumienił się. Zrozumiałem jaką moc

posiadała Ann. Jak uśmiechając się mogła z mężczyznami

zrobić dosłownie wszystko. Nagle olśniło mnie. Wiedzia-

łem już co trzeba zrobić by przekonać niezdecydowanych

naukowców do większego zaangażowania się w Projekt. 84

Byłem już pewny, że pozbędą się oni swoich wątpliwo-

ści. Ucieszyłem się, że nie będę musiał męczyć się nad

znalezieniem sposobu na pokonanie wątpliwości niektó-

rych naukowców co do celowości prowadzonych badań.

Rozwiązanie nieświadomie podpowiedziała mi Ann. Z

początku chciałem powiedzieć jej o tym natychmiast. Ponieważ

w tej chwili rozmawiała ona o wynikach prowadzonych

badań, postanowiłem trochę poczekać. Zresztą

i tak zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami nie mogłem

się odezwać. Nasza tajemnica dotycząca wisiorka mogłaby

się wydać. Pomyślałem sobie jednak, że Ann mogłaby

zwrócić się do techników, aby zainstalowali taki system,

który pozwoliłby mi skontaktować się z Ann w sytuacjach

awaryjnych. Miało by to działać tak, aby nie zwracać niczyjej

uwagi. Sądziłem, że nie będzie to stanowiło jakiegoś

większego problemu. Teraz mogłem w spokoju przysłuchiwać

się temu, co mówił kierownik Laboratorium. Z

początku nie było to dla mnie zbyt interesujące. Omawiał

szczegóły techniczne tego, co ostatnio tutaj robiono. Po

chwili jednak zaczął omawiać sprawy związane bezpo-

średnio z moim ciałem. Wytężyłem słuch. Dowiedziałem

się, że moje ciało jest w doskonałym stanie. Wszystkie

jego komórki są odżywiane prawidłowo. Każdy narząd

pracuje bez zarzutu. Aktualnie trwają prace nad odmłodzeniem

wszystkich jego komórek. Dowiedziałem się też,

że teoretycznie jest to możliwe. Problem polega na tym,

aby zmusić komórki do ponownego wytwarzania nowych

organów. Kierownik powiedział, że mają już dokładnie

opracowany plan, jak to zrobić. Zauważyłem, że ta informacja

bardzo poruszyła Ann.

– Co więc stoi na przeszkodzie – spytała. 85

– Jeden drobiazg – zaśmiał się kierownik. – Musimy

uruchomić mózg znajdujący się w tym ciele. Co prawda

wykazuje on pewne oznaki życia ale nie do końca.

– Co zamierzacie zrobić? – zapytała.

– Niestety wszystkie próby podjęte dotychczas nie

przyniosły oczekiwanych wyników. Ten problem mogą

rozwiązać tylko naukowcy pracujący pod pani kierownictwem.

Myślę o zespole, który zajmuje się kopiowaniem

ludzkiej świadomości.

– Tak, ma pan rację. Nie jest to jednak takie proste, jak

pan wie – odpowiedziała.

– Niektórzy naukowcy mają zbyt dużo zastrzeżeń

etycznych. Dostrzegają więcej zagrożeń związanych z tymi

badaniami niż korzyści.

– Tak, wiem o tym.

– Przyzna pani jednak, że nasza rola na tym etapie jest

zakończona. My jesteśmy gotowi w każdej chwili rozpocząć

dalsze prace, gdy tylko włączą się do nich uczeni

z pani zespołu.

Ann posmutniała.

– Mam pełną świadomość tego, o czym pan mówi. Obiecuję,

że zrobię wszystko, by współpraca naszych zespo-

łów zaczęła się jak najszybciej i zakończyła się sukcesem.

Będziemy w kontakcie.

Odwróciła się i wyszła z laboratorium. Była bardzo

smutna. Chciałem ją pocieszyć, ale ona bez ostrzeżenie

wyłączyła mnie. Byłem wściekły jak nigdy dotąd. Jak ona

mogła mnie wyłączyć? Miałem dla niej taką wspaniałą

wiadomość. Znalazłem przecież rozwiązanie, a ona nie

chciała ze mną rozmawiać. Dopiero po kilku dniach raczyła

mnie włączyć. Gdy zapytałem, dlaczego nie chciała

ze mną rozmawiać i co robiła w tym czasie, kiedy byłem 86

wyłączony, popatrzyła na mnie tak jakoś dziwnie i odpowiedziała:

– Uwierz mi, nie chciałbyś wiedzieć. Nic więcej nie uda-

ło mi się z niej wyciągnąć. Byłem bardzo zły. Pomyślałem,

że skoro nie chce mi nic powiedzieć, to ja również odpłacę

jej tym samym. Postanowiłem nie mówić jej nic o moim

pomyśle. Niech trochę się pomartwi. Nie tak umawialiśmy

się. Miała przecież zabierać mnie wszędzie z sobą i informować

o wszystkich badaniach, nad którymi tutaj pracowano.

Ona złamała zasady które sama ustaliła. W końcu

i tak będę jej musiał jej o wszystkim opowiedzieć ale dopiero

jak minie mi złość.

Następne dni były jakieś dziwne jeśli chodzi o nasze

wspólne relacje. Ann wyczuwała, że coś jest nie tak. Pytała

nawet kilka razy, co mi jest ale zawsze odpowiada-

łem, że wszystko jest w najlepszym porządku. Oboje wiedzieliśmy,

że tak nie jest. W końcu Ann nie wytrzymała i

opowiedziała mi co robiła w ostatnich dniach. To co usłyszałem

zszokowało mnie. Ann powiedziała, że po tym co

usłyszała od kierownika Laboratorium zupełnie się załamała.

Zdała sobie sprawę z tego, że nie ma pomysłu jak

przekonać niektórych naukowców do Projektu. Bez ich

pełnego zaangażowania i przekonania, że to co robią jest

właściwe, dalsze badana nie będą miały sensu. Powiedzia-

ła, że wbrew swoim zasadom wyszła z laboratorium i poszła

po prostu w miasto. Wstąpiła do jakiejś knajpy. Było

tam wielu ludzi, którzy bawili się doskonale przy głośnej

muzyce i dużej ilości alkoholu. Z początku chciała wyjść,

bo nie lubiła ani takich lokali ani głośnej muzyki, ani zbyt

dużej ilości alkoholu. Gdy odwróciła się, by opuścić ten

lokal, nagle wyrósł przed nią jak spod ziemi bardzo przystojny,

wysoki blondyn. Uśmiechnął się i powiedział: 87

– Skoro w tym lokalu pojawił się tak śliczny anioł, nie

pozwolę mu tak szybko odfrunąć. To mówiąc, wcisnął

do jej ręki szklaneczkę wina. – To jest czarodziejski płyn.

O nic nie pytaj. Wypij do dna, a później porywam cię do

tańca.

Ann dosłownie zamurowało. Jednak nie wiedząc dlaczego,

spełniła jego polecenie. Poczuła jakby ktoś uderzył

ją w głowę. Po chwili jednak odczucie to minęło. Całe napięcie

nagle odpłynęło. Chciała jak najszybciej zapomnieć

o wszystkich problemach związanych z pracą. Nagle poczuła

ogromną ochotę na tańce. Nie protestowała więc

kiedy nieznajomy poprowadził ją na parkiet. Dalej nie było

już tak dobrze. Nie pamiętała nic, co się z nią działo. Obudziła

się w tanim motelu poza miastem. Miała ogromnego

kaca. Wygrzebała się z pościeli i weszła pod prysznic. Usi-

łowała przypomnieć sobie, skąd wzięła się w tym pokoju.

Nie pamiętała również czy była tutaj sama, czy był jeszcze

ktoś. Nie mogła niestety nic sobie przypomnieć. W pewnym

momencie ogarnęła ją panika. Nie wiedziała nawet

jak się nazywa. Tego było już za wiele. Ubrała się szybko.

Zauważyła że jej sukienka nie była pierwszej świeżości. W

dodatku była poplamiona. Chciała jak najszybciej wszystko

wyjaśnić. Musiała dowiedzieć się przede wszystkim

kim jest. Zaczęła przeszukiwać pokój ale nie znalazła nic

co pomogło by jej przypomnieć sobie cokolwiek. Na stoliku

obok łóżka zauważyła złożoną kartkę papieru. Szybko

ją rozwinęła. Przeczytała. „Byłaś cudowna, ale na mnie już

czas. Zapłać w recepcji. Zabrałem ci trochę kasy. Chyba mi

się należało? W końcu napracowałem się przez ostatnie

trzy dni i noce. Pa. Może kiedyś wpadniesz jeszcze na łyk

tego czarodziejskiego napoju?” Cały świat zawirował. Z jej

głowy odpłynęła chyba cała krew. Tysiące myśli przelaty-88

wały przez jej głowę. O co tu chodzi? Jakie trzy dni, co ja

tutaj robiłam i z kim? Pora to natychmiast wyjaśnić. Szybko

udała się w kierunku widocznej w oddali recepcji. Kiedy

tam szła zauważyła, że kilka osób z personelu dziwnie

jakoś na nią spogląda. Usłyszała również, jak ktoś mówił

że od dawna nie wiedzieli takiego cyrku jaki odstawiła ta

spod trójki. Nagle uświadomiła sobie, że to ona była w pokoju

numer trzy. Przestraszyła się nie na żarty. Nie wiedziała

jak dowiedzieć się co się tutaj stało. Na szczęście

zanim cokolwiek powiedziała, jakiś człowiek zagrodził jej

drogę i powiedział:

– Jestem właścicielem tego motelu, proszę do mojego

biura.

Nie wróżyło to niczego dobrego, ale Ann nie miała wyj-

ścia. Posłusznie poszła za właścicielem do jego biura.

– Proszę pani, nie będę oceniać pani zachowania

w ostatnich dniach, bo nie taka jest moja rola. Proszę mi

tylko zapłacić za pobyt i wyrządzone szkody. Prawdę mó-

wiąc, nie chciałbym więcej gościć pani u nas.

Ann zamurowało. Czuła, że wydarzyło się coś, czego

z pewnością musiała by się wstydzić, gdyby wiedziała, co

zrobiła. Nie zapytała więc o wydarzenia minionych dni.

Spojrzała tylko na właściciela.

– Aha – powiedział. Pani rzeczy osobiste są w tym sej-

ie. Zachowała pani na szczęście tyle rozsądku, że posłuchała

pani rad mojego personelu, by tak zrobić. Nie wiem

co by się stało, gdyby ten typek, który ogołocił panią z ca-

łej gotówki, dobrał się do pani torebki. Miał wielką ochotę

na pani biżuterię a szczególnie na ten piękny wisiorek.

Na szczęście posłuchała pani naszej recepcjonistki, która

prawie siłą nie dopuściła do tego, aby ten typ z którym

pani przyszła ograbił panią ze wszystkiego. Strasznie się 89

awanturował. Dopiero groźba wezwania policji trochę go

uspokoiła. To, co usłyszała Ann prawie zwaliło ją z nóg.

Wykrztusiła tylko:

– Ja nic nie pamiętam.

– Nie dziwię się – wtrącił właściciel. – Po takiej ilości

alkoholu i jak przypuszczam również narkotyków nikt

niczego by nie pamiętał. W głowie Ann huczało. To, co

usłyszała było tak niedorzeczne, że nie mogła w to uwierzyć.

Nigdy wcześniej nie uczestniczyła w żadnym zdarzeniu

gdzie mogłaby stracić kontrolę nad tym co robi. Nie

chciała w to uwierzyć. Przecież w jej wypadku coś takiego

było niemożliwe. Po tym jednak, co usłyszała, zaczęła

mieć wątpliwości. Czuła się bardzo źle i zaczęło ogarniać

ją uczucie coraz większego wstydu. Nie wiedziała jeszcze,

co tak naprawdę się wydarzyło. Chciała wszystko wyja-

śnić, ale coś mówiło jej aby z tym jeszcze trochę poczekać.

Zamiast więc wypytać o wszystko właściciela motelu, powiedziała:

– Oczywiście zapłacę panu za wszystko. Proszę tylko

otworzyć ten sejf.

– Jak to? – Zapytał. Przecież to pani użyła własnego

kodu.

– O cholera – powiedziała Ann. – Niczego nie mogę sobie

przypomnieć. Proszę pana. Wracam teraz do pokoju.

Jak tylko przypomnę sobie kombinację szyfru, przyjdę do

pana i ureguluję należność.

Kierownik nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy.

– Oby nastąpiło to szybko. W przeciwnym razie zawiadamiam

policję. Ma pani czas do wieczora.

– Dobrze – powiedziała Ann i poszła do swojego pokoju.

Później usiadła na łóżku i usiłowała sobie cokolwiek 90

przypomnieć. Jej próby nie przyniosły rezultatu. Wyczerpana

położyła się na łóżku i usnęła. Obudziło ją głośne

pukanie do drzwi. Zerwała się półprzytomna. Otworzyła

drzwi. W progu stał właściciel.

– No i co? – Zapytał. Przypomniała sobie pani cokolwiek?

Możemy otworzyć ten sejf?

Ann nie wiedziała, czego chce ten człowiek. Była zupeł-

nie oszołomiona. Powoli jednak docierało do niej, co się

dzieje. Zaczęła przypominać sobie jakieś cyfry. Nie wiedziała

co oznaczają ale domyśliła się, że jest to kombinacja

której użyła zamykając sejf.

– Idziemy – powiedziała i wspólnie z kierownikiem

udała się do jego biura. Sejf otworzyła bez trudu. Wyjęła

z niego swoją torebkę. Sprawdziła zawartość. Wśród wielu

rzeczy był tam telefon komórkowy portfel, karta bankomatowa

i jej osobista biżuteria. Nie chciała rozmawiać

z nikim. Zapytała tylko gdzie jest najbliższy bankomat.

– Pójdziemy razem – powiedział kierownik.

– Dobrze chodźmy – powiedziała Ann.

Kiedy kierownik wymienił kwotę, jakiej spodziewa się

od niej otrzymać, po raz drugi dzisiejszego dnia ugięły

się pod nią nogi. W pierwszej chwili chciała zaprotestować

ale zrezygnowała przypominając sobie zapowiedź

kierownika o ewentualnym powiadomieniu policji. Wypłaciła

żądaną kwotę i udała się do pobliskiej restauracji.

Założyła wisiorek. Dzięki temu mogłem znowu widzieć

i słyszeć wszystko. Zamówiła mocną kawę i zatopiła się

w myślach. Była zupełnie skołowana. Nie mogła uwierzyć,

że to co usłyszała mogło być prawdą. To było wbrew jej

zasadom. Nigdy nie zachowałaby się wbrew określonym

przez nią samą przekonaniom. Nigdy nie przekroczyłaby

granicy między dobrem a złem. Co się więc stało. Ogarnę-91

ło ją przerażenie. Umysł podsuwał jej tylko jedno wytłumaczenie.

„Tabletka gwałtu”. Miało to sens . Tylko po co?

Przecież dobrowolnie poszła do tego lokalu. Dość wyraźnie

dawała do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko małemu

romansikowi. O co więc tu chodzi? Czyżby jej „adorator”

chciał ją tylko okraść? Czy jego postępowanie miało inne

podłoże? Jeśli chodziło tylko o kradzież, to pal licho. Stać

ją było na stratę takiej kwoty. W końcu zarabiała tak dużo,

że mogła pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, choćby

było by to „trochę” sprzeczne z jej zasadami moralnymi.

Nagle zaniepokoiła się. Jeśli jednak jest inaczej? Jeśli celem

tego typa nie był zwykły podryw i kradzież, to mogą

z tego wyniknąć niezłe kłopoty. „Muszę to sprawdzić zanim

opowiem o tym moim szefom”, powiedziała do siebie.

Takiej rozmowy chciała uniknąć za wszelką cenę. Dopiła

kawę i udała się do Laboratorium. Całe szczęście, że mając

nielimitowany czas pracy nie musiała się praktycznie

nikomu tłumaczyć. Należała do ścisłego kierownictwa.

Była wielokrotnie sprawdzana. Miała status pracownika

z uprawnieniami dostępu do największych tajemnic, więc

korzystała z dużej swobody poruszania się. Praktycznie

po całym świecie. Nikt nie sprawdzał jej kontaktów w życiu

prywatnym. Jeśli jednak to ostatnie wydarzenie było

zaplanowane przez konkurencję, mogła mieć poważne

kłopoty. Nie chciała jednak podnosić jeszcze alarmu. Postanowiła

jak najszybciej skontaktować się z szefem służb

specjalnych i opowiedzieć mu o wszystkim. Była pewna,

że wszystko zostanie w tajemnicy. Ten człowiek nie tylko

był jej przyjacielem, ale miał wobec niej duży dług

wdzięczności. Wyjęła telefon i zadzwoniła do niego. Tim,

bo tak miał na imię, bardzo się ucieszył że zadzwoniła

do niego. Miał nadzieję, że Ann zaprosi go na spotkanie 92

a może nawet na coś więcej. Oczami wyobraźni widział

już romantyczną kolację w dobrym lokalu a później?...

Ann szybko jednak wyprowadziła go z błędu. Kiedy powiedziała

mu tyle ile mogła przez telefon, zaklął brzydko

i powiedział, że wygląda to poważnie i wobec tego muszą

natychmiast się spotkać. Zaproponował małą kawiarenkę

na obrzeżach miasta.

– Będę za pół godziny – powiedział.

– Ja też – odpowiedziała Ann.

Na ustalone spotkanie postanowiła udać się pieszo. Po

około dwudziestu minutach dotarła na miejsce. Tima jeszcze

nie było. Zamówiła kawę i koniak. Była w strasznym

stanie psychicznym. Nie dość, że niczego nie pamiętała,

to jeszcze reakcja Tima na jej wiadomość uświadomiła jej

powagę sytuacji. Normalnie nie nadużywała alkoholu, ale

teraz musiała się napić. Szybko opróżniła zawartość kieliszka.

– No, no nie poznaję cię. Musiało cię coś nieźle wkurzyć

– powiedział Tim, który właśnie przyszedł.

– Witaj – odpowiedziała.

– Wybacz, ale zupełnie straciłam głowę. Nie wiem co

robić. Niewiele pamiętam z ostatnich dni i czuję się podle.

Boję się czy nie zrobiłam czegoś strasznego. Tim musisz

mi pomóc. Inaczej chyba zwariuję.

– Spokojnie Ann. Wiesz jak mi zależy na twojej przyjaź-

ni. Zrobię wszystko, aby wyjaśnić tą niewiarygodną sytuację.

Później wypytał ją dokładnie o wszystko. Opowiedziała

mu dokładnie, co działo się przez kilka poprzednich dni.

Oczywiście tylko to, co zapamiętała. Słuchał jej bardzo

uważnie. Czasami dopytywał o jakieś szczegóły. Chwilę

milczał. Po czym powiedział. 93

– Rzeczywiście nie wygląda to dobrze, ale nie możemy

zakładać najgorszego. Jest w tej historii kilka punktów

które wskazują na to, że to był przypadek. Nikt nie

mógł przecież przewidzieć, że nagle wbrew swoim zasadom

udasz się do nieznanego lokalu, by się upić. To niedorzeczne.

Teraz uspokój się. Postaraj przypomnieć sobie

jeszcze coś a ja uruchomię swoje kontakty, aby dowiedzieć

się prawdy. Prawdę mówiąc oboje wiemy, że jeśli była to

tabletka gwałtu, szanse na to że cokolwiek sobie przypomnisz

są zerowe. Jeśli byłaś obiektem napaści seksualnej

i kradzieży nie będzie tak źle. Wiem, wiem jak to brzmi.

Nie martw się jednak na zapas, powiedział widząc reakcję

Ann. Miałem na myśli że łatwiej będzie ci pogodzić się

z tym, jeśli nie będziesz świadoma tego co się wydarzyło.

– No tak – powiedziała Ann – jest to jakieś pocieszenie.

– Tim, a jeśli to konkurencja? – krzyknęła. Wiesz co

wtedy się stanie? Będę skończona nie tylko zawodowo,

ale będzie mi grozić odpowiedzialność karna.

Puściły jej nerwy. Skryła twarz w dłoniach i rozpłakała

się. Powtarzała:

– Co ja zrobiłam, co ze mną będzie. Co będzie z badaniami.

Ja tego nie przeżyję.

Tim przytulił ją mocno.

– Uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Ja wszystko

sprawdzę. Teraz pójdziemy do mnie. Weźmiesz gorący

prysznic. Zadzwonisz do irmy, że nie będzie cię kilka dni.

Później pójdziesz do łóżka. Musisz wypocząć i odespać te

ostatnie dni. Przypuszczam, że dostałaś potężną porcję

jakiegoś narkotyku i przez kilka dni nie zmrużyłaś oka.

Wstań teraz. Zwiozę cię do domu. Nie wiem, kiedy wrócę.

Nie chcę działać oicjalnie, więc to może trochę potrwać. 94

Ty niczym się nie martw. Jeśli dojdziesz do siebie, możesz

do mnie zadzwonić.

W mieszkaniu Tim pokazał Ann, gdzie co jest.

– Teraz wychodzę. Czuj się jak u siebie.

To mówiąc wyszedł zamykając drzwi. Ann usiadła w

fotelu.

– I co ja mam teraz zrobić? – zwróciła się do mnie.

– Przede wszystkim nie martwić się na zapas i jak radził

ci Tim weź prysznic.

– Masz rację – powiedziała.

Po kąpieli wsunęła się pod kołdrę i natychmiast zasnę-

ła.95

ROZDZIAŁ VII

Spała do następnego rana. Kiedy obudziła się, wyglą-

dała na wypoczętą. Zapytałem natychmiast jak się czuje.

Chwilę myślała i powiedziała:

– Wiesz, chyba prawie dobrze. Nie mogę sobie wszystkiego

sobie przypomnieć, ale po rozmowie z Timem jestem

prawie pewna, że nie stało się najgorsze.

– Co masz na myśli?

– To, że nie zdradziłam żadnej tajemnicy związanej

z wykonywaniem mojej pracy.

– A reszta?

– No cóż, za błędy trzeba płacić. Prawda? – spytała.

Nie chciałem jej dobijać, choć moje zdanie w sprawie

ostatnich wydarzeń było inne. Powiedziałem tylko:

– Ann nie przejmuj się. Na pewno Tim wszystkiego się

dowie.

– Z pewnością, mruknęła. A tak swoją drogą to bardzo

przyzwoity człowiek. Poza tym zaczyna mi się podobać.

– Ej, powiedziałem. Nie za szybko? Dopiero co miałaś

niemiłą przygodę, a już myślisz o nowej.

Ann usiadła na łóżku i powiedziała.

– Próbuję poradzić sobie z tą sytuacją jak tylko potra-

ię. Jestem z tym zupełnie sama. Nie mogę nikomu się

zwierzyć. Przecież wiesz. Mam tylko ciebie i Tima. Komuś

muszę zaufać. Wybrałam Tima. Nie miałam wyboru. Jeśli

dodatkowo on mi się podoba, to co w tym złego? Nie oceniaj

mnie tak surowo Mark i nie krytykuj. Wystarczająco 96

zostałam ukarana za mój brak odpowiedzialności. Nie

wiadomo zresztą, jak to się w ogóle skończy więc skończmy

ten temat.

– Masz rację Ann. Przepraszam. Nie chciałem aby to tak

zabrzmiało. Chciałbym ci pomóc, tylko nie wiem jak.

– Wiem, wiem. Ja też nie jestem w pełni sobą. Wybacz

mi i nie mówmy już o tym dobrze?

– Dobrze, ale nie uciekniemy od tego tematu – powiedziałem.

Obiecuję jednak, że nie będę cię krytykować.

Może być?

– Tak oczywiście, może. Co mam teraz zrobić? Jak my-

ślisz?

– Zadzwoń do Tima – odparłem. – Może już dowiedział

się czegoś.

Ann wzięła telefon do ręki i wykręciła jego numer. Długo

nikt nie odbierał. Nie było połączenia. Po chwili otrzymała

wiadomość sms.

„Nie jest tak źle. Nie martw się. On chciał cię tylko wykorzystać

i okraść. Muszę go odnaleźć i zniechęcić do

krzywdzenia kobiet. Jestem na jego tropie. Myślę że odnajdę

go w ciągu dwóch dni. Pozdrawiam, Tim.”

Po przeczytaniu tego tekstu, Ann podskoczyła na łóż-

ku.

– Mark, jak się cieszę. Wiedziałam, że nie zdradziłam

żadnych tajemnic, zresztą jakoś sobie poradzę.

– Gdyby nie moje, delikatnie mówiąc, niestosowne zachowanie,

byłabym szczęśliwa.

– No właśnie – powiedziałem. Chciałem jeszcze coś dodać,

ale usłyszałem jej głos.

– Mark, Mark daruj sobie. Zrobiło mi się głupio. Przecież

przed chwilą obiecałem, że nie będę jej krytykować.97

– Wybacz mi Ann. Ja naprawdę nie chciałem ci dokuczyć.

Tyle ostatnio się wydarzyło. Martwiłem się o ciebie.

Zniknęłaś na kilka dni. Nie dawałaś znaku życia. Kiedy

odnalazłaś się, ucieszyłem się bardzo, ale nie ukrywam,

byłem również trochę zły. Stąd to wszystko. Postaram się

opanować.

– Dobrze już dobrze. Nie gniewam się – odparła. – Rozumiem.

Przecież to ja jestem winna temu całemu zamieszaniu.

Myślę, że jak Tim przyjdzie i wyjaśni nam wszystko,

to inaczej będziemy patrzeć na tę całą sytuację.

– Masz rację. Musimy czekać na Tima. A co z pracą?

Kiedy tam pójdziesz? – spytałem.

– Myślę że zdecyduję dopiero jak Tim wróci. Teraz nie

czuję się na siłach.

– W takim razie wykorzystajmy ten czas na odpoczynek.

Może po prostu wybierzemy się do parku.

– To dobry pomysł – stwierdziła Ann. – Znam tutaj kilka

miejsc w których można doskonale odpocząć. Jutro

tam się wybierzemy.

Jak obiecała, tak zrobiła. Z samego rana oświadczyła,

że na razie nie myśli o przeszłości. Teraz chce się zrelaksować

i wobec tego zabiera mnie do parku. Myślałem, że to

będzie taki zwyczajny park. Tymczasem Ann zaskoczyła

mnie zupełnie. Ten park przypominał raczej jakiś zaczarowany

ogród. Pełno było w nim cudownie kolorowych

kwiatów, jakich nigdy dotąd nie widziałem. Do tego pełno

egzotycznych drzew i krzewów o niespotykanych kształ-

tach. Wokół roznosiła się cudowna woń. Nie widziałem

jeszcze czegoś tak pięknego i nie czułem takich zapachów.

Do tego zewsząd słychać było świergot ptaków i odgłosy

zwierząt.

– Co to jest? – Spytałem. 98

– To jest jedno z moich ulubionych miejsc odpoczynku.

Tutaj rosną kwiaty, drzewa i krzewy z różnych zakątków

świata. Poza tym jest tutaj taki jakby mini ogród zoologiczny.

– Niebywałe. – Odezwałem się. – To wszystko znajduje

się przecież w środku dużego miasta.

– Ano tak.

– Dlaczego wobec tego nic o tym nie wiedziałem?

– Po prostu dlatego Mark, że nie wychodzisz na spacery.

Nie interesujesz się tym, co znajduje się w twoim

najbliższym otoczeniu. Siedzisz zbyt dużo w domu. Stąd

biorą się twoje kłopoty ze zdrowiem.

Dotarło do mnie że Ann ma całkowitą rację. Zrobiło mi

się głupio. Nie chodziło już o moje zdrowie. Każdy przeciętny

człowiek powienien wiedzieć nie tylko, co ciekawego

znajduje się w jego najbliższym otoczeniu, ale również

w miejscowości w której mieszka. Ja praktycznie nie wiedziałem

prawie nic. Postanowiłem to zmienić, jak tylko

odzyskam swoje ciało. Tymczasem chciałem przy pomocy

Ann dowiedzieć się jak najwięcej o moim mieście. Zapyta-

łem ją, czy moglibyśmy częściej wychodzić na takie spacery

i czy pokaże mi inne ciekawe rzeczy. Byłem pewny,

że chętnie się zgodzi. Tymczasem ona powiedziała, że nie

będzie to takie proste.

– Wiesz przecież Mark, że ja pracuję i to ciężko – powiedziała.

– Teraz wytworzyła się taka sytuacja, że musiałam

coś z sobą zrobić. Nie mogę jeszcze wrócić do normalnych

obowiązków, więc wybrałam właśnie taki sposób na przeczekanie.

Korzystaj więc z tego jak najwięcej. Kiedy wrócę

do pracy, takich okazji nie będzie zbyt wiele. Mam jednak

nadzieję, że te nasze wspólne spacery obudzą w tobie 99

ciekawość do poznawania nieznanych ci dotąd tajemnic

związanych z twoim miastem.

Ann miała rację. Muszę zmienić swoje nastawienie do

życia. Tymczasem nie chcę tracić czasu.

– Chodźmy więc.

Muszę przyznać, że były to jedne z najpiękniejszych

momentów mojego życia. Okazało się, że Ann nie tylko

dużo wiedziała, ale również potraiła w ciekawy sposób

podzielić się tą wiedzą. Przez następnych kilka dni chodziliśmy

na kilkugodzinne spacery. Zauważyłem, że dla Ann

były one również bardzo ważne. Wyciszyła się zupełnie.

Wydawało mi się, że zupełnie zapomniała o przykrych

przeżyciach z ostatnich dni. To dobrze. Musiała odciąć się

od nich i nabrać nowych sił do pracy. Czekały ją bowiem

nowe wyzwania.

Po kilku dniach, niespodziewanie zjawił się Tim. Przyniósł

piękny bukiet kwiatów. Wręczając go Ann, powiedział:

– Moja droga, skończyły się twoje kłopoty. Wiem, że

w twojej pamięci przeżycia ostatnich dni zostaną jeszcze

długo. Myślę jednak, że poradzisz sobie z tym. Jeśli pozwolisz,

chętnie ci w tym pomogę.

Twarz Ann rozjaśnił najpiękniejszy uśmiech jaki dotychczas

widziałem. Dotarło do mnie, że nie był to tylko

uśmiech zadowolenia, ale coś więcej. Ten uśmiech przeznaczony

był tylko dla Tima. Poczułem coś jakby ukłucie

w sercu. Nie miałem przecież ciała więc nie mogłem niczego

odczuwać. Jednak czułem. Zdałem sobie sprawę z tego,

że byłem po prostu zazdrosny. A to ukłucie? Sądzę że był

to znany w medycynie ból fantomowy. Zdarza się to dość

często, kiedy po amputacji np. kończyny pacjenci w dalszym

ciągu ją czują. Zastanowiło mnie jednak to, że ja to 100

odczuwam. Przecież ja byłem tylko kopią mojego mózgu.

Czyżby kopia potraiła samodzielnie myśleć? Muszę opowiedzieć

o tym Ann. Teraz jednak nie mogłem tego zrobić.

Po pierwsze byłem ciekawy co ma do powiedzenia Tim

a po drugie Ann była w takim stanie psychicznego podniecenia

że z pewnością nie mogłaby skupić się na tym,

co bym do niej mówił. Postanowiłem odłożyć rozmowę

na później. Ann zaparzyła kawę postawiła na stole ciasto

i butelkę czerwonego wina. Poprosiła Tima by usiadł na

kanapie i opowiedział jej wszystko co udało mu się dowiedzieć.

– Jak wiesz mam swoje metody, by znaleźć każdego

w każdym zakątku świata. Uruchomiłem wszystkie procedury.

Przyznam, że zrobiłem to trochę wbrew zasadom,

ale chodziło przecież o ciebie, Ann.

Zamilkł na chwilę. Wydawało mi się, że jego głos jakby

trochę zadrżał, a twarz jakby pociemniała. Może mi się

tylko tak wydawało. Może. Natomiast jeśli chodzi o Ann

to nie mogłem się mylić. Jej piękna twarz pokryła się rumieńcem,

a głos wyraźnie zadrżał, kiedy powiedziała:

– Wiem Tim, ale teraz proszę zacznij już opowiadać.

– Dobrze – odpowiedział. – Już po dwóch dniach namierzyłem

go w jednej z knajp kilkaset kilometrów od motelu

w którym był z tobą. Zaczęliśmy obserwację i zbieranie

informacji.

– My? – zapytała Ann. – Myślałam, że tylko ty wiesz

o tym, co się stało.

– Bez obaw, Ann. Mam kilku zaufanych ludzi, którzy

winni mi są przysługę. Ich dyskrecji jestem pewny. Zresztą

sam nic bym nie zdziałał.

– Trochę mnie uspokoiłeś – powiedziała Ann. – Opowiadaj,

co wydarzyło się później. 101

– Obserwacja trwała kilka dni. Okazało się, że to zwykły

oszust, wykorzystujący i okradający kobiety. Nie byłaś

niestety jedyną kobietą, która wpadła w jego sidła. Jest

on doskonałym psychologiem i znawcą kobiecej duszy.

Potrai się doskonale wczuć w rolę pocieszyciela. Kobiety

natychmiast czują się przy nim bezpieczne i poddają

się jego woli. To jest bezlitosny drań. Nie waha się przed

użyciem wszystkich środków, aby osiągnąć swój cel. Do

tego jeszcze zawsze wykorzystuje tabletki gwałtu. Chce

jak najszybciej okraść swe oiary. Kiedy dopnie swego, natychmiast

przenosi się w inne miejsce i zaczyna całą grę

od początku. Jest to ohydny typ. Niebezpieczny i bardzo

skuteczny w tym co robi. Ponadto jest bardzo sprytny.

Jego działalność mogła nigdy nie zostać odkryta. Miał jednak

pecha. Skrzywdził ciebie i traił na mnie. Przysięgłem

sobie, że go dorwę i poniesie zasłużoną karę.

– Co ty mówisz, Tim? Nie możesz z tym iść na policję.

Kiedy ta sprawa wyjdzie na jaw, będę skończona.

– Ann to nie tak – powiedział. – To oczywiste, że wszystko

musi pozostać w tajemnicy i pozostanie. Ten typ został

już ukarany.

Widząc przestrach na twarzy Ann, Tim powiedział.

– Nie nie, to nie to o czym myślisz. Uspokój się. On żyje

i mam nadzieję, że jeszcze bardzo długo będzie na tym

świecie. Musi bowiem odpokutować za krzywdy jakie

wyrządził kobietom. Uwierz mi, że on naprawi wszystko.

Przynajmniej jeśli chodzi o pieniądze, które ukradł swoim

oiarom. Sprawdź swoje konto. Masz na nim wszystko, co

ci ukradł plus rekompensatę za doznane krzywdy.

Ann natychmiast to sprawdziła przez internet. Jej twarz

wyrażała zdumienie. 102

– Dziękuję, ale ja nie chcę niczego więcej prócz tego, co

on mi ukradł.

– Ann nie rozumiem cię, ani większości kobiet. Przecież

zostałaś w podstępny sposób wykorzystana. Wybacz,

ale muszę powiedzieć to wprost. Zostałaś zgwałcona.

I co? Dobrze się z tym czujesz? Ten drań nie ma być

ukarany? Normalnie powinien zgnić w więzieniu. Jednak

w tej szczególnej sytuacji nie jest możliwe postawienie go

przed sądem. Musiałem wymyślić inny sposób, żeby go

ukarać. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że mu wybaczasz

i zgadzasz się na to, aby dalej krzywdził inne kobiety. Ann

nie wierzę, że tak możesz myśleć.

– Nie, nie – powiedziała. – Oczywiście musi on ponieść

karę ale pomyślałam sobie co z pozostałymi oiarami.

Mnie zwrócił pieniądze a innym?

– Nie martw się – powiedział Tim. O wszystkim pomy-

ślałem. Okazało się że ten drań na tej swojej „działalności”

dorobił się sporego majątku. Do tego ma on niezwykły talent

do interesów. Zainwestował w kilka przedsięwzięć

i pomnożył wielokrotnie pieniądze uzyskane z tego ohydnego

procederu. Wyobraź sobie, że mimo posiadania wielomilionowego

majątku nie zrezygnował z wykorzystywania

kobiet. Ten człowiek nie zasługuje na litość. Chyba

zgodzisz się ze mną. Prawda?

– Po tym co usłyszałem, tak. Zasługuje na karę. Tylko

co można mu zrobić, kiedy nie chcemy postawić go przed

sądem.

– No właśnie. Jak myślisz, co było by najgorszą karą dla

tego drania?

– Noo, nie bardzo wiem.

– Ale ja tak. Otóż moja droga Ann. Taką karą jest pozbawienie

go całego majątku. 103

– No tak, ale jak to zrobisz? – spytała. Nie chcesz chyba

zabrać mu go siłą. Było by to przecież przestępstwo.

– Oczywiście, masz rację. Wyobraź sobie jednak, że on

zgodził się dobrowolnie wynagrodzić wyrządzone krzywdy

wszystkim oiarom a to, co pozostanie anonimowo

przekazać na cele charytatywne.

– Niemożliwe – powiedziała Ann. – Jak tego dokonałeś?

Przecież nikt dobrowolnie nie rezygnuje z takiego bogactwa.

– Rzeczywiście, dobrowolnie raczej nie. Trochę pomogliśmy

mu zrozumieć to czego się dopuścił. Nie chcę mówić

o szczegółach, ale po jego pobycie w naszych specjalnych

pomieszczeniach, w których przesłuchujemy różnych

przestępców, ten drań zgodził się na wszystko. Wiedział,

że gdyby nie dotrzymał tego do czego się zobowiązał, jego

życie stałoby się koszmarem. Jestem pewny, że nie będzie

nic kombinować. Jest w głębokiej depresji i niech tak zostanie.

Ważne, że wszystkie jego oiary otrzymają zadość-

uczynienie. Pomoże im to chociaż w części zrekompensować

cierpienia jakich doznały.

– Przekonałeś mnie, Tim. Nie będę więcej poruszać tego

tematu. Wydaje mi się że otrzymał wystarczającą karę.

– Też tak myślę, powiedział Tim. Teraz kiedy wszystko

już wiesz należy nam się trochę relaksu.

– Tak Tim – powiedziała Ann. – Jeśli możesz zrobić

sobie mały urlop, to może wybralibyśmy się do jakiegoś

uroczego zakątka, jak najdalej od tego miejsca, w którym

teraz jesteśmy.

Twarz Tima drgnęła. Widać było, że bardzo się ucieszył.

104

– Dobrze – powiedział. – Wpadnę na chwilę do mojego

biura, załatwię najpilniejsze sprawy, poproszę o kilka dni

urlopu i zaraz wracam. Zawah